Dodaj do ulubionych

laktacyjny terror szpitalny :-/

19.03.10, 21:06
Po raz 3 w ciagu ostatnich 10 miesięcy trafiłam z moim Młodym do
szpitala na zapalenie płuc. Nie miał kataru, lekko pokasływał no i
oczywiście wysoka gorączka... Położyli nas na 4 osobowej sali,
wiadomo, warunki szpitalne, dla mnie niestety nie pierwszyzna, nie
marudziłam bo wiadomo jak jest. Koszmar zaczął sie wieczorem kiedy
do naszej sali przydzielono małą dziewczynkę z zapaleniem oskrzeli i
jej kaszląco-psikająco-churchlającą mamę chorą na zapalenie płuc!
Zatkało mnie!!! Chora mama ulokowała się tuż przy łóżeczku mojego
synka, niby w maseczce ale podczas smarkania w chusteczkę, karmienia
małej czy ataku kaszlu maseczka szła w odstawkę :-/
Na wszelkie sugestie, zeby jednak zamiast siedzieć przy łóżeczku
poszła się przespać w hotelu dla matek (piętro wyżej) słyszeliśmy
tylko, że ona nie zostawi dziecka bo karmi i to nie podlega
dyskusji. Była arogancka i uważała sie za niewiadomo jak
skrzywdzoną, że w ogóle śmiemy (grzecznie) mieć jakiekolwiek
wątpliwości!
Wezwana lekarka stwierdziła, że nic nie mogą zrobić bo mama karmi i
nie mogą jej wyprosić z oddziału a pójść z dzieckiem piętro wyżej
do tego hotelu nie można bo byłoby to opuszczenie oddziału. I że
przecież wszystkie dzeci są tu chore na zap. płuc wiec nikt nikogo
wiecej już nie zarazi...Na moja odpowiedź, że przecież mój synek
może mieć zap. płuc na innym tle(np.wirusowe) niż kaszląca i
smarkajaca na niego pani (np.bakteryjne) i że dodatkowe nadkażenie
bakteryjne w jego przypadku może stanowić zagrożenie życia lekarka
tylko rozłożyła ręce, że nic nie może zrobić!!! Sama karmię (już
drugie), wszystko rozumiem, troske o dziecko, nerwy itd...itp... bo
niestety nieraz sama to przechodziłam , ale to już była przesada!!!
Przez całą noc kaszlała i smarkała DOSŁOWNIE nad głową mojego dziecka
(nie pofatygowała sie, żeby chociaż wyjść na korytarz!!!) a ja
beczałam w poduszkę z bezsilności i strachu o moje dziecko. Na
szczęście następnego dnia przenieśli nas na inny oddział bo
przyplatał się jeszcze rotawirus... nie mam pretensji do szpitala -
no mają takie a nie inne przepisy. Mam żal jedynie do tej kobiety bo
można było inaczej rozwiązać tę sytuacje przy odrobineie dobrej woli
a nie na zasadzie "karmię to wszystko mi wolno". Koszmar...
Obserwuj wątek
    • verenne Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 21:30
      Ale naprawdę uważasz, że ta kobieta powinna zostawić swoje dziecko?
      Samo? Masz do niej żal, że chciała być przy swojej chorej córeczce?

      Rozumiem, że bałaś się o swoje dziecko, rozumiem, że mogła smarkać na
      korytarzu, ale co TY byś zrobiła, gdyby ktoś zażądał od ciebie, żebyś
      poszła sobie gdzieś tam i zostawiła swoje dziecko? Bo smarkasz,
      cherlasz czy coś tam.

      Wybacz, ale powinnas mieć raczej pretensje do personelu szpitala, że
      ni byli w stanie zapewnić ci warunków, jakich oczekiwałaś.
      • verenne Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 21:34
        Jeszzce jedno... naprawde nie wiem, jak bym się zachowała, gdybym
        wylądowała z chorym dzieckiem w szpitalu, sama równiez chora (a więc
        pewnie tym bardziej zmęczona, osłabiona itp), a jeszzce ktoś by mi
        dźwiędał nad uchem, że mam sobie iść, że mam nie smarkać, że mam zrobić
        to czy nie robić tamtego.
        Postaw się na jej miejscu. Przecież nie chciała zrobić krzywdy twojemu
        dziecku. I może, jakby miała wybór, to nie ulokowałaby się tuż przy
        jego łóżku.
      • magnes1978 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 22:59
        Chęć bycia przy dziecku nie może zwalniać od myślenia!
    • 18_lipcowa1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 21:45

      > Na wszelkie sugestie, zeby jednak zamiast siedzieć przy łóżeczku
      > poszła się przespać w hotelu dla matek (piętro wyżej) słyszeliśmy
      > tylko, że ona nie zostawi dziecka bo karmi i to nie podlega
      > dyskusji.

      Też bym nie zostawiła.
      Dziwisz się?


      Była arogancka i uważała sie za niewiadomo jak
      > skrzywdzoną, że w ogóle śmiemy (grzecznie) mieć jakiekolwiek
      > wątpliwości!



      No się nie dziwię, ona chce byc z chorym dzieckiem, ktore karmi
      piersią a tu jakieś inne matki pewnie butelkowe kazą jej wyjsc

      I że
      > przecież wszystkie dzeci są tu chore na zap. płuc wiec nikt nikogo
      > wiecej już nie zarazi...


      No to logiczne.


      Na moja odpowiedź, że przecież mój synek
      > może mieć zap. płuc na innym tle(np.wirusowe) niż kaszląca i
      > smarkajaca na niego pani (np.bakteryjne) i że dodatkowe nadkażenie
      > bakteryjne w jego przypadku może stanowić zagrożenie życia lekarka
      > tylko rozłożyła ręce, że nic nie może zrobić!!!


      Ale tragizujesz.



      Sama karmię (już
      > drugie), wszystko rozumiem, troske o dziecko, nerwy itd...itp...
      bo
      > niestety nieraz sama to przechodziłam , ale to już była przesada!!!


      Co jest przesadą?Że karmiaca matka chce byc dzieckiem?


      > Przez całą noc kaszlała i smarkała DOSŁOWNIE nad głową mojego
      dziecka
      > (nie pofatygowała sie, żeby chociaż wyjść na korytarz!!!) a ja
      > beczałam w poduszkę z bezsilności i strachu o moje dziecko.


      Cudnie. Na pewno udzieliło się to twojej dzidzi bardziej niz te
      zarazki.


      Na
      > szczęście następnego dnia przenieśli nas na inny oddział bo
      > przyplatał się jeszcze rotawirus... nie mam pretensji do szpitala -
      > no mają takie a nie inne przepisy. Mam żal jedynie do tej kobiety
      bo
      > można było inaczej rozwiązać tę sytuacje przy odrobineie dobrej
      woli
      > a nie na zasadzie "karmię to wszystko mi wolno". Koszmar...


      I to jest wg ciebie TERROR LAKTACYJNY?
      • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 22:23
        Nie zrozumiałyście -z tej sytuacji było wyjście -mogła iść spać
        piętro wyżej do pokoju hotelowego(2 minuty) i dochodzić na
        karmienia. Pielęgniarki proponowały, że będą po nią dzwonić jak
        tylko mała będzie się budzić.

        Nie pisz, ze tragizuję bo nie wiesz jak chore jest moje dziecko. Dla
        niego to NA PRAWDĘ jest zagrożenie.

        > No się nie dziwię, ona chce byc z chorym dzieckiem, ktore karmi
        > piersią a tu jakieś inne matki pewnie butelkowe kazą jej wyjsc
        A przepraszam, butelkowe to gorsze? Nie mają prawa troszczyć sie o
        bezpieczeństwo swoich dzieci?

        Tak , czułam się sterroryzowana przez te panią. W regulaminie
        szpitalnym wyraźnie jest napisane, że zainfekowane osoby dorosłe nie
        mają prawa przebywać na oddziale. Po co jest ten przepis? wyssali to
        sobie z palca czy faktycznie takie osoby stanowią zagrożenie?
        Jest też przepis o karmiących matkach - W takiej sytuacji w jakiej
        sie znalazłyśmy potrzebny był zdrowy rozsadek -niestety zabrakło...
        Zabrakło też zwyczajnej kultury ze strony tej pani - na ataki kaszlu
        lub chociażby wysmarkania nosa mogła wychodzic na korytarz!
        • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 22:27
          Jeszcze raz dla jasności podkreślę, że sama karmię piersią a i
          czuwanie przy chorym dziecku w szpitalu przerabiałam już
          kilkakrotnie więc na prawdę wiem jak to wszystko wyglada.
        • 18_lipcowa1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:04
          tonika80 napisała:

          > Nie zrozumiałyście -z tej sytuacji było wyjście -mogła iść spać
          > piętro wyżej do pokoju hotelowego(2 minuty) i dochodzić na
          > karmienia. Pielęgniarki proponowały, że będą po nią dzwonić jak
          > tylko mała będzie się budzić.



          A ja bym sie nie zgodzila nawet na 1 minute odejsc od dziecka.
          Co jest ci tak ciezko zrozumiec?
          Poza tym czy ona by byla tam cala noc czy kichala na ciebie podczas
          karmienia przez 15 to jaka to roznica?




          > A przepraszam, butelkowe to gorsze? Nie mają prawa troszczyć sie o
          > bezpieczeństwo swoich dzieci?
          >



          Nie gorsze. Ale widocznie jakos malo zrozumienia maja dla matki
          karmiacej piersia.


          > Tak , czułam się sterroryzowana przez te panią. W regulaminie
          > szpitalnym wyraźnie jest napisane, że zainfekowane osoby dorosłe
          nie
          > mają prawa przebywać na oddziale.

          No to masz problem moja droga, bo ja uwazam ze dobrze zrobili ze
          matka byla z dzieckiem.


          Po co jest ten przepis? wyssali to
          > sobie z palca czy faktycznie takie osoby stanowią zagrożenie?
          > Jest też przepis o karmiących matkach - W takiej sytuacji w jakiej
          > sie znalazłyśmy potrzebny był zdrowy rozsadek -niestety zabrakło...


          Rozsadek był jak najbardziej.

      • bweiher Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 19.03.10, 22:33
        A ja rozumiem autorkę wątku.
        Natomiast nie rozumiem was ze tak naskakujecie.Przecież sama z
        dzieckiem w szpitalu jest i sama karmi(jak napisała już drugie
        dziecko)to z jakiej okazji ma stawiać się na miejscu tamtej?
        Dziecko leży chore,to zaraz oznacza że ma zarażać się wszystkim
        innym bo i tak już leży w szpitalu?
        Moim zdaniem to tamta kobieta zachowywała się-mówiąc krótko,bardzo
        nieładnie.Nie była sama jedna na sali i powinna się dostosować do
        warunków.A jeżeli już nie było innego wyjscia to chociaż powinna
        przeprosić inne matki że tak wyszło.
        Autorka miała prawo wyrazić swoje niezadowolenie bo pomijając
        dzieciaczki tamta również zarażała inne matki.

        Tylko nie rozumiem co ma z tym wspólnego terror laktacyjny?Przecież
        to sie odnosi do czego innego.
        • mruwa9 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 00:02
          to nie wina tamtej matki, ze sa takie a nie inne warunki w szpitalu.
          W uzasadnionych sytuacjach to personel szpitala powinien zalatwic
          tamtej mamie z dzieckiem izolatke, a nie wypedzac mame do hotelu.
          jak wiadomo, wiekszosc niemowlat karmionych piersia nie budzi sie na
          karmienia regularnie, z zegarkiem w reku, ale jest dosc
          nieprzewidywalna w swoich nocnych pobudkach, zwlaszcza w tak
          stresujacej sytuacji, jaka jest choroba i pobyt w szpitalu.
          Wymaganie od matki, zeby zostawila wowczas na noc swoje chore
          dziecko i wyniosla sie do hotelu, nawet jesli znajduje sie on pietro
          wyzej, jest nie tylko sprzeczne z prawami dziecka w szpitalu, ale i
          okrutne. Ciekawe, co by zrobila autorka, gdyby to ona byla na
          miejscu obgadywanej kobiety, czy tak chetnie zostawilaby swoje
          dziecko? Sama wielokrotnie bywalam z dzieckiem w szpitalu i
          zapewniam, ze koczowanie przy lozku chorego dziecka nie jest zadna
          przyjemnoscia ani atrakcja dla matki, ona nie tkwi przy dziecku dla
          wlasnej uciechy, ale dlatego, ze dziecko potrzebuje rodzica. A w
          przypadku karmienia piersia wlasnie mamy, bo nikt jej nie jest
          wowczas w stanie zastapic. Mysle, ze tamta mama z wielka
          przyjemnoscia, zwlaszcza, jesli sama jest chora i zle sie czuje,
          wynioslaby sie do hotelu czy domu i wyspala, jak czlowiek, ale wie,
          ze jej obowiazkiem jest bycie przy dziecku. Reszte powinien zalatwic
          szpital, tj. chociazby izolatke.
          • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 07:52
            Mruwa, chyba nie przeczytałaś dokładnie tego co napisałam :-/
            Pielęgniarki proponowały, że będą po nia dzwonic natychmiast jak
            mała sie obudzi w nocy na karmienie (swoja drogą przespała ładnie
            wiekszość nocy...) więc co to za okrucieństwo?!

            Ciekawe, co by zrobila autorka, gdyby to ona byla na
            > miejscu obgadywanej kobiety, czy tak chetnie zostawilaby swoje
            > dziecko?
            Nie no zgłupiałam...przecież byłam na miejscu tej kobiety!!!Przecież
            też byłam z chorym dzieckiem w szpitalu!!! Też karmiłam piersią!!!
            Oczywiście, ze spałabym piętro wyzej bo mam poczucie
            odpowiedzialności za siebie i za innych. I wkurza mnie taka postawa,
            że jeśli karmię to jestem świetą krową i wszystko mi wolno, nawet
            kosztem innych.
            Piszesz, że szpital powinien zapewnić... na ale nie zapewnił bo było
            przepełnienie. Zaproponowali jedyne sensowne wyjście, kompromis, no
            ale niestety ta pani w ogóle nie chciała negocjować. Była bardzo
            pewna siebie i arogancka bo "przecież ona karmi piersią!"
            • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 08:35
              > Zaproponowali jedyne sensowne wyjście, kompromis

              Według ciebie było to sensowne czy kompromisowe wyjście. Według tamtej
              matki nie było. I ja postąpiłabym tak samo na jej miejscu. Byłoby mi
              owszem głupio ze względu na innych, ale trudno. Nie zostawiłabym swojego
              chorego dziecka samego.

              A wiem o czym piszę, bo kiedy Z. miała 10m, byliśmy w szpitalu, na sali z
              biegunkującymi rotawirusami (mimo tego, że ona miała zupełnie co innego)
              ktorych matki praktycznie nie myły ani nie dezynfekowały rąk (nawet po
              zmienianiu pieluszek!) mimo wygodnych warunków ku temu (umywalka ze specjalnymi
              płynami w sali).
              I ja też drżałam ze strachu. Jedyne co mogłam zrobić, to sama nieustająco myć
              ręce, (no i karmić piersią jak najczęściej)

              > Była bardzo pewna siebie i arogancka bo "przecież ona karmi piersią!"

              Swoją droga, uważam, że matka "mieszankowa" tak samo ma prawo do nieustającej
              obecności przy chorym dziecku.


              I jeszcze zwrócę uwagę, że gdyby ze strony tej kobiety zagrożenie
              epidemiologiczne dla innych było naprawdę tak strasznie wielkie jak piszesz,
              szpital nie zezwoliłby na taką sytuację, tylko choćby "spod ziemi" wygrzebał
              izolatkę, albo jednak zakazał matce pobytu na sali.
              • magnes1978 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 09:01
                Kobiety zacznijcie myśleć- nie macie prawa narażać inne chore dzieci
                ich matki i caly personel tylko dlatego ze karmicie.
                Izolacja osób chorych jest podstawową zasada zapobiegania szerzeniu
                się chorób zakaźnych.

                Chora karmiaca matka przekazuje przeciwciala swojemu i tylko swojemu
                dziecku.
                Co ma zrobic ta zdrowa- nic tylko zachorowac zeby tez przeciwciala
                swojemu dziecku przekazac, a matka ktora karmi butelka? - jak sie
                zarazi to nawet jej nie wpuszcza do dziecka - bo chora!

                przeraza mnie wasza glupota i krotkowzroczność.
                Dziwie sie, ze personel tamta kobiete wpuscil na oddzial - moim
                zdaniem powinna mieszkac w hotelu, przychodzic na karmienie tylko
                wtedy gdyby była osobna sala do karmienia a jesli nie to sciagac
                pokarm dla dziecka - a w tym czasie przede wszystkim sie leczyc.
                przy dziecku moze przeciez siedziec ojciec.
                nie moze i nie pownna jedna osoba terroryzować szpitala!





                kaeira napisała:

                > > Zaproponowali jedyne sensowne wyjście, kompromis
                >
                > Według ciebie było to sensowne czy kompromisowe wyjście.
                Według tamtej
                > matki nie było. I ja postąpiłabym tak samo na jej miejscu.
                Byłoby mi
                > owszem głupio ze względu na innych, ale trudno. Nie
                zostawiłabym swojego
                > chorego dziecka samego.
                >
                > A wiem o czym piszę, bo kiedy Z. miała 10m, byliśmy w szpitalu, na
                sali z
                > biegunkującymi rotawirusami (mimo tego, że ona miała zupełnie co
                innego)
                > ktorych matki praktycznie nie myły ani nie dezynfekowały rąk
                (nawet po
                > zmienianiu pieluszek!) mimo wygodnych warunków ku temu (umywalka
                ze specjalnymi
                > płynami w sali).
                > I ja też drżałam ze strachu. Jedyne co mogłam zrobić, to sama
                nieustająco myć
                > ręce, (no i karmić piersią jak najczęściej)
                >
                > > Była bardzo pewna siebie i arogancka bo "przecież ona karmi
                piersią!"
                >
                > Swoją droga, uważam, że matka "mieszankowa" tak samo ma prawo do
                nieustającej
                > obecności przy chorym dziecku.
                >
                >
                > I jeszcze zwrócę uwagę, że gdyby ze strony tej kobiety
                zagrożenie
                > epidemiologiczne dla innych było naprawdę tak strasznie wielkie
                jak piszesz,
                > szpital nie zezwoliłby na taką sytuację, tylko choćby "spod ziemi"
                wygrzebał
                > izolatkę, albo jednak zakazał matce pobytu na sali.
                >
            • mruwa9 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:35
              Naprawde bylas na miejscu tej kobiety? Zostawialas dziecko w nocy i
              szlas spac do hotelu? Nie? A dlaczego? Przeciez pielegniarki z
              pewnoscia by do Ciebie zadzwonily, gdyby tylko dziecko sie obudzilo.
              To czemu tkwilas przy lozeczku?
    • cibora Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 08:46
      Witam!
      Na szczęście nie byłam w szpitalu z dzieckiem, oprócz porodu. Ale NIKT nie zmusiłby mnie do zostawienia mojego dziecka samego w szpitalnej sali. Nawet, gdyby mi obiecywali, że mnie natychmiast zawołają, w co nie wierzę, bo pielęgniarki nie mają czasu.
      Rozumiem, że się denerwowałaś o swoje dziecko, ale ona denerwowała się o swoje. Trzeba było pytać w szpitalu czy nie możesz np. dopłacić do izolatki.
      Po porodzie też zawsze na szczepienia, badania chodziłam z moim dzieckiem, nie wyobrażam sobie inaczej.
      Agnieszka
      --
      Staś (03.05.2008)
      • magnes1978 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 09:03
        Kobieto co Ty piszesz- zdrowa matka mialaby dopłacac? Zastanów się
        dwa razy, a moze i trzy bo juz rece opadają
        • cibora Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 09:12
          Moment, to JEJ nie odpowiadały warunki czy tamtej kobiecie? Jakby tamta kobieta była zagrożeniem epidemiologicznym to by jej nikt nie wpuścił na oddział.
          I takie niestety są realia w polskiej służbie zdrowia, że płaci ten komu nie odpowiadają warunki.
          Agnieszka

          --
          Staś (03.05.2008)
          • magnes1978 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 09:19
            Matka z zapaleniem płuc stwarza zagrożenie epidemiologiczne i nie
            powinna zostać wpuszczona na oddzial - dziwię się ze tego nie
            możecie zrozumieć.
            Po tym co przeczytalam na formum moge zrozumiec dlaczego nikt jej
            nie wyprosil - większość z was trzebaby wyprosić siłą a takiej
            władzy - w tym przypadku niestety- lekarze i personel szpitalny nie
            ma....
            • easyblue Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 09:40
              Ewidentna wina szpitala. Ja bym złozyła skargę.
              A matka z zapaleniem płuc absolutnie nieodpowiedzialna.
              Gadanie, że ona karmi dla dobra dziecka to też nie do końca tak. Bo
              karmiąc np.dwulatka i tłumacząc sie zę to dla niego najlepsze
              zakrawa o kpinę. Owszem, dobre, ale najlepsze jednak dla dobrego
              samopoczucia matki. Temu dziecku nic by się nie stało, gdyby matka
              zeszła do niego kilka razy w nocy nakarmić.
              Podobnie w tym przypadku. Odpowiedzialność ponosimy nie tylko za
              siebie, ale i za innych, szczególnie, gdy narażany ich na
              niebezpieczeństwo. Tłumaczenie, że dla dobra swojego dziecka będę
              charlać na wszystkich dookoła, bo JA KARMIĘ jest właśnie
              terroryzowaniem otoczenia.
            • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 09:51
              magnes1978 napisała:
              > Matka z zapaleniem płuc stwarza zagrożenie epidemiologiczne i nie
              > powinna zostać wpuszczona na oddzial - dziwię się ze tego nie
              > możecie zrozumieć.

              Widocznie jednak nie stwarzała aż takiego zagrożenia- skoro zezwolono jej
              przebywać na oddziale.

              Jak dobrze wiadomo, w polskich szpitalach nikt się z rodzicami, karmiącymi czy
              nie, specjalnie nie patyczkuje, i gdyby uważali to za zbyt duże zagrożenie, nie
              zezwoliliby tej matce na pobyt.
              • fiamma75 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:07
                zgadzam się z kaeirą.
                Jakby naprawdę istniało jakiekolwiek zagrożenie, to na pewno nie
                dopuściliby tej matki, skoro jednak wszyscy byli chorzy na to samo...
                Byłam z synkiem w szpitalu i widziałam jak pielęgniarki się nie
                zajmują niemowlętami, które są same, więc wcale nie dziwię się tej
                matce, że nie chciała zostawić córeczki. Winą szpitala jest to, ze
                nie zapewnił izolatki.
              • cibora Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 11:16
                kaeira napisała:
                > Widocznie jednak nie stwarzała aż takiego zagrożenia- skoro zezwolono jej przebywać na oddziale.
                > Jak dobrze wiadomo, w polskich szpitalach nikt się z rodzicami, karmiącymi czy
                > nie, specjalnie nie patyczkuje, i gdyby uważali to za zbyt duże zagrożenie, nie
                > zezwoliliby tej matce na pobyt.
                >

                Podpisuję się obiema rękami. Lekarze/pielęgniarki się nie patyczkują.
                A jeśli chodzi o fakt, że "dziecku by się nic nie stało". Mój synek, mając 20 miesięcy został na jedną noc z mężem, we własnym domu. I budził się cztery razy z płaczem, którego mąż nie mógł uspokoić. A co mówić jakby się obudził sam w obcym miejscu, chory.
                Agnieszka

                --
                Staś (03.05.2008)
              • lilabe1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 22.03.10, 22:07
                kaeira napisała:

                Widocznie jednak nie stwarzała aż takiego zagrożenia- skoro zezwolono jej
                przebywać na oddziale.
                Jak dobrze wiadomo, w polskich szpitalach nikt się z rodzicami, karmiącymi czy
                nie, specjalnie nie patyczkuje, i gdyby uważali to za zbyt duże zagrożenie, nie
                zezwoliliby tej matce na pobyt.


