w sprawie widzeń ojca z synem

04.10.04, 21:40
Czy na sprawie rozwodowej sąd może wyznaczyć dni i godziny wizyt ojca, czy
eks musi wnieść o to oddzielną sprawę?
    • kamila77 Re: w sprawie widzeń ojca z synem 04.10.04, 22:36
      Może wyznaczyć, u mnie tak było.
      • male_gonzo Re: w sprawie widzeń ojca z synem 04.10.04, 22:52
        Dzięki.
        A czy konkretne dni tygodnia wyznaczył, czy tylko ile razy w tygodniu ( i ile
        razy wyznaczył)?
        • kamila77 Re: w sprawie widzeń ojca z synem 04.10.04, 23:25
          To byla bodajże 1.i 3. sobota miesiaca i 2. i 4. niedziela (albo odwrotnie), od
          10 do 13.
    • tata_malolata Re: w sprawie widzeń ojca z synem 05.10.04, 09:33
      Nie ma czegoś takiego jak oddzielna sprawa.

      Jeśli ojciec - izolowany od dziecka - skałada wniosek o uregulowanie kontaktów
      to i tak zostaje on włączony do sprawy rozwodowej w sądzie okręgowym i jest
      rozpatrywany łącznie.

      Kontakty rodziców z dziećmi, sprawowanie opieki bezpośredniej może ale nie musi
      być regulowane w trakcie postepowania rozwodowego. Nie musi jeśli mamusia ma
      poukładane w głowie i nie ogranicza ojcu normalnych kontaktów z dzieckiem. Gdy
      dodatkowo tatuś ma również poukładane w głowie to rodzice mogą się dogadać i
      sąd nie musi ingerować - bo i po co.

      • czekolada72 Tato_malolata - chyba przesadziles 05.10.04, 12:19
        tata_malolata napisał:

        Nie musi jeśli mamusia ma
        > poukładane w głowie i nie ogranicza ojcu normalnych kontaktów z dzieckiem.

        Moze jednak nie generalizowalbys!! Domyslam sie, ze mama twojego dziecka
        utrudniala ci kontakty, ale co sadzisz o ojcach, ktorym sie wydaje, ze jak
        odeszli od rodziny, to mimo to moga dalej ingerowac w zycie dziecka i matki,
        burzyc spokoj , plany, nie dotrzymywac slowa co do spotkan??

        A co do >>normalnych kontaktow ojca z dzieckiem<< - ojcie zrezygnowal z
        normalnosci w momencie, gdy odszedl od rodziny, bo to wtedy sa normalne relacje

        Pomijam sytuacje patologiczne typu alkochol, rekoczyny, narkomania ; i
        zaznaczam, ze bywa tez odwrotna sytuacja, kiedy to kobieta zostawia meza i
        dzieci oraz owszem, sa przypadki, kiedy jedno drugiemu ewidentnie robi na zlosc.
        Ale nie generalizuj, bardzo prosze!

        Gdy
        > dodatkowo tatuś ma również poukładane w głowie to rodzice mogą się dogadać i
        > sąd nie musi ingerować - bo i po co.
        >
        • tata_malolata Re: Tato_malolata - chyba przesadziles 05.10.04, 14:33
          czekolada72 napisała:
          > ... co sadzisz o ojcach, ktorym sie wydaje, ze jak
          > odeszli od rodziny, to mimo to moga dalej ingerowac w zycie dziecka i matki,
          > burzyc spokoj , plany, nie dotrzymywac slowa co do spotkan??
          -----------------------

          Sądzę, że nieszczęście jakim jest rozpad małżeństwa nie może mieć wpływu na
          normalne ralacje dzieci z którymkolwiek z rodziców. Normalne - a więc częste,
          jak najczęstsze (na codzień - co nie znaczy codziennie), swobodne (bez stopera
          w ręku - co nie znaczy że bez dotrzymywania terminów spotkań i "przeginania" ze
          spóxnieniami) i naturalne (a więc możliwość mieszkania dziecka u każdego z
          rodziców, wyjazdów wakacyjnych itp).

          Co zaś do samego przeszkadzania i zakłócania "planów".
          Niby masz rację. Niechaj ten, który "rezygnuje" z rodziny poniesie tego
          konsekwencje poprzez "wyłączenie" go z normalnego życia tej - juz niepełnej
          rodziny. W takim razie czy nie uważasz, że żony decydujące się na rozwód i
          porzucenie męża nie powinny byc w takim razie "wyłączane" z rodziny, w której
          nie chca żyć? Innymi słowy - prosto z mostu: jeśli żona porzuca męża, niechaj
          sąd przyznaje męzczyźnie opiekę nad dziećmi i wyznaczy matce "widzenia". CO TY
          NA TO ?




          P.S.
          > ojciec zrezygnowal z
          > normalnosci w momencie, gdy odszedl od rodziny,
          -----------------------
          Skąd wiesz, ja się tego nie doczytałem. Może to ona wywaliła męza z rodziny ?
          Nie wiem. Jakby nie było to przykro, że kolejna, kolejna i kolejna rodzina się
          rozpada. Podłe czasy.

          • new_live Re: Tato_malolata - chyba przesadziles 05.10.04, 14:54
            tata_malota- pogodz sie , ze rodzic ktory nie mieszka z dzieckiem nie ma
            juz "normalnych" kontaktow- bo to nNIEMOZLIWE. Dziekoc jest jedno - domny dwa.
            mam Pytanie czemu to dziecko ma nie miec taknaprawde zadnego domu - dlapotrzeby
            rodzicow - miena z nim noralnych kotatkow. Dziecko nie moze miec jednoczesnie
            dwu domow. Moze miec jeden a w drugim bywac.
            I moze miec dobre kontakty z ojcem . Ale to juz nie bede relacje jakie powstaly
            by w pelnej rodzinie. Nawet jesli pol roku dziecko mieszkalo by w jednym a pol
            w drugim domu.
            Przy takiej postawie ( pol roku tu pol tu) dziekco nie mialo by "normalnych "
            realcji z zadnym z rodziicow . A jedyne zaspokojala potrzeby tychrze rodzicow.
            • derena33 Re: Tato_malolata - chyba przesadziles 05.10.04, 15:32
              I nie rozsmieszaj mniesmile)
              Na znana mi ilosc rozwiedzionych ojcow ( obojetnie z jakiego powodu) zaden nie
              walczyl o mozliwosc wychowania dziecka, niektorzy pokretnie tlumaczyli, ze
              przeciez sad i tak im nie przyzna opieki...
              Moj byly to koronny przyklad na to... nawet przyprowadzil na rozprawe swiadka(
              nie kuratora ( bo syn byl juz 15 letni) ktory potwierdzil, ze jestem swietna
              matka... a ja nie obrazilabym sie jakby pomogl mi wychowac zbuntowanego
              nastolatka...
              Wydaje mi sie ze jakby matki dzieci odpuscilyby sobie, regulacje kontaktow z
              dziecmi, to okazalo by sie wtedy jak naprawde sytuacja wyglada faktyczna chec
              opieki ze strony ojcow.
              ja to przerabialam na wlasnym przykladzie.. moj ex zawsze mogl spotkac sie z
              synem ( zreszta 15latek nie da sie zamknac w domu) ale jakos nie kwapil sie, a
              jak byly trudnosci wychowawcze o ktorych go informowalam, z prosba o
              interwencje, to jakos nigdy nie mial czasu. a jak trzeba bylo mlodego gdzies
              zawiezc a ja nie moglam, to wysylal mnie do swoich rodzicow.
              A przeciez zawsze deklarowal ze kocha swojego syna ( jedynaka) nad zycie...
              • tata_malolata Re: derena / czekolada / pelaga 06.10.04, 09:38
                Dereno!
                To, że (rzeczywiście) znaczna część ojców nie ma wystarczających lub wcale
                zdolności wychowawczych nie oznacza, że NIE ISTNIEJĄ mężczyźni, którzy nie
                nadają się czasem do tego lepiej niż niejedna kobieta.

                Pomyśl: znaczna część "bab za kierownicąsmile" nie nadaje się do prowadzenia
                samochodu a nawet posiadania prawa jazdy - czy z tego wynika, iż należy z
                definicji nie przyznawać kobietom prawa jazdy ? (już widzę jaką burzę
                rozpętałem smile Otóż nie - jest wielu mężczyzn "super kierowców", ktrzy
                niejednokrotnie powinni mieć zakaz dotykania samochodu. Są też kobiety, które
                jeżdżą na tyle dobrze, że schować się może niejeden mężczyzna.

                ----

                Czekoladko !
                Napisałaś:
                > To co Ty proponujesz jest byc moze niezle pod dwoma warunkami -
                > gdy rodzice nie wyzadzili sobie wzajemnie krzywdy, gdy rozstali sie
                > w miare pokojowe atmosferze oraz drugi - gdy dzieckio jest male.
                > Jak w praktyce wyobrazasz sobie spedzanie czasu kiedy tylko sie da -
                > taki nastolatek ma swoje zajecia, swoje towarzystwo, swoje pbowiazki.
                > I co - dlatego, zeby zaspokoic ego rodzica, ktory jakby nie
                > bylo, go zostawil- ma rezygnowac z wlasnych planow?
                ------------------------
                Warunek pierwszy: NIE
                "Nie wyrządzili sobie krzywdy" -to własnie zaprzeczenie tego o czym mówimy
                oboje: nie powinny krzywdy własne wpływać na relacje dziecka z drugim z
                rodziców. Trudno - trzeba z znieść swoją krzywdę, porażkę i upokorzenie. To
                ciężkie. Nie zawsze się udaje. Wiem. Ale jakoś trzeba.

                Warunek drugi: TAK
                I chyba każdy kto pamięta swoje dzieciństwo i dojrzewanie wie, że jak się ma 12
                lub 14 lata to najważniejsi stają się koledzy, gdy ma się lat 15-18 rodzice
                stają się "nudziarzami". I nie ma sensu wysyłanie nastolatka na siłę do ojca
                np. w środę od 16.00 do 18.00. Jak będzie potrzebował - pójdzie sam. Ale
                rodzice muszą po prostu BYĆ.

                ----

                Pelago !
                Piszesz w podpisie:
                > PelAga Forum Kobiet
                > Uprzejmie prosze aby moich postow nie komentowali obroncy praw ojca,
                > bo mnie interesuja jedynie prawa dziecka.
                -------------------
                Skoro nie interesuje Cię moje skromne zdanie (skoro zaliczasz mnie do takiej
                kategorii smile po co komentujesz?

                Swoją drogą myślę, że taka deklaracja w podpisie to trochę "zamykanie" się na
                jakiekolwiek - słuszne lub nie - poglądy innych.

                Tak poza tym - prawa ojca są dokładnie takie same jak matki (przynajmniej w
                konstytucji smile. Czyżby nie interesowało Cę jakie masz prawa ?

                Prawa dziecka to: prawo do normalnego domu, rodziny i dzieciństwa
                (wykształcenia, wychowania, rozwoju itp. itd). Bez mamy lub taty wszystko
                się "trochę" wali. Czasem się udaje bardziej czasem mniej. Najprościej jednak
                zapewnić dziecku to wszystko w pełnej rodzinie. Więc dla zaspokojenia praw
                dziecka trzeba starać się o dobro całej rodziny.

                P.S.
                Jak mozesz proponowac takie sztampowe rozwiazania????
                -----------------
                Ależ zgadzam się. Nigdy nic z "automatu".
                Na przykład jestem przeciwny powierzaniu tą metodą opieki kobiecie w przypadku
                rozpadu małżeństwa (jak dzieje się to w dzisiejszej praktyce sądów rodzinnych).
                Pisałem już kiedyś o moim zdaniu na ten temat: szanse na przyznanie opieki
                powinny być 50/50 a opieka powinna być przyznana osobie nie chcącej rozpadu
                rodziny, nie winnej rozpadowi pod warunkiem posiadania zdolności do sprawowania
                opieki (zdolności pedagogiczne, więź emocjonalna, możliwości bytowe) itp. OK ?


          • czekolada72 Re: Tato_malolata - chyba przesadziles 05.10.04, 22:17
            tata_malolata napisał:


            > Sądzę, że nieszczęście jakim jest rozpad małżeństwa nie może mieć wpływu na
            > normalne ralacje dzieci z którymkolwiek z rodziców.

            Niestey, tak sie dzieje w realnym swiecie, nie wspominam tu o swiecie zeriali
            czy krolewskich rodow, ze rozpad małżeństwa MA WPŁYW NA RELACJE DZIECKO - RODZIC


            Normalne - a więc częste,
            > jak najczęstsze (na codzień - co nie znaczy codziennie), swobodne (bez
            stopera
            > w ręku - co nie znaczy że bez dotrzymywania terminów spotkań i "przeginania"
            ze
            >
            > spóxnieniami) i naturalne (a więc możliwość mieszkania dziecka u każdego z
            > rodziców, wyjazdów wakacyjnych itp).

            Tak, byloby calkiem fajnie, gdyby ten rodzic nieobecny widywal sie z dzieckiem
            czesto, na codzien, nie tylko od swieta, gdyby ten drugi obywal sie bez stopera.
            Tylko widzisz - w momencie kiedy dziecko zostaje z jednym rodzicem, ten wlasnie
            rodzic usiluje poskladac do kupy jakos to zycie, ktore sie wlasnie rozpadlo. To
            co Ty proponujesz jest byc moze niezle pod dwoma warunkami - gdy rodzice nie
            wyzadzili sobie wzajemnie krzywdy, gdy rozstali sie w miare pokojowe atmosferze
            oraz drugi - gdy dzieckio jest male. Jak w praktyce wyobrazasz sobie spedzanie
            czasu kiedy tylko sie da - taki nastolatek ma swoje zajecia, swoje towarzystwo,
            swoje pbowiazki. I co - dlatego, zeby zaspokoic ego rodzica, ktory jakby nie
            bylo, go zostawil- ma rezygnowac z wlasnych planow? To nie takie proste. To
            samo dotyczy sie tez weekendow, erii i wakacji. Moje Dziecko ma lat 12 i juz w
            tej chwili okazuje sie ze jego plany stoja na pierwszym miejscu i niejako
            rodzice musza sie dostosowac do tychze planow. No, ale w naszym przypadku
            rozumiem to tylko ja sad
            >
            > Co zaś do samego przeszkadzania i zakłócania "planów".
            > Niby masz rację. Niechaj ten, który "rezygnuje" z rodziny poniesie tego
            > konsekwencje poprzez "wyłączenie" go z normalnego życia tej - juz niepełnej
            > rodziny. W takim razie czy nie uważasz, że żony decydujące się na rozwód i
            > porzucenie męża nie powinny byc w takim razie "wyłączane" z rodziny, w której
            > nie chca żyć? Innymi słowy - prosto z mostu: jeśli żona porzuca męża, niechaj
            > sąd przyznaje męzczyźnie opiekę nad dziećmi i wyznaczy matce "widzenia". CO
            TY
            > NA TO ?
            >
            >
            Co ja na to? - to co napisalam w poprzednim poscie - 1. celowo
            napisalam "rodzic", bo sa sytuacje, ze to matka, a nie ojciec zostawia rodzine
            (meza i dziecko).
            >
          • pelaga Re: Tato_malolata - chyba przesadziles 05.10.04, 22:39
            tata_malolata napisał:

            > Innymi słowy - prosto z mostu: jeśli żona porzuca męża, niechaj
            > sąd przyznaje męzczyźnie opiekę nad dziećmi i wyznaczy matce "widzenia".

            A jesli temu ojcu jest na reka, ze zona go porzuca??? I dziecko niewiele go
            obchodzi??? Jak mozesz proponowac takie sztampowe rozwiazania???? One nie
            znajduja zastosowania.
            Wyprowadzilam sie od mojego exa, mialam swoje powody, ale w oczach sadu moglo
            to wygladac, ze to ja zrezygnowalam z rodziny. Ale on NIE CHCIAL dziecka, nigdy
            go nie interesowalo. Next znalazl sobie chwile po mojej wyprowadzce, a moze
            mial ja wczesniej... Nie wiem i nic chce wiedziec... To juz nie moje zycie, nie
            moj problem. Dziecko jest moje, przy mnie, zdane tylko na mnie. Ojciec nie
            widzial go od ponad roku, TO dziecko jest dla niego tylko obciazeniem
            alimentacyjnym... Przykre??? Ale niestey prawdziwe!!!
            I jakie zastosowanie maja Twoje pomysly??????????????
            Pozdrawiam
    • kubowa Re: w sprawie widzeń ojca z synem 06.10.04, 11:29
      moj ex poprosil, zebym w pozwie zawarla punkt o przyznanie mu widzen wtedy a
      wtedy, tak tez uczynilam. pani sedzia jednak uznala, ze sprawa rozwodowa to nie
      miejsce na roztrzasanie terminow wizyt, ze tym zajmuje sie sad rodzinny.
      spytala tylko exa, czy ja robie mu jakies problemy w sprawie wizyt (mnie nie
      spytala o zdaniesmile on powiedzial, ze nie. wiec sprawa sie nie zajeli. za to ex
      juz w tydzien po rozprawie zrezygnowal z polowy tych terminow, o ktore
      prosilsmile) nie ma wiec sensu roztrzasac tego w sadzie, skoro oni (znaczy ojcowie
      naszych dzieci) i tak z tego nie skorzystaja!
Pełna wersja