zielonacytrynka
30.04.09, 13:03
Mam prawojazdy od 12 lat.Nigdy nie mialam wypadku ani nie bylam
przyczyna czyjegos wypadku. A dzis pod centrum handlowym bylam
uczestnikiem takiej sytuacji.
Wyjezdzam spod cenrum , zakupy spakowane dzieciak zapiety wiec w
droge. na 1 swiatlach musze skrecic w prawo ale poniewaz nie mam
zielonego a jedynie warunek wiec czekam az bedzie pusto a co
najmniej ta bym mogla sie wlaczyc. Za mna staje facet ok 56-60 lat.
I zczyna na mnie trabic , dajac mi znac ze mam sie gdzies wcisnac.
Nie zamierzam, czekam az bede moglas nie narazac siebie i dzieck
ktore pewnie pierwsze dostaloby cios z tylu .Wiec facet zjezdza na
pas dla skretu w lewo, zajezdza mi droge i skreca w prawo . Wjezdza
na lewy pas i gdy wyrownuje do niego otwiera okno i zaczyna mi
ublizac. Krowo i k..o. to najdelikatniejsze epitety.Dodam ze jade
prawym pasem , obok mnie jest wiec siedzenie jego zony ktora slyszy
ta tyrade wyzwisk .Z facetem spotykam sie na kazdych prawie
swiatlach , ja z prawej on z lewej i tak jedziemy jakies 20km. On
sie drze.
Jak reagujecie natakich nerwusow. No ja rozumiem ze sie czlowiek
spieszy,ze cieplo na mozg co po niektorym uderza ale jak wymusze
pierwszenstwo to on mi nie zaplaci za remont ani konsekwencji nie
poniesie wiec olewam takich durni. A jak wy, pokazecie czasem
drogowskaz z srodkowiego palca. Bo ja przyznaje mialam juz naprawde
ochote. Albo jakis kubel zimnej wody dla ochlody.
Dodam ze sporo jezdze ale pierwszy raz mialam do czynienia z taka
eskalacja.