                Nieprawda, wystarczy , że dała komu trzeba w łapę albo sterroryzowała personel
                swoim niezrównoważeniem i tamten się ugiął przyzwalając na jej obecność.
    • budzik11 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:17
      Po 1. szpital to miejsce dla chorych ludzi, czy ci się to podoba, czy nie.
      Po 2. matka ma prawo osobiście zajmować się dzieckiem w szpitalu, niezależnie od
      tego, czy karmi czy nie karmi, jak bym swojego na krok nie opuściła, czy co się
      to podoba czy nie
      Po 3. gdyby twój syn NAPRAWDĘ zagrożony był zakażeniem (jak sama to
      podkreśliłaś) i gdyby dodatkowe zarażenie było dla niego NAPRAWDĘ niebezpieczne,
      to dostałabyś izolatkę w szpitalu.
      Po 4. nie pisz, że tamta matka DOSŁOWNIE nad głową twojego dziecka kasłała i
      prychała, bo z pewnością nie jest to prawdą, nie wierzę, że przewieszała się
      przez łóżeczko i pochylała nad twoim synem
      Po 5. to nie jest żaden terror laktacyjny, tylko niezbywalne prawo matki, nawet
      gdybym karmiła dziecko butelką nie dałabym się wyprowadzić ze szpitala,
      wezwałabym policję, że ktoś próbuje odebrać mi dziecko wbrew mojej woli a jestem
      jego prawnym opiekunem. Nikt ze szpitala mi dziecka nie wyrzuci (nie wypisze) z
      tego powodu.
      Po 6. Już to widzę, że wy (inne matki) byłyście uprzejme i delikatnie, a tamta
      arogancka. Zresztą, jakby mnie ktoś w ten sposób traktował i zmuszał do
      pozostawienia swojego chorego dziecka, też byłabym arogancka.

      • mruwa9 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:38
        budzik11 napisała:

        >> Po 5. to nie jest żaden terror laktacyjny, tylko niezbywalne
        prawo matki,


        Nawet nie tyle niezbywalne prawo matki, ile prawo dziecka do
        obecnosci rodzica.
        • budzik11 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:39
          Tak, masz rację.
      • 18_lipcowa1 a jeszcze jedno 20.03.10, 10:43
        a mnie zastanawia czy jest różnica w zagrożeniu dla dziecka
        założycielki wątku jeśli ta prychająca matka jest
        - całą noc przy dziecku
        - jest co godzinę na 15 minut by zawołana z izolatki nakarmić
        dziecko

        co to za róznica?


        Poza tym zgadzam się z Tobą budzik.
      • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 13:24
        1.To był szpital dla chorych DZIECI a nie chorych DOROSŁYCH
        2. nieprawda -gdyby nie karmiła piersia nie miałaby wstepu na ten
        oddział w takim stanie w jakim była
        3. dostałam tę izolatkę nastepnego dnia
        4. chora mama ulokowała się w wąskim przejściu między łóżeczkami
        naszych dzieci. Przejście było na szerokość dorosłej osoby. Kiedy
        wstawała, kaszlała DOSŁOWNIE pół metra nad główką mojego synka, i co
        ciekawe nie w stronę swojej córeczki bo instynktownie odwracała sie
        do niej tyłem, tylko właśnie prosto na niego.
        5. nie skomentuję :-/
        6. Na jakiej podstawie sądzisz, że byłam niegrzeczna?
        <Zresztą, jakby mnie ktoś w ten sposób traktował> -w jaki sposób?

        Oczywiście, ze chciałam zapłacić za izolatke czy cokolwiek innego.
        Co wiecej chiałam opłacić tej pani pokój hotelowy. Niestety nie było
        takiej możliwości.
        • 18_lipcowa1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 16:07
          tonika80 napisała:

          > 1.To był szpital dla chorych DZIECI a nie chorych DOROSŁYCH


          A to nie wiesz ze chore dziecko szybciej dochodzi do zdrowia jak ma
          mamę koło siebie?

          Czy w takim razie to jest szpital dla zdrowych dorosłych?

          > 2. nieprawda -gdyby nie karmiła piersia nie miałaby wstepu na ten
          > oddział w takim stanie w jakim była


          No ale karmiła. I jej szczęście.





          > Co wiecej chiałam opłacić tej pani pokój hotelowy. Niestety nie
          było
          > takiej możliwości.


          No ale czemu sie dziwisz znowu????Ona chciala BYC Z DZIECKIEM.
          • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 17:39
            A ja chciałam, zeby moje dziecko w tym szpitalu zostało wyleczone a
            nie narażone na dodatkowe infekcje.
            Niestety funkcjonowanie w społeczeństwie polega na nieustannym
            szukaniu kompromisów. Na tym też polega kultura osobista."Moja
            wolność kończy sie tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka"-
            banał? Czy to dla Ciebie oczywiste, że JA CHCĘ dobra swojego dziecka
            kosztem zdrowia trzech innych dzieci (w tym Twojego) i Twojego
            zdrowia przy okazji też? Zgodziłabyś się na to?
            • budzik11 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 20:00
              tonika80 napisała:

              > A ja chciałam, zeby moje dziecko w tym szpitalu zostało wyleczone a
              > nie narażone na dodatkowe infekcje.

              Ale w jakim ty świecie żyjesz? Oglądasz za dużo seriali, w których każdy chory
              ma własny pokój, oblepiony balonikami, kartkami z życzeniami, obstawiony
              kwiatami i wcina galaretkę?? To jest szpital, i każdy, kto do niego trafia, musi
              się liczyć z ryzykiem infekcji, bo do szpitala przychodzą z założenia chorzy
              ludzie! Można złapać cokolwiek od innych pacjentów, od odwiedzających, od
              personelu. Wg mnie takim samym ryzykiem dla twojego dziecka było 3 innych dzieci
              z sali jak chora matka jednego z nich.
              • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 21:58
                Nie ogladam seriali, nie mam na to czasu przy dwójce dzieci a życie
                szpitalne znam aż za dobrze.

                To jest szpital, i każdy, kto do niego trafia, mus
                > i
                > się liczyć z ryzykiem infekcji, bo do szpitala przychodzą z
                założenia chorzy
                > ludzie! Można złapać cokolwiek od innych pacjentów, od
                odwiedzających, od
                > personelu. Wg mnie takim samym ryzykiem dla twojego dziecka było 3
                innych dziec
                > i
                > z sali jak chora matka jednego z nich.

                Po pierwsze żadne z tych dzieci nie smarkało i nie kaszlało
                bezpośrednio na głowę mojego synka, a na pewno nie w takich
                ilościach.
                Po drugie powiedz mi, dlaczego nie wolno zainfekowanym dorosłym
                wchodzić na oddział? No to stanowią zagrożenie czy nie? Po co jest
                ten zakaz? Przecież szpital i tak jest dla chorych no nie?
                Byłabyś też taka madra, gdyby to o Twoje dziecko chodziło?
                • 18_lipcowa1 wytłumacz mi prosze 21.03.10, 10:02
                  czy dla ciebie mniejsze zagrozenie by bylo gdyby ta matka prychala
                  na twoje dziecko tak czy siak ale tylko wtedy gdy przychodzilaby do
                  swojego dziecka?
                • budzik11 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 15:23
                  tonika80 napisała:


                  > Po drugie powiedz mi, dlaczego nie wolno zainfekowanym dorosłym
                  > wchodzić na oddział? No to stanowią zagrożenie czy nie? Po co jest
                  > ten zakaz?

                  Nie wiem, ja nigdy nie byłam z dzieckiem w szpitalu, ale z tego, co piszesz -
                  nie ma takiego zakazu. Skoro chora matka weszła. A tobie jakieś badania robiono
                  przed wpuszczeniem na oddział? A kto ma gwarancję, że ty nie jesteś zainfekowana?


                  > Byłabyś też taka madra, gdyby to o Twoje dziecko chodziło?

                  Tzn. jaka? Ja nie dopuszczam opcji, że matka zostawia chore dziecko i idzie
                  sobie spać do hotelu, czy to chora matka czy zdrowa, czy chodzi o moje dziecko
                  czy cudze - wszyscy maja takie same prawa.
    • budzik11 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 10:27
      Poza tym, twoje dziecko leżało na 4-osobowej sali, czyli oprócz niego było 3
      chorych na zapalenie płuc dzieci. CytatI że
      > przecież wszystkie dzeci są tu chore na zap. płuc wiec nikt nikogo
      > wiecej już nie zarazi...Na moja odpowiedź, że przecież mój synek
      > może mieć zap. płuc na innym tle(np.wirusowe) niż kaszląca i
      > smarkajaca na niego pani (np.bakteryjne) i że dodatkowe nadkażenie
      > bakteryjne w jego przypadku może stanowić zagrożenie życia


      A nie pomyślałaś, że ta pozostała 3 dzieci jest takim samym "śmiertelnym"
      zagrożeniem dla twojego dziecka, jak ta matka? Aż się dziwię, że nie zażądałaś
      wyrzucenia tych dzieci z sali i przeniesienie do hotelu i przyprowadzania ich
      tylko na podawanie leków czy na badania.
    • magnes1978 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 16:36
      I mając rację rozpętałaś burzę.
      Teraz już wiesz dlaczego ta pani nie wyszla,była arogancka i kichała
      w sensie dosłowym i w przenośni na Twoje dziecko - bo jak znaczna
      część (na szczęście nie wszystkie) matek na tym forum uważałą ze ma
      święte prawo zarażać innych bo przecież karmi....

      A nikt nie słyszał o istnieniu laktatora? A dziecko ma tylko mamę? Z
      dzieckiem mógł siedzieć zdrowy ojciec.

      Zadna z was nie zostawiła nigdy dziecka pod opieką ojca, babci czy
      wręcz niani?


      Piersi służą do karmienia a myśleć trzeba głową bo chyba część z was
      o tym zapomniała!

      • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 17:32
        Wiesz co, to co czytam mnie przeraża - takie właśnie mamy polskie
        społeczeństwo. A potem wszyscy się dziwią, ze panuje ogólna
        znieczulica, że człowiek umiera na ulicy i nikt się nie zainteresuje.
        A zaczyna się właśnie od tego, że widzi sie jedynie czubek własnego
        nosa, nie czuje się odpowiedzialności również za innych. To smutne :-
        /
        Jestem tylko ciekawa jak te dziewczyny, które nie rozumieja (nie
        chcą zrozumieć) o co mi chodzi, zachowałyby sie na moim miejscu?
        Czy też byłyby tak wyrozumiałe?
        • cibora Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 19:32
          Ja Cię rozumiem - masz prawo walczyć o swoje dziecko. I tak samo tamta kobieta MIAŁA PRAWO walczyć o SWOJE dziecko.
          Tak, jak uważasz, że inni nie rozumieją Ciebie, tak samo Ty nie rozumiesz dziewczyn, takich jak ja - które mają inne zdanie.
          W tej sytuacji JA walczyłabym o izolatkę dla SIEBIE i SWOJEGO dziecka. A jeśli nie - prosiłabym o postawienie PARAWANU. W każdym szpitalu jest taka możliwość. I byłabyś z dzieckiem choć trochę odizolowana. Mówiłaś, że tamta kobieta miała maseczkę - więc kichała i kaszlała przez MASECZKĘ. Zwróciłabym uwagę, żeby tę maseczkę cały czas miała na twarzy. Tyle mogłaś zrobić.
          Ja NIE ROZUMIEM sytuacji, że jakaś kobieta mająca dziecko nakazuje innej kobiecie mającej dziecko zostawić je samo w szpitalu! To jest dopiero znieczulica!
          Jak już pisałam-moje dziecko mając 20 miesięcy zostało na jedną noc we własnym domu, z własnym tatą, ale beze mnie i mojej piersi i budził się wielokrotnie z płaczem i spazmami, a mąż miał problem by go uspokoić.
          Agnieszka
          --
          Staś (03.05.2008)
          • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 21:51
            A jak chcesz wysmarkać nos przez maseczkę? Poza tym ona co chwila te
            maseczkę ściągała -wcale sie jej nie dziwię, sama walczyłam kiedyś
            (też w szpitalu, tyle, ze w 1-os pokoju) z tym ustrojstwem i wiem,
            ze na dłuzszą metę się nie da...
            > Ja NIE ROZUMIEM sytuacji, że jakaś kobieta mająca dziecko nakazuje
            innej kobiec
            > ie mającej dziecko zostawić je samo w szpitalu! To jest dopiero
            znieczulica!
            A gdzie w moim poście wyczytałaś, że ja cokolwiek nakazywałam? i kto
            mówił o zostawieniu tego dziecka samego w szpitalu? Chodziło o
            przebywanie tej pani piętro wyżej, w nocy, kiedy ta dziewczynka
            spała.
            A spała praktycznie nieprzerwanie przez cała noc - miała 2 miesiące,
            dziecko w tym okresie jednak dużo śpi i nie urządza histerii jeśli
            zaraz po przebudzeniu nie zobaczy mamy.
            • matylda07_2007 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 22:08
              Nie zostawiłabym swojego maleńkiego dziecka samego w szpitalu.
              Serce by mi pękło...
              Może faktycznie izolatka, no nie wiem. Szukałabym innych rozwiązań, ale nie odeszłabym od dziecka w szpitalu.
            • verenne Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 10:30
              Wybacz, ale po raz kolejny jestem w szoku, czytając to, co piszesz.
              NIGDY PRZENIGDY nie zostawiłabym dwumiesięcznego dziecka samego w
              szpitalu. Co z tego, że mała spała? Może spała właśnie dlatego, że
              czuła mamę blisko.
              Jeśli wg ciebie tak wygląda znieczulica, to... ręce mi opadły.
              Tak, jestem oburzona TWOJĄ postawą! Jestem oburzona tym, że masz
              pretensje do tamtej kobiety, jestem oburzona, że piszesz w tym
              kontekście o znieczulicy.
              Ogólnie czytam ten wątek i robię coraz większe oczy na to, jakie masz
              poglądy i kilka innych osób tu się udzielających.
            • basiak36 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 13:24
              > A spała praktycznie nieprzerwanie przez cała noc - miała 2 miesiące,
              > dziecko w tym okresie jednak dużo śpi i nie urządza histerii jeśli
              > zaraz po przebudzeniu nie zobaczy mamy.

              I co by to dalo jakby ta pani siedziala na gorze i przychodzila do dziecka co
              2h?:)) Zarazki by sie gdzies rozeszly?
          • bweiher Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 22:26
            >Jak już pisałam-moje dziecko mając 20 miesięcy zostało na jedną
            >noc we własnym domu, z własnym tatą, ale beze mnie i mojej piersi i
            >budził się wielokrotnie z płaczem i spazmami, a mąż miał problem by
            >go uspokoić.

            O matko....
            No nic innego nie jestem w stanie napisać.
            Szkoda mi tylko ojca.
            • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 22:35
              no właśnie... i dziecka przy okazji też szkoda...
              • sentja Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 20.03.10, 23:09
                Trudna sytuacja- z jednej strony rozumiem ta matke, co chciala byc przy dziecku
                ( niezaleznie od tego czy karmi piersia czy nie), z drugiej strony rozumiem tez
                i Twoje oburzenie.

                Mam nadzieje, ze udawalo Ci sie choc troche zaslaniac synka przed atakiem
                mikrobow wydalanych podczas kichania przez tą pania.
                Jesli Twoj synek byl leczony antybiotykiem to jeszcze lepiej.

                Mysle, ze raczej problem tu lezal w komunikacji i emocjach. Rozumiem, ze Ty ,
                bedac na miesjcu tej pani takze bylabys przy dziecku- tylko w maseczce i
                wychodizlabys na czas kichania/wycierania nosa z sali a takze spalabys pietro
                wyzej???

                Z drugiej strony- nie zastanawiamy sie czesto ile ludzi jadacych z nami w
                tramwaju czy stajacych w kolejce w sklepie roznosi mikroby przy kazdym
                kichnieciu. I jakos czesto nie przestajemy robic zakupow z dziecmi.
              • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 08:37
                tonika80 napisała:
                > no właśnie... i dziecka przy okazji też szkoda...

                Zupełnie nie rozumiem.
                Możecie wyjaśnić, o co wam chodzi z tym "szkoda"?
                Że matka je z ojcem zostawiła na jedną noc?
                • easyblue Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 09:35
                  Nie chcę tu nikogo krytykować, ale bywa tak, ze matki przebywając z
                  dzieckiem cały czas /np. wychwawczy/, tak je do swojej obecnosci
                  przyzwyczajają, ze te gdy mają zostać z kims innym robią takie cyrki.
                  Lepszy żłobek/opiekunka choć na 2-3 godziny, bo nie zawsze
                  oczywiście mozna liczyć na czyjąś pomoc w opiece nad dzieckiem.
                • verenne Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 10:34
                  Zapewne chodzi im o to, że wg nich dziecko ma słabe relacje z ojcem...
                  Jak dla mnie LOL, bo dzieci są różne i tyle. Moja ma super relacje z
                  ojcem, ale do nocnego usypiania i spania mama jest niezbędna ;)
                  • bweiher Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 10:39
                    Mnie akurat dziwi to że pierwszy raz zostawiłaś
                    20miesięczne
                    dziecko na 1 noc z ojcem.
                    Czyli że przez te 20 miesiecy nigdy nigdzie nie wychodziłaś?Nie
                    chodzi mi o 2 godziny w dzień ale np wesele jakieś czy coś?
                    To mnie zaszokowało po prostu,a nie relacje z ojcem,.
                    • ciociacesia to az takie dziwne? 21.03.10, 10:51
                      ja w ciahgu 18 mies tez wyszłam tylko raz na noc. nie odczuwam takiej potrzeby.
                      wole zapewnic dziecku oczucie bezpieczenstwa. nawychodzilam sie gdy go nie bylo,
                      powychodze jeszcze gdy wyrosnie z 'przytulaństwa' nocnego
                      • verenne Re: to az takie dziwne? 21.03.10, 12:38
                        A ja w ciągu 17 mies. nie wyszłam ani razu na noc. Również nie odczuwam
                        takiej potrzeby. Jakoś tak dziecko i jego poczucie bezpieczeństwa cenię
                        bardziej niż ubawy.
                        Owszem, parę razy miałam wieczorne wyjścia, ale moje dziecko nie usnęło
                        aż ja wróciłam.
                        Nie jest to dla mnie żadne wyrzeczenie czy poświęcenie. Każdy ma inne
                        priorytety i inną hierarchię wartości, nie ma w tym nic szokującego.
                        • ciociacesia dodajmy tez ze dzieci sa rozne 21.03.10, 12:41
                          i roznie przyjmuja taka rozłakę
                    • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 18:14
                      bweiher napisała:
                      > Mnie akurat dziwi to że pierwszy raz zostawiłaś 20miesięczne dziecko na 1 noc z ojcem.
                      > Czyli że przez te 20 miesiecy nigdy nigdzie nie wychodziłaś?Nie
                      > chodzi mi o 2 godziny w dzień ale np wesele jakieś czy coś?
                      > To mnie zaszokowało po prostu,a nie relacje z ojcem,.


                      Naprawdę takie coś cię szokuje?? Dla mnie to nic dziwnego.

                      Moje dziecko pierwszy raz przespało noc bez mnie (i bez piersi na dobranoc i na pobudkę) w wieku 23m. Pojechała do babci. Obyło się bez problemów.

                      Wcześnie nie miałam potrzeby zostawiać jej na noc z kimkolwiek i nie chciałam tego robić. A i usypiała wieczorem bez mnie tylko kilka razy. Także w dzień nie była beze mnie nigdy dłużej niż 10-12 godzin. I "co gorsza", dodam, że spała z nami, w łóżeczku bez boku przysuniętym do naszego łóżka, z którego często w nocy do nas przełaziła. (I jeszcze najgorzej - nawet w dzień prawie zawsze usypiała przy piersi (chyba że w wózku na spacerze) ).
                      Z tym że akurat u nas dziecko wyjątkowo dużo czasu spędzało z ojcem (pół etatu plus wolny zawód).

                      Powtarzam, nie miałam potrzeby nigdzie wyjeżdżać bez dziecka, żadne wesele itp mi się nie zdarzyło (było jedno, kiedy miała 2 lata i kilka miesięcy, ale byliśmy na nim razem, i wróciłyśmy razem na noc, mimo, że w planach miała być noc u babci. Ale byłam zbyt zmęczona na całonocne imprezowanie. (A w ogóle to naimprezowałam się w młodości, kiedy zwykle zostawałam do rana :-) ) .

                      Dodam, że mała była i jest wyjątkowo towarzyska, otwarta, bez problemu spędza czas z innymi, a do mini-przedszkola w wieku 2,5 zaadaptowała od razu się bez najmniejszego problemu ("pa mama, ty teraz idź").

                      Osobiście uważam, że najważniejszy jest wrodzony charakter, a karmienie czy spędzanie czasu tylko z matką to kwestie drugorzędne. Dla niektórych dzieci obecność matki w nocy może być absolutnie potrzebna, i nie widzę w tym nic złego ani nienormalnego, nie widzę tez żadnej potrzeby "trenowania" ich na siłę w "samodzielności".
                    • cibora Re: Co w tym dziwnego? 21.03.10, 19:34
                      Ale co w tym dziwnego?? Nie miałam potrzeby zostawiania dziecka. Całonocne imprezy mnie nie bawią. Wesele zresztą się nie trafiło, a nawet jeśli to nie sądzę, żebyśmy zostawili dziecko na noc. Teraz też został tylko dlatego, że miałam wycinany woreczek żółciowy i na szczęście po 24 godzinach mogłam wrócić do domu.
                      Staś ma świetny kontakt z tatą, mąż prowadzi firmę w domu, ale do zasypiania jestem tylko ja.
                      Nie poświęcam się dla dziecka, dla mnie to normalne zachowanie, JA tak sobie wyobrażam macierzyństwo.
                      Zapewniam Cię, że Staś jest otwartym, baaardzo towarzyskim chłopcem.
                      Agnieszka

                      --
                      Staś (03.05.2008)
                    • blue_romka bwieher- nie mierz wszystkich swoją miarką 26.03.10, 09:06
                      bweiher- a mnie dziwi Twoje zdziwienie. Ja też odkąd urodziłam
                      (prawie rok) nie wyszłam z domu na noc. Karmię piersią, ale nawet
                      nie dlatego. Po prostu nie mam takiej potrzeby. Przed urodzeniem też
                      baaardzo rzadko wychodziłam w nocy, nie jestem typem imprezowiczki.
                      A wesela, wyobraź sobie, w mojej rodzinie ostatnio nie było.
                • lilabe1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 22.03.10, 22:24
                  kaeira napisała:
                  Zupełnie nie rozumiem.
                  > Możecie wyjaśnić, o co wam chodzi z tym "szkoda"?
                  > Że matka je z ojcem zostawiła na jedną noc?


