niekończący się zator...

01.04.08, 12:11
którego nie mogę rozgonić, nie daję rtady i już nie mam do niego sił ciągnie
mi się od jakichś 2 tygodni.

Idę dziś do położnej i może lekarza. Czy są na to jakieś leki? Czy oni mi
pomogą, czy każą mi dalej to odciągać, masowac itd?

Już zgadzam się na wszystko, jestem u kresu wytrzymałości. Boli, przeszkadza,
powiększa się. Mam dość. Powiedzcie, są jakieś leki na to?

    • midla Re: niekończący się zator... 01.04.08, 16:23
      mi pomogło dopiero nakłucie mlecznego czopka, który zatkał kanalik -
      sposób polecany przez p. Monikę. Wrzuć w wyszukiwarkę ”zatkany
      kanalik”. Może to też zrobić położna
    • dominikam29 Re: niekończący się zator... 01.04.08, 18:43
      Myślę, że warto w takiej sytuacji zrobić USG piersi (guzka) i wtedy
      ustalić postępowanie.

      Moja historia z dwutygodniowym zatorem skończyła się niestety
      ropniem i chirurgicznym nacięciem. Wcześniej otrzymałam antybiotyk,
      który nie zadziałał, delikatnie rozmasowywałam w kierunku brodawki,
      stosowałam okłady, kapustę, ciepły prysznic, odciaganie. NIc nie
      działało, a zator (a właściwie spory guz) rósł i coraz bardziej
      bolał. Gdy doszła gorączka 39 stopni, było pewne że to ropień i
      trzeba ciąć.

      Uważaj z masażami - to nie może być nic forsownego i bolesnego. Mi
      pewien mądry lekarz doradził bardzo mocne rozmasowanie zatoru.
      Skończyło się zapaleniem piersi :-(
    • betka4 Re: niekończący się zator... 04.04.08, 08:45
      ja teraz miałam zatory b.często, ale jakoś domowe sposoby pomogły; za to przy
      pierwszym dziecku było dużo gorzej, w którymś momencie miałam całą pierś w
      guzach; położna dała mi oksytocynę w fiolce, nakrapiałam ją na watkę i wkładałam
      do nosa podczas karmienia. Pomogło rewelacyjnie, chociaż musiałam to
      kilkakrotnie powtarzać. A lekarze kazali odciągać, masować itp. Okazuje się że
      to nie są dobre metody. Pewnie dziecko nie ssie najlepiej..
      • maff1 Re: niekończący się zator... 04.04.08, 13:21
        przy zaawansowanym zastoju oxytocyna nie pomoze.
        ciepłe prysznice - są dobre gdy nie ma podwyższonej temperatury.
        Natomiast temperatura moze oznaczac ze zaczyna sie stan zapalny
        (choć nie musi). w efekcie rozszerzone naczynia krwoinośne powodują
        powiększenie sie stanu zapalnego - bo bakterie mają wolną drogę do
        całej piersi. Przy temperaturze stosujemy wyłacznie zimne okłady.
    • dalloway Re: niekończący się zator... 04.04.08, 14:14
      Był taki czas, że miałam straszną skłonnośc do zatorów. Wystarczyło drobne
      kopnięcie, ucisk bluzki, pasa w samochodzie. Były upierdliwe, cięzko się
      rozchodziły. Dopóki nie miałam gorączki, robiłam ciepłe okłady przed (albo
      odciągałam troszkę siedząc w wannie), karmiłam spod pachy, zimne po, kapucha,
      delikatne masaże. Przy gorączce nastawiałąm się już tylko na przetrwanie,
      zostawała kapusta i zimne. Za każdym razem robiłam usg. mam ten komfort, że moja
      ciocia jest radiologiem wyspecjalizowanym w piersiach i jeszcze ma gabinet 5
      minut ode mnie. Jak nic złego nie widziała, to brałam kilka głębokich oddechów i
      walczyłam sobie dalej. Jak znalazła ropień, to wzięłam od razu antybiotyk, choć
      jeszcze nawet nie miałam gorączki i obyło się bez nacinania. Pod głowicą
      robiłyśmy też tak, że całą pierś lekko ogrzewałam, a wdokładnie w miejscu, gdzie
      był wudoczny obrzęk (często niekoniecznie jest to to samo miejsce gdzie guzek) -
      kostkę lodu i odciągałam ręką. Po takiej akcji od razu był spokój. Chodziło o
      to, że obkurczyć opuchliznę, która blokuje wypływ. Generalnie pomoc usg bardzo
      polecam. Poza tym od razu wiadomo, o co chodzi. Chirurg to chciał ciąc od razy,
      ledwo pomacał palcami. A okazało się, że nie ma po co.
Pełna wersja