Dodaj do ulubionych

Kiedy "doszłyście do siebie"?

02.04.12, 21:24
Zostałam niedawno sama, z dzieckiem i przewlekłą chorobą. Ile wam zajęło dojście do siebie i ogarnięcie życia w pojedynkę? Bo jakoś tego nie widzę...
Obserwuj wątek
    • ma_niusia Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 02.04.12, 23:28
      Minęły 2 lata i psychicznie tak w 100% to jeszcze nie, na pewno mam "uraz" w stosunku do jakiegokolwiek związku... Jeśli chodzi o życie codzienne, ogarnięcie sie oragnizacyjne i umiejętnośc chodzenia z naprawdę szczerym uśmiechem na paszczy - około 3-4 miesiące (u mnie to jeszcze pokryło się z momentem zwolnienia mnie z pracy więc miałam naraz full opcja he he , ale po znalezieniu nowej pracy już wszystko było super!).

      Porad organizacyjnych na tym forum znajdziesz tysiąc! Ważne też dla stanu psychicznego aby mieć kogoś bliskiego mamę/przyjaciółkę/brata/sąsiada albo chociaż pisać bloga (mi to bardzo pomaga psychicznie!). Trzymaj się smile
      • oliwija Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 08:20
        tak naprawde to dośc szybko. bo musialm sie pozbierac, posplacac dlugi exa... itd itd...

        ale niestety co jakis czas ex o sobie przypomina z coraz wiekszym impetem, ciągle cos wymysla zeby mnie zniszczyc, nawet wpadl na pomysł zebym po 10 latach do niego wróciła... heheh W zyciu NIGDY!!!
    • prawie_pelnia_szczescia Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 09:21
      W chwili kiedy zamieszkaliśmy osobno.
      Po latach koszmaru wspólnego zamieszkiwania to było jak wybawienie.
      smile
      Organizacyjnie wciąż się ogarniam - zwłaszcza, że na wszystko muszę mieć papier, bo dotychczasowe ustalenia robione "na gębę" ojciec dziecka wielokrotnie jednostronnie (a często i bez zapowiedzi) łamał.
      Ale atmosfera szacunku i miłości w jakiej teraz przebywamy razem z dzieckiem - bezcenne smile.
    • guderianka Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 10:13
      2 tygodnie
    • mgzocha Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 14:45
      mniej więcej rok... teraz już przeszkadza mi jego obecność gdy przychodzi do Hanki. na początku musiałam nauczyć się prosić o pomoc bo ja to zosia samosia ale da się smile
    • slonecznik963 Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 20:06
      tak na 100% we wszystkich płaszczyznach życia po mniej więcej 3 latach. Wówczas też spotkałam kogoś kto uparł się że pokona wszystkie moje strachy , schizy , wątpliwości itd itp - potrzebowałam jeszcze około pół roku by nauczyć się na nowo ufać i wierzyć.
    • he_xe Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 21:34
      Dojście do siebie - trzy miesiące. Wystarczyła informacja, że kwestionuje ojcostwo i odmawia jakiejkolwiek pomocy. Wydawać by się mogło, że takie rewelacje pogrążą mnie jeszcze bardziej. O dziwo otworzyło mi to oczy i pozwoliło się otrząsnać. Spojrzeć na innego faceta inaczej jak z obrzydzeniem nadal nie potrafię, mimo że minęły już prawie dwa lata. Póki co nie czuję aby był to jakiś problem smile

      Ogarnięcie życia w pojedynkę - to trudne w naszym pięknym kraju. Bez rodziny się nie udało, więc póki czekamy na miejsce w żłobku - wisimy dziadkom na głowie. Może łatwiej by było gdyby sprawa o alimenty wreszcie znalazła swój finał i gdybym wiedziała na czym stoję i ile ostatecznie będę otrzymywać na dziecko.
    • sayitnow Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 03.04.12, 22:39
      2-3 lata.... szok. A za mną dopiero dwa tygodnie, nie wiem, jak się pozbierać. Mąż, który 8 lat był ideałem, nagle stał się nawet nie wiem kim, zdradził, oszukiwał, kłamał, poniżał, w końcu się wyprowadził. A nadal pastwi się emocjonalnie,a mi brak sił, by powiedzieć, by zniknął całkowicie z mojego życia.
      Ale czytając was wierzę, że kiedyś przestanie boleć....
      • w_miare_normalna Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 08.04.12, 21:50
        sayitnow napisała:

        > 2-3 lata.... szok. A za mną dopiero dwa tygodnie, nie wiem, jak się pozbierać.
        > Mąż, który 8 lat był ideałem, nagle stał się nawet nie wiem kim, zdradził, oszu
        > kiwał, kłamał, poniżał, w końcu się wyprowadził. A nadal pastwi się emocjonalni
        > e,a mi brak sił, by powiedzieć, by zniknął całkowicie z mojego życia.
        > Ale czytając was wierzę, że kiedyś przestanie boleć....

        jakbym siebie czytala.
        zyje w tej matni 6 tygodni i nic nie jestlepiej- jest gorzej niz na poczatku ..
    • w_miare_normalna Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 04.04.12, 15:35
      Ja jestem sama od 28 lutego, czyli ponad miesiąc.
      jest gorzej niż na początku .....
      • ma_niusia Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 04.04.12, 22:32
        _miare_normalna napisała:

        > jest gorzej niż na początku .....

        Ale gorzej pod jakim względem? Materialnym, emocjonalnym, organizacyjnym? Bo że pod każdym to nie uwierzę!
        • w_miare_normalna Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 04.04.12, 22:58
          finansowym i psychicznym :\
          • ma_niusia Re: w_miare_normalna 04.04.12, 23:22
            Napisałam Ci maila!
            • w_miare_normalna Re: w_miare_normalna 05.04.12, 22:36
              odpisałam smile
    • sayitnow Święta 08.04.12, 09:17
      Nie wiem, jak to zrobiłyście.. Pierwsze święta w pojedynkę, chce mi się wyć....
      • altz Re: Święta 08.04.12, 09:29
        sayitnow napisała:

        > Nie wiem, jak to zrobiłyście.. Pierwsze święta w pojedynkę, chce mi się wyć....
        To sobie popłacz, pooglądaj jakiś wzruszający film. Trzeba odpracować emocje.
        Potem rower, odwiedziny znajomych, może spacer? Ja dzisiaj planuję coś posadzić na ogródku, bo nie lubię siedzieć cały dzień przy stole. Posadzone na święta muszą dobrze rosnąć! smile
      • w_miare_normalna Re: Święta 08.04.12, 21:49
        mam to samo. to pierwsze swieta nez niego.
        nie wiem czy bardziej smuci mnie to, ze nie ma przy mnie nikogo (oprocz rodziny) czy to, ze nie ma jego. nie wiem..
        wczoraj wylam, dzisiaj wylam, jutro bedzie jeszcze gorzej bo bede go widziec, bedzie u malej.

        wspominam te wszystkie swieta kiedy bylismy razem, tyle wspomnien- masakra.
        to najgorsze swieta w moim zyciu, w zyciu malej rowniez ..
        widze, ze jej ciezko bez taty..
    • majaekhart Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 16.04.12, 23:18
      sayitnow napisała:

      > Zostałam niedawno sama, z dzieckiem i przewlekłą chorobą. Ile wam zajęło dojści
      > e do siebie i ogarnięcie życia w pojedynkę? Bo jakoś tego nie widzę...


      Hej ja również niedługo zostanę samotną mamą (prawdopodobnie) i choruję przewlekle. Mam 20 lat i jestem cholernie zagubiona. Ojciec dziecka chce być ale ja wiem że nigdy nie będzie Tatą dla maluszka a wsparciem dla mnie. Pragne żeby moja Pociecha miała wszystko na co zasługuje ale jak to możliwe kiedy ja czuję że nic szczęśliwego mnie juz nie czeka? Czuję sie jak wycior i szczerze boję się urodzic to dziecko bo póki jest we mnie jest bezpieczne....
      Maja
      majakaleta@tlen.pl mój mail
      • justynany Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 01.05.12, 18:59
        minal rok od rozstania a ja dopiero teraz powoli otwieram oczy i zdaje sobie sprawe ile glupot narobilam przez ten rok!!! szooooook!!! tak bylam w wielkim szoku, ale zaczynam myslec o przyszlosci... bez niego!!! do tej pory gdzies w podswiadomosci chcialam zeby wrocil wypieralam wszystkie mysli i nie bylam w stanie dojrzec jak bardzo on mnie upokorzyl, nawet jak on mnie przepraszal za to co mi zrobil ja myslalam ze to nic takiego!!!
        mam nadzieje ze niedlugo odnajde siebie...
        ze niedlugo bede mogla powiedziec jestem wolna!
    • iasmeen Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 12.05.12, 03:10
      Tylko co to jest to "dojść do siebie"?

      Jestem prawie 2 lata bez ojca dziecka, z niego wyleczyłam się po kilku dniach, gdy napisał pewnego maila, ale później doszło wywalenie z pracy + zła sytuacja w rodzinie + totalny brak wsparcia ze strony przyjaciół / nieumiejętność znalezienia nowych...

      1. odkochać się w ojcu małej - kilka dni
      2. organizacyjnie - szybko, ale miałam dobre zaplecze (w tym doświadczenie zawodowe - zapieprz w stresie=)
      3. psychicznie siebie, relacje z otoczeniem - nadal trwa
      4. pisać na forach - na dobre dziś zaczęłam (parę tygodni temu coś o grupie wsparcia, dziś to moja 3 wypowiedź)

      Błyskawicznie przewartościowałam też relacje z dzieckiem, ale może nie na najsłuszniejszych podstawach - w sumie wyluzowałam=)

      Z perspektywy tych dwóch lat wiem, że NAJWAŻNIEJSZE to mieć wsparcie w ludziach - ja akurat tego za bardzo nie miałam, nawet ten i ów mnie pogrążył, co nie sprzyjało procesowi wyjścia oraz - zaplecze materialne - zwłaszcza jeśli szwankuje to pierwsze.
      • sayitnow Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 13.05.12, 22:37
        Potwierdzam tyle:
        - nie ma nic ważniejszego niż wsparcie przyjaciół i rodziny, dzięki nim się pozbierałam, a gdy było bardzo źle, oni trzymali mnie na powierzchni
        - wszystkie dodatkowe wyskoki byłego "po" były jak kubeł zimnej wody, który ochładzał uczucia aż do ich zaniku
        - i nagle człowiek dostrzega, że może czasem ciężko, może źle, ale jednak żyje i żyć umie
        - a potem zaczyna szukać małych radości
        - a potem potrafi się nimi cieszyć

        Dziękuję wszystkim za odpowiedzi na moje pytanie. Czytałam, nie pisałam, bo chyba początki każdy musi trawić w sobie sam.
        • zjm1111 Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 15.05.12, 22:29
          dasz radę jak my wszystkie, raz jest lepiej raz gorzej, jak w życiusmile
          od ponad roku mieszkam sama z 2 dzieci, ex niedługo zostanie tatusiem - z ideału zmienił się w zdrajcę i kłamcę...czyli standardwink
          rodzina i przyjaciele to podstawa, tu też pewnie spotkasz sporo fajnych dziewczynsmile
          no i te małe radości- ale jak tak przeczytałam ten ostatni post, to chyba sobie nieźle radzisz! Oby tak dalej, powodzonka!
    • lilith76 Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 16.05.12, 00:30
      Najważniejsze - nie patrz, nie czytaj ile przed tobą.
      Patrz ile już masz za sobą, ile wytrwałaś.
      Nie uważaj, że "wypada" ułożyć sobie życie. Po prostuj fajnie sobie żyj, tak jak lubisz.
      • sayitnow Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 16.05.12, 20:36
        Kobitki kochane, najgorsze, co moim zdaniem można usłyszeć w takiej sytuacji, to:
        - na pewno kogoś jeszcze spotkasz;
        - jesteś silna.

        Znienawidziłam te dwa zdania wink

        A teraz robię, co chcę, jak chcę, jak mi wygodnie. Z córcią smile
        • zjm1111 Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 16.05.12, 22:31
          a na mnie "jestes silna" czasami działa motywującosmile a czasami wkurza, jak słyszę to od osób, które nie mają pojęcia, że płącze po nocach, że jestem nerwowa i mam chwile, gdy walnełabym sobie w łeb...dla nich jestem silna, bo zasuwam do pracy, zajmuję się 2 dzieci itp
          a najgordze, to są telefony jakichś ciotek/kolezanek do mojej mamy z historiami przypadków, ze jakąś rozwódkę z 2 dzieci to ktoś chciałsmile
          ott, takie pocieszenie! może i mnie jakiś weźmie i to moje stado dzieci i pokocha jak swoje, hehe
    • todilla Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 21.05.12, 21:47
      "Dochodzenie do siebie" to proces. Długi proces składający się z tysięcy malutkich kroczków. Nigdy nie wiesz, czy to "już"? Wydaje Ci się, że już się uporałaś, a tu ON znowu rozwala Cię jakimś zachowaniem, tekstem... Jeśli kobieta ma wstręt do mężczyzn, to ona nie doszła do siebie na pewno. Ja doceniam rodzinę, przyjaciół - jak najbardziej, ale zdecydowanie polecam wsparcie profesjonalne. Wiem, że to sporo kosztuje, ale ja wolałam na jakiś czas zrezygnować z fryzjera, ciuchów, bo wiedziałam, że moje wnętrze jest w rozsypce i o to musze najpierw zadbać. Terapia psychologiczna - to najlepszy prezent jaki można sobie w takiej chwili sprawić - to moje zdanie.
      • he_xe Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 22.05.12, 18:29
        pod warunkiem, że trafisz na profesjonalistę, czego nie jesteś w stanie spradzić ani przewidzieć niestety. To już łatwiej znaleźć opinie o prawniku. Moja psychoterapia okazała się beznadziejna. Pani psycholog była bardzo nieprofesjonalna. Nie miała planu pracy ze mną. Było jak na rozmowie z "wtajemniczoną" koleżanką. Na każdej wizycie pytała co nowego, czy "drań" się kontaktował i wygłaszała teorie typu, no nie musicie być razem, ale on jest ojcem dziecka i powinien malutką odwiedzać. Zero pytań ukierunkowanych na moje przemyślenia czy nazwijmy to "warsztatów". Tyle dobrze, że przynajmniej papier do sądu był uncertain
    • luisalon Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 27.05.12, 15:55
      He kse, a co chodzi z tym papierem do sądu? Po co ci był potrzebny?
      • he_xe Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 29.05.12, 20:59
        u mnie była wyprowadzka pana taty z dnia na dzień gdy byłam w połowie ciąży, nieodbieranie telefonów, brak jakiejkolwiek pomocy i takie tam. Pobiegłam natychmiast na terapię, bo wiedziałam że muszę skupić się na dziecku, przestać ryczeć calymi dniami, zacząć jeść i sypiać. Chodziłam więc na regularne cotygodniowe wizyty od 5go miesiąca ciąży do urodzenia. Gdy przyszło do ustalania ojcostwa i alimentów prawniczka poprosiła, żebym postarała się o zaświadczenie od psychologa, że w tym a w tym czasie uczestniczyłam w terapii z powodu ... Z resztą w mowie końcowej co chwilę podkreślała jego naganne moralnie zachowanie i konieczność terapii. Czy pomogło w sądzie? nie wiem, ale myślę, że dobrze że było
    • atilka Re: Kiedy "doszłyście do siebie"? 28.05.12, 22:50
      Walczyłam o związek jakieś 2 lata. Po podjęciu decyzji, że to nie ma dalej sensu - załamanie psychiczne jakieś 3 mce. Dojście do siebie jakiś rok. Organizacyjnie - od początku byłam sama więc już w ciązy musiałam wszystko zorganizować. Odkochanie - jakieś 2,5 roku. Ale nadal czasami budzę się w nocy z bólem w sercu bo przypominam sobie zdrady, kłamstwa, robienie ze mnie idiotki, ale teraz to już tylko momenty. Stosunki między nami poprawne, przyjaciółmi nigdy nie zostaniemy bo nie chcę i nie potrzebuję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka