zlotarybka_1
31.07.09, 21:22
podpowiedzcie mi ematki, bo naprawdę nie wiem.
Mam za sobą arcyciężki dzień, trzeba było pozałatwiać parę spraw.
Samo załatwianie zajęło raptem godzinę, ale dojazd tu i tam...
Spędziłam pół dnia w samochodzie z wrzeszczącym za plecami
dzieckiem, potem skusiłam się na spacer po mieście. Nakarmiłam córkę
spalinami, w uszach nadal mi dudni, tłumy ludzi dalej wirują mi
przed oczami.
Nie wiem co ja widzę w tym mieście. A jednak zakochałam się od
pierwszego wejrzenia, odkąd świeżo po studiach wysiadłam z plecakiem
na Centralnym. Kocham Warszawę na zabój. Kilka ostatnich lat
spędziłam za granicą w miejscu będącym prawdziwym rajem na ziemi, a
jednak umierałam z tęsknoty. Nigdy nie byłam szczęśliwsza niż w
dniu, kiedy wróciliśmy z tego raju na szaro-burą Ochotę.
O co chodzi?
Ktoś też tak ma?
A może wręcz przeciwnie?