keljan
17.12.04, 00:29
Najpierw na ekranie monitora aparatu USG zobaczyłem małą kropeczkę.
Potem widać było główkę, nóżki i rączki.
Za każdym razem Maleństwo w brzuchu mojej żony było większe.
Pewnego razu widać było jak ziewa.
Już od tej kropeczki wiedziałem, że chcę zobaczyć Go pierwszy.
Poród odbył się w szpitalu Na Solcu. Sale z intymnością nie miały raczej nic
wspólnego, ale fachowość położnej to wynagrodziła.
Pierwsza próba porodu wieczorem była nieudana - brak skurczy, przy drugiej
następnego dnia pomogła kroplówka.
Zaczęło się. Mieszanka uczuć, napięć, pytania czy wszystko będzie dobrze
miotały mną przez następne 8 godzin. Czułem, że jestem potrzebny. Naprzemian
masowałem Żonie plecy, to znowu ocierałem jej czoło z potu. Ponieważ Żona
odczuwała silne bóle poprosiliśmy o znieczulenie i od tego momentu
towarzyszyła nam dodatkowo pani doktor. Pomogło. Nie chcę rozpisywać się na
temat bóli jakich doznawała moja żona i inne kobiety rodzące w sąsiednich
boksach na pewno żaden z nas mężczyzn by nie chciał tego doświadczać
osobiście. Miałem jeden moment słabości gdy nagle wszystkie bodźce zewnętrzne
do mnie dotarły tzn. jęki 4 rodzących kobiet( jedna na leżance ) , łomot
tętna dzieciaczków na aparatach KTG - tak mi w głowie zaczęło huczeć, że mało
nie zwariowałem. Ale minęło. Teraz byłem już tylko ja , moja żona i nasze
maleństwo. Pamiętam chwilę napięcia gdy położna powiedziała, że zaczął się
właściwy poród i kazała Żonie przeć. Cały czas byliśmy razem, nie odczuwałem
mdłości, nie było mi słabo, czułem, że jestem świadkiem czegoś niesamowitego -
cudu narodzin. Nie potrafię powiedzieć co czułem gdy zobaczyłem jak rodzi
się główka, wydawała mi się jakaś mała, za chwilę okazało się, że to tylko
czubek główki. Jedno parcie i wyskoczyła główka,następne parcie, szybki ruch
położnej i nasz mały Synek ląduje na brzuch Żony. Trzymaliśmy Go Razem żeby
się nie zsunął, On cicho pochlipywał, a mnie po policzkach płynę łzy których
nie mogłem powstrzymać. Łzy szczęścia, nikt ich nie widział, bo wszyscy
patrzyli gdzie indziej. Pępowina nie chciała łatwo się poddać, ale ją
wreszcie odciąłem. To wszystko było Niesamowite.
Nie namawiam nikogo do wspólnych porodów, ale ja jeśli to tylko będzie
możliwe, żadnego porodu nie opuszczę, oczywiście swojej żony.