Dodaj do ulubionych

Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić...

30.08.04, 19:39
Witajcie
Mam naprawdę duży problem i nie wiem kompletnie co robić, może wasze
doświadczenie i rady cos pomogą...
Jestem samodzielną mamą 9 latka. Mądry, rozgarnięty chłopak, dotąd miał
opiekunkę, która przywoziła go ze szkoły, dała jeść, pomogła w lekcjach.
Płaciłam jej 250 zł, bo na tyle mnie było stać, a jej to pasowało.
Niestety (dla niej na szczęście oczywiście)dostała pracę i ja zostałam sobie
sama. Niemogę teraz znaleźć podobnej opiekunki (za podobne pieniądze!)
I tu pojawia się pytanie:
czy 9 latek może sam wracać ze szkoły?
(wychodzi sam ze szkoły, przechodzi na światłach bardzo bardzo ruchliwą
ulicę, czeka na odpowiedni autobus, wsiada do niego, wysiada po 25 min. jazdy
na odpowiednim przystanku, przechodzi małą trochę ruchliwą uliczkę, wjeżdża
windą na 9 piętro, otwiera sam kluczami mieszkanie, czeka sam na mnie jakieś
2-3 godz. aż wrócę z pracy).
Kilka razy został sam w domu na nawet 4 godz.
Był pod telefonem. Wszystko było ok.
Przeraża mnie taka wizja, ale opiekunka zabierze mi połowe pensji.
Co robić??
Proszę poradźcie coś...
Obserwuj wątek
    • alka44 Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 30.08.04, 20:00
      Moje dzieci od 7 roku same chodzily do szkoly. Ale male miasto i tylko pieszo.
      Okolo kilometra. 3 razy przez ruchliwa droge.Od malego uczylam przechodzenia.
      Miasto male i nie ma windy. Bloki 3 pietra. Samo to daje duze bezpieczenstwo.
      Od malego zostawaly same w domu. Dzieci sa madre, tylko dorosli czasem tego nie
      widzą. W 3 klasie dziecko jest zupelnie samodzielne. Nie jestem nadopiekuńczą
      matką, ale z tym autobusem to mialabym problem. A nie ma szkoły blizej? Albo
      moze swietlica?
      Ja na poczatku, jak same zaczeły chodzic do szkoły, to zwyczajnie szpiegowałam
      w bezpiecznej odległosci. Zaprowadziłam tylko raz w pierwszej klasie pierwszego
      wrzesnia. Potem kilka dni urlopu na "szpiegowanie" i było ok. Zdazyło mi sie
      wrócic i zastać otwarte mieszkanie bo mała zamknęła raz w prawo raz w lewo i
      wielw innych sensacji. Ale nic tragicznego się nie stało.
    • cartoon_network pomoc domowa 30.08.04, 20:11
      Ta trasa to jednak trochę za dużo jak na dziesięciolatka. Może postaraj się
      zaprzyjaźnić z jakąś mamą mieszkającą w pobliżu, a która odbiera swoje dziecko
      z tej szkoły. I troche ją wykorzystaj smile))
      A tak na marginesie to ja Ci nie wierzę abyś nie mogła znaleść opiekunki za 250
      zł. Mnie tu dziewczyny poradziły abym też taką zatrudnił. I zatrudniłem, co
      prawda tylko do sprzątania i gotowania. Płacę jej od 70 do 100 zł w zależności
      od zadań danego dnia. I ona jest szczęśliwa z takiej płacy (przynajmniej tak
      mówi), a Ty płacąc o wiele więcej odemnie nie możesz nikogo znaleść???
      • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 20:16
        Hej, bystrzaczku, ale ona placila tyle miesiecznie, nie dziennie. Taka, wiesz,
        mala roznica. Placisz stowe za posprzatanie i gotowanie? Czloooowieku, startuj
        w konkursie na Pracodawce Roku.
        • cartoon_network Re: pomoc domowa 30.08.04, 20:19
          kamila77 napisała:

          > Hej, bystrzaczku, ale ona placila tyle miesiecznie, nie dziennie.

          teraz to mnie zatkało. Z jej postu nic takiego nie wynika. Niemożliwe aby ktoś
          chciał pracować za 250 zł miesięcznie.
          • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 20:22
            Z jej postu moze i faktycznie nie, ale ze znajomosci tzw. realiow zycia jak
            najbardziej.
            • cartoon_network Re: pomoc domowa 30.08.04, 20:31
              kamila77 napisała:

              > Z jej postu moze i faktycznie nie, ale ze znajomosci tzw. realiow zycia jak
              > najbardziej.

              to w takim razie Kamilo chyba żyjemy w innych realiach.
              Przecież płacenie komuś za pracę 250 zł miesięcznie to cholerny wyzyk.
              To wychodzi niecałe 10 zł dziennie. Bez żartów Kamilo.
              Ja teraz wiem, że żyję. Wracam do domu a tu posprzątane, ugotowane, poprane.
              Super. Że sam na to wcześniej nie wpadłem... Wydzwania mi tylko rozmowy
              międzymiastowe ale przymykam oczy.
              Ale ja się popytam w takim razie ile się płaci. Być może mniej niż ja ale nie
              wierzę w te 250 zł.
              • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 20:45
                cartoon_network napisał:


                > to w takim razie Kamilo chyba żyjemy w innych realiach.

                Jestem o tym święcie przekonana od pierwszego twojego "tusiępojawienia".

                > Przecież płacenie komuś za pracę 250 zł miesięcznie to cholerny wyzyk.

                Zgadza sie. Sama pracowalam kiedys za jeszcze mniejsze pieniadze, tylko po to,
                zeby zdobyc doswiadczenie i miec mozliwosc udzialu w atrakcyjnych szkoleniach.

                > To wychodzi niecałe 10 zł dziennie. Bez żartów Kamilo.

                Ale tu naprawde nie ma sie z czego smiac. W moich rejonach 250-300zl to
                standardowa kwota, jaka placi sie opiekunce do dziecka. Opiekunce, nie
                sprzataczce. Niewiele znam matek, ktore moglyby placic wiecej z prostego
                powodu - same zarabiaja 2-3 razy wiecej.

                > Wydzwania mi tylko rozmowy międzymiastowe ale przymykam oczy.

                Grand Prix w I Edycji Konkursu Na Pracodawce Roku. (nagroda w postaci jelenich
                rogów zostanie przeslana poczta)

                > Ale ja się popytam w takim razie ile się płaci. Być może mniej niż ja ale nie
                > wierzę w te 250 zł.

                To nie jest kwestia twojej wiary czy niewiary, ale faktow. Ale skoro stac cie
                na placenie wiecej, niz to zwyczajowo przyjete, to po co masz dziewczynie
                obcinac pensje?
                • cheddar Re: pomoc domowa 30.08.04, 20:51
                  Kamilko, czy karotnik mieszka w Warszawce? Jak wiesz, myślę o powrocie do
                  stolicy, może razem sie przeprowadzimy, Ty bierz gotowanie u Kartona, ja mogę
                  sprzątanie, to sobie pożyjemy, nawet "pa pałam"!!!
                  • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:03
                    Oj, on chyba nie warszawski, niestety. Ale dlaczego ja gotowanie? Mnie
                    najlepiej wychodzi zmywanie i mycie podlogi, jak wiadomo smile Poza tym, wicie
                    rozumicie, jeszcze bym mu chleba z pasztetowa zapodala w ramach lanczyku, a jak
                    on zwyczajny musu z jezyczkow drozdów?
                • cartoon_network Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:00
                  no wiesz, nie jestem znawcą tych tematów. Po prostu poprosiłem kilku znajomych
                  o kontakt z osobą, która by sie podjęła pracy u mnie. No i znalazła się starsza
                  pani po 50-tce. Ona miała kilka propozycji ale wybrała moją. Jestem z niej
                  zadowolony. Ona z pracy u mnie też, bo unikamy się wzajemnie. Po prostu
                  zostawiam jej pieniądze na zakupy i jej dniówkę, i gdy wracam to ona wie, że
                  jej nie powinno już być. Wysokość jej gaży jakoś tak sama z siebie się
                  ustaliła. Standard to 70 zł, ale czasami jej dopłacam. Gdy na przykład myje
                  okna.
                  Z tymi rozmowami to wiem, bo mam wszystkie rejestrowane w aparacie. Ale masz
                  rację, ona powinna mi o tym powiedzieć. Porozmawiam z nią.
                  • cheddar Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:06
                    Ale jaja........ Faktycznie bystrzak. Ironię łapie w lot.

                    Kamila, jadłaś mój obiadek więc wiesz, dlaczego Ty bierzesz gotowanie.
                    Jak myślisz, dlaczego jak on wraca, to jej już nie ma?-)
                    • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:13
                      Bardzo pyszny byl makaronik, kurze biusty tez niczego sobie smile

                      > Jak myślisz, dlaczego jak on wraca, to jej już nie ma?-)

                      Och, na ten temat mam kilka teorii, jednak nie bardzo nadaja sie do
                      opublikowania smile
                      • cartoon_network Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:16
                        > Och, na ten temat mam kilka teorii, jednak nie bardzo nadaja sie do
                        > opublikowania smile

                        Kamilko, co prawda teoria naukowca nie musi być teorią naukową, ale nie
                        pozbawiaj potomności swych publikacji. Śmiało więc.
                        • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:24
                          Ależ doprawdy, kartoniku, nie nauczyles sie jeszcze, ze jak dama mowi "nie", to
                          znaczy "nie"?
                          • cartoon_network Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:29
                            kamila77 napisała:

                            > Ależ doprawdy, kartoniku, nie nauczyles sie jeszcze, ze jak dama mowi "nie",
                            to
                            >
                            > znaczy "nie"?

                            jeżeli czegoś się nauczyłem to tego, że jak dama mówi "nie" to znaczy "tak".
                            A tak poza tym Kamilo, to lepiej nie chwalić się swoimi teoriami jeżeli nie
                            chce się potem ich ujawnić. Inaczej, ktoś może pomyśleć, że tych teorii tak
                            naprawdę nie ma...
                            • kamila77 Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:31
                              cartoon_network napisał:

                              > jeżeli czegoś się nauczyłem to tego, że jak dama mówi "nie" to znaczy "tak".

                              Och, widocznie to nie byla dama.

                              > Inaczej, ktoś może pomyśleć, że tych teorii tak naprawdę nie ma...

                              Jak mawiaja sasiedzi z zagramanicy: hukers?
                    • cartoon_network Re: pomoc domowa 30.08.04, 21:15
                      Cheddar, dodajesz sobie z tą "ironią", ale co tam, tyle Twojego.
                      Ale jeżeli masz ambicję zostać u mnie sprzątaczką, to proszę, czemu nie.
                      Ironiczna sprzątaczka to nawet pewien snobizm jest.
              • naturella Re: pomoc domowa 31.08.04, 11:34
                Hej, ale autorka wątku sama napisała, że opiekunka zrezygnowała, bo znalazła
                pracę... więc widocznie te 250 zł miesięcznie było jedyną alternatywą, nie
                miała pracy, więc lepiej mieć 250 zł niż nic...!
      • borys.joszko Re: pomoc domowa 31.08.04, 00:07
        Ja się zgadzam z koleżankami, że u pana, panie Cartoon, posady są bardzo
        intratne. A może potrzebuje pan szofera? Jeśli tak, to ja rzucam cholerne biuro
        i piszę się na to miejsce! A co się będę intelektualnie przemęczał.
        • pelaga Re: pomoc domowa 01.09.04, 20:18
          borys.joszko napisał:

          > A może potrzebuje pan szofera?

          Na szofera to moze i ja zloze CV wink)) Nadaje sie, kilosow przejechalam duzo i
          bezwypadkowo, nawet motocykl poprowadze, jak mocne wrazenia beda potrzebne wink
          Jedyna wada: czasami bywal zlosliwa wink Ale skoro sprzataczka zarabia wiecej ode
          mnie, to moze jako szofer zbije fortune???
          A tak pomijajac wszystko, to ja czasem zazdroszcze tekturowemu oderwania od
          rzeczywistosci.
          Pozdrawiam
    • kamila77 Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 30.08.04, 21:21
      Po 1., to poszukaj w okolicy, czy nie mieszka tam ktos, kto ma dziecko w tej
      samej szkole, co ty. A moze np. maly ma w klasie kogos, kogo rodzic przywozi i
      odwozi autem i mieszka niedaleko Was? Mysle, ze jesli ktos taki sie znajdzie,
      to nie bedzie problemu, zeby i twojego chlopaczka podrzucil do domu.
      Wydaje mi sie, ze glowny problem to wlasnie te samodzielne powroty ze szkoly. A
      co ze swietlica?
      • atlaska Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 30.08.04, 22:15
        Dziękuję za wszelkie radysmile
        Płaciłam opiekunce 250 zł miesięcznie, bo na tyle mnie było stać! A ona
        niemając żadnego dochodu brała co się dało. Układ był uczciwy od początku, nie
        robiła nic poza opieką (przywiezienie syna, danie jeść, dopilnowanie odrobienia
        lekcji). Nigdy nie nadużywałam jej czasu. Jeśli chodzi o wyzysk... ja zarabiam
        na rękę 950 zl, reszta jest chyba oczywista...
        W kwestii zmiany szkoły: rok temu zmieniłam razem z synem mieszkanie, duży
        stres dla mnie i dla niego. Syn cały czas prosił, żebym tylko nie zmieniła mu
        szkoły. Umówiliśmy się, że do 4 klasy pójdzie do nowej bliższej szkoły. Więc
        jeszcze rok muszę wytrzymać.
        Czy ktoś z Was miał taką sytuację? Puścił ktoś z Was dziecko samo na takie
        właśnie dojeżdżanie? Mieszkam w Krakowie, a ta ruchliwa ulica to niestety
        Opolska.
        Aha... nawet jeśli bym go przepisała do bliższej szkoły, to czy związany z tym
        oczywisty stres dla dziecka nie będzie kolejnym utrudnieniem do samodzielnych
        powrotów? Chociaż faktycznie szedłby jakieś 15 min. pieszo i przez jedne
        światła.
        Czekam na dalsze Wasze opinie.
        Pozdrawiam
        • samodzielny Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 30.08.04, 23:25
          To w Krakowie nie ma swietlic w szkolach?? Wyganiaja Go ze szkoly po lekcjach?W
          mniejszych pipidowach sa swietlice !!! Samo taka trasa nigdy. Nigdy!!
          • kamila77 Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 30.08.04, 23:40
            Wez pod uwage, ze swietlice sa czynne np. w szkole mojego dziecka do 16. A
            jesli matka prace konczy o 18 albo jeszcze pozniej?
            • hanna26 Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 00:00
              Wiesz co, ja bym się jednak bała puścić samego dziewięciolatka codzinnie w taką
              trasę. Może po prostu postaraj sie o opiekunkę, której jedynym obowiązkiem
              byłoby przywożenie małego ze szkoły? Wiesz, bez pilnowania w domu, pomagania
              przy lekcjach etc. Tylko przywiezienie ze szkoły. Wtedy cena powinna oscylować
              w granicach, które podałaś. Bo w domu sam, to sobie poradzi, chodzi przecież
              przede wszystkim o tę trasę ze szkoły.
        • semplice Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 01:26
          i jeszcze słówko...
          przepisać do nowej szkoły czy dojeżdżać 25 min autobusem - ja bym przepisała.
          Dziecko prosi żeby zostawić je w dawnej szkole, ale to tylko dlatego, ze boi
          się "być nowym", za rok i tak Go to nie ominie. Obejrzyj tę bliższą szkołę,
          zobacz, może jakiś dzieciak z sąsiedztwa tam wędruje. Pomyśl, że zimą dni są
          krótkie i będzie musiał praktycznie jeździć tych kilka przystanków niemal nocą!
          Nie wiem jak jest w Krakowie, mieszkam w Warszawie i choć mam samodzielnego
          syna nie "wypuszczałam" Go na wypady autobusowe (byłam niejednokrotnie
          świadkiem gdy małe dzieci podróżujące samotnie były zaczepiane przez starsze
          dzieciaki, niekoniecznie zupełnie grzeczne, a wokół ludzie zupełnie nie
          reagowali na spłoszone spojrzenia malucha).
          Jestem stanowczo za zmianą szkoły w trybie przyspieszonym
          Pozdrawiam
          • atlaska Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 10:53
            Semplice baaaardzo dziękuję!!!
            Pozostałym równieżsmile
            Przepisałam mojego Beniaminka do nowej szkoły!
            Semplice, twoje rady bardzo bardzo mi pomogły i utwierdziły, że dobrze
            zrobiłam. Teraz tylko muszę przejść przez pierwsze samodzielne powroty ze
            szkoły.
            Jeszcze raz wielkie dzięki dla wszystkich
            Pozdrawiam serdecznie
            Anka
    • semplice Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 01:01
      Cześć,
      Rozumiem Twoje obawy, przeżywałam podobne gdy mój syn musiał udowodnić swoją
      samodzielność. Zostaliśmy bezpowrotnie sami gdy mały miał cztery lata.
      Początkowo bardzo pomagał mi mój Tato - pracowałam a On codziennie do mnie
      przyjeżdżał czasem tylko po to by przyprowadzić dziecko z przedszkola i
      posiedzieć z nim dwie godziny, do mojego powrotu. Potem była szkoła i tu też
      miałam ogromną pomoc Taty. Znowu codziennie przyjeżdżał z drugiego końca
      miasta, brał dziecko za łapkę i prowadził do szkoły. Tak było do chwili gdy
      któregoś zimowgo przedpołudnia... Zabrakło Go. Mój syn miał wówczas dziewięć
      lat. Bardzo przeżył rozstanie z Dziadkiem i zrozumiał, że od tej chwili MUSIMY
      sami dawać sobie radę. Przechodzenie przez ruchliwą ulicę miał "obcykane",
      sprawę jedzenia załatwiała szkolna stołówka.... Też się bałam, ale ufałam Mu i
      nie zawiodłam się! W długie zimowe wieczory (pracuję na dwie zmiany i bywają
      tygodnie gdy wracam do domu o 23:00) dziecko samo siedziało w domu, odrabiało
      lekcje (nie muszę śledzić Jego zeszytów, pamiętać o Jego szkolnych sprawach),
      początkowo kolację przygotowywałam wcześniej, przed wyjściem do pracy, potem
      znajdowałam w odpowiedzi własnoręcznie przez mojego synka przygotowane potrawy
      dla mnie. Zawsze mieliśmy kontakt telefoniczny a na wszelki wypadek prosiłam
      sąsiadów "by mieli oko" na moje drzwi. W razie jakiegokolwiek niepokojącego
      hałasu na korytarzu mój synek mógł zadzwonić do sąsiada zza ściany by ten
      sprawdził co się dzieje i "przegonił" intruzów. Przetrwaliśmy i trwamy nadal.
      Niech Cię nie przeraża wizja dziecka czekającego na Twój powrót - to może być
      pożyteczną "szkołą życia". Spróbuj otoczyć synka opieką "na odległość", niech
      czuje, że choć czasami jest sam, ale nie samotny - ma Ciebie (nie szkodzi, że
      tylko w słuchawce telefonicznej, ale gdy czegoś nie wie zawsze może do Ciebie
      zadzwonić), życzliwych sąsiadów wokół. Postaraj się zostawiać dziecku "bojowe"
      zadania, żeby było czymś zajęte i mogło się po Twoim przyjściu pochwalić
      wykonaną pracą. Rozejrzyj się w szkole, czy nie ma tam jakichś dodatkowych
      zajęć pozalekcyjnych - jakieś kółka zainteresowań, może świetlica. Myślę, że
      ważne jest też pokazanie dziecku gdzie pracujesz - niech ma świadomość, że nie
      znikasz gdzieś daleko za siedmioma górami, ale jesteś w miejscu zupełnie
      rzeczywistym i to niezbyt odległym. Kiedy będzie w domu sam będzie Mu łatwiej
      gdy rozmawiając z Tobą będzie umiał wyobrazić sobie miejsce, w którym
      przebywasz. Naucz Go też ABSOLUTNIE NIKOMU nie otwierać drzwi. No i...nie martw
      się. My przeżyliśmy i żyjemy nadal. Mój syn ma teraz dwanaście lat i choć
      przeszliśmy oboje trudne chwile gdy opuszczali nas najbliźsi jakoś sobie
      poradziliśmy. Pewnie, że byłoby lepiej gdybym zarabiała więcej i mogłabym
      zafundować dziecku zaufaną opiekunkę... ale to nie Ameryka smile
    • haribo Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 08:54
      Kiedyś były inne czasy... Ja jak mialam 5 lat sama wracałam z przedszkola
      (oszukiwałam, że mama po mnie przyszła). No, ale do domu miałam 1,5 minuty
      drogi wink
      A tak na poważnie - w wieku lat 6 sama chodziłam do szkoły (miałam tylko do
      przejścia jedną dosć ruchliwą ulicę), mając lat 7 sama jeździłam do babci i
      dziadka (20 minut jazdy autobusem), potem wjazd windą na 10 pietro. W wieku lat
      11 pojechałam pociągiem wraz z moją o rok młodszą kuzynką do cioci, która
      mieszka 60km od nas, po drodze miałyśmy jedną przesiadkę.
      A teraz - bałabym się puścić moje dziecko samo: ulice zapełnione przez grom
      nieodpowiedzialnych mało- i dużolatów za kierownicą, w autobusach pełno
      kieszonkowców i innych chamów, wszędzie się słyszy o pedofilach, napadach na
      mieszkania pozostawionych bez opieki dorosłych, itp.
      Naprawdę nie wiem co Ci poradzić. Wierzę, że Twój syn to madry i odpowiedzialny
      dzieciak. W sumie to nie wiesz jak on by sobie poradził w drodze do/ze szkoły.
      Może sprawdź to. Poproś kogoś kogo on nie zna, aby "sledził" i obserwował
      Twojego syna jak sobie radzi. Myślę, że "egzamin" zostanie zdany a Ty będziesz
      dużo spokojniejsza. Oczywisćie nie zapomnij porozmawiac z synem o
      niebezpieczeństwach jakie grożą w dzisiejszych czasach, powiedz, że mu ufasz i
      wierzysz, że jest już dorosłym mężczyzną (to z pewnością podniesie jego
      moralne, doda mu wiary w siebie). Przy okazji Twój syn będzie uczył się
      samodzielności, a Wy zaoszczędzicie pieniadze, które mozecie przeznaczyć na
      wspólne weekendy. A może mieszka w pobliżu Was ktoś kto ma dzieci w tej samej
      szkole? Popytaj...
      Pozdrawiam i życze powidzenia.
    • judytak Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 10:52
      zapisz dziecko na świetlicę
      dla dieci w trzeciej klasie jeszcze świetlica powinna być
      a jeśli by tak było, że świetlicę zamykają wcześniej, niż kiedy możesz dziecko
      odebrać, to umów się z mamą najlepszego kolegi, niech do nich pójdzie na
      godzinkę, będą razem odrabiać lekcje lub pobawią się na podwórku...
      (zakładam, że koledzy mieszkają blisko szkoły)

      albo znajdź kogoś z sąsiedztwa, kto pojechałby po dziecko codziennie do szkoły,
      przyprowadziłby, a w domu już dziecko sobie posiedzi samo - to jest godzinne
      zajęcie dziennie, nikt za takie coś nie powinien brać więcej, niż 10 zł na dzień

      ewentualnie umów się z jakąś mamą / babcią z klasy, żeby, odbierając swoje
      dziecko, twojego syna przeprowadziła przez ulicę i wsadziła do odpowiedniego
      autobusu (za takie coś chyba się nie płaci, kupuje się czekoladkę...) a w
      sąsiedztwie znajdź emerytkę, która przyjdzie do was na półgodziny, sprawdzi,
      czy dziecko dotarło w porządku, podgrzeje mu obiad, i go zostawi samego z
      lekcjami

      pozdrawiam
      Judyta
    • nastka72 Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 31.08.04, 13:38
      Wiesz dzieciaki tak mja ze szkoly za nic zmieniac nie chca ,natomiast w tym
      wieku adaptuja sie naprawde szybko.
      mowiac szczerze nie widze sensu meczenia sie jescze rok skoro szkola i tak
      bedzie zmieniona.

      odleglosc ma tu moim zdaniem kolosalne znaczenie,na miejscu mozesz poszukac
      wsrod sasiadek ,popytaj mam w piaskownicach,takie mamy 3-latkow pewnie chetnie
      zaopiekuja sie dodatkowo twoim synkiem.kolejna mozliwosc to moze mama jakiegos
      kolegi z klasy(ktora np nie pracuje) zgodzilaby sie zaopiekowac twoim synem .

      pozdrawiam
      nastka
    • maligne Re: Mam naprawdę BIG PROBLEM i nie wiem co robić. 01.09.04, 19:16
      hej,
      no ja tylko dorzuce, ze jak mialam osiem lat i wzywz sama chodzilam do szkoly,
      jakies 1,5km do autobusu i autobudem jakies ze 3, po drodze rozne skrzyzowania.
      Z powrotem ta sama droga. i tak razem z polowa mojej klasy ktora dojezdzala z
      innego osiedla bo na naszym nie bylo szkoly.
      Jakos wtedy uwazalam to za zwykla rzecz. Przez jakis czas bytowalismy na
      swietlicy (razem z bratem) ale chyba nawet nie rok bo juz nie chcielismy.
      (kiedys to byla tylko przechowalnia dzieci, i bylo nudno). Jakos odprowadzanie
      przez mame to bylby wtedy obciach. Pomijam ze dzieci z tego drugiego osiedla
      tez przychodzily same do szkole i wiele z nich mialo spory kawalek , i w
      dodatku przez ulice.
      ale dzisiaj jak mysle o moim dziecku to odzywa sie we mnie nadopiekunczosc. i
      chyba bym sie bala, ale z drugiej strony jak wspominam dziecinstwo to
      przyprowadzanie przez opiekunke chyba bym wysmiala... no wiec punkt widzenia
      zalezy od punktu siedzenia. no i moze czasy mamy mniej bezpieczne, no nie
      wiem...
      w wieku 10ciu lat sama jezdzilam autobusem do centrum zeby robic np. zakupy,
      prezenty na swieta dla rodziny... przeciez kiedys nasze dzieci musza dorosnac i
      stac sie samodzielne, ale lepiej zeby wczesniej wiedzialy dokladnie jak isc, na
      co trzeba po drodze uwazac, jak sie nalezy zachowac samemu w domu, itd, itp..
      no coz, decyzja nalezy do Ciebie.
      a co do zmiany szkoly to roznie to dzieci przezywaja. jesli mialby bardzo
      przezywac to tez nie wiem czy to dobry pomysl, mi sie zmiana szkoly nie
      spodobala w dziecinstwie...
      pozdrawiam
      maligne
    • samodzielny kiedys, kiedys, kiedys..i co z tego wynika?. 01.09.04, 20:17
      A jakie rady??
      Kiedys i ja chodzilem, teraz woze corke. Robicie inaczej?
      Tak mowicie do wlasnego dziecka, ja mialam 5-10-15 lat, to robilam to i to,
      wiec Ty tez?
      Czy ja mam miec swiadomosc moich rodzicow sprzed hm... dziescia-dziesci lat?
      Czyzby to tylko technika, elektronika zrobila postepy w tym czasie, a
      pedagogika zadnych?
      Czy nasi rodzice zdawali sobie sprawe z zagrozen ?? Ktos mowil o nich??
      Dodajcie jeszcze zabawki, ja majac 9 lat bawilam sie szmacianka, a Ty dzieciaku
      chcesz komputer.
      No jesli maja czerpac wzorce z Waszego dziecinstwa, nasladowac je, to czemu nie?
      Reasumujac: nie pozwolilbym mojemu dziecku na to, na co pozwalali mi moi
      rodzice. Bez zalu do nich.
      Pozdrawiam


      • judytak Re: kiedys, kiedys, kiedys..i co z tego wynika?. 08.09.04, 11:33
        samodzielny napisał:

        > Kiedys i ja chodzilem, teraz woze corke. Robicie inaczej?

        kiedyś moja mama koniecznie chciała mnie odprowadzać, ale ja się nie dałam :o)
        teraz specjalnie zapisuję dzieci do takiej szkoły, gdzie mogą chodzić same, i
        jak tylko zobaczę, że już mogą, to chodzą same (Duża zaczęła w drugiej klasie)

        > Tak mowicie do wlasnego dziecka, ja mialam 5-10-15 lat, to robilam to i to,
        > wiec Ty tez?

        opowiadam, jak ja kiedys miałam, robiłam, chciałam, lubiłam
        ale nie tym uzasadniam, co dziecko ma robić, tylko tym, że "wiem/widzę/jestem
        pewna, że ty już to potrafisz, mam do ciebie zaufanie...
        bo dzieci są różne, ja, jako dziecko, różnię sie od mojego dziecka w tym samym
        wieku :o)

        > Czy ja mam miec swiadomosc moich rodzicow sprzed hm... dziescia-dziesci lat?

        nie znam twoich rodziców
        moje są nadopiekuńcze

        > Czyzby to tylko technika, elektronika zrobila postepy w tym czasie, a
        > pedagogika zadnych?

        a gdzie pedagogika stwierdziła, że należy dzieciom na siłę opóźniać dorastanie?
        że trzeba im nie pozwalać na to, co już potrafią?
        jak minie odpowiedni czas, młody człowiek niektórych rzeczy już nigdy się nie
        nauczy, uwierzy, że nie może, nie umie, nie potrafi...

        > Czy nasi rodzice zdawali sobie sprawe z zagrozen ?? Ktos mowil o nich??

        zdaje mi się, że tak
        z wyjątkiem groźby ataków terrorystycznych, zagrożenia zasadniczo się nie
        zmieniły...

        > Dodajcie jeszcze zabawki, ja majac 9 lat bawilam sie szmacianka, a Ty
        dzieciaku
        > chcesz komputer

        zestaw zabawek nie zmienił się tak bardzo...
        rower, hulajnoga, rolki, łyżwy, sanki - ja też miałam...
        książki, dużo książek, farby, kolorowe papiery i tego typu rzeczy do
        majsterkowania - tez miałam...
        klocki, wszelkie - też miałam...
        lalki, misie, samochodziki, gry planszowe - też miałam...

        komputer moim zdaniem jest "sprzętem ogólnorodzinnym", tak jak np. telewizor,
        przynajmniej w rodzinie z dziećmi dopiero w podstawówce...

        > Reasumujac: nie pozwolilbym mojemu dziecku na to, na co pozwalali mi moi
        > rodzice. Bez zalu do nich.

        pozwalam dzieciom na znacznie więcej, niż mi pozwalali moi rodzice
        bez żalu do nich

        pozdrawiam
        Judyta
        • pelaga Re: kiedys, kiedys, kiedys..i co z tego wynika?. 08.09.04, 21:53
          judytak napisała:

          > zdaje mi się, że tak
          > z wyjątkiem groźby ataków terrorystycznych, zagrożenia zasadniczo się nie
          > zmieniły...

          Pozwole sobie sie z Toba nie zgodzic. Przestepczosc wzrosla od czasu kiedy ja
          bylam dzieckiem, krzyczy sie o tym, ze nadal wzrasta. Nie bylo gangow,
          narkotykow, haraczy pod szkola. No i wzrosla liczab samochodow, a to ogromne
          zagrozenie (przynajmniej w naszym przypadku, kiedy dziecko do szkoly MUSI
          przejsc przez ruchliwa droge, bez swiatel na przejsciu i bez
          pana "przeprowadzacza"). To takie pierwsze roznice, ktore przyszly mi do glowy,
          ale mysle, ze jest ich wiecej.

          > pozwalam dzieciom na znacznie więcej, niż mi pozwalali moi rodzice

          A ja jednak na mniej pozwalam mojemu dziecku chyba.

          Pozdrawiam
    • 197575a Re:Kamila 77 i Cheddar jesteście super! - nie na t 07.09.04, 15:08
      Nie na temat, ale nie mogłam sobie odmówić. Wasze szpile wycelowane w Cartoona
      doprowadziły mnie do łez, dobrze że w pracy jestem sama w pokoju, bo niechybnie
      bym się zdradziła,że robię coś nieprzyzwoitego , na przykład czytam forum.
      Cartoon chyba mieszka w Lublinie, a szkoda , bo gdyby mieszkał w Gliwicach, to
      i ja pomyślałabym o pracy u niego. A tak, no cóż , mam czego żałować.
      Pozdrawiam serdecznie. Ada
      • kamila77 Re:Kamila 77 i Cheddar jesteście super! - nie na 07.09.04, 18:50
        Ukłon w lewo, ukłon w prawo (cheddar, niżej, niżej!). Ada, ja tam nie widze
        problemu, pensyjka u kartonika wystarczy nam spokojnie na jakiegos apartamęta
        wew Lublinie, kateringa se zamówim na stałe, dzieciakom zatrudnimy nianię (po
        standardowej stawce)a i do Gliwic ci Dobry Pan pozwoli zadryndac
        fromtajmtutajm. Dobra, to ja sie pakuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka