tabakierka2 26.05.09, 09:19 Są tutaj mamy takich? Jak wyglada Wasze zycie? miłość do maluchów? Podzielicie się doświadczeniami? Generalnie intersuje mnie temat Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:36 Nasze życie nieróżni się zupełnie niczym od innych , jestem mama taką samą jak inne mamyKocham swoje dziecko miłością bezgraniczną tak samo ja Ty kochasz swojeTworzymy normalną ,kochającą się rodzinę i na co dzień w ogóle nie myślimy o tym ,że nasze dziecko jest adoptowane Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:43 chmurka_257 napisała: > Kocham swoje dziecko miłością bezgraniczną tak samo ja Ty kochasz > swoje ja nie mam jeszcze dziecka pamietam Cię chmurko, kiedyś rozmawiałyśmy o Waszej coreczce To dlaczego ludzie patrzą na pary, które decydują się na adopcję jak gdyby decydowali się na strzał w plecy z łuku?? albo jakby zdecydowali o samobójstwie? Jak mówię, że być może adoptujemy dziecko ( jeśli nie bedziemy mieć własnego, że tak powiem albo jeśli zechcemy) to reakcje są tego typu "no co Ty! na pewno się Wam uda mieć własne" albo "nie no, takiego adoptowanego to nie kocha się tak samo" - ale to chyba może stwierdzić tylko ktoś, kto ma i wlasne i adoptowane, prawda??? Odpowiedz Link Zgłoś
kachna79 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:50 "nie no, > takiego adoptowanego to nie kocha się tak samo" - ale to chyba może > stwierdzić tylko ktoś, kto ma i wlasne i adoptowane, prawda??? Ja mam dwie biologiczne córki i obydwie kocham nad życie, ale nie kocham ich tak samo Ogólnie jeśli ktoś ma takie obiekcje jak opisałaś to znaczy, że adopcja nie dla niego. Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:54 kachna79 napisała: > Ogólnie jeśli ktoś ma takie obiekcje jak opisałaś to znaczy, że > adopcja nie dla niego. To raczej osoby odradzające adopcję. Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, która ma 30lat i próbuje bezskutecznie zajść w ciążę od dłuższego czasu. Męża już zterroryzowała, że facet ma dość starań pytam, czy nie biorą pod uwagę adopcji, a ona na mnie wielkie oczy - no co ty! nawet mnie nie wkurzaj, nidgy w życiu. Bedziemy próbować do skutku. Powiedziałam jej, że my myślimy o adopcji i to nie tylko w sytuacji jeśli mielibyśmy nie doczekać własnego potomka - już przed slubem ustaliliśmy, że chcemy. O mało mnie nie zabiła. Teksty 'nie możesz tak myśleć' ' musisz mieć nadzieję'... Przykre to i jakieś takie...no nie wiem. Widzę po sobie, że potrafię kochać nawet cudze dzieci ( siostrzencow i bratanków męża), więc chyba żaden problem pokochać dziecko adoptowane? Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:57 > Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, która ma 30lat i próbuje > bezskutecznie zajść w ciążę od dłuższego czasu. Męża już > zterroryzowała, że facet ma dość starań pytam, czy nie biorą pod > uwagę adopcji, a ona na mnie wielkie oczy - no co ty! nawet mnie nie > wkurzaj, nidgy w życiu. Bedziemy próbować do skutku. uwazam ze to duzy nietakt osobie ktora boryka sie nieplodnoscia i walczy o wlasne dziecko sugerowac adopcje to nie jest to samo Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:03 moofka napisała: > uwazam ze to duzy nietakt osobie ktora boryka sie nieplodnoscia i walczy o > wlasne dziecko sugerowac adopcje > to nie jest to samo wszystko jest z nimi OK - nie ma żadnych fizycznych powodów, dla których nie mogliby mieć dzieci. Nie sugerowałam jej adopcji, pytałam, czy bierze taką opcję pod uwagę - wynikło to w zupełnie luźnej rozmowie, w której powiedziałam, że dla mnie to nie problem - my też staramy się o dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:58 uwazam ze to duzy nietakt osobie ktora boryka sie nieplodnoscia i walczy o > wlasne dziecko sugerowac adopcje > to nie jest to samo a ja wcale tak nie uwazam. Moja walka o dziecko trwała długo, bo az 13 lat i dłuuugo nie brałam pod uwagę adopcji, bo jakoś tak zaślepiona byłam i możliwość taka mi umknęła. To własnie ktos otworzył mi oczy, za co jestem bardzo wdzieczna. A kiedy ogłosiłam nowine w domu to rodzina skwitowała, ze juz dawno chcieli mi to zaproponowac, ale uwazali ze to moze byc zle odebrane przeze mnie. A czy macierzynstwo adopcyjne to nie to samo co biologiczne, tego nie wiem, ale moofka tez tego nie wie . Ja tylko moge powiedziec, że czuje sie 100% mamą, mimo ze nie pisane mi bylo wydac swojego syna na swiat tradycyjna droga Pozdrawiam wiec dzis szczegolnie wszystkie mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:41 CytatPrzykre to i jakieś takie...no nie wiem. Widzę po sobie, że potrafię kochać nawet cudze dzieci ( siostrzencow i bratanków męża), więc chyba żaden problem pokochać dziecko adoptowane? Uruchom wyobraźnię nieco i spróbuj zrozumieć, że są osoby, które mimo gigantycznej miłości do całego tabunu siostrzeńców i bratanków (w ogóle porównanie od czapki, to nie są TWOJE dzieci, to jest zupełnie coś innego) chcą mieć dziecko biologiczne, a nie adoptowane. I tak, jest dla nich problemem pokochać dziecko adoptowane. I nie, nie jest to powód do potępienia. Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 11:09 mama_kotula napisała: > > Uruchom wyobraźnię nieco i spróbuj zrozumieć, że są osoby, które mimo gigantycz > nej miłości do całego tabunu siostrzeńców i bratanków (w ogóle porównanie od cz > apki, to nie są TWOJE dzieci, to jest zupełnie coś innego) no własnie o to chodzi, że POMIMO, ŻE TO NIE SĄ MOJE DZIECI TO JE KOCHAM. chcą mieć dziecko bi > ologiczne, a nie adoptowane. > I tak, jest dla nich problemem pokochać dziecko adoptowane. > I nie, nie jest to powód do potępienia. > Ja pisałam o sobie, a nie o tabunie innych ludzi, OK? Dla mnie to nie jest problem,a czy dla innych tak - to już jakby inna historia. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:12 CytatJa pisałam o sobie, a nie o tabunie innych ludzi, OK? Dla mnie to nie jest problem,a czy dla innych tak - to już jakby inna historia. Tabakierko, ale jednak uogólniłaś, zadając pytanie retoryczne "czy to taki problem pokochać adoptowane?" (w domyśle: no przecież nie moze być problemem, skoro ja kocham moich siostrzeńców). Można kochać setki dzieci "nieswoich", a mimo to mieć watpliwości, czy dziecko adoptowane tak luźno i z marszu pokocha się jako SWOJE - bo to już nie będzie jakimś tam kochanym siostrzeńcem, tylko twoim synem/córką. I tak, wiem, to truizm, ale obce dzieci (mam na mysli siostrzeńców, kuzynów i całe to tałatajstwo powiązane rodzinnie/spowinowacone/dzieci znajomych) jednakoż kocha się inaczej niż dziecko swoje (adoptowane=swoje). Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:21 mama_kotula napisała: > > Tabakierko, ale jednak uogólniłaś, zadając pytanie retoryczne "czy to taki prob > lem pokochać adoptowane?" (w domyśle: no przecież nie moze być problemem, skoro > ja kocham moich siostrzeńców). jesli tak to odczytałaś, to faktycznie można powiedzieć, że uogólniłam, ale cały czas pisałam o sobie -> czy to taki problem pokochać adoptowane dziecko - raczej miało formę pytania retorycznego do mnie samej za bardzo analitycznie podeszłaś do mojej wypowiedzi > > Można kochać setki dzieci "nieswoich", a mimo to mieć watpliwości, czy dziecko > adoptowane tak luźno i z marszu pokocha się jako SWOJE nie no, oczywiście, podejrzewam, że każda para ( albo większość) zanim zdecyduje się na adopcję bedzie przeżywać rozterki i zadawać sobie pytanie 'czy pokocham'. Dlatego, zapewne, nie dla wszystkich par adopcja jest dobrym rozwiązaniem. - bo to już nie będzie j > akimś tam kochanym siostrzeńcem, tylko twoim synem/córką. I tak, wiem, to truiz > m, ale obce dzieci (mam na mysli siostrzeńców, kuzynów i całe to tałatajstwo po > wiązane rodzinnie/spowinowacone/dzieci znajomych) jednakoż kocha się inaczej ni > ż dziecko swoje (adoptowane=swoje). > > każdego kocha się inaczej - inaczej kocham mamę niż tatę, inaczej kocham męża niż rodziców i pewnie inaczej kocham sisotrzeńców/bratanków i w tym każdego z nich z osobna różne miłości, ale czy gorsze/mniejsza ta miłość? <to są pytania retoryczne, nie mające na celu uogólniać > Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 15:43 Siostrzeńcy i bratankowie to są nadal po części Twoje geny, Twoja rodzina. Ja nie jestem pewna czy byłabym w stanie pokochać dziecko adoptowane, tak jak własne czy mojej siostry. Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:05 > ja nie mam jeszcze dziecka Bardzo ,bardzo przepraszam!!Nie wiem dlaczego ,ale byłam święcie przekonana ,że masz już dziecko. Temat adopcja to nadal temat tabu ,choc w dzisiejszych czasach jest już lepiej niż kilka lat temu. Ludzie bardzo często nie znając "tematu" wypowiadają się tylko z tego co gdzieś usłyszeli drogą pantoflową .To bardzo mylne i bardzo krzywdzące dla takich dzieci ,z góry już wiekszośc zakłada ,że z takich dzieci wyrosną tylko łobuzy ,alkoholicy,narkomani itp. tylko dlatego,że geny zrobią swoje.Owszem ,geny mają duże znaczenie ,ale wychowanie i miłośc rodziców też dużo znaczą.Zawsze ,kiedy słyszę tego typu teksty kwituję tylko jedną odpowiedzią " jaką masz pewnośc ,że twoje dziecko będzie idealne, że nie odziedziczy genów po pradziadku co był alkoholikiem ,albo po prababci co się łajdaczyła..."Zazwyczaj pomaga Co innego jest z miłością do takiego dziecka, to zrozumiałe ,że nie kady potrafi pokochac dziecko ,które nie jest jego własnym rodzonym.Dlatego ,aby adoptowac dziecko trzeba byc tego pewnym w 100%,że jest się na to gotowym . Odpowiedz Link Zgłoś
annamariamuff Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 12:02 chmurka_257 naze > . > Ludzie bardzo często nie znając "tematu" wypowiadają się tylko z tego co gdzie dzieci wyrosną tylko łobuzy > ,alkoholicy,narkomani itp. tylko dlatego,że geny zrobią swoje.Owszem ,geny mają > duże znaczenie ,ale wychowanie i miłośc rodziców też dużo znaczą. Chmurko mysle ,ze to nie chodzi o geny chyba ,ze w sensie przekazanie twojego materialu genetycznego przyszlym dzieciom biologicznym dla wielu jest to bardzo istotne i nie ma co sie dziwic (TO INSTYNKT) Jest rowniez wiele zaburzen ktore moga sie pojawic u dzieci adopcyjnych i z ktorymi nie kazdy moze czuc sie na silach zmierzyc pisze o RAD, FAS .Mnie by bardziej przerazaly te zaburzenia niz jakies tam geny Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 12:12 nie mówię tu o wszystkich lecz o większości Pierwsze co słyszysz od ludzi na wieśc o twojej adopcji to " nie boisz się, przecież nie wiesz z jakiej ono rodziny będzie pochodzic ,nie wiesz co z niego wyrośnie..." Ja na własnej skórze przekonałam się, że tu chodzi tylko o geny Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 12:25 annamariamuff napisała: > Jest rowniez wiele zaburzen ktore moga sie pojawic u dzieci > adopcyjnych i z ktorymi nie kazdy moze czuc sie na silach zmierzyc > pisze o RAD, FAS .Mnie by bardziej przerazaly te zaburzenia niz > jakies tam geny > ok, ale jaką masz pewność jakie choroby może mieć Twoje własne dziecko??? dla przykładu wśród rodzeństwa mojej babci pojawiły się chyba wszystkie możliwe nowotwory - w tym czerniak, rak szyjki macicy, rak okręznicy (babcia miała b.liczne potomstwo), mukowiscydoza (ciotka dozyła 50tki z chorobą) + nadciśnienie tętnicze -> to choroby o których wiem. Od strony mamy - > żylaki, otyłość Mąż -> cukrzyca ( w kazdym pokoleniu przynajmniej jedno z dzieci ma cukrzycę - w tym mąż i jego brat)... Jaką mam pewność że moje dzieci nie zachorują na którąs z tych chorób? Co do FASu możesz mieć pewność, jak nie pijesz, to OK, ale poza tą chorobą jest wiele wiele innych. Nie wiadomo, czy geny męża i żony połączone w dziecku nie kryją za sobą jakichś strasznych chorób. Odpowiedz Link Zgłoś
annamariamuff Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:59 tabakierka2 napisała: > annamariamuff napisała: > > > > Jest rowniez wiele zaburzen ktore moga sie pojawic u dzieci > > adopcyjnych i z ktorymi nie kazdy moze czuc sie na silach zmierzyc > > pisze o RAD, FAS .Mnie by bardziej przerazaly te zaburzenia niz > > jakies tam geny > > > > ok, ale jaką masz pewność jakie choroby może mieć Twoje własne > dziecko??? Nie mama zadnej pewnosci tylko przypuszczenia) ale w przypadku dziecka adaptowanego moge miec jeszcze o te dwa zaburzenia wiecej. Pomijajac fakt ,ze w Polsce leczenie zaburzenia wiezi jest jeszcze w powijakach i trudno znalezc opracowania na ten temat nie mowiac juz o porzadnym specjaliscie. Nie neguje adpopcji jako takiej uwazam jednak ,ze wiele osob podchodzi do adopcji ze zbytnia lekkoscia nie zdajac sobie sprawy z czym tak naprawde trzeba bedzie sie zmierzyc. Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 14:11 annamariamuff napisała: > Nie mama zadnej pewnosci tylko przypuszczenia) ale w przypadku > dziecka adaptowanego moge miec jeszcze o te dwa zaburzenia wiecej. niekoniecznie > Pomijajac fakt ,ze w Polsce leczenie zaburzenia wiezi jest jeszcze w > powijakach ale masz na myśli tzw. przywiązanie do obiektu ( od ok.6mc zycia dziecka)? generalnie najnowsze badania ( niestety nie mam źródła przy sobie) pokazują, że jednak ten okres krytyczny nie jest aż istotny jak kwestia stałości obiektu ( żeby dziecko mogło nawiązać więź z jednym i tym samym opiekunem < ewentualnie z dwoma, trzema, ale stałymi> i trudno znalezc opracowania na ten temat nie mowiac juz > o porzadnym specjaliscie. No co Ty. Jak to trudno? Jak będę w domu, poszperam w materiałach i Ci prześlę, jeśli chcesz. uwazam jednak ,ze wiele osob > podchodzi do adopcji ze zbytnia lekkoscia nie zdajac sobie sprawy z > czym tak naprawde trzeba bedzie sie zmierzyc. > hmm...wiele osób decyduje się OGOLNIE na dziecko nie zdając sobie sprawy z czym trzeba się zmierzyć, tyle, że przyszli rodzice adopcyjny przechodzą mnóstwo 'badań' i spotkań z psychologami i pedagogami, więc można się pokusić o stwierdzenie, że są lepiej przygotwani do roli rodziców niż 'przeciętni' rodzice ( nie poparte badaniami, to wyłącznie moje tezy i nie zgeneralizowane na ogół populacji)i bardziej świadomi własnych potrzeb i ograniczeń. Przecież nikt nie przygotowuje 'zwykłych' rodziców do tej roli; są szkoły rodzenia, ale wychowania już nie a ci adopcyjny są dość dokładnie przecież weryfikowani. Odpowiedz Link Zgłoś
annamariamuff Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 14:39 Tabakierko napisalam "moga miec" co nie znaczy musza ale jest to bardzo prawdopodobne zwlaszcza przy adopcji dziecko starszego ale nie tylko.Mama fajne strony na temat zaburzenia wiezi RAD tylko niestety moj laptop nie kopiuje linkow. O specjaliste dobrego specjaliste jest trudno. Wiekszosc opracowan jest w jezyku angielskim. Tu wklejam fragment wystapienia Danuty Platek Flasz jesli Cie to interesuje jak wrzucisz w google jej nazwisko i haslo wywolawcze wyskoczy caly artykul RAD: Reactive Attachmen Disorder - Zespół Zaburzenia Więzi Kiedy człowiek przychodzący na świat , skazany jest na rozwój biologiczny , psychospołeczny,moralny,intelektualny , emocjonalny itp... Powszechnie wiadomo ,że w życiu człowieka mają znaczenie , tak pragnienia popędowe, jak i relacje z innymi ludźmi. Bez nawiązania relacji , kontaktu z jedna osobą , a potem i innymi osobami , nie jest możliwy prawidłowy rozwój jednostki. W wieku niemowlęcym zależność dziecka od osób opiekujących jest niezwykle ważna dla wielu czynników rozwoju dziecka nie tylko fizjologicznego, ale również psychicznego w tym emocji. Wpływ czynnika emocjonalnego stanowi olbrzymią siłę sprawcą dla dalszego rozwoju dziecka. Natomiast urazy tego okresu rozwojowego powodują poważne konsekwencje dla dalszych etapów rozwoju psychofizycznego. Im te urazy zdarzają się wcześniej tym skutki dla dalszego rozwoju są poważniejsze. Pozbawienie dziecka uczuć matki, ciepła opieki, symbiozy dziecka z matka prowadzi do deprawacji uczuciowej.Matka może tu oznaczać wszelkie osoby znaczące, które mogą tę role pełnić, tej funkcji nie musi pełnić matka biologiczna, jednak musi to być jakaś jedna, odpowiedzialna osoba np. babcia, czy rodzic adopcyjny czy zastępczy.. najczęściej jest to kobieta. z kobietą łączy się opiekuńczość, serdeczność, ciepło. Uczucia, którymi matka obdarza dziecko stanowi dla dziecka rodzaj emocjonalnej stymulacji. Ta sfera emocjonalna odgrywa bardzo ważną rolę w rozwoju. Nastawienie dziecka do matki i stosunek uczuciowy jest prototypem wszystkich relacji dziecka w późniejszym życiu, prototypem kontaktów interpersonalnych człowieka. Matka i dziecko wymieniają między sobą komunikaty. Początkowo dziecko wydaje dźwięki nie artykułowane, potem są to dźwięki o wyraźniejszej artykulacji takie jak gaworzenie, mimiczno-emocjonalne (uśmiecha się). Jest to repertua odczuwania w zakresie uczuć wyższych. Poprzez kontakt mimiczny, emocjonalny, wokalny tworzy się ten repertuar, który rzutuje na sferę uczuciową. W zachowaniu matki mogą występować takie elementy zachowania, które dają dziecku poczucie bezpieczeństwa (to jest przede wszystkim stała obecność matki fizyczna lub wzrokowa - matka kontroluje dziecko). Gotowość matki do wymiany sygnałów- matka to ujawnia tonem głosu mimika, gestem. Tworzy się więź między matką a dzieckiem. Konsekwencją tego kontaktu jest wyróżnienie matki z otoczenia i wyrażanie uczuć do matki. Dziecko również prowokuje matkę do takich reakcji. Psychiatra John Bowlby opisał takie reakcje dziecka i nazwał je społecznymi wyzwalaczami. Uważał, że są to reakcje wrodzone. Pięć społecznych wyzwalaczy: 1) Uśmiech - niemowlęcia specyficzny dla gatunku ludzkiego (3 miesiąc). 2) Krzyk - wyzwalacz społeczny; on sygnalizuje potrzeby dziecka, wyzwala instynkty opiekuńcze (mało która osoba jest obojętna na krzyk dziecka). 3) Przywieranie - wrodzona potrzeba kontaktu fizycznego, szczególnie u bardzo małych dzieci (b. małe dzieci 2-4 m. - jest im obojętne kto ich przytula). Natomiast powyżej 6- miesiąca życia dziecko zaczyna różnicować miedzy matką a innymi osobami. Śledzi gdzie idzie matka. Dzieci w tym wieku źle znoszą rozłąkę, silnie reagują na pozostawienie ich samym sobie. Dziecko na różne sposoby próbuje zwrócić na siebie uwagę: poprzez gaworzenie, stukanie klockiem, mimiką, gestami. gdy bierze je ktoś obcy dziecko nieruchomieje (około 9-miesiaca pojawia się wyraźny strach, dziecko wyróżnia obraz matki od innych osób). 4) Podążanie i nie odstępowanie wzrokiem (7-8 miesiąc) 5) Ssanie - kwitek reakcji wrodzonych. W pierwszym etapie życia nazywamy etapem przywiązania. Jest to etap kiedy buduje się związek matki z dzieckiem A tu kilka przykladow zachowan dziecka z zaburzeniem wiezi Każde dziecko jest inne, niektóre symptomy zależą od wieku. - negująca postawa wobec najbliższych ( matka, opiekun, rodzice) - bardzo nieregularne spanie, jedzenie, agresywna mimika nawet u niemowlaków - szukanie w nienaturalny sposób kontaktu fizycznego - posiadają nienaturalne, ekstremalne poczucie własności - niektóre z tych dzieci nie chcą być dotykane, próby przytulenia wywołują lęk lub agresję. Trudniej tutaj załagodzić sytuację gestem, przygarnięciem dziecka do siebie - niektóre dzieci wywołują sztuczną wesołość wcielając się w role "domowego klauna" - inne znowu są ciche , przyjmują postawę wyczekiwania, bliską apatii - jeszcze inne są hałaśliwe i niedelikatne Wciąż szukają powodu do kłótni - mają nieskoordynowane ruchy, przewracają różne przedmioty, niszczą je - w razie konfliktu nie można dotrzeć do dziecka, nic nie robi na nich wrażenia- ani łagodne podejście ani poważniejsze kary nie dają żadnego efektu - dziecko prawie nigdy nie okazuje skruchy. Sumienie o podwójnej naturze. - dziecko nieprawidłowo odróżnia rzeczy ważne od błahych , podłe od niegrzecznego zachowania - brak sumienia - dziecko nigdy samo nie przyznaje się do popełnienia jakiegoś przekroczenia , na drugi dzień lub jeszcze wcześniej zapomina o nim - dziecko pamięta , że rodzice byli wściekli / dostało lanie, reprymendę/, ale nie pamięta powodu ich reakcji - " jeśli znowu będziesz kłamać mamusia będzie znowu wściekła"- za takim tokiem myślenia dziecko nie nadąża i nie lokuje go w pamięci. Odpowiedz Link Zgłoś
annamariamuff link 26.05.09, 14:50 www.misjanadziei.org.pl/artykuly/rad_flasz.htm Co do opracowan mozna cos znalezc w necia w formie definicji natomiast gorzej z wyjasnieniej jak dziecku pomoc ,jak sie do tego zabrac jak postepowac z zaburzonym dzieckiem.Dlatego hurra optymizm w stosunku do adopcji mnie zawsze rozklada na lopatki Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2012 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:52 Witaj Jestem mama adopcyjna od 2003 roku i jak każda mama kocham dziecko nie zastanawiając się nad tym skąd się wzieło i jakie ono jest jakie ono będzie w przyszłości, choć się mówi o genach to i tak wiemy, że zależy to od tego co my damy jak my wychowamy, co przekażemy, co ztłumimy, a co wzmocnimy, nie da się przewidzieć rekcji na 100% .Poprostu w życiu, dzieje się i toczy, czasami przymykamy oczy aby zobaczyć świat uroczy. A całym moim światem sa moje dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 agnieszka 26.05.09, 09:55 a w jakim wieku masz dzieci? wszystkie adopcyjne? I jakie reakcje otoczenia? ( moi rodzice ' my chcemy mieć WŁASNEGO wnuka' ) Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: agnieszka 26.05.09, 10:13 >moi rodzice ' my chcemy mieć WŁASNEGO wnuka Moja mama również odradzała mi adopcję tylko dlatego,że byliśmy jeszcze młodzi (ja 23,mąż 24 lata i 2 lata po ślubie).Zawsze mówiła nam ,że na pewno nam się uda ,że warto poczekac itp.Dziś ,nasza córka jest oczkiem w głowie dziadków ,całym ich światem , choc nie jest jedyną wnuczką i nie najmłodszą Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 chmurka 26.05.09, 10:16 a to nie jest tak, że trzeba być 5 lat po ślubie, żeby móc adoptować dziecko? A Wy nie możecie/nie chcecie mieć 'własnych' dzieci? (jesli pytanie jest niekulturalne albo niegrzeczne to udajmy, że go nie bylo, OK?). Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: chmurka 26.05.09, 10:23 niektóre ośrodki mają wymagania co do stażu ,nasz akurat takiego nie miał i nie ma do dziś > A Wy nie możecie/nie chcecie mieć 'własnych' dzieci? (jesli pytanie > jest niekulturalne albo niegrzeczne to udajmy, że go nie bylo, OK?). Nie ,dlaczego niekulturalne Z nami jest tak ,że nikt nam nidy nie powiedział,żę dzieci miec nie możemy miec ,zawsze słyszeliśmy tylko ,że możemy miec "małe " problemyJak widac ,problem jest chyba znacznie większy bo przez 8 lat tylko raz udało mi się zajś w ciążę ,którą poroniłam Ale ,tak naprawdę nie myślę już o ciąży ,nawet nie wiem do końca czy chciałabym w niej byc Cieszę się z tego co los mi dał i czuję się już spełniona jako mama Odpowiedz Link Zgłoś
kasiakasienka1981_2 Re: tabakierka2 26.05.09, 10:42 Witam! Ja mogę się wypowiedzieć z drugiej strony czyli jako dziecko z rodziny zastępczej. Mam najwspanialszą Mamę pod słońcem, która kocha mnie nad życie zapewniła mi wspaniałe dzieciństwo i do dziś jest najukochańszą najwspanialszą mama na świecie, na którą zawsze mogę liczyć. Koleżanki zawsze zazdrościły mi mojej mamy. Nigdy nie odczułam ze nie jestem jej biologicznym dzieckiem ani z jej strony ani ze strony rodziny. Od zawsze wiedziałam, że nie jest moja biologiczną mama i kiedy zdarzało, że np. w szkole dokuczano mi z tego powodu to Mama zawsze mnie wtedy przytulała i mówiła "Pamiętaj kochanie mimo tego, że cie nie urodziłam to kocham cię najbardziej na świecie i zawsze będę cie kochać" i wszystkie smutki znikały Kocham Cię Mamo Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:24 Mój syn ma 6 a moja córka 2 właśnie kończymy adopcję, mojej rodziny sie nie bałam i nie zależałomi co powiedzą ponieważ wiedziałam, że oni mają swoje życie i nie mieszkam z nimi, poza tym jak mi mogą odradzać dzieci jak sami je posiadali i pragęli posiadać, Ja wiedziałam że chcę mieć wesoło w domu, czasem strasznie , czasem głośno a czasem ciszę, nie przeraża mnie otoczenie co powiedzą bo to co ja chce to moje Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: agnieszka 26.05.09, 10:29 a jak długo trwa taka procedura? i w jakim wieku były maluchy kiedy do Was trafiły? Co oznacza, że procedura adopcyjna się kończy? Jestem zielona w temacie, a jest dla mnie interesujący i chciałabym poznać spojrzenie osób, które adoptowały. I jak to wyglada praktycznie? określa się w jakim wieku chciałoby się adoptować dziecko i jakiej płci? Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:37 Syn do nas trafił jako 2 miesięczne dziecko, a córka jako 18 miesięczna dziewczynka, przy pierwszej adopcji trwało to 18miesięcy a przy drugiej 3 lata, tylko dlatego ze tak dużo rodzin się zgłasza, a do tego, jak wiadomo kto lepiej stoi finansowo i co posiada ma dobrze i szybko, później zależy do jakiego ośrodka sie trafi czy poństwowy czy katolicki, to wszystko zależy od ale Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: agnieszka 26.05.09, 10:48 > a jak długo trwa taka procedura? Jeśli chodzi procedurę sądową,to może trwac różnie ,zależy to wszystko od sądu.Czasem trwa to miesiąc ,czasem rok. Jeśli zaś o procedurę adopcyjną to zależy to wszystko do jakiego ośrodka trafisz,zazwyczaj jest to od 6 mies. do 3 lat. > Co oznacza, że procedura adopcyjna się kończy? To znaczy to,że znalazło się już dziecko lecz nie odbyła się jeszcze końcowa sprawa adopcyjna. > I jak to wyglada praktycznie? określa się w jakim wieku chciałoby > się adoptować dziecko i jakiej płci? Możesz określic i płec dziecka i wiek oraz narodowośc a także pochodzenie. Ale powiem Ci z własnego doświadczenie (chcieliśmy dziecko do 6 mies. dostalismy prawie 2-letnie),żę tak naprawdę nikt na to nie patrzy i jeśli jest jakies dziecko gotowe do adopcji to dzwonią z propozycją do Ciebie ,możesz sie zgodzic lub odmówic jeśli proponowane dziecko nie spełnia Twoich oczekiwań.Dla mnie to straszne ,ale uwierz mi są tacy ludzie ,którzy potrafią powiedziec " NIE DZIĘKUJEMY ,POCZEKAMY JESZCZE" Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: agnieszka 26.05.09, 12:39 jeśli jest jakies > dziecko gotowe do adopcji to dzwonią z propozycją do Ciebie ,możesz sie zgodzic > lub odmówic jeśli proponowane dziecko nie spełnia Twoich oczekiwań.Dla mnie to > straszne ,ale uwierz mi są tacy ludzie ,którzy potrafią powiedziec " NIE > DZIĘKUJEMY ,POCZEKAMY JESZCZE" > A nie przyszło ci do głowy, że może ktoś zdaje sobie sprawę, że nie podoła leczeniu, rehabilitacji i wychowawniu dziecka chorego, z licznymi dysfunkcjami? Z grubsza każdy zna swoje możliwości. Z grubsza, rzecz jasna. Czy to takie straszne? Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: agnieszka 26.05.09, 12:41 aandzia43 napisała: > A nie przyszło ci do głowy, że może ktoś zdaje sobie sprawę, że nie > podoła leczeniu, rehabilitacji i wychowawniu dziecka chorego, z > licznymi dysfunkcjami? Z grubsza każdy zna swoje możliwości. Z > grubsza, rzecz jasna. Czy to takie straszne? > ale mówimy o opcji "wiek, płeć" więc spokojnie. Nie mówiłyśmy o dysfunkcjach to inna inszość i trzeba być odpowiednio przygotowanym i świadomym. Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: agnieszka 26.05.09, 13:25 A nie przyszło ci do głowy, że może ktoś zdaje sobie sprawę, że nie podoła leczeniu, rehabilitacji i wychowawniu dziecka chorego, z licznymi dysfunkcjami? Z grubsza każdy zna swoje możliwości. Z grubsza, rzecz jasna. Czy to takie straszne? ja tu pisałam o wieku i płci dziecka ,a nie chorych dzieciach bo to jest inny temat i tu akurat nikt kto pragnie zdrowe dziecko nie wciśnie chorego . Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka_gk Re: agnieszka 27.05.09, 12:46 Kwestia wieku też nie jest taka oczywista - bo to duża róznica adoptować dziecko 2-miesięczne a 6 letnie. A jeśli chodzi o miłość do dziecka adoptowanego, to warto wiedzieć, że kochać to jedno, a radzić sobie z licznymi dysfunkcjami rozwojowymi i emocjonalnymi dziecka to drugie. Większośc znanych mi dzieci adoptowanych to dzieci zdrowe, normalnie się rozwijające, w niczym nie odstające od rówieśników, ale bywają też dzieci na prawdę trudne, z dużą traumą odrzucenia, z zaburzeniem więzi, którym sama miłośc nie wystarcza, a o profesjonalną, specjalistyczną poradę i opiekę psychologiczną też bardzo trudno. Warto to wszystko wiedzieć, bo jakie dziecko trafi do nas nigdy nie wiemy. Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: agnieszka 27.05.09, 12:55 agnieszka_gk napisała: > Warto to wszystko wiedzieć, bo jakie dziecko trafi do nas nigdy nie > wiemy. ale przecież rodząc własne dziecko, też nie wiesz nigdy z jakimi problemami będziesz musiała się borykac w przyszłości .Dziecko to wielka niewiadoma ,nie ważne czy adoptowane czy biologiczne . Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka_gk niezupełnie 27.05.09, 14:40 "ale przecież rodząc własne dziecko, też nie wiesz nigdy z jakimi problemami będziesz musiała się borykac w przyszłości .Dziecko to wielka niewiadoma ,nie ważne czy adoptowane czy biologiczne" To częsty argument podnoszony w dyskusjach o adopcji i prawdziwy tylko do pewnego stopnia. Oczywiście, że nasze biologiczne dziecko może mieć rózne problemy zdrowotne czy sprawiać przeróżne problemy. Ale prawdopodobieństwo, że będzie mieć chorobę sierocą, traumę porzucenia, zaburzenia więzi ze wszelkimi tego konsekwencjami jest juz raczej minimalne. Nie znaczy, że kazde dziecko dziecko adoptowane jest "trudne" - jak juz mówiłam, zdecydowaną większośc dzieci jaką znam są to "normalnie" rozwijające się dzieci, ale czytam i znam z opowieści własnie takie trudniejsze historie. Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: niezupełnie 27.05.09, 14:52 I właśnie dlatego nie każdy może stac się rodzicem adopcyjnym .Na adopcje trzeba byc gotowym w 100% ,taka decyzja musi byc bardzo dobrze przemyślana ,trzeba pomyślec nie tylko o tym dobrym co nas spotka ale też o tym "złym".Taki rodzic musi przejśc szereg badania i testów psychologiczne oraz szkolenia .Na tych szkoleniach właśnie dostajesz podpowiedzi jak się wychowuje takie dziecko ,co trzeba robic w sytuacjach kiedy dziecko ma chorobę sieroca ,co trzeba dziecku mówic aby odzyskało swoje poczucie wartości...Nie mówię ,że to są banalnie proste sprawy ,ale uwierz mi ,jeśli kocha się to dziecko całym sercem to jest to do pokonania Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka_gk Re: niezupełnie 27.05.09, 15:48 Jestem mamą adopcyjną i przechodziłam przez wszystkie szkolenia, badania testy. OAO, jeśli podchodzą do swojej pracy profesjonalnie, przekazują przyszłym rodzicom adopcyjnym wiele potrzebnych informacji i teoretycznie r.a. są bardziej przygotowani do rodzicielstwa generalnie niż przecietni rodzice biologiczni. Ale są poruszane z reguły najbardziej powszechne problemy występujace w rodzinach adopcyjnych - jawnośc adopcji, budowanie tożsamości, poczucia wartości itd. To ważne, ale gama i skala probelmów mogą znacząco wybiegać poza "standardowe" problemy. Proponuję zajrzeć na nasz-bocian.pl i poczytać o róznych problemach malych i nastoletnich dzieci na Adopcyjnych dylematach. Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:49 Co do tego jakie dziecko i w jakim wieku to wszystko zależy od ośrodka, od pań jak na to patrzą jakie są wasze wymagania, choć czasem im sie nie podoba że ktoś konkretnie chce mieć syna albo córke i sie tu z nimi zgadzam bo to wieksze ryzyko rozczarowania a miało być tak pięknie, a tak byłam w ciąży adopcyjnej inie wiedziałam co urodze to było piękne i już tak chciałam i tak mam tak wybrałam i los mi szczęscie dał, dwa razy 100% marzeń Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:56 Gdyby mi mama tak powiedziała to ja bym jej jedno zadała pytanie czy ty mnie chciałaś, a gdybyś nie mogła to co byś zrobiła jakie ty miałaś pragnienia, czy ty byś potrafiła żyć bez dziecka, czy ty mnie się wstydzisz, ja mam takie samomażenie jak ty mamo Kocham i szanuję cię za to ze ty mnie chiałaś ja też tego chcę doświadczyć, nie odbieraj mi tego mówiąc chce mieć własnego wnuka Odpowiedz Link Zgłoś
leli1 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:50 patrze na mojego mlodego i mowie do męża "ale on sliczny, z nas by taki ładny nie był" ), to oczywiscie w formie zartu, ale jakos tak nie mam sczegolnego pędu do przekazywania walsnych genów, a dziecko do kochania, troszczenia sie o nie, wprowadzania w zycie juz mam. I to jest MOJE dziecko, WLASNY wnuczek swojej babci i dziadka i nie wyobrazam sobie ze urodzone przeze mnie moglabym kochac bardziej. Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka2012 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:42 a co do zakończenia adopcji to mi chodzi o to, że Pani sędzia pozwoliła sobie na głębsze badanie naszej chćei adopcji, więc postanowiła że nam da czas na zastanowienie się czy nadal chcemy adoptować małą i do tego jeszcze raz musieliśmy przejśc procedurę badań psychologicznych i pedagogicznych, ale jest wszystko na dobrej drodze myślę ze w czerwcu będzie koniec i córa będzie nosić wkoncu nasze nazwisko zdązyła już sie jego nauczyć szczęśliwa rodzinka Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:08 Moja matka ma adoptowanego brata. Został adoptowany, gdy miał 7 lat - owszem, byly problemy z nauka (ja ze swoimi rodzonymi mam o wiele wieksze...), ale skonczył studia, ma wlasne dzieci. A najsmieszniejsze, ze jeśli chodzi o zachowanie, wady , zalety i sposób mowienia - jest po prostu kopia mojego dziadka... Odpowiedz Link Zgłoś
tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:26 u mnie na osiedlu była podobna historia para adoptowała chłopca. Chłopiec nie bardzo do nich podobny, no bywa. Ożenił się i ma dwójkę dzieci obecnie. Synek jest tak podobny do dziadka, że jest nieprawdopodobne! te same ruchy, gestykulacja, sposób chodzenia Jak to możliwe??? możliwe, że adoptowany syn przejał ruchy/gestykulację na zasadzie obserwacji <nieświadomie> a jego syn odziedziczył? Odpowiedz Link Zgłoś
chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:45 jasne ,że możliwe U nas jest identycznie ,różnimy się bardzo,bardzo wyglądem .My- ciemne włosy ,ciemna karnacja ,ciemne oczy ,a nasz córcia -blondyneczka ,malutka i drobna jak calineczka ,oczka błękitne ,cera jasna ,ale za to ruchy,gestykulacja,sposób wysławiania się ma nasze ,uwielbia lody za tatą ,uwielbia wodę za mamą,nawet ma pieprzyk na buzi w tym samym miejscu co tata Odpowiedz Link Zgłoś
smerfetka8801 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:53 rozmawialiśmy z mężem o adopcji choć mamy własne dziecko i chcemy jeszcze jedno sęk w tym,ze jeśli tylko będzie nas stać na zapewnienie godnego życia większej ilości dzieci to zapewne zdecydujemy się na adopcję. oboje uważamy ,ze każde dziecko zasługuje na miłość Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 13:08 O adopcji mysle dlugo, ten temat wraca co jakis czas w rozmowach z moim partnerem. I rowniez nie raz slyszalam oburzenie, jak mozna brac cudze dziecko, przeciez to sa obce, zle geny, ze z takich dzieci nic dobrego nie wyrasta, itd. Wtedy szukam w glowie jakiejs znajomej rodziny, ktora ma problemy z bilogicznymi dziecmi. Podaja jako przyklad bzdury nt. tych zlych genow (chodzi im z reguly o alkoholizm, przestepczosci, itp.) i wtedy faktycznie ciezko znalezc kontrargumenty. Moja ciocia kilkadziesiat lat temu zdecydowala sie na adopcje, dostali najpierw dziewczynke na jakis czas. Byla to Rumunka. Ciotka twierdzi, ze z malej wychodzily zle nawyki i zrezygnowali z adopcji. Ciotka mocno to przezyla i wiecej nie zdecydowala sie podejmowac prob. Cale zycie zaluje, ze nie ma dzieci, bo je kocha. I widze, ze ma poczucie bezsensu zycia odkad przeszla na emeryture, bo wczesniej uciekala mocno w prace, zeby nie myslec o tym pustym gniezdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
lacitadelle Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 15:52 Też rozmyślam o adopcji, właściwie od zawsze (mam rocznego synka), chyba dlatego, że chciałabym pomóc nieszczęśliwym dzieciom, odmienić ich świat na lepsze. Brzmi to strasznie patetycznie i chyba głupio? Nie wiem, jak to lepiej wyrazić, jestem bardzo szczęśliwą osobą, doświadczyłam w życiu wiele dobrego i chcę się tym podzielić. Może to jest kiepski powód do adopcji... jeżeli bym się kiedyś na nią (z moim mężczyzną oczywiście) zdecydowała, to mam nadzieję, że odpowiednie procedury pomogą to zweryfikować. Aha, gdybym się już na to zdecydowała, to raczej chciałabym adoptować takie dziecko, którego większość rodziców mogłaby nie chcieć z jakichś przyczyn, świadoma spowodowanych tym trudności. Mam znajomych, którzy po urodzeniu własnego dziecka adoptowali rodzeństwo z FAS, bardzo ich podziwiam. To jest poważna decyzja, więc poważne argumenty przeciw na pewno starałabym się poważnie rozpatrywać, ale tekst w stylu "chcemy mieć własnego wnuka" skomentowałabym z właściwym sobie brakiem oporów. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:13 Są ludzie, którzy chcą adoptować dzieci, potrafia pokochać je jak własne i tacy, którzy nie nadają się na rodziców adopcyjnych. Nie oznacza to, że ci pierwsi są lepszymi ludxmi niz ci drudzy. Sa po prostu inni. Rzadko się o tym mówi, ale najczęściej ludzie decydują się na adopcje DLA SIBIE nie żeby uszczęśliwić dziecko, ale dla zaspokojenia własnych potrzeb macierzyństwa i ojcostwa - i to też nie jest naganne. Czy miłość rodzi się od pierwszego wejrzenia - najczęściej nie, i z tego powodu potencjalni rodzice adopcyjni nie powinni się obwiniać. Problemy z dziećmi adoptowanymi - są. Podobnie jak są z biologicznymi, tylko rodzice biologiczni nie szukają "złych genów", a w przypadku BARDZO POWAŻNYCH PROBLEMÓW występujących u dzieci adoptowanych - zwykle w wieku dojrzewania lub gdy dowiedzą się, że nie są dziecmi biologicznymi, rodzice adopcyjni szukają własnie tych "złych genów" i skłonności po rodzinie biologicznej. Bywa, że pojawiają się problemy zdrowotne wynikające z zaniedbań matki w czasie ciąży (np. nadużywania alkoholu) i wtedy też nie zawsze rodzina adopcyjna sobie z tym radzi. I są to rzeczy realne, występujące, z których trzeba sobie zdawać sprawę. Nie oceniac, nie potępiać, nie koloryzować, nie zmuszać ani siebie ani partnera do niczego, ale zrobić uczciwy, rzetelny rachunek - czy podoła się wychowywać, kochac dziecko, którego się nie urodziło, dziecko obce genowo. I mniejszym złem jest uczciwe przyznanie się, że nie, zaniechanie adopcji niż robienie czegokolwiek na siłe lub "odwracanie" całego procesu adopcyjnego. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:19 > Rzadko się o tym mówi, ale najczęściej ludzie decydują się na adopcje DLA SIBIE > nie żeby uszczęśliwić dziecko, ale dla zaspokojenia własnych potrzeb > macierzyństwa i ojcostwa - i to też nie jest naganne. Powiem więcej - to znakomita motywacja. "Pomoc sierotce" to krok w przepaść. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:22 w koncu na wlasne dzieci tez sie czlowiek decyduje dla siebie, wiec adopcja "dla siebie" to motywacja najblizsza naturalnej. Ja bym zalozyla rodzinny dom dziecka najchetniejm, tylko nie mam z kim juz nawet kiedys kurs zaczelam. Ale adoptowac dziecka bym nie chciala. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:25 Cudna w Ostatnicj Obcasach byla opowiesc o Henryce Krzywonos- pare lat temu mi cos przebieglo po oczach ze tramwajarka co strajki zaczela wziela sie za dom dziecka, ale nie wiedzialam nic blizej. Swietna opowiesc na Dzien Matki- taka do bolu zwyczajna, kazda z nas taka opowiesc by mogla strzelic o wlasnych dzieciach Odpowiedz Link Zgłoś