odnośnie tzw. "nasiadówek", które czasem kończą się niemiło, albo
zaczyna się temat niemiły dla towarzystwa albo... np. krytyka na
całego;
mam przykład wczorajszego popołudnia, przyszli do nas rodzice na
kawę, ciasto, postaraliśmy się, przygotowaliśmy; po kilkunastu
minutach wstępnych grzeczności, moi rodzice bardzo ostro
zareagowali, gdy nasze dziecko rozdziabdziało sernik na swoim
talerzyku; wg mojej mamy nie powinno, bo ma już 5 lat (!).
Powiedziałam, że może ma ochotę w ten sposób go zjeść (teraz żałuję,
że sama dokładnie nie rozdziabdziałam swojego sernika na swoim
talerzu); no i posypało się: dziecko rozpieszczone, rozpuszczone, że
bicie nie pomaga, ale raz porządnie powinien dostać, że ja też
kiedyś tak mocno dostałam i się uspokoiłam od tamtej pory; itp. itd.
Dziecko nie jest jakoś rozpuszczone, nie zauważam tego, ma kary (ma
posprz ątać pokój, bo nie obejrzy bajki np. itp). Atmosfera była
koszmarna, ja się nie odzywałam, bo było mi przykro, jakoś wytrwałam
1 godzinę, wyszli; szkoda mi ich, bo mieli nieudaną imprezę, szkoda
mi nas bo też nieudane to było strasznie, bo się nastawiliśmy na
miłe spotkanie, a zachowali się oboje jak czołgi!! Ja jestem
przeciwniczką mówienia źle przy dziecku, irytuje mnie to bardzo.
Powiedziałam więc m.in. wczoraj żeby nie rozmawiali o dziecku przy
nim, mają coś do mnie, niech mi powiedzą na osobności. Moja mama
k.o.m.p.l.e.t.n.i.e tego nie rozumie

Nikt z nas nie jest idealny, błędy w wychowaniu dzieci popełniają
wszyscy, ale czy ktoś ma prawo (jaki w tym interes?) gdy przychodzi
do kogoś z wizytą i jedzie go po całości? Mi zachowania wielu ludzi
też w jakiś sposób nie odpowiadają, ale jeśli idę do nich na kawę, z
wizytą, nie krytykuję ich. Ma być miło a nie beznadziejnie.