                  Nie , myślę że chodzi o to iż szkoda, że muszą się męczyć z tak nadopiekuńczą i
                  odjechaną mamuśką...
    • basiak36 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 13:21
      Terrorem dla mnie byloby gdyby ta matka musiala gdzies isc i to dziecko zostawic
      samo.. ja sama kiedys takim dzieckiem bylam w latach 70tych i taki stres dla
      dziecka jest gorszy niz niejedna choroba.
      I sama zrobilabym dokladnie tak samo, zostala z dzieckiem i nie uleglabym
      terrorowi separacyjnemu:)
      A jesli jest sie w szpitalu to trzeba sie liczyc z tym ze chorzy ludzie beda
      wokolo. W sklepie na zakupach ludzie tez roznosza rozne zarazki i kaszla.
      • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 13:31
        > A jesli jest sie w szpitalu to trzeba sie liczyc z tym ze chorzy
        ludzie beda
        > wokolo. W sklepie na zakupach ludzie tez roznosza rozne zarazki i
        kaszla.
        >

        A z chorym dzieckiem też chodzisz do sklepów, miedzy kaszlacych i
        psikajacych ludzi? Jeśli tak to jestes nieodpowiedzialna, teśli nie
        to dlaczego?
        • basiak36 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 16:40
          > A z chorym dzieckiem też chodzisz do sklepów, miedzy kaszlacych i
          > psikajacych ludzi? Jeśli tak to jestes nieodpowiedzialna, teśli nie
          > to dlaczego?

          A Ty czytaj ze zrozumieniem:)) Gdzie pisalam o chorym dziecku?
          Napisalam wyraznie: "W sklepie na zakupach ludzie tez roznosza rozne zarazki i
          > kaszla"
          I sa bez maseczek:) I skad wiesz co roznosza? Chyba ze z dzieckiem nigdzie nie
          chodzisz:) Ja chodze od poczatku:)

          Inna sprawa ze jak moje dziecko zwyly kaszel i katar to dla mnie nie jest choroba.
          • magnes1978 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 21.03.10, 21:54
            basiak36 napisała:

            > > A z chorym dzieckiem też chodzisz do sklepów, miedzy kaszlacych i
            > > psikajacych ludzi? Jeśli tak to jestes nieodpowiedzialna, teśli
            nie
            > > to dlaczego?
            >
            > A Ty czytaj ze zrozumieniem:)) Gdzie pisalam o chorym dziecku?
            > Napisalam wyraznie: "W sklepie na zakupach ludzie tez roznosza
            rozne zarazki i
            > > kaszla"



            to Ty czytaj ze zrozumieniem. Autorka postu miala w szpitalu chore
            dziecko i przypominam chodzilo o obecnosc chorej matki wiec
            analogiczną sytuacja jest wizyta z chorym dzieckiem w sklepie albo
            raczej w aptece a to mam nadzieje ze przyznasz byloby conajmniej
            ryzykowne.


            >
    • tonika80 napiszcie w takim razie... 21.03.10, 13:37
      Napiszcie, co Wy byście na moim miejscu zrobiły, jak byście sie
      czuły? Dlaczego ta sama matka karmiąca butelką nie zostałaby
      wpuszczona na oddział (takie mają przepisy)? Karmi piersią wiec nie
      stanowi zagrozenia, karmi butlą - stanowi zagrożenie? Czegoś tu nie
      rozumiem.
      Jesteście takie mądre, ale gdyby to Wasze dziecko było zagrożone to
      też byłybyście tak wielkoduszne i wyrozumiałe dla tej Pani która
      miała nas głęboko gdzieś? Która była na tyle bezmyślna/bezczelna,
      żeby nawet nie wyjść na korytarz podczas smarkania nosa czy ataku
      kaszlu?
      • budzik11 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 15:37
        tonika80 napisała:

        > Napiszcie, co Wy byście na moim miejscu zrobiły, jak byście sie
        > czuły?

        Nic bym nie zrobiła, bo prawo do bycia z dzieckiem ma matka zdrowa jak i chora.

        Dlaczego ta sama matka karmiąca butelką nie zostałaby
        > wpuszczona na oddział (takie mają przepisy)? Karmi piersią wiec nie
        > stanowi zagrozenia, karmi butlą - stanowi zagrożenie?

        Europejska Karta Praw Dziecka w Szpitalu, pkt 2:
        "Powinny mieć prawo do tego, aby cały czas przebywali razem z nimi w szpitalu
        rodzice lub opiekunowie. Nie powinno być żadnych ograniczeń dla osób
        odwiedzających - bez względu na wiek dziecka.'

        Nie ma tu nic o stanie zdrowia rodziców czy opiekunów czy tego, jak/czym dziecko
        jest karmione.

        A tu: www.prawapacjenta.eu/
        Zgodnie z art. 19 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, w zakładzie opieki
        zdrowotnej przeznaczonym dla osób wymagających całodobowych lub całodziennych
        świadczeń zdrowotnych np. w szpitalu, pacjent ma prawo do dodatkowej opieki
        pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę bliską lub inną osobę wskazaną przez
        siebie. Koszty realizacji tych uprawnień nie mogą obciążać zakładu opieki
        zdrowotnej.
        Pobyt opiekuna prawnego małoletniego lub osoby sprawującej faktyczną opiekę nad
        małoletnim zależy od uznania go za opiekuna, a podlega ograniczeniu w
        przypadku zagrożenia epidemicznego lub ze względu na warunki przebywania innych
        osób chorych w szpitalu
        (widocznie personel, w przeciwieństwie do was,
        innych matek, nie uznał tej pani za zagrożenie epidemiologiczne).
        Warto także zwrócić uwagę na fakt, iż na oddziałach ginekologii i położnictwa
        przy przedłużonej hospitalizacji matki karmiącej piersią z powodu stanu zdrowia
        dziecka koszty pobytu matki do 7 doby od porodu pokrywa Narodowy Fundusz
        Zdrowia
        . Jest to odrębna procedura rozliczana przez szpital zgodnie z
        katalogiem świadczeń opieki zdrowotnej. I to jest jedyne, co piszą o przebywaniu
        matki karmiącej piersią w szpitalu. Jeśli ktoś jest dyskryminowany przez jakieś
        wewnętrzne przepisy szpitalne, to może protestować, bo szpital nie ma prawa
        odmówić matce karmiącej butelką prawa do sprawowania opieki nad dzieckiem.

        Czegoś tu nie
        > rozumiem.
        > Jesteście takie mądre, ale gdyby to Wasze dziecko było zagrożone to
        > też byłybyście tak wielkoduszne i wyrozumiałe dla tej Pani która
        > miała nas głęboko gdzieś? Która była na tyle bezmyślna/bezczelna,
        > żeby nawet nie wyjść na korytarz podczas smarkania nosa czy ataku
        > kaszlu?
        • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 20:55
          Wiesz, teoria teorią ale każdy oddział ma swój regulamin. Na tym
          oddziale osoby zainfekowane NIE MIAŁY WSTĘPU. Gdyby nie to, ze
          karmiła piersią nie miałaby szans, żeby pozostać przy dziecku. I
          słusznie. Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że uważacie, że
          dzieci można narażać na dodatkowe infekcje, bo przecież i tak są
          chore!!!!!! No przecież to jakaś paranoja!!!
          A od czego jest ojciec? Od czego są laktatory?

          podlega ograniczeniu w
          > przypadku zagrożenia epidemicznego lub ze względu na warunki
          przebywania innych
          > osób chorych w szpitalu
          (widocznie personel, w przeciwieństwie
          do was,
          > innych matek, nie uznał tej pani za zagrożenie epidemiologiczne).

          Paradoks polega na tym, że gdyby karmiła butelką to personel UZNAŁBY
          ją za zagrożenie epidemiologiczne.

          • budzik11 Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 20:20
            tonika80 napisała:

            > Paradoks polega na tym, że gdyby karmiła butelką to personel UZNAŁBY
            > ją za zagrożenie epidemiologiczne.
            >
            To miej pretensje do personelu że dyskryminuje matki nie karmiące piersią,
            niezgodnie z prawem.
      • basiak36 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 16:43
        tonika80 napisała:

        > Napiszcie, co Wy byście na moim miejscu zrobiły, jak byście sie
        > czuły? Dlaczego ta sama matka karmiąca butelką nie zostałaby
        > wpuszczona na oddział (takie mają przepisy)?

        Uwazam ze to totalna dyskryminacja, obojetnie jak karmi, powinna miec mozliwosc
        byc przy swoim dziecku.

        > Jesteście takie mądre, ale gdyby to Wasze dziecko było zagrożone to
        > też byłybyście tak wielkoduszne i wyrozumiałe dla tej Pani która
        > miała nas głęboko gdzieś? Która była na tyle bezmyślna/bezczelna,
        > żeby nawet nie wyjść na korytarz podczas smarkania nosa czy ataku
        > kaszlu?

        Ja akurat mam do tego inne podejscie, nie uwazam ze katar i kichanie to sa
        zarazki ktorych mam sie bac, o wiele gorsze sa typowe szpitalne bakterie do
        ktorych zlapania w szpitalu niewiele trzeba. Sam rotawirus jest o wiele gorszy.
        Katarami i kaszlami za bardzo sie nie przejmuje.
        • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 19:07
          > Ja akurat mam do tego inne podejscie, nie uwazam ze katar i
          kichanie to sa
          > zarazki ktorych mam sie bac, o wiele gorsze sa typowe szpitalne
          bakterie do
          > ktorych zlapania w szpitalu niewiele trzeba. Sam rotawirus jest o
          wiele gorszy.
          > Katarami i kaszlami za bardzo sie nie przejmuje.
          Ta dziewczyna miała zdiagnozowane zapalenie płuc. Dla mojego
          dziecka, które przewlekle choruje na płuca było to bardzo
          niebezpieczne. Przy okazji miał tez rota i adenowirusa. Gdyby na to
          wszystko złapał dodatkowo jeszcze coś od niej mogło sie to naprawde
          źle skończyć.

          • verenne Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 20:18
            Ale momencik... to chyba twoje dziecko miało rotawirus, prawda? I
            dlatego zostaliście przeniesieni do separatki? czyli... hm hm... to
            twoje dziecko było potencjalnym zagrożeniem dla innych?

            W ogóle ktoś juz chyba pytał - co za różnica, czy ta pani kichałaby
            całą noc czy tylko przez ileś tam minut podczas karmienia, tak jak
            chciałaś na niej wymusić? jakies inne zarazki to by były? Poza tym
            zrozumiałam, że w nocy chciałaś ja usunąć z sali. Więc kolejne
            pytanie - nocą zarazki sa bardziej zaraźliwe, czy o co ci chodzi?
            • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 20:45
              Tak, moje miało rotawirus o którym dowiedzieliśmy się nazajutrz.
              Tak, moje dziecko było potencjalnym zagrozeniem dla innych, tak samo
              jak inne dzieci były potencjalnym zagrożeniem dla niego. To normalne
              w szpitalu dziecięcym. Nie mam pretensji do innych dzieci, ze były
              chore. Ale to przecież nie znaczy, że bez problemu można do tego z
              pełną premedytacją dokładać kolejne choroby, kolejne bakterie.
              Dlatego właśnie jest zakaz odwiedzin osób zainfekowanych.

              Wiesz, no jest różnica...Te pare/ parenaście minut wytrzymałaby w
              maseczce. Kilka nocnych godzin już niestety nie. A ataki kaszlu
              miała co chwila przez cała noc. Nie mówiąc już o ciągłym
              wydmuchiwaniu nosa.
              Przywieźli ją późnym wieczorem, więc naturalną koleją rzeczy cała
              rzecz działa się właśnie nocą a nastepnego dnia dostaliśmy na
              szczęście izolatkę.
              Piszę w swoim imieniu, ale pozostałe dziewczyny też były
              zbulwersowane całą tą sytuacją (też karmiły piersią)
              • verenne Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 21:05
                Nie wiem, ja bym po prostu nie zostawiła swojego dziecka samego w
                szpitalu i zrobiłabym wszystko, żeby przy nim być. Pewnie dlatego (być może z bólem) zaakceptowałabym taką postawę innej matki. Tyle...

                Gdybyś ty była na jej miejscu (tzn chora i prychająca) to poszłabyś
                spać do hotelu? Zostawiłabyś dziecko? Naprawdę?
                • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 21:16
                  Tak, na pewno i naprawdę. Pokoje hotelowe był piętro wyżej, dyby się
                  obudziło ,2 min. i byłabym przy dziecku z powrotem. Prawdopodobnie
                  jednak rozwiązałabym to w jeszcze inny sposób - w szpitalu przy
                  dziecku tatuś z odciągnietym mlekiem a ja w domu przy drugim dziecku.
                  Na pewno nie zostawiłabym dziecka gdyby było jedno jedyne na sali.
                  Ale oprócz niej były jeszcze inne dzieci z mamami i gdyby cokolwiek
                  sie działo na pewno by zareagowały.

                  • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 21:22
                    Acha, jeszcze jedno - wiem co piszę, Jak Młody miał 4 miesiące i
                    leżał w szpitalu tez na zap.płuc to miałam podejrzenie infekcji,
                    byłam już przygotowana na powrót do domu ( miał mnie zmienić maż z
                    odciagniętym mlekiem). Na szczęście alarm okazał się przedwczesny i
                    mogłam zostać. Nie przyszło mi wtedy nawet do głowy, żeby zostac i
                    stanowić potencjalne zagrożenie dla innych dzieci. Było dla mnie
                    oczywiste, że dla chorych dorosłych nie ma miejsca w dzieciecym
                    szpitalu. Zbyt duża odpowiedzialność za cudze zdrowie i życie.
                    • basiak36 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 21:37
                      Było dla mnie
                      > oczywiste, że dla chorych dorosłych nie ma miejsca w dzieciecym
                      > szpitalu. Zbyt duża odpowiedzialność za cudze zdrowie i życie.

                      Stres spowodowany rozlaka z mama dla malutkiego dziecka sam w sobie ma wplyw na
                      zdrowie a szczegolnie odpornosc dziecka. Dlatego takie separowanie moze miec
                      skutek wrecz odwrotny na leczenie dziecka.
                      • easyblue Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 19:36
                        Więc w imię ewentulanego "pogorszenia stanu zdrowia spowodowanego
                        rozłąką z matką" narażała zdrowie a moze i życie innych dzieci???
                    • budzik11 Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 20:27
                      tonika80 napisała:

                      > Młody miał 4 miesiące i
                      > leżał w szpitalu tez na zap.płuc to miałam podejrzenie infekcji,
                      > (...) Nie przyszło mi wtedy nawet do głowy, żeby zostac i
                      > stanowić potencjalne zagrożenie dla innych dzieci.

                      Serio? Cudze dzieci są dla ciebie ważniejsze niż twoje własne?? Zostawiłabyś
                      chore dziecko żeby nie narażać innych? Wow...
                      • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 23.03.10, 07:09
                        Znów udowadniasz, że czytasz bez zrozumienia. Nikt nie mówił o
                        zostawieniu dziecka - miałam się podmienić z Mezem. Przeciez dziecko
                        ma dwoje rodziców, nie wiesz o tym?
                        • ciociacesia no nie kazde ma 23.03.10, 07:32
                          tak sie głupio składa ze całkiem sporo dzieci ma jednego rodzica, albo drugi
                          jest nieosiągalny ze wzgledu na charakter pracy zawodowej.
                          ja bym nie zostawła 2 mies dziecka. juz widze jak bym wracała do zdrowia gryzac
                          pazury i zastanawiajac sie czy jednak nie płacze za mamą
                        • budzik11 Re: napiszcie w takim razie... 23.03.10, 09:55
                          Po 1. - nie każde dziecko, nie wiesz o tym? Nie słyszałas o samotnych matkach?
                          po. 2. nie każdy ojciec, nawet jeśli jest, umie zająć się dzieckiem (mój się nie
                          zajmuje i nie zostałby w szpitalu)
                          po 3. nie każda mama ma laktator i nie każde piersi współpracują z laktatorem
                          po 4. nie każde dziecko potrafi/chce pić z butelki
                          po 5. nie rozumiem takiego przedmiotowego traktowania matki, jej piersi/mleka.
                          Ojciec z butelką mleka nie zastąpi bezpośredniego ssania piersi, dziecko nie
                          chce ssać tylko z głodu więc ten ojciec z butelką niekoniecznie pomoże.
                  • basiak36 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 21:34
                    tonika80 napisała:

                    > Tak, na pewno i naprawdę. Pokoje hotelowe był piętro wyżej, dyby się
                    > obudziło ,2 min. i byłabym przy dziecku z powrotem. Prawdopodobnie
                    > jednak rozwiązałabym to w jeszcze inny sposób - w szpitalu przy
                    > dziecku tatuś z odciągnietym mlekiem a ja w domu przy drugim dziecku.

                    Taki maluch potrzebuje byc przy mamie, i karmienie piersia jest potrzebne, matka
                    w ten sposob karmiac dziecko dodatkowo je chroni. Wiec separacja i odciaganie w
                    moim przypadku nie wchodziloby w rachube. Wystarczy ze wejdzie na sale ktos kto
                    mial kontakt z kims zarazonym i tez zarazki fruwaja w powietrzu. Wystarczyloby
                    ze odwiedzilby Cie partner ktory w pracy mial kontakt z kims chorym.
                    Ogolnie mowiac, pobyt tej mamy z dzieckiem nie byl wedlug mnie wiekszym
                    zagrozeniem niz typowe zagrozenia szpitalne.
                    Maseczka jest bez sensu, co wyszlo podczas ostatniej epidemii swinskiej grypy,
                    bo np zarazki spokojnie przez te maski przechodzily, dlatego u nas powszechnie
                    oglaszano ze noszenie ich nie ma sensu.
                    • gosiasprezynka Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 21:38
                      No weź, nie porównuj wizyty męża dziewczyny, który potencjalnie mógł mieć kontakt z kimś chorym do mamy, która ma zapalenie płuc i non stop kaszle i kicha na dziecko :/
                      • basiak36 Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 10:49
                        gosiasprezynka napisała:

                        > No weź, nie porównuj wizyty męża dziewczyny, który potencjalnie mógł mieć konta
                        > kt z kimś chorym do mamy, która ma zapalenie płuc i non stop kaszle i kicha na
                        > dziecko :/

                        Jesli mial kontakt z kims kto jest chory na jakas chorobe zakazna, moglby sporo
                        ludzi po drodze pozarazac. Poza tym ta matka chyba kichala na swoje dziecko
                        raczej niz na inne?
                        Dla mnie w ogole mowienie o ograniczaniu zarazkow w szpitalu przez wychodzenie
                        tej mamy co 2h jest bez sensu:) Nie wiem co to mialoby dac i nie widze
                        logicznego uzasadnienia dla argumentu wychodzenia co 2h i uzywania maseczki
                        ktora i tak nic nie da. Gdyby lekarz uwazal ze dziecko autorki tego watku
                        powinno byc separowane, to pewnie by cos takiego zlecil.
                        Ja osobiscie zrobilabym co moge zeby leczyc dziecko w domu, dopoki pobyt w
                        szpitalu nie wymaga podpiecia do kroplowki non stop, leczyc mozna w domu.
                        Wlasnie dlatego zeby uniknac sytuacji podobnych i stresujacych dla matki i
                        dziecka, i chodzi tutaj o obie strony.
                        • tonika80 Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 12:36
                          A czytałaś cały wątek? Bo każdym zdaniem udowadniasz, że albo
                          czytasz bez zrozumienia albo wybiórczo tylko niektóre posty (i to
                          nie moje)... Nie chce mi sie po raz kolejny pisac tego samego.
                          • basiak36 Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 21:51
                            tonika80 napisała:

                            > A czytałaś cały wątek? Bo każdym zdaniem udowadniasz, że albo
                            > czytasz bez zrozumienia

                            Faktycznie, ja w ogole nie rozumiem o czym jest ten watek:)) Naprawde. Bo dla
                            mnie w ogole tematu nie ma i nie wiem w czym problem:)) A w szpitalach sporo sie
                            nasiedzialam.
                        • easyblue Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 19:39
                          > Jesli mial kontakt z kims kto jest chory na jakas chorobe zakazna,
                          moglby sporo
                          > ludzi po drodze pozarazac. Poza tym ta matka chyba kichala na
                          swoje dziecko
                          > raczej niz na inne?
                          Zaprzeczasz sama sobie.
                    • magnes1978 Re: napiszcie w takim razie... 21.03.10, 22:21
                      > Taki maluch potrzebuje byc przy mamie, i karmienie piersia jest
                      potrzebne, matk
                      > a
                      > w ten sposob karmiac dziecko dodatkowo je chroni.


                      Ale tego autorka postu nie neguje. Sa jednak sytuacje kiedy dla
                      chorej matki innych chorych dzieci jej obeznodc moze przyniesc
                      wiecej szkody niz pozytku.
                      Po pierwsze zapalenie płuc u dorosłego to nie zwykły katar i takze
                      wymaga intensywnego leczenia. Tak wiec rowniez dla jej wlasego
                      dorbra powinna przeleczyc sie w domu bo matka potrzebna jest na lata
                      a powikłania po niedoleczonym zapaleniu płuc moga byc smiertelne w
                      skutkach.

                      Juz aplowalam o myslenie tutaj na forum.
                      Matka jest dla dziecka niezwykle wazna ale sa sytuacje w ktorych
                      warto sie zatrzymac i pomyslec czy za wszelka cene (ktora jest
                      zdrowie/zycie takze chorej matki)trzeba byc przy dziecku - moze
                      czasami warto komus zaufac np mezowi/babci ect tata dziecka zapewne
                      kocha je rownie mocno.
                      moze podac mamine mleko, ukolysac, ponosic, poprzytulac.

                      nie sądze aby nocleg kobiety z zapaleniem płuc pewnie na jakims
                      prowizorycznym łózku/fotelu wsrod innych chorych dzieci przyczynił
                      sie do jej szybkiego powrotu do zdrowia - a przeciez dziecko
                      potrzebuje zdrowych rodziców i to na lata.

                      skoro wiec wiekszosc z was na forum pratrzy jedynie na czubek
                      swojego nosa a wlasciwie czubek nosa swojego dziecka to warto sie
                      zastanowic czy obecnosc chorej matki z jej chorym dzieckiem jest dla
                      jej dziecka na dłuzsza mete niz wizyta w szpitalu korzystne.


                      • easyblue Re: napiszcie w takim razie... 22.03.10, 19:48
                        Ja zostawiłam dwuletnie dziecko po wypadku /koziołkowaliśmy/ w
                        szpitalu samo. Było jedynie podejrzenie stłuczenia nerki, nic jej
                        nie zagrażało. Ale ponieważ w innym szpitalu był mój M w stanie
                        cieżkim i nie wiadomo było, czy wyjdzie z tego, zwyczajnie
                        skalkulowałam - mała została kilka godzin sama /do przyjazdu mojej
                        mamy/, ja w ciagu dnia byłam z M, a na noc wracałam do szpitala do
                        Młodej. I tak przez 4 dni. Dało się? Ano dało. To było tzw. mniejsze
                        zło. A mniejszym złem w opisywanym przypadku było by, gdyby zabrała
                        tyłek i ulokowała go w pokojach specjalnie przygotowanych na taką
                        okazję - ja miałam do dyspozycji podłogę.
    • paul_ina Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 22.03.10, 01:21
      dziwnie nazwałaś sytuację (myślałam, że chodzi o zmuszanie matki noworodka przez
      położne do przystawiania do piersi) - ale rozumiem zarówno Ciebie, jak i tą
      kichającą matkę.

      na Twoim miejscu wkurzałabym się tak samo. pewnie nawet usiłowałabym wykupić
      przeniesienie mojego dziecka do izolatki, jeśli byłaby taka możliwość.

      na miejscu tej matki pokazałabym Ci środkowy palec i nie odeszłabym na sekundę
      od swojego dziecka.
    • kamelia04.08.2007 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 22.03.10, 11:23
      ta kobieta ma takie samo prawo zostac przy chorym dziecku, jak i ty.
      Ty nie zostawiłas swojego dziecka, a dziwisz się, że ona tez nie chce.

      Dla dziecka przebywającego w szpitalu, oprócz przeciwciał z mleka matki
      różniewazna jest jej obecnośc przy łóżku....

      Tak trudno to zrozumieć....

      I nie dorabiaj tu teorii o wyimaginowanym terrorze laktacyjnym.
    • pomarancza-1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 23.03.10, 11:47
      Przeczytałam cały wątek z wypiekami na twarzy ;)
      Tonika - współczuję, że znalazłaś się w takiej sytuacji i całkowicie
      zgadzam się z tobą i popieram twój punkt widzenia.

      Gdybym była tą chorą matką... zostawiłabym męża, teściową, siostrę z
      dzieckiem a sama poszłabym do hotelu i schodziła na karmienia albo
      ściągała pokarm dla dziecka. Przy braku możliwości zorganizowania
      kogokolwiek starałabym się o izolatkę dla siebie i dziecka lub co
      najmniej wychodziłabym z pokoju w miarę możliwości.

      Ciekawe, że "beton" forum karmienia piersią, który króluje tu na
      forum jest jednogłośny w kwestii, że matka karmiąca powinna CAŁY
      CZAS przebywać z dzieckiem pomimo swojej zagrażającej innym dzieciom
      choroby. Nie rozumiem was dziewczyny, przecież ona mogła to
      zorganizować inaczej albo chociaż zrobić minimum żeby inne mamy w
      szpitalu nie czuły się dodatkowo przybite tą sytuacją. Mogła chociaż
      przeprosić i wytłumaczyć, że nie ma innego wyjścia.

      Tonika może wrzucisz to jeszcze na forum Niemowlę? Mam wrażenie, że
      opinie tutaj nie są reprezentatywne dla ogółu mam :)
      • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 23.03.10, 12:21
        pomarancza-1 napisała:
        > Ciekawe, że "beton" forum karmienia piersią, który króluje tu na
        > forum jest jednogłośny w kwestii, że matka karmiąca powinna CAŁY
        > CZAS przebywać z dzieckiem pomimo swojej zagrażającej innym dzieciom choroby.

        Ciekawe, że nie zauważyłaś, że cały czas podkreślano, że matka niekarmiąca piersią powinna mieć takie samo prawo do obecnosci przy dziecku w tej sytuacji. Nie zauważyłaś nawet cytowanych w tej sprawie wyjątków z praw pacjenta itp:
        forum.gazeta.pl/forum/w,570,108959254,109018780,Re_napiszcie_w_takim_razie_.html

        A w ogóle, dzięki za komplement. :-) Dawno już takiego nie otrzymałam (chyba z 10 lat temu, "feministyczny beton" by biskup Pieronek, hehe)


        > Mam wrażenie, że opinie tutaj nie są reprezentatywne dla ogółu mam :)

        Na forum Niemowlę też nie są. To jest Internet, a z niego korzystają o wiele częściej osoby młodsze, lepiej wykształcone, itp. Opinię reprezentatywną dla ogółu mam to można zbadać za pomocą ośrodka badania publicznej.
        • pomarancza-1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 23.03.10, 12:34
          Kaeira skąd wiesz, że miałam również ciebie na myśli
          pisząc "beton: ;)

          > Ciekawe, że nie zauważyłaś, że cały czas podkreślano, że matka
          niekarmiąca piersią powinna mieć takie samo prawo do obecnosci przy
          dziecku w tej
          > sytuacji

          Jakie to ma znaczenie. Nieważne jak karmiąca. Chora - powinna mieć
          na tyle ludzkiej przyzwoitości aby zminimalizować ryzyko zarażenia
          innych dzieci czyt. przebywać w hotelu, wychodzić jak najczęściej z
          pokoju i nie kichać na wszystko dookoła.

          Ktoś napisał, że nie ma różnicy czy przychodziłaby na karmienia czy
          siedziała cały czas. Jest różnica - mniejsze natężenie ilości
          bakterii i wirusów. Nie bez przyczyny zaleca się wietrzenie
          pomieszczeń gdy ktoś jest zagrypiony - mniej bakterii to mniejsze
          ryzyko złapania jakiegoś paskudztwa.

          A co do reprezentatywności - ujęłabym to tak "forum Niemowlę" jest
          mniej niereprezentatywne niż "Karmienie piersią". :)
          • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 23.03.10, 12:39
            pomarancza-1 napisała:
            > Kaeira skąd wiesz, że miałam również ciebie na myśli pisząc "beton: ;)

            No jakżesz - bo jestem zdecydowanie za opcją, którą krytykowałaś.


            > A co do reprezentatywności - ujęłabym to tak "forum Niemowlę" jest
            > mniej niereprezentatywne niż "Karmienie piersią". :)

            No, to fakt.
            Mozna to tez ująć inaczej: forum "KP" jest bardziej elitarne ;-)
            • pomarancza-1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 23.03.10, 13:16
              Takiej elyty nie chciałabym spotkać w szpitalu na sąsiednim łóżku
              wrrr aż mam gęsią skórkę jak o tym pomyślę.
              • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 23.03.10, 13:32
                pomarancza-1 napisała:
                > wrrr aż mam gęsią skórkę jak o tym pomyślę.

                A ja mam gęsią skórkę jak pomyślę, że mogłabym być w sytuacji tej chorej mamy,
                której odmawia się prawa do bycia przy dziecka.
                I wychodzi po równo.
                • pomarancza-1 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 24.03.10, 11:30
                  Kaeira czy ty widzisz jakiekolwiek odcienie szarości tej sytuacji czy tylko czarno-biało - albo całkowicie zabronić matce przebywania z dzieckiem (czego oczywiście NIE POPIERAM) albo zgodzić się na przebywanie non stop przy dziecku?

                  A w tych odcieniach szarości są takie rozwiązania o których było wyżej: znalezienie osoby która będzie non stop przy dziecku, schodzenie na karmienie, wychodzenie na czas ataków kaszlu albo chociaż wychodzenie na korytarz gdy dziecko śpi, nie mówiąc już o takim zachowaniu matki chorej które nie będzie uznane za aroganckie.

                  W tej sytuacji były 2 wykluczające się przepisy: zakaz przebywania na oddziale osoby chorej i prawo do bycia przy dziecku. Wykluczają się całkowicie, nie ma rozwiązania idealnego poza izolatką dla tej matki i jej dziecka, ale jeśli nie dało się tego załatwić to ona powinna dołożyć starań aby zminimalizować ryzyko zarażenia innych dzieci i ich matek. I to byłoby moim zdaniem zachowanie fair.

                  Widzisz te pośrednie rozwiązania czy nie i chcesz się dalej "kłócić" ;)?
                  Czy gdybyś była chora na zapalenie płuc siedziałabyś cały czas przy dziecku (pomimo, że w nocy by ładnie spało), kasłała i kichała na innych mając totalnie gdzieś zdrowie innych pacjentów? (T/N) Bo ja nie.
                  • ciociacesia ona powinna ona arogancka 24.03.10, 12:52
                    aale ona chora i zmeczona i zestresowana. choroba swoja i dziecka i atakami na
                    nia ze strony innych matek. no troche tez zrozumienia w te strone
                    • pomarancza-1 Re: ona powinna ona arogancka 24.03.10, 13:51
                      Ależ ciociucesiu przecież autorka napisała, że nie atakowały tylko kulturalnie zwróciły uwagę, jakby chciały ją atakować to powinny od razu raban u dyrekcji szpitala robić a jak widać autorka wolała opłacić sobie oddzielny pokój niż toczyć boje. A sytuacja była trudna dla wszystkich mam chorych dzieciaczków więc tym bardziej powinny dojść do porozumienia. Skutek był taki, że musiały się dostosować do babki bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony szpitala oraz dobrej woli ze strony tej chorej mamy. Myślę, że pozostałym mamom nie można wiele zarzucić (oczywiście opierając się na słowach toniki) więc nie wiem czemu za wszelką cenę próbujecie udowodnić, że zachowanie kobiety z zapaleniem płuc było ok. Moim zdaniem było bardzo nie fair i nieodpowiedzialne.
                • ivaz Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 24.03.10, 14:49
                  ta chora mama to ma na pewno "cudownego" męża, który dba o zonę, w
                  tej sytuacji tatus powinien wziąć L4 i opiekowac się dzieckiem w
                  szpitalu, mama może pokarm odciągnąć tatus doskonale sobie da radę
                  z karmieniem
                  • kaeira Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 24.03.10, 18:26
                    ivaz napisała:
                    > ta chora mama to ma na pewno "cudownego" męża, który dba o zonę, w
                    > tej sytuacji tatus powinien wziąć L4 i opiekowac się dzieckiem w
                    > szpitalu, mama może pokarm odciągnąć tatus doskonale sobie da radę
                    > z karmieniem

                    Nie każda mama ma męża/partnera.
                    Nie każdy dba i jest "cudowny".
                    Nie każdy może wziąć L4 na dziecko.
                    Nie każda mama daje radę odciągać pokarm - bardzo wiele jest takich, którym nie wychodzi to albo w ogóle, albo w za małej ilości, by tym normalnie karmić dziecko.
                    Nie każde dziecko zaakceptuje bez problemu butelkę, szczególnie jeżeli jej nigdy przedtem nie znało, i szczególnie w sytuacji choroby.
                    • tonika80 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 24.03.10, 19:35
                      Opisujemy konkretną sytuację. Ta pani miała męża/partnera. Widziałam
                      na własne oczy.
                      > Nie każde dziecko zaakceptuje bez problemu butelkę, szczególnie
                      jeżeli jej nigd
                      > y przedtem nie znało, i szczególnie w sytuacji choroby.
                      Masz rację, być może byłyby problemy. No ale niestety w takiej
                      sytuacji nikt nie mówi, że rozwiązanie jest proste. Ona nawet nie
                      spróbowała.
                      • mruwa9 Re: laktacyjny terror szpitalny :-/ 25.03.10, 08:07
                        tonika80 napisała:

                        > Opisujemy konkretną sytuację. Ta pani miała męża/partnera.

                        tylko byl jeden problem- om maz/partner nie mial maminego biustu,
                        zdolnego wykarmic niemowle, taki szczegol.
                        • ciociacesia no ja tez bym sie od 2 mies dziecka nie odkleiła 25.03.10, 08:32
                          wiec nie moge potepic tej matki. moze mogla pokombinowac, wyprosic izolatke moze
                          cos tam. ale zostawic bym nie zostawiła. rodziłam kamyczki nerkowe z miesieczna
                          córka spiaca mi na brzuchu (małe były to fakt). i jedna z najbardziej
                          przerazajacych moich wizji byla koniecznosc rozdzielenia z dzieckiem. w sytuacji
                          opisanej w watku takiej koniecznosci nie widze.
                          • pomarancza-1 chore poświęcenie 25.03.10, 10:47
                            Cała ta dyskusja sprowadza się chyba do tego, że niektóre kobiety nie dopuszczają możliwości żeby dziecko zostawić pod opieką jakiejś zaufanej osoby chociaż na 5 minut albo odejść od łóżka jak dziecko smacznie śpi (jak w tym przypadku wychodzić na korytarz żeby nie hałasować kaszląc i nie rozsiewać bakterii). Rozumiem, że kobieta karmiąca piersią do karmienia jest niezbędna czy do uśpienia malucha ale czuwanie non stop dla zasady pomimo własnej choroby (a zapalenie płuc to nie pikuś) i pomimo ryzyka dla innych dzieci to już jest chore poświęcenie oraz widzenie tylko końca własnego nosa.
                            Może niektóre kobiety muszą się czuć niezastąpione, będą padać na pysk, rodzić kamienie nerkowe a i tak muszą mieć dziecko przy sobie? Może wystarczy spróbować zostawić na chwilę dziecko żeby się przekonać że nic mu się złego nie stanie jak będzie np. z tatą czy babcią? Generalnie takie podejście mi kompletnie nie przeszkadzałoby dopóki ogranicza się do czterech ścian danej „niezastępowalnej” mamuśki a nie w szpitalu gdzie trzeba się również dostosować do innych.
                            • ciociacesia chore nie chore 25.03.10, 12:08
                              dla mnie tam nie chore.
                              i juz widze jak 'smacznie' spi dziecko z zapaleniem pluc.
                              generalniwe to mozna rozne rzeczy robic zeby sie przekonac ze nic sie nie
                              stanie, gorzej jak cos sie stanie i bedziesz potem przez kilka tygodni bujac sie
                              z rozhisteryzowanym dzieckiem, bo zaufana osoba okazala sie niegodna zaufania.
                              czemu niektore nie moga przyjac do wiadomosci ze sa kobiety dla ktorych rozłaka
                              z noworodkiem jest czyms niewyobrazalnie przykrym?
                              • tonika80 Re: chore nie chore 25.03.10, 15:28
                                <czemu niektore nie moga przyjac do wiadomosci ze sa kobiety dla
                                ktorych rozłaka
                                z noworodkiem jest czyms niewyobrazalnie przykrym?>

                                Uważasz, ze powinien byc dla mnie ważniejszy komfort psychiczny
                                jakiejs obcej kobiety niż zdrowie i zycie mojego dziecka?
                                • kammik Re: chore nie chore 25.03.10, 16:24
                                  Za chwilę się dowiemy, że dziecko z trudem odratowano po tym, jak Podła Baba nad
                                  nim pokaszlała. Uprzejmie poproszę o odpowiedź na jedno pytanie: Jakie Były
                                  Straszne Konsekwencje Przebywania Zawirusowanego Babsztyla w Sali (przez jedną
                                  noc, czy mi coś umknęło?)? Z postów wynika, że nie było żadnych, poza tobą
                                  szlochającą ze strachu w poduszkę. To o co cho własciwie?
                                  • tonika80 Re: chore nie chore 25.03.10, 16:52
                                    Załóżmy, że wczoraj po 3 piwkach jeździłam samochodem cały dzień pod
                                    Twoim domem.
                                    Nie potrąciłam Cię kiedy przechodziłaś z dzieckiem przez ulicę? To o
                                    co cho właściwie?
                                    • kammik Re: chore nie chore 25.03.10, 20:19
                                      O to, że popełniłaś przestępstwo?
                                      • tonika80 Re: chore nie chore 26.03.10, 08:08
                                        Nie. O to, ze stanowiłam potencjalne zagrożenie.
                                        • kammik Re: chore nie chore 26.03.10, 09:55
                                          Serio? I jest paragraf na stanowienie zagrożenia czy na jazdę po alkoholu,
                                          niezależnie od tego, czy jedzie się Marszałkowską czy polną drogą?
                                          • tonika80 Re: chore nie chore 26.03.10, 12:24
                                            Ty żartujesz z tym swoim niezrozumieniem mojej analogii, prawda?
                                            • kammik Re: chore nie chore 26.03.10, 12:52
                                              Nie, bowiem widzę zasadniczą różnicę między przestępstwem a kichnięciem.
                                              • tonika80 Re: chore nie chore 26.03.10, 13:37
                                                Acha, czyli jednak nie żartujesz...Więc łopatologicznie:
                                                Wiesz, bo my nie o tym dyskutujemy jaka jest różnica miedzy
                                                kichnięciem a przestepstwem. Podałam tę analogię, żeby niektóre z
                                                Was zrozumiały co oznacza zwrot "potencjalne niebezpieczeństwo".
                                                To, że nic się nie stało nie oznacza, że nie mogło sie stać i
                                                żadnego zagrożenia nie było.
                                                Bo myślenie "przecież ostatecznie nic się nie stało, wiec o co
                                                chodzi" jest bardziej na poziomie 5-latka niż osoby dorosłej.
                                                A już to co napisała mruwa w ogóle przekracza wszelkie granice
                                                logicznego myślenia i ludzkiej przyzwoitości.
                                                • kammik Re: chore nie chore 26.03.10, 14:03
                                                  Zmartwię cię - życie pełne jest potencjalnych niebezpieczeństw. Ale oczywiście
                                                  nikt ci nie zabroni martwić się wszystkimi zagrożeniami i nocami szlochać w
                                                  poduszkę z ich powodu. Ja tam wolę Pollyannę, mimo wszystko.
                            • mruwa9 Re: chore poświęcenie 25.03.10, 12:17
                              jakie tam chore. Male niemowle, zwlaszcza chore, jest calkowicie
                              nieprzewidywalne w swoim rytmie karmienia. Moze najesc sie w
                              kilkanascie minut i spac 3 godziny, a moze sie obudzic po kilku
                              minutach i rozpaczliwie szukac piersi. I w tym momencie mama jest
                              niezastapiona, nawet najbardziej kochajacy tata piersi niemowleciu
                              nie poda. A pretensje nalezalo kierowac do personelu szpitala, ktory
                              w takiej sytuacji powinien zapewnic kichajacej mamie i jej dziecku
                              osobna sale. Jesli . Poza tym autorka watku najwyrazniej jest juz w
                              domu, ani ona, ani dziecko najwyrazniej nie ucierpialy w calej tej
                              historii, za to teraz rozpetuje burze w szklance wody, chyba w celu
                              dowartosciowania sie, jaka to ona jest odpowiedzialna,w
                              przeciwienstwie do innych matek.
                              • tonika80 Re: chore poświęcenie 25.03.10, 15:26
                                Poza tym autorka watku najwyrazniej jest juz w
                                > domu, ani ona, ani dziecko najwyrazniej nie ucierpialy w calej tej
                                > historii, za to teraz rozpetuje burze w szklance wody, chyba w
                                celu
                                > dowartosciowania sie, jaka to ona jest odpowiedzialna,w
                                > przeciwienstwie do innych matek.


                                Mruwa, no po prostu ręce opadają na taki poziom argumentacji...
                                Nawet nie skomentuję bo niewarto :-/
                            • mama_kaspra Re: chore poświęcenie 25.03.10, 15:25
                              Nie uwazam sie za "niezastapiona mamuske", i chetnie zostawiam synka pod opieka
                              odpowiedzialnej osoby na dwie-trzy godziny z tak blahego powodu jak chec
                              nurkowania z mezem. Odkad synek skonczyl szesc tygodni spedzam dwa-trzy dni w
                              tygodniu w pracy - ojciec i syn zostaja w domu na ponad 9 godzin i swietnie
                              sobie radza. Ale kiedy przychodzi noc okazuje sie ze jestem jednak bardzo
                              potrzebna - po uspieniu synka (przy piersi) nie moge sie ruszyc z lozka na
                              wiecej niz dwie minuty, bo budzi sie i rozpacza. Zdarza mu sie nawet rozpaczac
                              kiedy odwroce sie do niego w nocy plecami! Tata moze go na chwilke uspokoic - ot
                              tyle, zebym wrocila z lazienki, ale musze to robic szybko. Kiedy jestem w lozko,
                              wydaje mi sie ze sa noce w czasie ktorych Kasp nie budzi sie wcale od 22:00 do
                              7:00 - moge sie mylic, bo czasem to ja nie budze sie na karmienie (i dowiaduje
                              sie o nim rano od meza, ktory ma lekki sen). Chodzi mi o to, ze to biedne chore
                              dziecko moglo tak sobie smacznie spac byc moze dlatego, ze mama siedziala obok -
                              a gdyby wyszla nie spaloby juz tak smacznie. I nawet najbardziej oddany ojciec z
                              butelka czy szybka pielegniarka z telefonem nie rozwiazaliby sprawy. A to, ze
                              chorych na rozne choroby zakazne powinno sie od siebie izolowac, a nie trzymac
                              na wspolnych salach, to juz zupelnie inna historia.
                              • tonika80 Re: chore poświęcenie 25.03.10, 15:33
                                To ja moze tylko przypomnę, ze w szpitalu walczy się o zdrowie i
                                życie a nie o smaczny sen. Jeśli ta mama chciała zapewnic swojemu
                                dziecku komfortowe warunki to mogła wypisać się na własne ządanie. W
                                domu spi się najlepiej :-/
                                Jeśli przebywa się na szpitalnym oddziale trzeba się dostosować, lub
                                przynajmniej wziąc pod uwagę szpitalne warunki.
                                • mama_kaspra Re: chore poświęcenie 25.03.10, 16:36
                                  Ale moj syn placze kiedy sie budzi a mnie nie ma - wiec wydaje mi sie ze to
                                  uniemozliwialoby sen wszystkim innym dziecoim w sali? I one tez pewnie by
                                  plakaly? To nie bardzo warunki do zdrowienia chyba, jesli cala sala placze cala
                                  noc. Tak sobie gdybam.
                              • magnes1978 Re: chore poświęcenie 25.03.10, 17:03
                                mi tez sie wydawalo, ze mala nie zasnie bez mamy - no i pewnego razu
                                poszlysmy z mezem do kina poznym wieczorem. wrocilismy kolo 23:30
                                mylslam ze oczywiscie mała nie spi - a tu prosze babcia uspila mala
                                w 5 min:)
                                • myrtille Dajcie spokój - a propos wpuszczania i nie chorych 26.03.10, 14:10
                                  Rodziców z dziećmi.

                                  Leżałam dwa miesiące ciurkiem z Amelasem ledwo żywym. Powinna mieć warunki
                                  STERYLNE, śluza w przejściu, ciągle myte ręce, dezynfekowane ręce + ubranie na
                                  zmianę osób wchodzących, a przez naszą salę przetaczały się dziesiątki lekarzy,
                                  kichających pielęgniarek, studentów (bo białaczki przerabiają akurat tego i tego
                                  dnia), rodzice z chorymi dziećmi na łóżku obok (jedno dziecko było z taką babcią
                                  co kaszlała tak jakby płuca miała wypluć. Dziecko mogło być ze zdrową matką, ale
                                  biło matkę, więc dla braku awantur rodzinnych babcia z nim była. Horror.
                                  Jeśli jakiekolwiek prawa w szpitalu obowiązuja to chyba prawa dżungli tydzień
                                  znajomości.
                                  Miałyśmy tylko jeden weekend w dobrych warunkach, jak leżałyśmy na oddziale
                                  przeszczepowym
                                  • magnes1978 Re: Dajcie spokój - a propos wpuszczania i nie ch 26.03.10, 16:59
                                    ...

                                    śliczna i niezwykle dzielna jest Twoja Amelka

                                    Mam nadzieje, ze problem z brzuszkiem szybko się wyjaśni.
                                    Trzymam mocno za Was kciuki

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka