azile.oli
26.06.09, 08:46
Po dziadkach został dom, duży. Obecnie nikt tam nie mieszka. Prawo
spadkowe nie zostało przeprowadzone, nie miałam wtedy nic do
gadania, dziadek zmarł w roku mego urodzenia, babka 16 lat temu.
Wtedy było 3 spadkobierców, mój ojciec i jego dwaj bracia. Ojciec
nie żyje już 10 lat, więc w jego miejsce faktycznie ja zostałam
spadkobierczynią. Chciałam załatwić sprawy spadkowe, tym bardziej,
że w tym domu mieszkała moja mama. Obiecałam, że zajmę się tym
spadkiem, ale pod warunkiem, że bracia ojca godzą się na spłatę ,
jeśli chcą sprzedać, załatwiamy wszyscy (dużo tego załatwiania),
ewentualnie dom bierze któryś z nich, spłaca resztę i on załatwia.
Jeden z braci ojca stwierdził, że chce ten dom dla wnuczki, miał
załatwić sprawy spadkowe i wziąć się za remont. Ta wnuczka została
tam zameldowana, moja mama się wyprowadziła i wymeldowała. Ale wujek
trochę przy domu pogrzebał, po czym olał sprawę i dom od kilku lat
niszczeje. Bardzo trudno się z facetem skontaktować, zabrał wszelkie
dokumenty , dotyczące praw własności , plany itd. Obawiam się, że po
prostu dom zamieni się w ruderę i cegły zaczną przechodniom spadać
na głowę. Bardzo chętnie zrzekłabym się swojej części na skarb
państwa, ale pewno nie ma takiej opcji przed przeprowadzeniem prawa
spadkowego. Sama nie wiem, co robić, nie mam czasu załatwiać czegoś,
z czego i tak już nic nie będę miała, zresztą reszta spadkobierców
też do tego potrzebna, a ma to gdzieś. Mam też żal, bo przez 25 lat
mieszkaliśmy w tym domu , utrzymujac go i opiekujac coraz bardziej
niedołężną babcią.