Dodaj do ulubionych

Nadopiekuńcza mama

31.07.13, 17:07
Witam,

Zdecydowałam się napisać i poprosić o opinię bo zaczynam wątpić czy jestem dobrą mamą.

W mojej okolicy jest kilkoro dzieci w wieku zbliżonym do mojego 20-mc synka, niektóre są starsze kilka miesięcy inne młodsze. Najbardziej na świecie nie cierpię rywalizacji pt"co potrafi moje dziecko" unikam tego jak ognia bo po pierwsze nie uznaję przechwałek-niech każdy żyje swoim życiem a po drugie nie umiem sie bronić, nie umiem być wredna jak ludzie których spotykam.

O sobię mogę powiedzieć że jestem osobą spokojna i tak też wychowuje swoje dziecko, nie krzyczę nie szarpę nie olewam, staram się dbać jak mogę , nawet będąc na skraju wyczerpania staram sie spokojnie tłumaczyć, daje to efekty ponieważ mój syn jest grzecznym dzieckiem, oczywiście zdarza się że marudzi bo coś chce, albo nie chce czegoś robić ale gdy mu się racjonalnie tłumaczy to rozumie i ustępuje- nie mogę narzekać na jego zachowanie. Problemem jest to jak inne mamy patrzą na mnie tzn jak na dziwoląga- kiedy moje dziecko bierze do rączki zabawkę innego mówię że to jest chłopzyka i trzeba oddać, a nie krzyczę "oddawaj to!!zostaw!!!nie rozumiesz!!"-patrzą na mnie z ogromnym politowaniem i mówią "dyplomatka". Nie rozumiem tego.

Najgorsze jest to że mój maluch kilka razy poważnie się przewrócił, obdarte czoło, rozcięta głowa- od tego czasu uważam na niego, staram się nie dopuścić do powtórki- przytrzymuję za rączkę gdy widzę że biegnie w stronę schodów, lub inne niebezpieczne miejsce, nie pozwalam biegać po ulicy (samochody), na chodniku trzymamy mamę za rękę itd. Jestem wyczulona i widzę od razu miejsca gdzie sie przewróci, jeżeli chodzi o upadek na trawie lub w miejscu gdzie nie wystają jakieś kanty itd biegaj i się przewracaj- tyle że mamy które spotykam patrzą na mnie z ogromnym politowaniem i ironicznymi uśmiechami- czy ja jestem jakaś dziwna, ze chce chronić dziecko, wiem że przed wszystkim się nie da, ale czy nie trzeba próbować ograniczyć dziecku urazów???

Nie daję dziecku lizaków chupa chups, moje dziecko nie pije gazowanej wody mineralnej, ani coli- jestem dziwna...bo moje dziecko pije zwykłą wodę i lubi owoce,chrupki kukurydziane a nie lizaki i batoniki...

Tak na marginesie,córeczka znajomej 18mc wyrżnęła na placu zabaw -2 cm dzieliło oko i róg piaskownicy- synek kolegi- 2 latka- przewrócił się pchając dużą ciężarówkę, przeciął zębem wargę i wybił dwa przednie zęby,przykładów znam tysiąć, dlatego uważam i czy dlatego jestem dziwolągiem.???????
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 17:12
      Nie , jesteś absolutnie idealna matką, która nie popełnia żadnych błędów, nie naraza dziecko na niebezpieczeństwo i nigdy nie traci cierpliwości. Wszystkie inne matki, to złe matki i ich dzieci dlatego stale są narażone na różnorodne niebezpieczeństwa - co to za pomysł, aby dziecko swobodnie biegało po placu zabaw, albo pchało samochodzik?
      Później takie dzieci będą miały 15 lat i mamy przestaną je odprowadzać do szkoły, a przeciez tak łatwo nastolatek moze wpaść pod samochód. No, ale Twojemu dziecku to sie nie przydarzy. Będziesz go pilnowała, aż do emerytury.
        • verdana Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 17:18
          Przeczytałam jeszcze raz.
          Mamy tu obraz jednej idealnej matki i wszystkich pozostałych - wrzeszczacych, karmiących dziecko byle czym i lekkomyślnych. Jawisz sie na ich tle po prostu wspaniale. Co dobrze dziecku nie wróży:)
            • verdana Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 19:24
              Ty przeczytaj, ale nie ze zrozumieniem rodem z Ib tzn "dosłownie zrozum tekst", tylko ze zrozumieniem na poziomie liceum "zinterpretuj". Autorka nie prosi o radę, autorka, wbrew deklaracjom, porównuje siebie z innymi matkami i pokazuje, jak dobrze wypada na ich tle. Inne dzieci mają stale wypadki, więc z definicji ona nie jest nadopiekuńcza, to inni sa beztroscy. No i w ogóle inne matki to złe matki, które ją atakują, bo ona jest dobra.
              Bardzo niebezpieczne rozumowanie i nie nalezy go podtrzymywać. Nikomu nie żyje się dobrze, jesli ma syndrom oblężonej twierdzy.
              • mamamonika2 Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 20:53
                Skąd się biorą takie "małpy" jak Ty???


                Piszę że to mnie się wytyka palcem i ja wg innych jestem dziwna. Ja do innych matek nie mam nic, ich dzieci robią co chcą i to Nie moja sprawa, więc niech nie będzie ich sprawą jak ja postępuję z własnym dzieckiem. Dla mnie ludzie powinni żyć swoim a nie cudzym życiem. Nie widzę porównywania w moim tekście, tylko przedstawiam sytuację bo czuję się jak trendowata, bo moje 20mc dziecko nie je chupa chupsów i komentarze innym " boi się że mu zęby na drugi dzień wypadną"

                Przykre i jeszcze raz przykre, ja nikogo nie krytykuję, pytam tylko czy jestem jakaś nienormalna i widać że chyba tak
                • joshima Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 20:59
                  mamamonika2 napisał(a):

                  > Skąd się biorą takie "małpy" jak Ty???
                  verdana na ogół pisze do rzeczy choć nie zawsze się zgadzamy. Tylko czasem ma gorszy dzień. PSM to się nazywa czy jakoś tak ;) Olej.

                  A Tobie szczerze współczuję otoczenia. Ja miałam dobrą wymówkę. Uczulenie. Nie musiałam znosić durnych komentarzy. A poza tym ten się śmieje kto się śmieje ostatni. Tylko przedszkolaków z próchnica szkoda, bo przecież kto by leczył mleczaki?
                  • jotde3 Re: Nadopiekuńcza mama 29.08.13, 16:28
                    joshima napisała:

                    > mamamonika2 napisał(a):
                    >
                    > > Skąd się biorą takie "małpy" jak Ty???
                    > verdana na ogół pisze do rzeczy choć nie zawsze się zgadzamy.

                    ja częściej sie z nią zgadzam niż nie ale jak już wyciągnie swoją szklaną kule to poprostu boki zrywać ;)))) hehehehe
                    a robi to jak dostaje po pupie w dyskusji :)
                • angazetka Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 10:49
                  > Piszę że to mnie się wytyka palcem i ja wg innych jestem dziwna. Ja do innych m
                  > atek nie mam nic

                  Owszem, masz. Z każdego twojego zdania bije przekonanie, że jesteś cudowna i doskonała. I żyjesz też życiem innych, tych strasznych matek, które dają dzieciom lizaki i nie pilnują ich na każdym kroku.
                • lily-evans01 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 19:05
                  Kurczę, moja córka nie jadła ŻADNYCH słodyczy dopóki nie zaczęła chodzić do takiego mini klubiku (jako ponad 4-latka), tam się zainteresowała, co też dzieciaczki przynoszą na II śniadanie i obecnie niestety słodycze lubi. Ale nigdy nikt mi nie przygadał na placu zabaw czy gdziekolwiek, że nie je chipsów, czy jakichś tam batonów, tylko np. mam banany, wafle ryżowe itp. itd. W dziwnym środowisku się obracasz ;). Albo... faktycznie jesteś przewrażliwiona.
                  Ja widywałam na placu zabaw i rodziców z domową zupą dla dziecka w termosie i takich, którzy kupowali maluchom frytki i lody od rana. Dopóki ktoś się do mnie nie wtrąca, nie mój cyrk, nie moje małpy.
                  Może jakoś nieświadomie wszczynasz dyskusję?
                  Jak żyję, nikt nie skomentował zwyczajów żywieniowych mojej córki ani mojej dbałości o nią, też często przesadnej, kiedy była malutka (ma wiotkość wielostawową i miała zaburzenia motoryki, więc z konieczności przewidywałam niejako możliwość urazu itp.).
                  Z jednej strony oczekujesz od ludzi na forum oceny, z drugiej wyzywasz od małp.
                  Może sama jesteś trochę konfliktowa, trochę za bardzo skupiona na tym "co ludzie o mnie powiedzą" i dlatego niemiłe sytuacje Ci się trafiają?
                • Gość: domza2 Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.rzeszow.vectranet.pl 02.08.13, 22:05
                  Masz pecha, gdyż przeczytała to Verdana, a ona (niestety) umie interpretować to, co zawarte między słowami, a przez Ciebie nieuświadomione... Ja też tak to odebrałam po PIERWSZYM, dodam, czytaniu. Moim zdaniem masz jakiś problem z poczuciem własnej wartości, WYDAJE Ci się, że wszyscy patrzą na Ciebie dziwnie. Piszę "wydaje" ci się, gdyż jestem przekonana, że tak nie jest. Ja też postepowałam zawsze tak, jak piszesz, a nikt na mnie się dziwnie nie patrzył. Też nie cierpiałam wychwalanek w stylu " ile ma? już chodzi? Jeszcze pielucha? a nasza Ola/Kasia... miała miesiąc jak zaczęła chodzić, a w wieku 5 lat rozpoczęła studia" i nie brałam w nich udziału. Też nie lubiłam siedzieć na osiedlowych placach zabaw, ale przecież było tak moje dzieciątko, więc mi umilało te chwile katuszy zachwytem nad światem:) . Ale nigdy nie widziałam dookoła siebie samych nieodpowiedzialnych, dziwnych i wrogich matek... I to jest niepokojące.
              • mamamonika2 Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 20:59
                I jeszcze jedno, ja nie oceniam co jedzą innych dzieci, jak się zachowują itd, dlaczeggo ludzie są takcy wredni i to oni oceniają Ciebie pomimo tego że nie pchasz nosa w sprawy innych. To że ja na placu zabaw spędzam czas aktywnie z dzieckiem, robiąc z nim babki w piasku czy bawiąc się w chowanego, jest wyśmiewane przez mamy które na ławce odpoczywają plotkując i paląc papieroski, stąd moje pytanie czy ja jestem jakaś nienormalna że się bawię z dzieckiem?

                I kto napisał ze ja jestem idealna, nie czytałaś że napisałam że też jestem nie raz na skraju wyczerpania??? Okulary potrzebne???
                • kkokos Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 21:59
                  tak, między wierszami napisałaś, że jesteś idealna - taki właśnie obrazek namalowałaś: ty idealna na tle samych idiotek, które w dodatku zaczynają cię, sierotkę, zaszczuwać. ty biedna, coraz bardziej skulone ramiona, mina zaszczutego zwierzątka, stawiasz z dzieckiem te babki z piasku bojąc się nawet spojrzeć w stronę matek wyrodnych, czyli egoistycznych paniuś z papieroskami.

                  z dobrą wolą zakładam, że nie kieruje tobą hipokryzja, choć nie rozumiem, jak dorosła osoba, dojrzała kobieta może w ogóle pytać "czy jestem nienormalna, że bawię się z dzieckiem?" no albo słodka idiotka, albo tak strasznie się mizdrzy i doprasza o komplemety, że jest cudowną matką.

                  więc zakłądając, że się nie mizdrzysz i nie krygujesz - z postu wynika, że jesteś straszliwie niepewna siebie, tego, co robisz, tego, jak postępujesz ze swoim dzieckiem. i tę niepewność bardzo przenosisz na swoje dziecko właśnie. tak jakbyś chciała mu przekazać "życie jest podłe, i nawet kiedy jesteś dobry i dobrze postępujesz, będą cię wyszydzać", ale ponieważ jest na taki przekaz za mały, to dajesz mu przekaz "nierówność na trawniku cię zabije".
                  tyle że jeśli ty będziesz podchodziła histerycznie do tych nierówności na trawniku, to twoje dziecko też. w tym sensie verdana ma świętą rację - jesteś na prostej drodze do nadopiekuńczości wobec 15-latka.

                  jeśli, jak twierdzisz, "niech każdy zyje swoim życiem", to przestań kolekcjonować opowieści o straszliwych zaniedbaniach innych matek i straszliwych wypadkach chodzących po dzieciach tychże. nakręcasz się tylko niepotrzebnie. czy jesteś w stanie na zawołanie, tak z rękawa, sypnąć taką samą liczbą opowieśći o radosnych dziecięcych przygodach? zapewne nie, bo przecież nie znosisz przechwalania się sukcesami dzieci...

                  jeśli każdy ma żyć własnym życiem, to co cię obchodzi, co inne matki na placu zabaw o tobie sądzą???

                  p.s. w kwestii lizaków i coli rozumiem cię doskonale i popieram!
                  • anku1982 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 08:59
                    bo doradzać trzeba umieć, nie atakować a konstruktywnie odpowiedzieć, tutaj na forum trzeba posiedzieć jakiś czas, by zobaczyć kto sensownie doradza.
                    Wg mnie robisz wiele, żeby zapewnić dziecku właściwy start w życie. Natomiast sporo osób decyduje się na dziecko nie mając pomysłu na własne macierzyństwo, nie czytając o rozwoju psychicznym czy fizycznym. Niespełna 2 latek jest na tyle mały że trzeba mu towarzyszyć w wielu miejscach, łącznie z tym, że niewiele tak małych dzieci umie się zająć sobą na dłuższą chwilę. W takich sytuacjach myślę, że jest jedna złota rada: robić swoje i za wiele się na innych nie oglądać, podobnie reagować na bezpośrednie uwagi obcych: to nie pani sprawa, proszę się zająć swoim dzieckiem. Jeżeli nie czujesz się do końca pewna czy dobrze robisz to powiem tak: 4 latkowi nie daję napojów gazowanych i coca coli, nie daję lizaków, chipsów i sama takich rzeczy także nie jadam. Daję mu swobodę w dokonywaniu różnych wyborów, planowaniu własnego dnia/wieczoru (jednocześnie mówię na czym mi zależy, np. ważne jest dla mnie aby wieczorem zjadł kolację i się wykąpał, ale obojętne jest mi to w jakiej kolejności to zrobi, czy wcześniej pobawi się 15 minut czy pół godziny - chyba że jest padnięty wtedy trzeba szybko działać - ale i wtedy da się z nim współpracować). Dobre rady możesz otrzymać od matki, która wychowała więcej niż jedno dziecko i widzisz że jej sposób traktowania dzieci i współpracowania z nimi przyniósł efekt, np. mądrego, kreatywnego, sympatycznego nastolatka, bo dopiero wtedy możemy stwierdzić co tak naprawdę przynosi to nasze wychowanie.
                • verdana Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 22:36
                  Oceniasz - cały Twój post to ocena. Plotkujące mamy i Ty jedna bawiaca sie z dzieckiem - to też ocena. Pytanie "Czy ja jestem nienormalna, ze sie bawię" jest w rzeczywistości stwierdzeniem "Popatrzcie , tylko ja jestem dobra matką, wszystkie inne to leniwe, głupie , niezajmujące sie dziećmi wyrodne matki". Bo przeciez nie zadajesz naprawde pytania, czy źle robisz bawiąc sie z dzieckiem, prawda? Tylko pokazujesz, o ile jesteś lepsza od innych - wszystkich innych. Nie ma NIKOGo, kto by Ci dorównywał.
                  To nie jest dobra postawa i byc moze dlatego zadna inna matka Cię nie lubi. Nie dlatego, ze przewyższasz je we wszystkim, tylko dlatego, że nimi pogardzasz, a one nie nasladuja Twojego swietlanego wzorca.
                  • mamamonika2 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 09:51
                    Czy ty masz jakiś problem z samooceną?

                    Tak to u mnie wygląda plotkujące mamy i w liczbie np 10 i 3 które aktywnie spędzają czas z dziećmi- tyle że mamy aktywne nie oceniają plotkujących, to mamy plotkujące oceniają mamy aktywne stąd moje pytanie - dlaczego???

                    Moja droga, kto Ci powiedział lub skąd to przekonanie że mama która bawi się z dzieckiem jest lepsza od tych które się nie bawią??? Ja tego nie napisałam "patrzecie jestem cudwona" tylko napisałam " czy jestem dziwolągiem" moze nie tak się wychowuje dzieci jak ja to robię.
              • tomblibusiowa Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 11:01
                wow, rzadko zgadzam się z kimś tak bardzo jak z twoim postem:) samo sedno, lepiej bym tego nie ujęła. I bynajmniej nie chodzi o pogrążenie dziewczyny zakładającej wątek, ale o zrozumienie tego co między wierszami.
                .... dalej jeszcze nie czytałam, ale nie omieszkam:)
          • gala_dali83 Re: Nadopiekuńcza mama 29.08.13, 15:52
            Nie rozumiem Twojej ironii. Dziewczyna zadała pytanie, bo ma wątpliwości i tyle. Po co te złośliwości, ocenianie...

            Moje zdanie jest takie, że jesteś dobrą matką. Dbasz o swoje dziecko najlepiej jak potrafisz. Co do lizaków, śmieciowego jedzenia itp. w pełni się z Tobą zgadzam. Moim zdaniem to właśnie Ty jesteś lepsza, ponieważ nie napychasz synka tym syfem. Nie martw się, na mnie też dziwnie patrzyli i czasem patrzą, bo staram się racjonalnie karmić dziecko. Czasem zje coś "niezdrowego", ale zazwyczaj staram się tego uniknąć. Teraz inni są złośliwi, ale to właśnie Twoje dziecko nie będzie miało próchnicy na zębach. Zamiast tego wykształcisz u niego zdrowe nawyki żywieniowe. Jak dla mnie super :)

            Jeśli chodzi o to bieganie...tu moim zdaniem faktycznie jesteś nadopiekuńcza. Wiele z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, jak silny instynkt samozachowawczy mają nasze dzieci. I nawet jeśli się przewrócą, rozetną głowę, rękę itp. to przeżyją :) Nie jesteś w stanie uchronić dziecka od wszelkich nieszczęść. Ono się uczy metodą prób i błędów. Daj mu szansę na małą samodzielność :)
          • jotde3 Re: Nadopiekuńcza mama 29.08.13, 16:20
            verdana napisała:

            > Przeczytałam jeszcze raz.
            > Mamy tu obraz jednej idealnej matki i wszystkich pozostałych - wrzeszczacych, k
            > armiących dziecko byle czym i lekkomyślnych. Jawisz sie na ich tle po prostu ws
            > paniale. Co dobrze dziecku nie wróży:)

            pamietasz jaką mają sprawdzalność twoje wróżby :)
            właż pod stół i odszczekuj :) buhehehehehe
            • jotde3 Re: Nadopiekuńcza mama 07.09.13, 10:11
              jotde3 napisał:

              > verdana napisała:
              >
              > > Przeczytałam jeszcze raz.
              > > Mamy tu obraz jednej idealnej matki i wszystkich pozostałych - wrzeszczac
              > ych, k
              > > armiących dziecko byle czym i lekkomyślnych. Jawisz sie na ich tle po pro
              > stu ws
              > > paniale. Co dobrze dziecku nie wróży:)
              >
              > pamietasz jaką mają sprawdzalność twoje wróżby :)
              > właż pod stół i odszczekuj :) buhehehehehe
    • joshima Re: Nadopiekuńcza mama 31.07.13, 18:32
      Moim zdaniem trochę przesadzasz, ale tylko trochę. Rozumiem trzymanie dziecka za rękę na chodniku w pobliżu drogi albo niepozwalanie na bieganie po ulicy. Szczególnie jeśli dziecko ma tendencję do nagłych zrywów i zmian kierunku. Natomiast z innymi rzeczami przesadzasz. Uważam, że po schodach trzeba nauczyć dziecko bezpiecznie chodzić a nie je od nich odciągać. Podobnie w przypadku innych miejsc, które uważasz za równie niebezpieczne jak schody.

      A jeśli chodzi o lizaki, batoniki i słodkie napoje to tylko Ci przyklasnę i witaj w klubie dziwolągów.
    • Gość: Ada Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 31.07.13, 23:09
      Nie rozumiem kobiet, ktore postrzegaja inne kobiety jako wredne malpy, nie robiace nic innego, tylko oceniajace ( pukajace sie w czolo na widok chrupek kukurydzianych i matki trzymajacego malucha za reke prz ulicy). Mam glebokie podejrzenie, ze Ty sama oceniasz na potege (tylko oceniasz chupa chups, gazowana wode i malucha idacego samego przy ulicy) .... Verdana napisala Ci co mysli o Twoim poscie, ale to Ty od razu ja wyzywasz .... Moze jednak nalezy sie troche sobie przyjrzec? Wtym co robisz nie ma nic nadzwyczajnego i o ile nie mieszkasz w jakiejs super patologicznej dzielnicy, to nie sadze zeby dzialania, ktore opisujesz budzily jakies wielkie kontrowersje. Robilam podobnie i nigdy nie spotkalam sie z jakaklowiek uwaga ze strony innych kobiet ( a przez moment mieszkalam na warszawskim Czerniakowie, gdzie sasiad, niejaki pan Rysio, dzielil sie ze mna madrosciami zyciowymi w stylu: " im mniej wiesz, tym krocej siedzisz". :D).
      A moze te kobiety, o ile w ogole zwracaja Ci uwage, maja odrobine racji?
      • anku1982 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 09:06
        Ale ale, to jak to? Ty też wciskasz nos w czyjeś życie? Od wychowania dziecka to są rodzice, a nie pani sklepowa i jakaś inna mamusia na placu zabaw (wyłączam przypadki gdy moje dziecko stwarza zagrożenie dla innych dzieci, wtedy każdy może zareagować) ludzie powinni zająć się sobą, chyba, że jakieś dziecko jest bite lub w inny sposób źle traktowane (np. wyzywane).
    • Gość: Justyna Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.dynamic.chello.pl 01.08.13, 00:09
      Czujesz się lepsza od "tych" matek. Moze patrzą na ciebie jak na dziewoląga bo odczuwają twoje oceniające spojrzenia.
      CAły twoj post to pis super matki (ciebie) i kiepskich matek (tych innych).

      Na slowa kierowane do ciebie na forum, od razu zareagowalas obronnie, nie bylo ani cenia refleksji, tylko albo ktos nie widzi twojej wspanialosci, bo zle czyta, albo jest malpa.
        • mamamonika2 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 09:46
          Kurde, wściekam się i reaguję obronnie bo gdzie ja piszę że jestem idealna?????? !!!!!!!!!!!!!!! To że nie krzyczę na dziecko, nie szarpę itd czyni mnie idealną????!!!! Każda za nas ma inny margines nerwów, niektóre osoby denerwują się bardziej od innych, ja należe do tych które mają duży margines i czy to świadczy że jestem lepsza- chyba nie....Gdzie w moim poście jest podział na dobre i złe matki!!!??? Przedstawiłam sytuację jak wygląda to w moim otoczeniu- niektóre z Was od razu zrobiły podział oceniając wg swojej opinii i krytykując mnie za coś czego wcale nie napisałam, dałam przykład zachowań, a Wy od razu- piszecie sobie że jestem idealna....błagam...bo mi ręce opadły, oceniacie wg stereotypów

          Zastanawiam się właśnie ze może nie jestem dobrą matką, moze to inne postępują z innymi dziećmi lepiej niż ja, stad moje pytania czy jestem aż tak dziwna i aż tak dziwnie postępuję z własnym dzieckiem że wymagam wytykania palcami i nie da się obejść bez głupich docinek. Dlaczego to ja nie wytykam matki której puściły nerwy i nie obgaduję, takiej która 18mc dziecko poi coca colą ,a obgaduje się mnie bo przytulam dziecko i latam po placu zabaw za piłką jak nastolatka????staram się zrozumieć dlaczego jak człowiek nie zachowuje się tak jak większość to ma przesrane. Ja nikomu nie dogaduję jak kto się zachowuje wobec swojego dziecka, a to co przedstawiłam w pierwszym poście to moje osobiste spostrzeżenia z którymi z nikim się nie dzieliłam i nie są one oceniające to Wy same oceniacie stosując stereotyp wobec tego co napisałam.

          Dziękuję tym które napisały posty z konstruktywną krytyką i jestem wdzięczna za opinie, gdzie ktoś pisze np "może troszkę przesadzasz z tym i z tym, ale nie jest to coś co trzeba wytykać palcami". Przy takich postach warto na refleksje

          A autorów postów z treścią "znalazła się idealna mamusia" chciałabym odesłać do ponownego przeczytania i poszukania gdzie leży problem odnośnie którego chciałam się poradzić za radą koleżanki (też dziwoląga, który wychwalał to forum pod niebiosa), a nie w dzieleniu mam na idealne i te "zupełnie do dupy" wg własnych stereotypów, bo czasem nadopiekuńcza mama może wyrządzić dziecku więcej złego niż mama która wszystko olewa i podchodzi na luzie- więc może nie trzeba mnie nazywać idealną a po prostu złą matką
          • verdana Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 09:55
            W pierwszym poscie piszesz, pokazując swoje bezbłedne zachowanie ta tle absolutnie wszystkich innych matek, które w przeciwieństwie do Ciebie wszystko robią źle. Krzyczą, nie pilnują dzieci, karmią świństwami i jeszcze mają co Ciebie pretensję, że Ty robisz dobrze. Nie jestem w stanie uwierzyć, że w Twoim otoczeniu nie ma dobrych matek, nie jestem też w stanie uwierzyć w bezinteresowną agresję wszystkich przeciw Tobie, bo nie krzyczysz i nie dajesz lizaków.
            Nie sądzę, abyś zastanawiała sie, czy jesteś dobrą matką - wtedy pokazywałabyś dobre strony innego wychowania, a nie tylko papierosy, krzyki i wypadki niedopilnowanych dzieci. Może jednak warto zastanowić się, co skłania inne matki do krytykowania, bo nie sadzę, aby same Twoje prawidłowe zachowania.
            Z tego co widzę, zasadnicza większość matek zachowuje się poprawnie i nikt im tego nie wytyka. Być moze - podobnie jak na forum - jednak jesteś zbyt agresywna?
          • Gość: Ada Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 01.08.13, 10:11
            Caly watek zaczelas od zdania:
            "Zdecydowałam się napisać i poprosić o opinię bo zaczynam wątpić czy jestem dobrą mamą. "

            Czyli zaczelas od oceny: dobre matki/ zle matki. Te, ktore daja chupa chupsy, cole i cos tam moze nie sa bardzo swiadome, ale niekoniecznie sa zle. Tak samo ta co poi jedynie woda i daje organiczne warzywa, moze byc swiadoma, ale wcale nie idealna / dobra w innych aspektach.

            20 miesieczne dziecko potrzebuje jakiejs dozy wolnosci, bo wchodzi w etap rozwoju, kiedy cwiczy swoja odrebnosc od matki i rozwija swoje kompetencje, m.in. motoryczne, czyli zwiazane ruchem. Wiec kwestia wyposrodkowania i pozwolenie na eksploracje w bezpiecznych warunkach.
            Przepraszam, ale mi cale te dywagacja wydaja sie troche wyssane z palca. No bo o ile to nie Twoja babcia czy tesciowa w ukryciu poja Twoje dziecko cola, to co Cie obchodzi to co robia czy mowia inne matki?
            • joshima Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 10:28
              Gość portalu: Ada napisał(a):

              > Przepraszam, ale mi cale te dywagacja wydaja sie troche wyssane z palca. No bo
              > o ile to nie Twoja babcia czy tesciowa w ukryciu poja Twoje dziecko cola, to co
              > Cie obchodzi to co robia czy mowia inne matki?
              Mnie by obchodziło i dotykało, gdyby jawnymi, chamskimi komentarzami się ze mnie naigrawały z tego powodu.
              • Gość: Ada Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 01.08.13, 10:42
                A mnie trudno uwierzyc w notoryczne chamskie i jawne komentarze na temat zachowan wychowawczych jakiejs mamy. Od 5 lat chodze na place zabaw i nigdy nie bylam swiadkiem takiej sytuacji. .. Mnie tez przychodzi do glowy, ze moze mama sobie czyms innym na nie zapracowala, nie chrupkami i zabawa z dzieckiem w piaskownicy. Mysle, ze naprawde swiadomosc rodzicow sie zmiania i raczej staje sie to norma.....
                • joshima Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 12:28
                  Gość portalu: Ada napisał(a):

                  > A mnie trudno uwierzyc w notoryczne chamskie i jawne komentarze na temat zachow
                  > an wychowawczych jakiejs mamy.
                  To jeszcze mało w życiu widziałaś ;)

                  > Od 5 lat chodze na place zabaw i nigdy nie bylam
                  > swiadkiem takiej sytuacji.
                  Są różne place zabaw i różne społeczności.
                  • lily-evans01 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 19:21
                    Ja mam wokół siebie dość kiepską społeczność i kiepską dzielnicę, a naprawdę nie widzę samych mamusiek palących jak kominy i częstujących dzieci od rana colą.
                    Jedna z najmilszych dziewcząt na moim podwórzu - gimnazjalistka!!! - kulturalna, kontaktowa, niegłupia, to córka pani zajmującej się sprzątaniem, krzykliwej i bardzo prostej. A jednak ani braki w wykształceniu, ani w obyciu nie przeszkodziły jej w wychowaniu rozsądnej, dobrze poukładanej młodej osoby. Większość dzieci, a właściwie młodszej młodzieży jest naprawdę w porządku, nie ma chuliganów, nie ma dzieci zaniedbanych czy takich, których podstawowe potrzeby życiowe nie są zaspokajane.
                    Po prostu NIE WIERZĘ w takie otoczenie, które zaszczuwa młodą matkę tylko dlatego, że pilnuje dziecka albo daje mu zdrowe jedzenie. W obecnych czasach raczej ten zdrowy styl życia i dbanie o potrzeby dzieci stają się normą, nawet wśród ludzi bardzo prostych, niewykształconych, nieobytych. Chyba że mówimy o prawdziwej patologii.
                    Dla mnie post tytułowy jest przeraźliwie histeryczny. A autorka wcale nie oczekiwała jak widać odpowiedzi na swoje pytania, tylko zareagowała wyzwiskiem na krytykę, bardzo znamienne.
                    • jedynybasek5 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 21:49
                      Nie przejmuj się autorko, robię tak samo. Teraz już trochę zluzowałam, młoda ma 3 lata, ale też chodzę za nią często ( pomijając, że sama mnie woła, woli się bawić ze mną niż z rówieśnikami póki co). I ja, np., przyznaję OCENIAM te mamuśki co to siedzą z fają na placu zabaw, a co więcej- podchodzę i jasno mówię, że to nie jest palarnia tylko plac zabaw. Jak się rzucają, wyjmuję telefon i staram się dzwonić na policję. Staram się, bo z reguły z cięzkim przekleństwem paniusie gaszą fajeczki. Albo wychodzą. Co do plotkujących- też oceniam. Bo czasem trzeba rzucić okiem na swoje dziecko- kiedyś taki 5 latek dość średnio wychowany tak wszystkim dokuczał, tak dokuczał, aż w końcu sam wpadł pod huśtawkę z dzieckiem, małym. Czyja wina? Mamusi, która siedziała odwrócona pleckami z psiapsiółką. Bo gdyby zwróciła młodemu uwagę raz czy drugi , to by może przyhamował. Tak więc, o ile nie uskuteczniam oceny ubioru, wyglądu, stanu majątkowego, o tyle OCENIAM- zachowanie, bo to czynnik stanowiący również o bezpieczeństwie mojego dziecka. Z Verdaną zgadzam się w 99,9% wypowiedzi. Tu nastąpiła ta 0,01 % :)
                      • jedynybasek5 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 22:00
                        Jeszcze tylko sprostuję, coby mnie nikt nie zjadł- moje dziecko upada, spada z różnych miejsc, biega, rozwala kolana i łokcie, na rowerze jeździ bez kasku tudzież innych ochraniaczy, kiedyś spadła, rozwaliła nos, krew ciekła, my obróciliśmy w żart \' ale masz świetne czerwone kozy" - chwilka płaczy i po kilku minutach znów jeździła. Więc krok w krok nie biegamy i się nie trzęsiemy nad nią, ale z Twojego posta też nic takiego nie wynika. Po prostu staramy się być blisko, młoda jest typem wrażliwca- ktoś zrobi do niej głupią minę to płacz- no bo jest mała, nie zna wielu sytuacji , coś jej się ma prawo wydawać dziwne, straszne, trzeba wytłumaczyć. Ale żeby takie rzeczy zauważyć, wypada być blisko dziecka. A nie na ławce tyłem do placu " żeby się zahartowało i nauczyło... mhm, walczyć chyba".
                        • lily-evans01 Re: Nadopiekuńcza mama 02.08.13, 18:45
                          Ale dziecko musi nauczyć się też planować swój ruch, uczyć się przestrzeni także poprzez upadki i nabieranie prędkości (piszę to na bazie własnych obserwacji i przyswojonej wiedzy, związanych z nieprawidłową integracją sensoryczną u dziecka). I ten swobodny rozwój ruchowy jest naprawdę intensywny i KONIECZNY w momencie, kiedy małe dziecko uczy się chodzić. Jeśli mama obawia się wypadków takich, jak opisuje - to prawdę mówiąc na jej miejscu nie chodziłabym tak kurczowo na ten plac zabaw, gdzie sprzęty są dla dzieci starszych i w ogóle pełno jest dzieci starszych, którym taki maluch plącze się pod nogami. A piaskownice są często gęsto obetonowane.
                          Ja osobiście wolałam o niebo iść do parku z dzieckiem ponadrocznym, półtorarocznym czy nawet 2-letnim - na placu zabaw raptem skorzystało ze zjeżdżalni z moją asekuracją (zresztą sprzęt jest przeznaczony dla starszych) - a w parku miała całe połacie trawy do biegania, upadków, gonienia za piłką itp. itd. Człowiek się wśród przyrody relaksuje, dziecko ma więcej swobody, a nie trzeba też dołować się towarzystwem, jeśli faktycznie jest aż tak denne ;).
                      • verdana Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 22:16
                        Ależ ja nie mam nic przeciw ocenianiu ludzi, uwazam to za a. niemożliwe, b. w niektórych wypadkach wręcz szkodliwe,. Odnoszę się tylko do tego, że Autorka jakoby nie ocenia innych. Ocenia i to jak!
                      • lily-evans01 Re: Nadopiekuńcza mama 02.08.13, 18:51
                        Widziałam niejedno, mam do czynienia z zupełnie innym środowiskiem wśród sąsiadów, a innym np. w starej i nowej szkole córki. Obcuję naraz z dwiema skrajnościami, że tak powiem - czasami czuję się wręcz schizofrenicznie;).
                        Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby gromada przypadkowych babek na placu zabaw urządzała sobie na jedną matkę nagonkę - choć nie twierdzę, że nie może się zebrać taka grupka "wózkowych" psiapsiółek, które wszystko wiedzą "lepiej" i potrafią umilić życie otoczeniu.
                        Ale jakoś na szczęście potrafię unikać takich osób, m.in. wybierając dla dziecka do zabawy takie miejsca, gdzie czułyśmy się dobrze i komfortowo (czyli np. nie na naszym podwórzu, gdzie zwyczajowo sąsiadki wymieniają nudne dla mnie ploteczki, ale na placu zabaw w parku czy w samym parku itp.)
                • mamamonika2 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 13:58
                  Wiesz jak sie mieszka w małym miasteczku, tutaj dla przykładu kobieta przed w 20-stką w ciąży lepiej żeby z domu nie wychodziła, tacy ludzie...zdarza się. niektórzy są ok, a inni nie...To nie jest duze miasto, tu się porównuje które dziecko co pierwsze zrobi i szydzi się z tych które tego jeszcze nie potrafią. A jeżeli dziecko jakiejś mamy która rzadko bywa na placu zabaw i nie jest z nikim zaprzyjaźniona zrobi coś super powie jakiś wyraz czy coś czego inne dzieci jeszcze nie zrobiły to się mówi że zmusza dziecko, i dlatego tak rzadko bywa bo je uczy na siłę w domu żeby się popisać...

                  Place zabaw i osoby tam przebywające nie zawsze są wszędzie takie same-takie supr jak u Ciebie
          • Gość: mamasiasiulki Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.hist.uj.edu.pl 01.08.13, 11:20
            Spokojnie. Jeszcze raz: spokojnie. Pisząc posty na forach - sama się o tym przekonałam - trzeba liczyć się z Tym, że jedna odpowiedź na 15 będzie merytoryczna, a reszta to totalna krytyka od mamuś przekonanych o własnej nieomylności i wszechwiedzy :-) Poza tym: uderz w stół, a nożyce... ;-) Ja osobiście te ostatnie posty zlewam, a od jakiegoś czasu mam niezły ubaw czytając je wnikliwie i dostrzegając niuanse i nieścisłości sprowadzające się właśnie do: "jestem wspaniała, a ty nie masz racji" :-) albo " moja prawda jest najmojejsza i to ja właśnie wiem, jak powinnaś żyć" :-) Ze spokojem wysupłaj dobre rady, komentarze złośliwe i piekące od jadu przyjmij z humorem - w końcu ludzie szczęśliwi mają do roboty co innego niż plucie na całą okolicę :-)

            Osobiście oceny w Twoim poście nie widzę, ale wydaje mi się, że pisałaś go pod wpływem emocji. Czyżby tuż po podobnej wizycie na placu zabaw? :-) Wiesz, ja długo dochodziłam, ale doszłam do momentu, w którym mi lata i powiewa, co powiedzą inni - i tego Ci życzę.
          • aurita Re: Nadopiekuńcza mama 27.08.13, 08:53
            ", takiej która 18mc dziecko poi coca colą ,a obgaduje się mnie bo przytulam dziecko i latam po placu zabaw za piłką jak nastolatka????staram się zrozumieć dlaczego jak człowiek nie zachowuje się tak jak większość to ma przesrane."

            Powaznie uwazasz, ze pojenie 18 miesiecznego dziecka cola to norma wsrod matek i tylko Ty tego nie robisz???
            niestety verdana ma racje...
            • Gość: June_july Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.31.39.195.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 27.08.13, 12:42
              Przeczytałam twój post i cały wątek i mam nadzieje, ze wyciągniesz z tej lektury jakies madre wnioski dla siebie.
              Mam w domu nastolatka i malucha, obracam sie w środowisku, gdzie jest sporo dzieci, wiec moge mówić o swoich wieloletnich obserwacjach i nie potrafie sobie wyobrazić, gdzie ty mieszkasz.
              Jak czytałam Twoje posty to wyobrazilam sobie jakis rozpadajacy sie plac zabaw na jakimś szarym blokowisku, otoczony laweczkami na ktorych siedzą podpite mamuski, nad którymi unoszą sie kleby dymu papierosowego. Mamuski jak jedna wyciągają z torby kole i chipsy i pakują to w buzie rozwydrzonych, szwendajacych sie samotnie w niezorganizowany sposób albo w bandzie dzieciaków.
              A na widok Ciebie podajacej dziecku ogórka czy kanapke z salata pluja badz rzucaja w Twoim kierunku petami. Ty przemykasz sie przez to straszne miejsce kurczowo trzymając w jednym ręku swoje dziecko, a w drugim jakas zabawkę edukacyjna.
              Jesli tak wyglada okolica, to unikaj tego miejsca jak ognia i pomysl o zmianie miejsca zamieszkania, albo przynajmniej zabieraj dziecko na inne podwórko.
              Chociaż bardziej pomyslalabym o zmianie nastawienia do ludzi i mocnym wyluzowaniu.

              Wedlug Twoich standardow to praktycznie jestem taka wyrodna mamuska z tego placu zabaw (chociaż oczywiście nie palę)

              Teraz usiądz, bo napisze Ci, ze mój nieco ponad roczny maluch próbował chipsow, popcornu i czekolady, co nie znaczy, ze pozwalam mu to jesc (co wiecej bardzo dbam o to, zeby w moim domu jadlo sie zdrowo), a jedynie tyle, ze w domu gdzie jest nastolatek takie rzeczy sa obecne, np. robimy sobie popcorn, kiedy razem oglądamy film.
              To, ze zdarza Ci sie widzieć, ze jakas mama dala maluchowi colę, chipsy czy jakis batonik wcale nie oznacza, ze takie menu stanowi podstawę jego wyżywienia, a tym bardziej, ze nie jest świadoma szkodliwości tych produktów. Zreszta nawet jak decyduje sie na takie żywienie dziecka to jej sprawa.
              Co wiecej, to kiedy wpuszczam go do piaskownicy czy na plac zabaw to staram sie usuwać na bok i pozwalam mu na interakcje z innymi dziećmi, nawet jesli wiąże sie to z tym, ze czasem dostanie mu sie łopatka albo ktos zabierze jego zabawkę (staram sie tylko dbać o to, zeby było bezpiecznie jemu i aby np. nie zabieral zabawek dzieciom, ktore wychowywane sa inaczej, chociaż przez tyle lat chyba nigdy nie spotkałam sie z sytuacja, gdzie dziecko i rodzic nie chcieli podzielić sie jakas zabawka)
              Zachęcam go do aktywnosci, ktore na początku wydają mu sie trudne czy niebezpieczne, pozwalam chodzic po czym chce, bo w 99% sytuacji najgorszym wypadkiem moze byc rozciete kolano. Dopoki raczkowal pozwalalam mu obcierac kolana ile wlezie, bo czesto chodził po kostce czy betonie. Oczywiście nie mówimy o wchodzeniu tam gdzie chce, czyli np. na okno czy spacerze po ruchliwej ulicy.
              A i zapomniałam, ze zwłaszcza ze starszym dzieckiem czesto widywano mnie spokojnie siedząca na ławeczce i rozmawiajaca z innymi mamami i nawet czasem, o zgrozo, o innych mamach czy dzieciach.
              Co znowu nie oznacza tego o czym ty myślisz. Taka rozmowa nie oznacza ordynarnego obrabiania tylko tylko np. spójrz na Jasia, ma nowa kurteczke, musze pomyśleć, zeby kupić podobna dla swojego dziecka. I w 95% to sa rozmowy nie wartosciujace i nieoceniające, a z tych pozostałych 5% zdecydowana większość nie oznacza jakiegokolwiek potępiania, a inne zdanie.
              Przy starszym metody sprawdzily sie, bo wychowalam zdrowe, niepolamane, wesołe, otwarte, odważne dziecko, aczkolwiek nie idealne ;) dziecko. Wiele z tych mam do dzis jest moimi koleżankami, chociaż i wtedy i teraz nie wszystkie mamy takie same metody wychowawcze.

              Zachęcam do rachunku sumienia czy np. w czasie rozmów z tymi mamami ty otwarcie nie krytykujesz ich sposobu wychowywania dzieci (no wiesz dajesz mu zelka, to trucizna u nas w domu jada sie tylko daktyle). Czy nie izolujesz go od innych dzieci sama organizując mu zabawy?
              Czy inne mamy nie słyszą, jak w kółko powtarzasz, uważaj tam jest krawężnik, ta górka jest dla ciebie za duza, nie wchodz w kałuże itd. Bo jesli nie jestes zwyczajnie przewrazliwiona, to tylko takie twoje zachowanie moze wywołać wrogości ze strony innych matek
    • julita165 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 10:06
      A ja tam Ciebie rozumiem bo postępuję podobnie...może tylko nie zawsze udaje mi się zapanować nad sobą i krzyknę na synka ale to naprawdę bardzo ale to bardzo sporadyczne sytuacje. Mój synek ma 22 m-ące. To co nas różni to to, że ja nie spotykam się z żadnymi komentarzami bo mam wrażenie że ludzie których spotykam też postępują z dziećmi jak ja czy Ty.
    • Gość: mamasiasiulki Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.hist.uj.edu.pl 01.08.13, 11:04
      Trochę Cię rozumiem, ponieważ przez pierwszy rok życia mojej córy bardzo rygorystycznie przestrzegałam wielu zasad bezpieczeństwa względem niej - wychowałam się w rodzinie pediatryczno-szpitalnej, jako dzieciak wiele czasu spędzałam w szpitalu mojej mamy i wiele widziałam: choćby niespełna roczne maluchy umierające na zapalenie opon mózgowych, czy dzieciaki z oczną postacią toksokarozy. Teściowa (nikomu takiej nie życzę) patrzyła na mnie jak na kosmitkę i dupę mi obrabiała, bo gdy do nas przyjechała, kiedy mała miała 2 tygodnie (!) (tramwaj + autobus miejski) kazałam jej najpierw ręce umyć... Myślałam, że mycia rąk po przyjściu z zewnątrz uczy się już przedszkolaki... ;-)

      Odnośnie Twojego pytania: z zabawami z dzieckiem czy niepodawaniem słodyczy zgadzam się ręcami i nogami. Choć ja dbałabym też o zabawę samodzielną i zabawę z innymi dziećmi. To, co piszesz o urazach obcych dzieci trochę mnie szokuje. Moim zdaniem to czysty zbieg okoliczności, że się takowe akurat w Twoim otoczeniu zdarzyły. Podczas studiów pracowałam w żłobku, w rodzinie mam stado dzieci, wielu znajomych z dziećmi - poważne wypadki naprawdę się im nie zdarzają. Owszem, u mamy widywałam dzieciaki z nogą obciętą przez kosiarkę do trawy, ale to były lata osiemdziesiąte, brak świadomości i chęci opieki nad własnym potomstwem u dużej części społeczeństwa, brak społecznych akcji edukacyjnych... Oczywiście, że podczas zabawy trzeba być w pobliżu takiego malucha. Oczywiście, że nie może sam wspinać się na przyrządy (tzn. bez asekuracji - asekuracji, a nie podtrzymywania), że nie może wbiegać na ulicę, ani pod rowery, rzucać się do głaskania wszystkich obcych psów i tp. Ale raczej nie trzeba prowadzić go za rękę po chodniku, bo po prostu może się nie nauczyć: samodzielności, posłuszeństwa w takiej sytuacji (tzn. na przykład zatrzymania się przez krawężnikiem jezdni), dobrego wyczucia własnego ciała w przestrzeni i tp. Ja bym trochę wyluzowała.

      Dziwi mnie też, że inne matki to komentują - gdzie Ty mieszkasz? Ja jestem z Krakowa - jeśli słyszę jakiekolwiek komentarze na temat mojej relacji z młodą, to tylko przychylne, nawet na temat jej wyglądu. Ludzie zazwyczaj są mili, pomocni, na palcach mogę policzyć - jednej ręki - sytuacje nieprzyjemne. Naprawdę. Jeśli ludzie tylko na was patrzą, to może po prostu masz wyjątkowo ładne dziecko? ;-)

      Mam natomiast pytanie do Ciebie, bo myślę, że stąd mogą Twoje obawy wynikać. Jak wygląda U CIEBIE sprawa z czuciem własnego ciała w przestrzeni, poczuciem równowagi, tzw. propriocepcją? Czy nie masz przypadkiem sama trudności "ruchowych"? Wspinałaś się w dzieciństwie na drzewa, jeździłaś na rowerze, "szalałaś"? Bo jeśli sama masz problem z wyczuciem "na sobie" chociażby tego, z jaką siłą i w jaki sposób uderzy w chodnik biegnące dziecko, to możesz tak naprawdę nie czuć tego niuansu, który część ludzi wyczuwa "przez skórę", intuicyjnie, kiedy coś jeszcze jest bezpieczne, a kiedy już nie. Kiedy - w razie czego - dzieciaka uda Ci się złapać, a kiedy nie. Jeżeli tak jest, to chyba lepiej być nadopiekuńczym, niż pozwolić na naprawdę groźny wypadek - tylko musisz naprawdę bardzo uważać, by ta nadopiekuńczość nie utrzymała się, gdy dziecko będzie miało 5, 7, 15 lat. Trudno - jedni rodzice nie słyszą wychowując pełnosprawne dziecko, drudzy nie mają zdolności matematycznych, inni mają problemy z ruchem i sportem. Jeśli natomiast chcesz chronić dziecko przed otartym kolanem, to przemyśl sprawę, ponieważ zasadniczo uważa się, że dziecko w tym wieku musi się przewracać, ocierać i tp. by nauczyć się prawidłowego chodu, ochrony głowy podczas upadku, podparcia i tp. Jeśli chcesz - na jednym z forów eksperckich jest takie, w którym odpowiedzi udziela fizjoterapeuta - na temat opieki, stymulacji i tp. dla dzieci. Może on by Ci poradził, gdzie jest granica "fizycznego bezpieczeństwa" u dziecka w tym wieku?

      Co do paniusiek - plotkarek z papieroskiem wypłaszczających tyłki na ławeczce, gdy ich potomstwo agresywnie tłucze Bogu ducha winne dzieci innych osób tylko dlatego, że śmiały wejść na ten sam plac zabaw - też mnie wkurzają do żywego, ale co zrobisz? Ich dzieci, ich sprawa. Gdy sytuacja tego wymaga stanowczo proszę o interwencję, gdy dym unosi się nad piaskownicą - stanowczo proszę o ruszenie dupiszcza, gdy nic się nie dzieje - nie zauważam, bo mi nie przeszkadzają. Ich dzieci, ich sprawa.

      Odpowiadając wprost: nie, nie jesteś nienormalna, ale ja bym trochę poluzowała i pozwoliła dziecku na więcej. Rozbite kolano to normalny element dzieciństwa. Pozdrawiam.
    • szamanta Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 11:59
      > Tak na marginesie,córeczka znajomej 18mc wyrżnęła na placu zabaw -2 cm dzieliło
      > oko i róg piaskownicy- synek kolegi- 2 latka- przewrócił się pchając dużą cięż
      > arówkę, przeciął zębem wargę i wybił dwa przednie zęby,przykładów znam tysiąć,
      > dlatego uważam


      I coz w tym dziwnego,ze inne dzieci biegają sobie na placu zabaw, przewrocą sie? twoj nie biega bo mu na top nie pozwalaszz w obawie na "kuku". Mozna sie nawet podtknąc o cos robiąc tylko krok w tą czy we w tą i juz sobie nabic guza
      Plac zabaw po to jest aby dziecko sie wybiegalo, a nie jak za rączke,czy powolutku truchcikiem, tiptopami po nim chodzil. Tez zabawki auta dziecko nie moze sobie pchac bo nie daj cos sie przewroci? nieuniknione , zrozum to.
      Ograniczasz wlasne dziecko ,usilnie chcesz go chronic maksymalnie przed roznymi typowymi na codzien zdarzeniami. Biegac po placu zabaw nie wolno, pchac samochodzika tez nie,kurde pomysl co ty odstawiasz
      Jeden przeciąl warge sobie zabawką , a twoj syn nawet podczas jedzenia lyzeczką moze cos sobie zrobic,, i co bedziesz na plynach na buletce wiecznie go trzymac?
      No widzisz, ty nie pojmujesz postepowania innym wokolo ciebie matek ,a inne twojego ,tak wiec remis
      Piszesz ze odstajesz od reszty ty jako jedyna, no wprawdzie w niektorych sytuacjach przesadzasz i jestes bardzo nadopiekuncza ( kilkalinijek wyzej napisalam w jakich)

      Zobaczysz jak na rower czy hulajnoge za jakis czas wsiądzie, strup przy strupie bedzie lapac, normalka, no chyba ze mu boczne kółka do nastoletniego wieku z bedziesz zakladac :D

      Tez slodyczy w ogole nie podaje, ale aby az tak asekurowac dziecko na kazdym kroku, czy to na placu zabaw, zabraniając biegac,czy podczas bawienia sie innymi zabawkami (pchac samochodzik)majac przed oczami jakis uraz innego dziecka to mnie jakos nie przekonuje do popadania w przesadyzm
      Dziecko tez na wlasnych bledach sie uczy, w tym ostroznosci i rozwagi ,kiedy zapamieta bolesną lekcje ,ty za niego wiecznie nie bedziesz myslec i krepowac swoim jaczeniem nie biegaj, nie pchaj, nie wchodz.
      Z twojego opisu wnioskuje ,ze w wielu sytuacjach jestes nadopiekuncza i przewrazliwiona, wg mnie niepotrzebnie w niektorych sytuachach siejesz panike

      Moje w okresie letnim cale w sincach i zadrapanaich chodzą, są bardzo zywe i energiczne, to jest awykonalne aby calyczas je strofowac ,ograniczac i nadzorowac w obawie o "kuku"
      Trudno, poboli, przestanie.Nastepnym razem przez jakis czas pilnują sie z wlasnymi szalenstwami mając wiecej ostroznosci, choc upadki,wywrotki to codziennosc
    • Gość: horacja Re: Nadopiekuńcza mama IP: 62.29.175.* 01.08.13, 12:16
      ja właśnie jestem dzieckiem takiej mamy jak ty: cały czas za rączkę, rower tylko pod kontrolą rodziców (nigdy samemu), uważanie na każdy krok (aby sobie krzywdy nie zrobić), tylko zdrowe jedzenie, zabawa wyłącznie pod czujnym okiem opiekuna.... i tak mogę w nieskończoność wyliczać

      i wiesz co, dzisiaj, kiedy mam lat 30+ wiem, że miałam smutne dzieciństwo, pozbawione wielu przyjemności charakterystycznych dla każdego etapu dojrzewania, a które wygenerowało potężny bunt nastolatka i na wiele lat zaburzyło moje relacje z mamą
      teraz już jest lepiej, kontakt z mamą odbudowałam nie bez trudności (gdyż ona sama uważa, że była dla mnie idealna i zrobiła wszystko jak najlepiej, a nie tak jak inne matki - to Twoje słowa prawda? i problemu nie dostrzega do dziś)

      Dzisiaj sama jestem matką dzieci, które na placu zabaw bawią się bez wszechstronnej uwagi z mojej strony, mają porozbijane kolana od wiecznych upadków na rowerach i hulajnogach, od czasu do czasu jedzą czipsy i hamburgery i o zgrozo! piją coca-colę.

      Pomyśl może o drugiej stronie, o tym czy twoje dziecko naprawdę powinno być aż tak NADZOROWANE dla jego (potencjalnego) dobra....
      • mamamonika2 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 13:48
        Nie ograniczam mojego dziecka ruchowo, tylko uważam aby gdy idzie po chodniku przy ulicy ruchliwej trzymać je za rękę, ja nie mieszkam w mieście, u mnie chodniki mają szerokosć metra, od chodnika pod koła jeden krok...

        gdy idziemy tam gdzie nie ma chodników a jeżdżą samochody nie puszczę dziecka aby szło przede mną samo bo zaraz biegnie

        Chodzi o to zeby dziecko zrobiło sobie lekką krzywdę, obiło kolano, rękę itd przewróciło sie, ale nie taką żeby lądować na pogotowiu, wszystko zależy od miejsca i od tego jak i gdzie się dziecko bawi

        Ale moje dziecko ma 20 mc na hulajnogi, rowery, chipsy i hamburgery ma jeszcze czas. Myślę że zjedzenie chipsów hamburgera czy wypicie coli nikogo nie zabiło, ale nie porównujmy dzieci które mają kilka lat i są zupełnie samodzielne do dziecka które nie ma jeszcze dwóch lat...

        Czy w diecie dwulatka niezbędnym napojem jest np.cola? Dzieci w tym wieku nie wiedzą nawet o jej istnieniu, to my dorośli pokazujemy żywieniowe granice.
    • ellenai1 Re: Nadopiekuńcza mama 01.08.13, 12:26
      Hm, mój ma 21, raz miałam podobny kryzy, gdy na placu zabaw jedna babcia o 9 rano (byliśmy same), kazała (!) mi odłożyć wtedy 1,5 roczne dziecko i wrzucić do piaskownicy z jej wnusiem (ok. 2,5+) i zostawić ich samych, 'niech sobie radzą'. Próbowałam zainteresować swojego jej wnukiem, ale on ewidentnie nie chciał , bał się (był na etapie lęku przed obcymi) i wchodził na mnie, co usłyszałam od babci 'pani go kwokuje, proszę go zostawić'. Podziękowałam babci i poszłam z placu zabaw. Wtedy zwątpiłam w siebie i na placu zabaw przyjrzałam się innym rodzicom - o dziwo, inni rodzice bawili się ze swoimi dziećmi, pilnowali ich, tłumaczyli im świat itp. Ale to jest jedyna osoba jaką spotkałam i tak nachalnie mi radziła, pokazywała sowjego wnuka jako wzór, że sam się bawi, nie zawraca jej tyłka, a ja powinnam siedzieć obok niej i czytać gazetę. Nawet go nie pohuśta- musi sam sobie radzić i prosić innych rodziców, by go na huśtawkę dali. Co ciekawe, parę dni później ten wnuk gonił za moim i wyrywał mojemu patyki z ręki, a mój w płacz. Babcia zero reakcji, a tamten świetnie się bawi wołając 'zabiję cię', 'nienawidzę cię' do mojego. Babcia nic. To w końcu nie będę się siłować z jej wnukiem o patyki, to idę do babci zwrócić uwagę, że jej wnuk wyrywa z rąk cały czas mojemu... a babcia na to tylko 'a co wyrywa? patyczki?' i nic nie robi. Cholera, nie ma znaczenia czy wyrywa się głupie patyczki ,czy zabawki za 100 zł....

      Ja mojemu nie pozwalam w piaskownicy nawet dotknąć zabawek obcych dzieci, ale też nie chcę, by inne dzieci jego zabawki zabierali, jak mój się na to nie godzi. Póki co rozumie i wskazuje palcem z daleka, że chciałby to wziąć. Jak właściciel sę zgodzi, to dostaje, jak ne, to trudno, próbjuję odwrócić jego uwagę czymś innym.

      Co do schodów- po prostu pomagam mu na nie wejść, sam sobie radzi na 2-3 schodkach, ale jeszcze chiwejąc się. Upadki owszem też zaliczył parę nieciekawych , ale najgorszy w domu - skończyło się przygryzioną wargą i lekko ułamanym przednim zębem. Tylko u mnie problem trochę rozwiązany- dzieciak od samego początku nienawidzi za rękę chodzić- zakładałam rzczy z kapturem, by go asekurować przy ulicy czy przechodzeniu przez ulice, czy na nierownym bardzo terenie. Teraz o wiele stabilniej chodzi i nie boję sie go juz puszczać (prócz przy ulicy- tutaj chodzi albo w nosidle, albo za kaptur- zresztą... on nie chodzi, od poczatku tez tylko biega ,i to szybko , nieraz ktos za mna wołał 'ale struś pędziwiatr' Komicznie musi to wygladac, jak ja biegne chodnikiem za dzieckiem trzymajac go za kaptur...).

      Co do jedzenia- niestety mamy swoje grzeszki, ograniczam cukier do minimum, bo boje sie zwiazku adhd/ nadpobudliwosc a cukier, moj i tak jest tak pobudzony, ze nie wyobrazam sobie go na cukrze :) Tak wiec z cukru dostanie jedynie czasem jak podpije mnie lub mezowi wode z sokiem owocowym .
      • Gość: Welkam Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.kuzniapolska.com 02.08.13, 15:04
        Mamamonika - jesteś dla swojego dziecka najlepsza mamą na świecie, podobnie jak każda z nas dla swojego.
        Moje dziecko - starsze niż Twoje - uwielbia zjadać chińskie zupki. Rosół domowy jest be. I co mam z nim zrobić? Oczywiśćie wolałabym, żeby zjadł domowy rosołek. Chipsów mu nie kupuję, ale nie reaguję panicznie, kiedy je zjada.
        Podobnie jak Twoje dziecko - mój synek zaliczył kilka bardzo niebezpiecznych upadków, kiedy był mały. Ma słabe napięcie mięśniowe, jest mobilnie trochę słabszy niż rówieśnicy. Ale biega i wariuje na placu zabaw, a ja kiedy na to patrzę mam gęsią skórkę i oczami wyobraźni widzę straszne rzeczy. Ale niech biega i niech wariuje, bo to daje mu radość. Spotykam się na placu zabaw z mamami kolegów mojego synka. Rozmawiam z nimi i wiem, że pomysłów na wychowanie jest tyle, ile mam. To fajnie tak powymieniać doświadczenia.
        NIe czuj się jak dziwoląg. Wszystko jest w porządku. I chwal swoje dziecko i chwal się nim, ile wlezie. Przecież to Twój największy skarb.
    • feronique Re: Nadopiekuńcza mama 02.08.13, 16:40
      Jeśli masz podejrzenia, że jesteś nienormalna, to idź do psychologa, bo nikt na tym forum na odległość Cię nie zdiagnozuje (na pocieszenie dodam, że podobno większość ludzi z zaburzeniami uważa się za całkowicie normalnych, więc to, że masz wątpliwości, zmniejsza Twoje szanse). Jeśli pytasz, czy mieścisz się w normach społecznych, to pewnie według jednych tak, a według innych nie i pora się z tym pogodzić.
      Dodam tylko, że naprawdę NIKOGO na placu zabaw nie obchodzi tak naprawdę co je Twoje dziecko i czy bawi się z Tobą, czy z innymi dziećmi, czy ze swoim wyimaginowanym przyjacielem. Ja mojemu dziecku czasem kupuję frytki i loda, a czasem mamy w śniadaniówce pokrojony zielony ogórek i pomidor, czasem kanapkę z szynką, czasem jabłko i nawet mi do głowy nie przyszło, żeby podczas podawania jej tych lodów czy ogórków rozglądać się i zastanawiać, czy ktoś sobie coś pomyśli. Mam to gdzieś. Uważam, że jestem w stanie zadbać o swoje dziecko według własnych zasad i nikomu nic do tego. Nie obchodzi mnie, czy ktoś uważa, że jestem normalna, czy też nie. Całkiem możliwe, że nie jestem (opinia znajomego tatuśka).
      Wbrew temu, co Ci się wydaje, nie ma jednego właściwego, normalnego i powszechnie przyjętego sposobu na wychowywanie dzieci, więc musisz sama mieć pewność, że to co robisz jest właściwe i przestać oglądać się na innych (a przecież chyba jednak się oglądasz, skoro wiesz, co jedzą inne dzieci i co robią w tych czasie ich mamuśki). Nikt ani tutaj ani w realnym świecie nie poklepie Cię po ramieniu i nie powie, że robisz wszystko tak jak trzeba, bo każda z nas ma inny model wychowywania dzieci i pewnie znajdzie w Twoim podejściu zarówno elementy warte potępienia, jak i godne pochwały.
    • wrzesniowamama07 Re: Nadopiekuńcza mama 07.08.13, 15:17
      Moje dziecko, jak miało 20 msc, też nie znało lizaków, gazowanej wody i napojów (do tej pory nie zna, a ma 6 lat, to oczywiście o napojach). Na chodniku trzymałam go za rękę, na schodach asekurowałam. Na placu zabaw starałam się być blisko. Jak był "zbyt ofensywny" w sprawach własności interweniowałam podobnie jak ty.

      Starałam się nie podnosić głosu (w tym wieku to jeszcze było proste), nie dawałam (i nie daję) klapsów. Nie szarpałam i nie szarpię dzieckiem.

      Miałam swoje obserwacje na placach zabaw, ale zachowywałam je dla siebie. I nigdy przenigdy nie miałam wrażenia, że ktoś komentuje, obserwuje, wytyka czy się naśmiewa z mojego stylu macierzyństwa. A nawet gdyby tak było, miałabym to centralnie w tyłku. Ty nie masz, stąd moim zdaniem uzasadniona ocena verdany i kilku innych osób, że jesteś bardzo zapatrzona w siebie. O takie forumowe "Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najlepszą mamą na świecie..." :)
      • jedynybasek5 Re: Nadopiekuńcza mama 07.08.13, 17:28
        W sumie to przyszło mi do głowy jeszcze coś innego. Sama ( pomijając mój często ostry język i również ofensywne zachowania) jestem osobą o obniżonym poczuciu własnej wartości. Prawie nigdy nie jestem zadowolona z tego jak wyglądam, często zadaję sobie pytanie, czy jestem dobrą matką, zależy mi na pozytywnej ocenie mojej osoby przez otoczenie, a na przekór temu wciąż mam wrażenie, że jest ona negatywna. I osoby z normalnym poczuciem własnej wartości nie powinno to obchodzić. A mnie obchodzi. Ciągle ktoś jest ładniejszy, lepiej ubrany, ma zgranych znajomych, a spojrzenie czy gest na placu zabaw ( kiedy moja intymna przestrzeń jest zaburzona, bo siedzę z kimś obcym na jednej ławce) wydaje się być skierowane przeciwko. No i post autorki wydaje mi się byc takim właśnie przejawem obniżonego poczucia własnej wartości. Czy za to należy jej się krytyka? Raczej nie. Czy każdy musi być pewny siebie, przebojowy?
        • lily-evans01 Re: Nadopiekuńcza mama 08.08.13, 09:24
          Problem w tym, że autorka to niskie poczucie własnej wartości kompensuje sobie, bardzo skrajnie oceniając pozostałe matki... Lepiej zająć się własnym dzieckiem, sobą i budowaniem swojego dobrego samopoczucia niż zaglądaniem w cudze śniadaniówki ;).
        • Gość: Ewa jedynybasek5 IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.09.13, 11:31
          Trafiłaś w sedno. Z postu autorki aż krzyczy niskie poczucie wartości.
          Osoba o obnizonym poczuciu własnej wartości:
          bierze wszystko do siebie
          interpretuje fakty na swoją niekorzyść
          wydaje jej się, że ludzie na ulicy, placu zabaw, w urzędzie, oceniąją ją, oczywiście negatywnie
          ma kłopot z oceną własnego zachowania
          podejmowaniem decyzji
          zawieraniem znajomości
          odbierana jest jako osoba wywyższająca się, zarozumiała
          i od siebie dodam: często staje się nadopiekuńczą matką
          Autorko, w stosunku do swojego dziecka postępujesz bardzo dobrze, ale wyluzuj. Już od dziś. Poczytaj np. Twoje kompetentne dziecko, a potem zajmij się podwyższeniem swojej samooceny. W necie jest duzo artykułów na ten temat, ja polecam m.in ten:
          www.solaris-rozwojosobisty.pl/8-krokow-ku-poczuciu-wlasnej-wartosci-2/
          pamiętaj: matka, która ma zdrową samoocenę, ma duże szanse, wręcz ogromne, nie skrzywdzić dziecka emocjonalnie
    • kopiec_esmeralda Re: Nadopiekuńcza mama 09.08.13, 10:18
      Nie pisuję na tym forum, ale tym razem nie zdzierżyłam.
      Skrótowo: masz wątpliwości, czy jesteś dobrą mamą. Tego nie wiem, ale z Twoich postów bije wyraźnie jakiś problem, który masz ze sobą. Widać poczucie wyższości wobec innych mam (tych z papieroskami i czipsami), pomieszane z jakąś niezdrową potrzebą akceptacji z ich strony. Co to znaczy, ze "patrzą jak na dziwoląga"? A niech sobie patrzą, po to mają oczy :)
      Jeśli uważasz, że Twoje postępowanie wobec dziecka jest słuszne, a widać, że tak uważasz, to po co pytasz? Rób swoje i nie zważaj na ewentualne komentarze, zresztą chyba przesadzasz w tym opisie szykanowania Cię w piaskownicy. Albo zmień piaskownicę.
      Albo, jeśli to poważny problem dla Ciebie, nie pytaj grona internetowych i z reguły anonimowych doradczyń, tylko wybierz się do psychologa.

      Każdy ma swój program wychowawczy, Ty taki, one inny (też nie sądzę, by to były tak skrajne różnice, te inne mamy to nie monolit, każda z nich ma swoje indywidualne problemy). Masz pretensję, ze Cię oceniają, a Ty robisz to samo - po co? Co Cię obchodzi zdanie przypadkowych osób, jeśli jesteś przekonana o słuszności swojego modelu wychowawczego? Co Cię obchodzi, czym one karmią dzieci i czy je asekurują na zjeżdżalni? Po co się porównujesz z nimi?
      Chcesz być akceptowana przez "stado", a równocześnie czuć się lepsza od niego? - tak to niestety wygląda.
    • danaide Re: Nadopiekuńcza mama 11.08.13, 02:30
      Piszesz o dziwności i normalności. Z normą jest tak, że tu jest norma, tam brak normy, a pomiędzy nimi granica i ta granica jest do pewnego stopnia PŁYNNA. Pomijając fakt, że zapewne nagrabiłaś sobie już wcześniej, zanim miałaś dziecko i teraz to się odbija czkawką (nie wiem - nie paliłaś, nie piłaś, miałaś za dobre oceny w szkole i nie dawałaś ściągać albo czytałaś jakieś grube tomiszcza=) to myślę, że szczególnie okropnym dziwolągiem nie jesteś. Może tylko z tym rozgraniczeniem trawka/beton - przedszkole wszystko ładnie wyprostuje, będziesz odbierała dziecko z ciągle to nową niespodzianką, bo każdy kiedyś musi zaliczyć glebę, a potem to już kwestia przeznaczenia. Ale poza tym wg mnie mieścisz się w normie jak najbardziej - piszę to, bo widzę, że jest to Ci do czegoś potrzebne, choć, tak jak pisały dziewczyny, życzę Ci abyś miała to w większym poważaniu co kto sobie o Tobie pomyśli. Najlepiej zacząć od niemyślenia ocenami (zen), w tym nieoceniania innych. Pisałaś też, że 10 jest takich krytykujących z papieroskami, a 3 takie jak Ty - no i wszystkie 13 pewnie jesteście w normie, choć wasza trójka w mniejszości.
    • tully.makker Re: Nadopiekuńcza mama 23.08.13, 16:13
      Chyba zachowujesz sie jak kazda NORMALNA matka. Moze obracasz sie w srodowisku jakiejs patologii? Chcoac niestety nawet rodzice pozornie na poziomie podaja dziecion smieciowe zarcie, niestety.
    • Gość: Matka dwojga Wyznania patologicznej matki:) IP: *.31.39.195.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 27.08.13, 12:57
      Przeczytałam twój post i cały wątek i mam nadzieje, ze wyciągniesz z tej lektury jakies madre wnioski dla siebie.
      Mam w domu nastolatka i malucha, obracam sie w środowisku, gdzie jest sporo dzieci, wiec moge mówić o swoich wieloletnich obserwacjach i nie potrafie sobie wyobrazić, gdzie ty mieszkasz.
      Jak czytałam Twoje posty to wyobrazilam sobie jakis rozpadajacy sie plac zabaw na jakimś szarym blokowisku, otoczony laweczkami na ktorych siedzą podpite mamuski, nad którymi unoszą sie kleby dymu papierosowego. Mamuski jak jedna wyciągają z torby kole i chipsy i pakują to w buzie rozwydrzonych, szwendajacych sie samotnie w niezorganizowany sposób albo w bandzie dzieciaków.
      A na widok Ciebie podajacej dziecku ogórka czy kanapke z salata pluja badz rzucaja w Twoim kierunku petami. Ty przemykasz sie przez to straszne miejsce kurczowo trzymając w jednym ręku swoje dziecko, a w drugim jakas zabawkę edukacyjna.
      Jesli tak wyglada okolica, to unikaj tego miejsca jak ognia i pomysl o zmianie miejsca zamieszkania, albo przynajmniej zabieraj dziecko na inne podwórko.
      Chociaż bardziej pomyslalabym o zmianie nastawienia do ludzi i mocnym wyluzowaniu.

      Wedlug Twoich standardow to praktycznie jestem taka wyrodna mamuska z tego placu zabaw (chociaż oczywiście nie palę)

      Teraz usiądz, bo napisze Ci, ze mój nieco ponad roczny maluch próbował chipsow, popcornu i czekolady, co nie znaczy, ze pozwalam mu to jesc (co wiecej bardzo dbam o to, zeby w moim domu jadlo sie zdrowo, dziecko uwielbia wodę, chrupki kukurydziane, owoce i warzywa), a jedynie tyle, ze w domu gdzie jest nastolatek takie rzeczy sa obecne, np. robimy sobie popcorn, kiedy razem oglądamy film.
      To, ze zdarza Ci sie widzieć, ze jakas mama dala maluchowi colę, chipsy czy jakis batonik wcale nie oznacza, ze takie menu stanowi podstawę jego wyżywienia, a tym bardziej, ze nie jest świadoma szkodliwości tych produktów. Zreszta nawet jak decyduje sie na takie żywienie dziecka to jej sprawa.

      Co wiecej, to kiedy wpuszczam go do piaskownicy czy na plac zabaw to staram sie usuwać na bok i pozwalam mu na interakcje z innymi dziećmi, nawet jesli wiąże sie to z tym, ze czasem dostanie mu sie łopatka albo ktos zabierze jego zabawkę (staram sie tylko dbać o to, zeby było bezpiecznie jemu i aby np. nie zabieral zabawek dzieciom, ktore wychowywane sa inaczej, chociaż przez tyle lat chyba nigdy nie spotkałam sie z sytuacja, gdzie dziecko i rodzic nie chcieli podzielić sie jakas zabawka)

      Sama zachęcam go do aktywnosci, ktore na początku wydają mu sie trudne czy niebezpieczne, pozwalam chodzic po czym chce i gdzie chce, bo w 99% sytuacji najgorszym wypadkiem moze byc rozciete kolano. Dopoki raczkowal pozwalalam mu obcierac kolana ile wlezie, bo czesto chodził po kostce czy betonie. Oczywiście nie mówimy o wchodzeniu tam gdzie chce, czyli np. na okno czy spacerze po ruchliwej ulicy.
      A i zapomniałam, ze zwłaszcza ze starszym dzieckiem czesto widywano mnie spokojnie siedząca na ławeczce i rozmawiajaca z innymi mamami i nawet czasem, o zgrozo, o innych mamach czy dzieciach.
      Co znowu nie oznacza tego o czym ty myślisz. Taka rozmowa nie oznacza ordynarnego obrabiania tylko tylko np. spójrz na Jasia, ma nowa kurteczke, musze pomyśleć, zeby kupić podobna dla swojego dziecka. I w 95% to sa rozmowy nie wartosciujace i nieoceniające, a z tych pozostałych 5% zdecydowana większość nie oznacza jakiegokolwiek potępiania, a inne zdanie.
      Przy starszym metody sprawdzily sie, bo wychowalam zdrowe, niepolamane, wesołe, otwarte, odważne dziecko, (aczkolwiek nie idealne ;)) dziecko. Wiele z tych mam do dzis jest moimi koleżankami, chociaż i wtedy i teraz nie wszystkie mamy takie same metody wychowawcze.

      Zachęcam do rachunku sumienia czy np. w czasie rozmów z tymi mamami ty otwarcie nie krytykujesz ich sposobu wychowywania dzieci (no wiesz dajesz mu zelka, to trucizna u nas w domu jada sie tylko daktyle). Czy nie izolujesz go od innych dzieci sama organizując mu zabawy?
      Czy inne mamy nie słyszą, jak w kółko powtarzasz, uważaj tam jest krawężnik, ta górka jest dla ciebie za duza, nie wchodz w kałuże itd. Bo jesli nie jestes zwyczajnie przewrazliwiona, to tylko takie twoje zachowanie moze wywołać wrogości ze strony innych matek.

      Piszesz, tez ze jestes spokojna i nie krzyczysz na dziecko, ale nie każdy ma taki charakter.
      Ja np. w 95 na sto sytuacji potrafię sie hamować, ale nie chciałabym, byc uznawana za zła matkę, jesli puszcza mi nerwy;)
      Co wiecej znam bardziej krzykliwe mamy, ktore moim zdaniem sa lepszymi i fajniejszymi mamami niż ja.
      • mamapodziomka Re: Wyznania patologicznej matki:) 29.08.13, 14:03
        Tak dopisujac sie do ogolu, to hihih, urodz jeszcze ze dwoje dzieci i zobaczysz na ile, to, ze twoje dziecko jest bardzo spokojne jest wynikiem twojego wychowania, a na ile cech wrodzonych :)) Corki mam dwie, jedna jest wulkanem energii, druga oaza spokoju :))) Tak samo pozwalam im na duzoooo swobody, wypuszczam luzem na placu zabaw, staram sie przebywac maksymalnie duzo na dworze, tak samo staram sie nie wrzeszczec, chociaz zdarza sie, ze puszczaja mi nerwy. A efekty wychowania totalnie rozne, chociaz obydwa niezwykle udane :)))
        Tak samo w interakcjach miedzy dziecmi, pewnie, ze od pewnego momentu, kiedy robi sie niebezpiecznie mozna i trzeba interweniowac, ale zazwyczaj dzieci swietnie sie dogaduja i bez tego. Moja dwuipollatka juz na tyle kapuje zasady wspolzycia spolecznego, ze zabawek raczej nie wyrywa (chyba ze siostrze), a stara sie z dzieckiem zamienic na jakas inna zabawke, a zupelnym maluchom zabawki oddaje bez walki. I nie jest to efektem mojego wiecznego stania nad nia i kontroli tego co robi.

        Staram sie tez oddzielac czas na zabawe ze mna (z koniecznosci ograniczony moja praca, studiami, czasem przeznaczonym dla starszej i dla meza) od jej czasu spedzanego z innymi dziecmi, bo po to tez chodzimy na plac zabaw - zeby mogla od mamusi nieco odpoczac ;)))

        A wiekszosc mamus i dzieci w piaskownicy jest calkiem sympatyczna, pewnie, ze sa jednostki malo kompatybilne i czasem zdarza nam sie nawet ewakuowac w inny kat placu zabaw, ale to raczej sporadyczne i naprawde nieczesto sie zdarza.
    • ismenamalena Re: Nadopiekuńcza mama 29.08.13, 14:08
      Mamamonika2 doskonale Cię rozumiem, mam podobną sytuację, jestem z kilkunastotysięcznego miasteczka, zwykłe blokowisko i na placu zabaw takie przeboje jak Ty. Moje dzieci mają niecałe 5 i 3 lata, wiec praktykę mam dłuższą niż Ty.

      Verdana, która nie jest w stanie uwierzyć w ciagłe docinki i komentarze wobec osoby inaczej się zachowującej niż wiekszość widocznie jest ograniczona. Zapraszam ją do mnie, zobaczy że to jest możliwe.

      Mamy które się tak zachowują to nie żadna patologia moim zdaniem. Są naprawdę zaniedbujący rodzice w moim miasteczku, narażający małe dzieci na różne niebezpieczeństwa, którym wiele osób zwraca uwagę, ale z nimi nie mam styczności regularnej i nie o nich piszę. Mamy z mojego podwórka są z takich normalnych rodzin, nie pracują. Jestem z dziećmi na podwórku tak do godziny 14, więc pracujących mam raczej nie spotykam, one chodzą na podwórko w godzinach, kiedy ja nie mogę, bo pracuję. Może to ma jakieś znaczenie w moim przypadku, ale nie jestem pewna. Nie jestem żadną wywyższającą się mamuśką, wykształcenie mam takie jak one, pracuję jako zwykła sklepikarka. Jednak dogadać się nie umiemy w żaden sposób. Jedyne tematy w które już teraz czasami się włączam to plotki na temat gwiazd:) Wcześniej włączałam sie w tematy kulinarne, zdrowotne, odpieluchowania itp ale mam zawsze zupełnie inne zdanie niż WSZYSTKIE inne mamy i to one wyśmiewaja moje poglądy, zachowanie, zasady które wprowadzam dzieciom. Potrafiły powiedzieć, ze jestem nienormalna. Teraz już siedzę sobie sama na ławeczce obserwując dzieci i nie rozmawiam z innymi, bo nie ma sensu, kiedy za każdym razem muszę się bronić przed atakami na mnie, na moje opinie. Mam dwóch chłopców z małą różnicą wieku, więc oni zajmują się w wiekszości sami sobą, nie jestem im potrzebna, ale np. w piłkę z nimi gram, uczę gry w kolory, kolanko i w zwiazku z tym są docinki, że nie wybawiłam się w dzieciństwie pewnie dlatego na stare lata zachciewa mi się zabawy. Śmieją się, ze chodze z dziećmi do biblioteki wypożyczać książki, że niby chcę z nich uczonych zrobić, a przecież tylko bajki czytamy, to źle? Śmieją się, ze codzinnie mam obiad, ze mam ustalone pory posiłków. Docinają, że tłumaczę dzieciom, żeby mówiły przepraszam jak chcą gdzieś przejść czy zrobią komuś niechcący krzywdę, że zabraniam dzieciom drzeć się do mnie z placu bo mają podejść i powiedzieć normalnym tonem co chcą, że moje dzieci nie jedzą słodyczy, czipsów i coli, że nie pozwalam zjeżdżać głową w dół na zjeżdżalnie, sypać piachem w oczy, popychać się, szarpać. Wiele innych przykładów mogłabym podać, gdzie inne mamy nie proszone przez nikogo komentują moje zachowanie. Potrafią nawet wprost do mojego dziecka się zwrócić "jaką ty masz dziwna mamę, co ta mama wymyśla", tego typu teksty. Nauczyłam się puszczać docinki mimo uszu i nie brać udziału w ich rozmowach.
      • tatianka69 Re: Nadopiekuńcza mama 29.08.13, 14:51
        Dzięki za Twój post, bo zebrało mi się takie manto od prawie wszystkich że zaczęłam się zastanawiać co ja takiego napisałam....

        Niektórzy oceniali ze musiałam zaleźć komuś za skórę itd itd, ze to nie możłiwe, ze mamy sa miłę itd, jak widac wystarczy być innym od reszty i ma sie przerypane, chyba wszystko zalezy od grupy ...

        Ta "chłosta" forumowa ( w sumie nie wiem za co) nauczyła mnie jednego, że z pewnymi osobami się nie dyskutuje bo nie ma sensu, a po drugie na docinki trzeba odpowiadać jeszcze głupszymi docinkami, moje dziecko je warzywa i owoce- robisz z niego królika, odpowiadam-karm swojego jak małego prosiaka niech będzie otyły---chociaż wcale tak nie uważam i nic mi do tego bo otyłość też zleżeć moze od genów a nie tylko od jedzenia, to właśnie tak bezczelnie odpowiadam i wiecie co, na dzień dzisiejszy mogę stwierdzic o 30% mniej wszystkiego ze strony moich uroczych koleżanek z placu zabaw.

        jednak bezczelnym typom w życiu łatwiej o szacunek...dziwny świat oj dziwny.....

        • ismenamalena Re: Nadopiekuńcza mama 30.08.13, 14:27
          Po latach teraz widzę, ze nie potrzebnie wdawałam się w dyskusje z nimi, tłumaczyłam swoje stanowisko na temat róznych spraw, bo te mamay wiedzą już o mnie wszystko:) znają moje poglądy i łatwiej im dokuczać. Jednak kto mając małe dzieci, wychodząc z nimi codziennie na pobliski plac zabaw nie chciałby zakolegować się z innymi mamami z dziećmi ze swojej okolicy? My jesteśmy wszystkie sąsiadkami, nasze dzieci są i bedą podwórkowymi kolegami, razem będą chodzić do szkoły, a plac zabaw jest ładny i duży i nasz spółdzielczy. Dlaczego mam uciekać z dziećmi na inne place zabaw skoro pod oknem mam swój? U mnie nie ma praktycznie wyboru, nie ma ogólnego miejskiego placu zabaw, każda spółdzielnia, osiedle, podwórko ma swój, niektóre ogrodzone, utrzymywane z naszych opłat. Mnie też wkurza, dziwi wiele zachowań tych mam i ich dzieci, na które mają pozwolenie od swych mam, jednak ja nie komentuje, nie dokuczam. W pewnym stopniu powinnam być już przyzwyczajona, bo w mojej mieścinie panuje przyzwolenie na komentarze obcych, starszych ludzi, pań w sklepie, więc dlaczego sąsiadki nie miałyby komentować, ale jednak nie da się do końca do tego przyzwyczaić.
    • 0sjana Re: Nadopiekuńcza mama 29.08.13, 21:30
      Rozumiem, że Twój problem polega na tym, że inne matki patrzą na ciebie jak na dziwoląga, patrzą z politowaniem i mówią "dyplomatka". Nie czujesz się dobrze na placu zabaw, ale nic gorszego się nie dzieje. Moja rada - nie zwracaj uwagi i poszukaj sobie innych koleżanek, przynajmniej od czasu do czasu pojedź na inny plac zabaw. Na "dyplomatka" opracuj sobie jakąś odzywkę albo chamską, albo dowcipną (że jesteś matka-dyplomatka i bardzo ddziękujesz, bo to dla ciebie komplement). Olej to.

      Twoje dziecko jest bardzo małe i jest normalne, że go pilnujesz. Natomiast ogólnie nastawianie się na ochronę przed ewentualnym urazem nie jest zbyt zdrową postawą. Moje dzieci są trochę starsze. Na pewno bardzo pilnowałam ich w sytuacjach, gdzie mogły się oparzyć, wpaść pod samochód/tramwaj itp. Natomiast nie uchroni się dziecka przed urazami, upadkami bez szkody dla jego psychiki. Przynajmniej ja tak uważam - lepiej, żeby dziecko nawet wyladowało w szpitalu na szyciu głowy niż żeby miało postawę lękową. Kilkulatek powinien się ruszać, być odważny i mieć nóżki w siniakach, a nie cały czas za rękę, bo się boi, bo mama się boi. Powinien sam się nauczyć, że można sie przewrócic na korzeniu i krawężniku. Jeśli masz tendencje do ograniczania dziecka to przemyśl to. Bo tak, może mu się stać, ale "gdyby kózka nie skakała to by smutne życie miała". Natomiast - powtarzam - 20 miesięczniak to naprawdę maluszek, więc trudno wyczuć z opisu, czy przesadzasz.

      A co do diety - robisz dobrze i olej głupie komentarze. Sama wiem, że jest to problem. Jak będzie starszy, to sama nieco wyluzujesz w tej sprawie, bo dziecko będzie się domagać, a na razie trzymaj sie zdrowego żywienia.



    • jotde3 Re: Nadopiekuńcza mama 30.08.13, 10:45
      mamamonika2 napisał(a):
      > i mówią "dyploma
      > tka". Nie rozumiem tego.

      "dyplomatka" i co w tym złego :) to nawet sympatyczne określenie .
      tak inaczej sie zachowujesz niż one ale to przecież nie prowadzi do tego by cie ktoś wykluczał czy nieakceptował . mysle że problemem jest twoja wrażliwość która z jednej strony powoduje twoje kulturalne zachowanie a z drugiej uczulenie na słowa innych.
      trzeba mieć grubszą skóre i nie doszukiwać sie zła .
      • Gość: kwoka Re: Nadopiekuńcza mama IP: *.play-internet.pl 31.08.13, 20:58
        Jeszcze rok i Twoj syn nie bedzie chcial sie z Toba bawic:) Wybierze kolegow a najbardziej beda mu imponowac Ci pijacy cole:)

        Nie jestes nadopiekuncza. Krzyczec dopiero zaczniesz na zbuntowanego trzy latka:)

        Zmien plac zabaw. Nie lubie placy zabaw wiec kupilam dom z podworkiem. Nikt mnie ani mojego dziecka tam nie ocenia. Polecam:)
        • roterro Re: Nadopiekuńcza mama 31.08.13, 23:47
          Nie znam piaskownic malego miasteczka wiec byc moze tak po prostu jest.
          Natomiast mam kolezanke, w duzym miescie, ktora czesto opowiada historie o tym jak jej dziecko lub ona zostaly skrytykowane, zaatakowane jakims komentarzem, ktos na nie zle spojrzal. Naprawde dzieje sie okolo 20 % tego co ona widzi, ale ona tak obsesyjnie sie na tym skupia i tak sie zaburza, sama robi sie nieprzyjemna - zupelnie nie majac swiadomosci tego - ze ludzie na to reaguja i tez robia sie nieprzyjemni, akurat moglam to pare razy zaobserwowac.

          Nie mowie ze to ty, bo nie znam rzeczywistosci malych miasteczek, ale mysle ze moze warto sie temu przyjrzec i sprawdzic czy nie wydobywasz czegos takiego z rzeczywistosci. Sprawia ci satysfakcje mowienie o tym? Czucie sie ofiara "zlego swiata"? jesli jest w tym jakas satysfakcja, to cos "jest na rzeczy"

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka