bylam ostatnio z moim mezulkiem i dzieckiem nad jeziorkiem drugi weekend z
rzedu. od parkingu do jeziora trzeba troche isc, wiec maz zaparkowal i
zaczynamy się z tego samochodu wypakowywac. podeszlismy kawalek a ten mowi ze
musi po cos wrocic, to ja mowie ze poczekamy, a on nie nie, zebym szla z
dzieckiem. no dobra, poszlam dalej. w ostatnia niedziele zrobil tak samo, znow
mu sie czegos zapomnialo. nie wiedzialam o co chodzi ale tak to jakos pozniej
przykro wyszlo wszystko w rozmowie. ten gad sie wstydzi nas, szczegolnie mnie,
woli sobie isc sam i wspaniałego pana zgrywac, dziewczyny sobie pooglądać. i
jeszcze jak mu wygarnelam to powiedział, ze jak chce zeby sie za innymi nie
ogladal to żebym zadbala o siebie. no nie wytrzymalam, sam nie lepszy,
brzuszek piwny se wyhodowal a do mnie takie teksty. nie odzywam się do niego,
ale musze przyznac ze strasznie przykro mi się zrobilo i przepłakałam pol dnia

. czy wasi mezowie tez tak robia? to po co się jest razem jak ma sie za
kogos wstydzic... jest mi okropnie z tym