izazdo
12.08.09, 21:14
na forum czesto powtarza sie, ze wiszenie na cycu non stop jest normalne, zeby
oblozyc sie ksiazkami i karmic, karmic, karmic. Karmie 6-tygodniowego synka,
wiszacego na mnie godzinami (najpierw bo noworodek, potem bo upaly, teraz bo
kolki, a cyc znieczula, potem pewnie bedzie bo zeby, bo kryzys laktacyjny, bo
lek separacyjny, bo cos tam cos tam). Wszystko pieknie, tylko ze - Bogu dzieki
- mieszkam z tesciowa, ktora prowadzi dom (sprzata, pierze, gotuje, robi
zakupy, podaje jedzenie pod nos, zabiera malego na spacer kiedy w ciagu dnia
chce sie zdrzemnac, bo mlody w ciagu dnia inaczej niz na spacerze nie zasnie).
I najwazniejsze: to jest moje pierwsze dziecko. Nie wyobrazam sobie karmienia
piersia (a scislej: wiszenia na piersi godzinami) bez pomocy mamy meza (maz
pracuje), wzglednie gosposi, a przy starszym dziecku (mlodszym niz powiedzmy
4-latek) takze opiekunki do drugiego. Tym bardziej, ze cala ciaze lezalam
plackiem, bo byla zagrozona. Drugie dziecko planuje za 4 lata, jak to
odstawimy do przedszkola, ale słabo mi sie robi na sama mysl, ze moglaby sie
zdarzyc wpadka wczesniej, albo ze mamie zdrowie moze nie pozwolic na pomoc w
takim wymiarze jak teraz. A co maja powiedziec np. samotne matki albo matki
kilkorga dzieci z mala roznica wieku i bez babci do pomocy? :-/
Czy karmienie piersia jest tylko dla wybranych, ktorzy moga sobie pozwolic na
to, by matka lezala pół roku na kanapie i karmila? A moze to ja pie...
jestem i nie potrafie sie zorganizowac? Jak Wy sobie radzicie?