Dodaj do ulubionych

Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandydatów)

28.04.05, 00:32
Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandydatów też).
Dla tych które mają jeszcze wybór.
Trochę wyrywkowo, skrótowo, może trochę na sucho...

"Rodzina zdezintegrowana nie spełnia przede wszystkim bardzo istotnego
zadania: >>społecznego zintegrowania dziecka<<. W takim dziecku nie rozwija
się poczucie solidarności, przynależności do grupy społecznej. Nie kształtuje
się poczucie więzi społecznej." (O. Lipkowski, 1971)

"Hipotezę, iż rozbity dom, tzw. broken home, i zjawisko przestępczości
nieletnich, a więc i niedostosowania społecznego, są ze sobą silnie powiązane
wysuwa się już od bardzo dawna. W polskich badaniach również wykazano, iż
znaczny odsetek nieletnich przestępców i moralnie zaniedbanych pochodzi z
rodzin rozbitych. Odsetki te wahają się od 45 do 70%" (M.Marek-Rurka, 1976)

"Najbardziej wykolejeni przestępcy pochodzą z rodzin rozbitych lub
niepełnych. Dawni nieletni przestępcy pochodzący z rodzin, które można
określić jako społecznie niepełnowartościowe, na ogół źle się przystosowują
do wymagań, jakie stawia społeczeństwo, nie potrafią w nim później żyć bez
konfliktów. Ale też ich rodziny nie zmieniają na lepsze swojej atmosfery i
całego poziomu społecznego. Rodziny te stwarzają warunki ułatwiające dalsze
wykolejanie się.
Negatywne skutki konfliktu między rodzicami przechodzą z pokolenia na
pokolenie." (H. Kołakowska-Przełomiec, 1977)

"W zbiorowości dzieci i młodzieży z rodzin zdezintegrowanych próby samobójstw
dokonywane są kilkakrotnie częściej niż w populacji ich szkolnych
rówieśników. Dzieci oraz młodzież pochodząca z takich rodzin wykazuje również
częściej przejawy społecznego nieprzystosowania i wykolejenia." (M. Jarosz,
1979)

"Na podstawie badania 200 młodocianych narkomanów przeprowadzono analizę
środowiska rodzinnego i wychowawczego. Stwierdzono, że znaczny procent
narkomanów pochodzi z rodzin niepełnych i rozbitych." (Cz. Cekiera, 1989)

"Syndrom rozwodowy polega na tym, że u dzieci przeżywających rozwód ich
rodziców obserwuje się niekorzystny rozwój osobowości, dający w efekcie
osobowość niedostosowaną. Objawia się to m.in. w kształtowaniu sie u nich
niskiej samooceny w porównaniu z dziećmi z rodzin pełnych i pojawianiu się
skłonności do niewłaściwego ustosunkowania się wobec rówieśników i
dorosłych." (B.Kaja, 1992)

"[...] Tu już zupełnie nie liczą się uczucia dziecka, lecz tylko racje
rodziców. Być może dlatego spokój po rozwodzie i ustabilizowanie życia osiąga
tylko sześćdziesiąt kilka procent dzieci, bo walka między rodzicami trwa
także po rozwodzie." (badania GUS)


Dla jasności, ode mnie - nie piętnuję rozejścia w krytycznych sytuacjach.
Ale zanim chwyci się za publikacje w rodzaju Odwaga samotnych matek, o ile
się ma jeszcze szansę może przedtem lepiej....
To tylko dla przypomnienia - że rozważenie rozejścia to temat bardzo daleko
idący... (skutki nawet na pokolenia, na wnuki - ja patrzę na to pozytywnie:
że tak wiele twórczych okoliczności leży w moich rękach).

I tak myślę.... że przecież każda matka, każdy rodzic, rozchodząc się
planował jednak wychować swoje dziecko porządnie.
Tylko dlaczego w tak wielu przypadkach się nie udało?
Dlaczego tak wielu zdezinegrowanym rodzicom rzeczywistość wychowawcza jednak
się wymknęła z rąk?
... i dlaczego akurat w tej zdezintegrowanej grupie?
... i dobrze wiemy że dotyczy to też tych tzw "porządnych" rodziców. (Kini_m,
2005)
(Fragmenty przytoczyłem za: Ochrona dziecka przed negatywnymi skutkami
konliktu między jego rodzicami. [książka dotyczy problematyki rozwodów] W.
Stojanowska, 1997)
Obserwuj wątek
    • zuk100 Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 28.04.05, 14:08
      Nie mogłam tego czytać!! Czy Ty, kini_m, pisząc tego posta
      próbowałaś/łeś "nawrócić" kogoś na dobrą drogę? A może jesteś "wszechpolakiem"?!
      Życzę Ci, żebyś nigdy nie musiała/ł dokonywać takich wyborów,jak większość osób
      na tym forum.
      • an-da Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 28.04.05, 14:36
        jakoś strasznie stare te dane, lata 70-te
        nowsze badanie (nie przytoczę artykułów, bo nie pamiętam) chyba jednak nie
        potwierdzają tych czarnych prognoz dla naszych dzieci
        • moli75 Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 28.04.05, 22:58
          TO JEST JAKIEŚ CHORE!!!
          To brzmi jak PRL-owska propaganda. W dodatku te dane, no cóż.... wszyscy widzą.
          Nie zgadzam sie z tym. Każdemu dziecku będzie lepiej z samotną mamą, niż z
          ojcem ciągle pijanym, agresywnym, bijącym wszystkich w domu i wszystko
          niszczącym - oczywiście na co dzień, a nie od czasu do czasu. To nie jest wtedy
          rodzina.
          • ania_rosa Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 00:31
            Miałam się nie wypowiadać, bo nie mam ochoty się dorzucać do kaznodziejskiego
            stylu, który się ostatnio rozplenił na forum.
            Jednak nie mogę się powstrzymać niestety.
            Po pierwsze dane są z lat 70-80. Po drugie - co to jest "społeczne zintegrowanie
            dziecka"? Społeczne nie oznacza "rodzinne". Jest to piramidalna bzdura.
            Rozwijanie w człowieku poczucia przynalezności do grupy społecznej ma miejsce
            choćby w szkole, w grupie rówiesniczej, w grupie mieszkańców osiedla, w kółku
            filatelistycznym. A już poczucie więzi społecznej uzyte w tym kontekście, w
            jakim zrobił to Lipkowski jest naukową nierzetelnością.
            Po trzecie: hipotezy o związku przestępczości z rodziną rozbitą są o kant dupy-
            nomen omen- potłuc. Mamy rok 2005, nie 1976. Udowodniono tak wiele zależności
            między wystepowaniem agresji (przestępczości), a czynnikami a, b, c itd, że tym
            podobne "holistyczne teorie" brzmią jak "naukowe dowody" Młodzieży
            Wszechpolskiej na zydowskie pochodzenie połowy rządu Rzeczypospolitej.
            NIe, zmieniłam zdanie. Żal mi czasu i nerwów, aby się ustosunkowywac do tych
            farmazonów.
            Być może jest racją, że z tego typu opiniami się nie dyskutuje; jedyne, na co
            zasługują to wulgaryzacja i trywializacja. A z drugiej strony mi żal, że komuś
            chciało się w ogóle przepisywać takie idiotyzmy. Potrzeba misji? Przeniesienie?
            A może żenująca kandydatura na kolejnego sprawiedliwego wśród narodów świata?
            Ja Ci dobrze radzę, Kini_m, na świecie jest wiele zła, zajmij się wolontariatem,
            zamiast wypisywać takie bzdury. Może ktoś na tym skorzysta. Ja na pewno.
            Rosa



            a regułów
    • tata_malolata Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 09:21
      Po pierwsze:
      ------------
      No cóż. Kilka zawziętych pań poczyniło już swe burzliwe i (delikatnie nazwijmy)
      negatywne komentarze argumentując głównie "przeterminowaniem" danych.

      A cóż zmieniło się w psychice i naturze ludzkiej?
      Zmieniły się czasem mniej czasem więcej uwarunkowania ekonomiczn-socjalne,
      cywilizacyjne czy formalno-prawne. Ale natura ludzka - mimo, iż ewoluuje i
      zapewne przystosowuje się do nowych warunków - ma pewne pierwotne i naturalne,
      zakodowane genetycznie potrzeby.
      Czyżby jednak dzieci A.D. 2005 przestały potrzebować rodziców i rodziny?

      Owszem - gdy mają ojca pijaka i brutala, kryminalistę, albo podobnych
      skłonności matkę - może lepiej by w takiej rodzinie się nie wychowywały.
      Niestety ogromna część dziesiejszych rozwodów odbywa się z błahych przyczyn:
      zniechęcenia, znudzenia, egoizmu itp. Z tych powodów zarówno kobiety jak i
      mężczyźni rozwalają rodziny. Zamiast zacisnąć zęby, wyrzec się czegoś
      ze "swojego" i pracować nad czymś więcej niż dobrem własnym - wybierają drogę
      ucieczki.


      Po drugie:
      ---------
      Dlaczego Twoje "wołanie na puszczy" o zatrzymanie się, rozsądek i zastanowienie
      przed podjęciem kroków zmierzających do rozbicia rodziny wywołuje taką FURIĘ i
      ZŁOŚĆ niektórych pań ?

      Odwołajmy się do innego tematu tu poruszanego.
      Pojawił się tu niedawno wątek: "czy któraś z was żałowała" (decyzji o rozbiciu
      rodziny - przyp. t_m). Oczywiście jak łatwo się domyślać żadna z
      odpowiadających NIE ŻAŁOWAŁA.
      Jakże mogłaby żałować. Przecież byłoby to zaprzeczeniem samej sobie i
      podcięciem gałęzi na której się siedzi. I nie ma co się czepia - to naturalny
      odruch, może nawet nie do końca uświadomiony.
      To tak jakby ktoś zapytał kogoś czy żałuje decyzji o zmianie pracy (to
      porównanie o mniejszym kalibrze, w końcu praca to nie małzeństwo ale pozwala
      przenieść pewien model). Po pierwsze będzie wierzył i chciał wierzyć, że
      zrobił dobry krok, po drugie nawet gdyby trochę załował to nie przyzna się
      przed otoczeniem by nie okazać jakichś sentymentów, słabości. To nie modne. Nie
      dopuści do siebie wreszcie uczucia żalu - bo droga odwrotu jest juz raczej
      zamknieta - więc lepiej mówić, że jest OK.

      ( a tak przy okazji. Trochę o tym wiem, jak to jest kiedy nie pozwala się
      samemu sobie na żal. Przyznam się, że kiedyś przed wielu laty też nie miałem
      skrupułów i łatwo "zatarłem" wyrzuty sumienia, nie było mowy o tym bym czegoś
      żałował...)

      Wreszcie na koniec:
      -------------------
      Innym tematem na forum był wątek: "czy mam prawo..." (postawić dobro własne nad
      dobrem rodziny/dzieci - przyp t_m)

      Pojawiły się tam natychmiast usprawiedliwienia, którymi kobiety posługują się w
      chwili podejmowania decyzji o rozmontowaniu rodziny. To mity
      pokroju: "nieszczęśliwa kobieta = nieszczęsliwe dziecko" lub "kobieta =
      męczennica mężczyzny" (swoje zdanie na ich temat pozwoliłem sobie wyrazić w
      tamtym wątku).

      Co gorsza zaobserwować można było dwa ciekawe czynniki:
      1. ewolucję (pozorną) poglądów - od pytania i wątpliwości "czy mam prawo"
      autorka przechodzi właściwie do decyzji. Wygląda jednak na to, że pytanie
      tytułowe było zadane tylko pro forma a decyzja juz dawno tkwiła w głowie i
      właściwie była juz podjęta. Autorka szuka poparcia i....znajduje je bo tu
      pojawia się....
      2. ..."nakręcanie" przez "życzliwe" forumowiczki. Znacząca większość rozwódek
      (z wyboru) gwałtownie popiera dążenia bohaterki stymulując ją by podążyły taką
      drogą jak one same. Jakoś nieodparcie wiąże mi się to z wspomnianym wyżej
      zjawiskiem "nieżałowania".

      Piszę "co gorsza" bo czy przypakiem forum samodzielnej mamy nie jest
      poradnikiem jak się nią stać ????????





      • ann_mart Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 09:42
        Nie bez kozery powułuja się tu na daty, Tato_małolata. Otóż w latach
        siedemdziesiątych istniała "moda" na przypisywanie różnych nieszczęść
        pochodzeniu z rodzin rozbitych. Późniejsze badania nie potwierdziły tych
        alarmujących doniesień.
        A co cytuje Kini_m w dalszej, nowszej części? "NHa podstawie badania 200
        narkomanów"!!! Od kiedy to 200 jest wiarygodną próbą losową? Co to
        znaczy "znaczny procent" 20%? 30%, 50%, 70%? A tego już nie wiemy... Ale założę
        się, że autor napisałby "wiekszość" gdyby o większość mu chodziło.
        Więc "badania" przytoczone przez Kini_m są o kant dupy potłuc, mówiąc dosadnie.

        Zarówno Ty, ujak i "świety" Kini zapominacie w swojej krucjacie o jednym - Że w
        tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. I choćby się kobiety, do
        których kierujecie krucjatę, skichały to bez chęci mężów/partnerów nic z tego
        nie wyjdzie (no chyba, że to ma polegac na tym by siedziały cicho i cierpiały w
        milczeniu za cenę "pełnej" rodziny, z panem i władcą robiącynm co chce,
        kompletnie nieliczacycm się z ich opinią).
        Dlaczego zatem, pozwolę sobie zapytać, nie kierujecie swoich postów na forum
        dla ojców? Dlaczego tam Kini nie przytacza tych, pseudowiarygdnych wyników?
        Czyżby tam wszyscy tacy wyedukowani byli, że im kaganka oswiaty nieść nie
        trzeba?
        Czemu Ty tam się równie moralizatorsko nie udzielasz?
        Może zaczęlibyście owoce swego intelektu rozdzielać bardzij sprawiedliwie i tu
        i tam?
        • rita.tita Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 10:38
          kini_m = tata.malolata, jesli jeszcze nie zauwazylyscie.
          poczytajcie posty kini_m na forum bezpieczenstwo kobiet, tam on z kolei
          uzmyslawia forumowiczkom, ze same sa winne temu, ze sie je bije i gwalci.
          Przyjrzyjcie sie mu na innych forach. Wg mnie ma on problemy psychiczne - jesli
          wsrod was jest jakas pani psycholog, warto by bylo, by poszukala jego postow i
          wypowiedziala sie na jego temat profecjonalnie. Pozdrawiam
          • ann_mart Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 10:40
            A - to mióło tak rozmawiać samemu ze sobą - ten sam poziom. Fakt, nie
            zauważyłam.
            • tata_malolata Re: :)))) 29.04.05, 13:39
              Oj.oj. Dopatrywanie się spisku tam gdzie go nie ma ma swoją nazwę.
              Nazwijmy to tu delikatnie IMAGINACJĄ lub bujną wyobraźnią.

              Naprawdę - choć pewnie moje tłumaczenie tym bardziej utwierdzi Cię w Twej
              wierze, że jest inaczej - nie jestem, nie znam i nie "współpracuję" z kini_m
              aby "dręczyć" i "upokarzać" kobiety.

              Zarówno on jak (jak widzę) i ja NA PODSTAWIE SUBIEKTYWNYCH DOŚWIADCZEŃ wyrażamy
              SUBIEKTYWNE OPINIE na FORUM DYSKUSYJNYM.

              A wydaje mi się, że uczesticząc w forum mogę to zrobić,
              tak jak Ty możesz się:

              a) zgodzić
              b) dyskutować
              c) nie zgodzić
              d) nie czytać

              Myślę, że wyśmiewanie kogoś, rzucanie "delikatnych" zarzutów o podszywanie się
              pod kogoś, to nie jest dyskusja na RACJONALNE ARGUMENTY.

              Moje argumenty mogą Ci się nie podobać. Znajdź proszę sensowne kontrargumenty.
              Może i ja się czegoś nauczę. Już nauczyłem się bardzo wiele i rozumiem dziś o
              wiele więcej. Co oczywiście nie oznacza, że znam odpowiedź na moje - codziennie
              po stokroć powtarzane sobie - pytanie: DLACZEGO?

              Dlatego jednak, że wiem JAK JEST ŹLE gdy ktoś rozwali rodzinę ZAWSZE BĘDĘ
              NAMAWIAŁ WSZYSTKICH, KTÓRZY SĄ NA KRAWĘDZI - NIE STRAĆCIE TEGO
              NAJCENNIEJSZEGO. I tyle.
    • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 11:49
      Dobra, przyznaję - tekst nieco kaznodziejski.
      Ale reakcja - jak dla mnie jeszcze bardziej niepokojąca.

      "Brak społecznego zintegrowania dziecka.<<. W takim dziecku nie rozwija się
      poczucie solidarności, przynależności do grupy społecznej. Nie kształtuje się
      poczucie więzi społecznej."
      --Oczywiście że, tak. Bardzo prawdopodobne jest to zachwianie społeczne.
      Wczujmy się w rolę takiego kilkulatka w szkole.
      Nauczanie początkowe - temat lekcji "Kim jest twój tata, twoja mama?"
      (Sam taki temat pamiętam - jak musiałem z ojca wydusić jaki on właściwie ma
      zawód, bo gdy mi mówił że inżynier, to nauczycielka mówiła że inżynier to nie
      jest zawód. A co dopiero gdybym nie miał jak ojca spytać.)
      Mama - "[proszę sobie wstawić]."
      A tata - "Nie wiem".
      Nauczyciel: - No to się spytaj w domu taty.
      I co wtedy czuje dziecko. Dla dziecka ważne jest utożsamienie z grupą.
      Wszystkie dzieci mają tatę - a to jedne niby ma, ale jakoś nie ma. A ono, na
      domiar niezrozumiałości, tego tatę widzianego z rzadka jeszcze przecież lubi,
      bo jak to nieraz czytam - tata jest już wtedy od przyjemności.
      Wtedy takie dziecko porównuje się odruchowo na tle grupy - wzrasta poczucie
      inności, odmienności. Przyjdzie do domu - mamy nie spyta o zawód taty, bo
      pamieta że mama pała awersją do taty i nie lubi porszać tematu taty (choćby
      starała się tego nie wiem jak nie okazywać przy dziecku to dziecko i tak widzi,
      mowa o sytuacjach skonfliktowanych matek). Powstaje kolejna rozpadlina pomiedzy
      dzieckiem a matką, poczucie niezawinionego wstydu - mamy nie spyta, do szkoły
      wstyd wrócić bez odpowiedzi i mamy pojawienie sie niskiej samooceny. Dorzućmy
      jeszcze możliwe docinki od innch uczniów w klasie, co jest bardzo
      prawdopodobne - wystarczy że znajdzie się 1-2 takich docinkarzy w klasie - i
      zintegrowanie wraz z samopoczuciem dziecka wpada na rafy. Skutki za decyzję
      rodziców ponosi dziecko. Rodzic nawet NIGDY się o tym nie dowie.
      W tej sytuacji (dla własnych porównań na tle rówieśników) lepszy jest nawet
      rodzic pijak, niż dochodzący - bo on jest, bo można go zawsze spytać. Bo mam
      tatę kierowcę, piekarza, czyścibuta, ale mam tatę.
      ... albo może też łatwiej jak nieżyjący tata, bo mniej skomplikowana sytuacja.

      A w domu?
      Żeby wychować normalne dziecko trzeba "sklejać" cierpliwość obojga rodziców,
      aby za nim nadążyć, zrozumieć - bo dziecko zawsze jest bardziej witalne i
      bardziej nerwowe. I niedorosłe do rozwiązywania problemów.
      A gdy jeden rodzic to: - praca, obiad, odwieźć, zawieźć na basen, pranie,
      sprzątanie, kolacja, chce się już tylko odpocząć oglądając "Na dobre i na złe"
      czy "M jak miłość" czy jakąś gazetkę.
      Jeśli rodzic, człowiek jest zmęczony tym całym kieratem zawodowo-domowym to nie
      ma już siły na pracę psychiczną. A wychownie jest właśnie pracą psychiczną. To
      nie tylko nakarmić, umyć, ubrać, zakazać, nakazać (o, moja pani to jest dopiero
      PRL nakazowo-rozdzielcze wychowanie, a jak dziecko płacze - no to przecież
      swoje wypłakać musi, ale od ojca do matki ma wrócić i koniec dyskusji!!). To
      konieczność wsłuchiwania się w dziecko - a zwłaszcza wyłapywanie jego
      milczenia, a co dopiero płaczu.
      Jeśli ilość możliwej cierpliwości podzielimy przez 2 (Bo jednego rodzica
      zabrakło. A dobrze wiem jak mojej pani często brakowało cierpliwości nawet gdy
      razem dzieliliśmy opiekę nad córką, A jak dziecko o coś woła to przeciez
      roboty nie przerwie z byle potrzeby dziecka. Taka matka nawet nie widzi kiedy
      odruchowo odpycha wołające do niej dziecko.) to automatycznie mnożymy przez 2
      szanse na niedostrzeżenie przemilczanych albo i sygnalizowanych przez dziecko
      problemów. Czyli problemów na które sami tracimy wpływ - a dziecko będzie je
      rozwijało w sposób najbardziej sobie wygodny lub wpadało w inne pułapki.

      Trochę dla mnie smutne że z waszych postów wynikają 3 wnioski:
      1. Nie ma problemu.
      2. Nie ma problemu.
      3. Nie ma problemu.

      Spróbuj się wczuć w moją córkę w szkole, gdy będzie miała wrócić do
      nauczycielki z odpowiedzią jaki jest zawód twojego taty, a tata nie będzie mógł
      odpowiedzieć bo mama mu wyznaczyła odwiedziny za dwa tygodnie (jeśli nie
      gorzej), a bedzie się bała mame o to spytać. (Bo już wieku 2,5 lat widziała że
      mama nie lubi taty.)
      (Z rezerwą przyjmuję założenie że okres awersji minie - twoja psychologia
      rozwodu - bo po teściowej widzę że skuteczności terapi w domu alkoholowym nie
      bywają oczywiste. A na awersję mam taki pogląd - że skłonność do niej rodzi się
      prędzej niż dopiero w związku, porażki partnerskie to tylko pretekst
      wyciągnięcia tej skłonności. No i zakładam scenariusz że w tym kraju nie będę
      miał przyznanej pieczy nad córką.)

      A dobrze wiesz, że właściwie dopiero ostatnio określa się na poważnie znaczenie
      czynnika grupy rówieśniczej. (Co dla mnie było oczywiste od zawsze.) Natomiast
      czynnik rodzinny to już nie uznawane kiedyś 90% uwarunkowań wychowawczych (i
      całe szczęście). Więc w rękach rodzica nie jest tyle wpływu na dziecko ile by
      mu się chciało, nie ochroni go przed przykrościami wśród rówieśników, tak jak
      nie ochronił przed rozpadem rodziny - ale dołożył w znaczący sposób słaby punkt
      dziecka, który nigdy nie jest na jego korzyść. A komplikacje rodzinno-
      rówieśnicze (rodzinno-zawodowe) lubią się wzmagać nawzajem i nieraz dopiero ich
      zetknięcie wywołuje prawdziwy problem.
      (Do wszechpolskiej równie mi daleko jak do innych młodzieżówek.)

      Rosa - wolontariatem - dobry pomysł. Zajmuję się tym niemal od zawsze, od 15
      roku życia. Wśród dzieciaków i młodzieży. Od kiedy zacząłem być nieco większą
      osobą już pomagałem tym mniejszym. Organizowałem i nadal organizuję dla nich
      aktywny wypoczynek, naukę, zmagania, współzawodnictwo dla młodych. (W ostatnim
      miesiącu 2 imprezy. Skorzystasz? Postaram pamietać przesłać zaproszenie
      nastepnym razem). Wielu z nich znam przez lata, widzę jak dorastają. Z bliska,
      poprzez zaufanie i wymagania, znam nie tylko swoje jedno dziecko i nie zza
      biurka.
      Może dlatego to, co tak sucho napisane na początku - mi się wydaje bardzo
      prawdopodobną oczywistością w sytuacji kryzysu rodziców. Bo rodziców (i ich
      dobro) mam na drugim miejscu a wsłuchuję się w młodego człowieka, i cały czas
      uczę (starając zaczynać od siebie).
      Tak, swoją misję mam i nie tu ją czynię stukając w klawiaturę, i nie wstydzę
      się tego.
      Ale jeśli nie widziałem jeszcze na oczy ćpającego dziecka to nie będę
      zachowywał się jakby moja moja wyobraźnia tego problemu nie dostrzegała, jeśli
      nie widzę jeszcze namacalnie skutków rozwodu to też nie znaczy żeby zamykać na
      to wyobraźnię.
      (Matka mojej córki w wieku 12 lat chodziła na fajki, wódeczkę też dobrze przed
      18-tką zaczynała pić, choć alkoholiczką nie została to jednak problem rodziny
      alkoholowej wyniosła a wcale nie była na to skazana, 9 mies temu rozbiła
      rodzinę. A że granica wieku w patologiach jak wiemy schodzi w dół, i
      dziedziczenie zachowań nawet nie do końca wiemy jak zachodzi - więc prognozować
      skutki należy czym prędzej.)

      Ale jeśli ktoś mówi że od 3 miesięcy nie sypia już z mężem. No, ja z moja panią
      seksu jak lekarstwo to trochę dłużej miałem - ale nigdy bym nie powiedział że
      nie warto. Od momentu poczęcia jestem dla naszej córki także poprzez trud bycia
      razem i jest to dla mnie chlubą, doskonalenie się. Trwałość też jest dla mnie
      wartością, nie tylko jakość. Oczywiście że pozostaje pytanie - "Jak długo?"
      zajmie czasu do dobrej naprawy związku, lub do rozpadu jak sie nie uda. Ale nie
      ja pierwszy rzucę ten kamień, choć nieraz trudno go umiejętnie chwycić, a ta
      druga strona się złości że nie dość szybko idę (a sama nieraz spowalnia).
      Kamieniami można rzucać lub budować z nich domy.

      Zuk
      "Życzę Ci, żebyś nigdy nie musiała/ł dokonywać takich wyborów,jak większość
      osób
      na tym forum."
      --Dla mnie wyborem był każdy dzień - jak żyć aby nad głową córki znowu nie
      latało "mięso" na ojca.
      Żeby 2-letnia córka chcąc cokolwiek powiedzieć jak najrzadziej rozp
      • kkokos MITY, mity, mity 29.04.05, 12:31
        kini_m , to jest właśnie tworzenie mitów znacznie głupszych od tych, któych
        tworzenie nam zarzucasz!

        cały twój tekst o samopoczuciu dziecka w grupie jako wyobcowanego JEDYNEGO bez
        tatusia to może prawdziwy był w latach 30., bo już nawet nie 70. Wtedy nie
        byłam JEDYNYM dzieckiem z rozwiedzionej rodziny, problemów z zapytaniem matki o
        zawód ojca nie miałam, bo był potrzebny w co drugim formularzu (na kolonie np.
        itd.) A co dopiero teraz, kiedy rodzin rekonstruowanych jest coraz więcej i
        coraz więcej dzieci ma przyrodnie rodzeństwo itp., co to za powód do czucia się
        wyobcowanym, że rodzice się rozstali?????

        > W tej sytuacji (dla własnych porównań na tle rówieśników) lepszy jest nawet
        > rodzic pijak, niż dochodzący - bo on jest, bo można go zawsze spytać. Bo mam
        > tatę kierowcę, piekarza, czyścibuta, ale mam tatę.

        No to już po prostu się w głowie nie mieści. ty idź się leczyć, co?

        >
        > A w domu?
        > Żeby wychować normalne dziecko trzeba "sklejać" cierpliwość obojga rodziców,
        > aby za nim nadążyć, zrozumieć - bo dziecko zawsze jest bardziej witalne i
        > bardziej nerwowe. I niedorosłe do rozwiązywania problemów.
        > A gdy jeden rodzic to: - praca, obiad, odwieźć, zawieźć na basen, pranie,
        > sprzątanie, kolacja, chce się już tylko odpocząć oglądając "Na dobre i na
        złe"

        a gdy dwoje, jest dokłądnie tak samo! Jakoś dziwnie mało moich znajomych
        mających tzw. normalnych mężów i normalne rodziny może liczyć na to, że to
        facet odwiezie, przywiezie, postprząta itd. Na pewno są wyjątki i tzw.
        małżeństwa partnerskie. Tia, to na pewno ja mam pecha, że ich nie znam...


        > A dobrze wiem jak mojej pani często brakowało cierpliwości nawet gdy
        > razem dzieliliśmy opiekę nad córką, A jak dziecko o coś woła to przeciez
        > roboty nie przerwie z byle potrzeby dziecka. Taka matka nawet nie widzi kiedy
        > odruchowo odpycha wołające do niej dziecko.)

        no, to zachowujesz się jak klasyczna nexia - moja eksia to żmija, ergo
        wszystkie eksie to żmije i należy wytłuc. NIE uogólniaj!!!! Zwłąszcza że
        wiiele kobiet tu ma wręcz przeciwne doświadczenia - to tatuś, jeśli w ogóle
        był, to cierpliwości do dziecka nie miał!


        to automatycznie mnożymy przez 2
        > szanse na niedostrzeżenie przemilczanych albo i sygnalizowanych przez dziecko
        > problemów. Czyli problemów na które sami tracimy wpływ - a dziecko będzie je
        > rozwijało w sposób najbardziej sobie wygodny lub wpadało w inne pułapki.

        a ty swoje - rodziny rozbite muszą skutkować patologią społeczną. POchodzę z
        rozbitej rodziny, jakoś nie zauważyłąm, bym się choćby o patologię otarła.


        > Trochę dla mnie smutne że z waszych postów wynikają 3 wnioski:
        > 1. Nie ma problemu.
        > 2. Nie ma problemu.
        > 3. Nie ma problemu.


        1. nieprawda
        2. nieprawda
        3. nieprawda
        całe to forum jest jednym wielkim dowodem na to, że dostrzegamy problem
        nieobecności ojców naszych dzieci w ich życiu. Jeśli tego nie widzisz, to albo
        jesteś ślepy, albo wredny.

        > Tak, swoją misję mam i nie tu ją czynię stukając w klawiaturę, i nie wstydzę
        > się tego.

        to po co tu zawracasz głowę?



        > (Matka mojej córki w wieku 12 lat chodziła na fajki, wódeczkę też dobrze
        przed
        > 18-tką zaczynała pić, choć alkoholiczką nie została to jednak problem rodziny
        > alkoholowej wyniosła a wcale nie była na to skazana, 9 mies temu rozbiła
        > rodzinę.

        a to co odpowiem, jak niektórzy odpowiadają tym samodzielnym, co narzekają, że
        chłop bije, pije itd: WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY.

      • angoulene Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 22:05
        -Tatusiu, jaki ty masz zawod?
        -Spie..j gó..arzu, morde ci skuje zaje..y gnoju, heep, bedziesz ojcu
        wypominal sku..synu, heep, ze roboty nie ma? Zaraz wyjme pasa, jeb, jeb, a masz
        gnoju!
    • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 11:50
      --Dla mnie wyborem był każdy dzień - jak żyć aby nad głową córki znowu nie
      latało "mięso" na ojca.
      Żeby 2-letnia córka chcąc cokolwiek powiedzieć jak najrzadziej rozpoczynała
      rozmowę od: "Mama bądź cicho, nie kłóć się...."
      Dla mnie prawdziwym wyborem jest naprawa, nie ucieczka. Poszłaś ze swoim po
      poradę? Ja swoją namówiłem. Ale wiesz co - nie umieliśmy szukać najlepiej -
      poszliśmy do zwykłego psychologa, do dwóch, bo jeszcze nie wiedzieliśmy co to
      terapia rodzinna. I każdy z nich myślał że sam pomoże, zamiast od razu odesłać
      na właściwą formę pomocy. Oni też dali dupy zarozumialcy (poza nami obojgiem).

      Jeszcze raz przypominam - nie piętnuję rozejścia w sytuacjach krtytycznych (np.
      gdy już dziecko znienawidzi rodzica), lub porzuconą matkę (która kochając
      próbowała naprawić sytuację z ojcem).
      I znowu tasiemiec wyszedł.
      • zuk100 Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 06.05.05, 09:34
        Próbowałam namówić go na wizytę u psychoterapeuty przez kilka lat, zanim
        jeszcze pojawiła się córka. On nie uważał za stosowne cokolwiek z kimkolwiek
        konsultować. "Sami sobie poradzimy". No i nie poradziliśmy. Nikt nie uciekał
        (chyba że mój były przed sobą i przed związkiem), a do naprawiania potrzeba
        dwojga. Ja, nawet gdybym stanęła na rzęsach, to sama niczego nie naprawię.
        Jestem po kilkuletniej terpaii solo. Bez niego.

        Twoja definicja "sytuacji krytycznej" jest bardzo wąska. Mam wrażenie, że
        dziecko nigdy nie znienawidzi rodzica (mój ojciec tłukł mnie i moją mamę i nie
        potrafię go nienawidzieć, mam "jedynie" traumę). Czy dwuletnie dziecko powie,
        że nienawidzi? Zawsze będzie tęsknić. A czy sytuacją krytyczną nie jest
        psychiczne znęcanie się nad partnerem? Moim zdaniem, nawet gorsze niż fizyczne -
        trudniej udowodnić. Nie jestem porzucona, to ja porzuciłam, bo kochając
        próbowałam naprawić sytuację.
    • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 12:17
      Hej dziewczyny
      Z tym zarzucaniem schizofreni, paranoi to temet juz był.
      To mnie już nudzi.
      Co do wpisów z bezpieczeństwa kobiet (jesli chodzi o te z początka marca) to
      jak naprawdę chcecie śledzić to uruchomcie wyszukiwarkę i przeczytajcie inne
      wpisy osoby z którą rozmawiałem.
      To już zaczyna być nudne w kółko nowym przypominać - jeśli chcesz śledzić, to
      wyśledź wszystko. A nie poprzestawaj tylko na śledzeniu płci innej.
      Ile razy jeszcze przypominać?
      Czemu ja Was tak poważnie traktuję i odpowiadam na każdy pierdół?
      Piszcie, czekam.
      Pozdrawaiam
      • tautolog Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 12:49
        Kolego!!! Lecz się !!!
        Jeszcze masz szansę.
      • pwrzes Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 29.04.05, 12:55
        kini_m napisał:

        > Co do wpisów z bezpieczeństwa kobiet (jesli chodzi o te z początka marca) to
        > jak naprawdę chcecie śledzić to uruchomcie wyszukiwarkę i przeczytajcie inne
        > wpisy osoby z którą rozmawiałem.

        Czyli argument "a u was bija Murzynow" - moglbys przestac pieprzyc bez sensu?
        Wedlug twojej chorej logiki, mam prawo sie stac agresywny i zapoznac cie
        z "wrazliwoscia czekana" - bede usprawiedliwiony, sam jestes temu winien.

        I malzenstw gdzie dziwkarz ugania sie za mlodocianymi kurewkami i zapomina o
        zonie, dziecku i przysiedze malzenskiej (drobiazg, tak?) sie kastruje i do
        kamieniolomu wysyla a nie naprawia.

        > Czemu ja Was tak poważnie traktuję i odpowiadam na każdy pierdół?

        Na razie piszesz pierdoly i bzdury.

        M.
        • kini_m Ej, Pwrzes 30.04.05, 00:16
          Ej, Pwrzes
          Podaj mi link do tych bija Murzynów, wrażliwości czekana, i dziwkarza
          uganiającego się młodocianymi
          No bo ja już sam nie kapuje o co biega.
          A że łączę przez modem to nie mam czasu biegać po sieci.
          Podaj adresy to szybko sprawdzę o co biega, będę dźwięczny.
    • amfenix Kini_m 29.04.05, 14:40
      Hmmmm pisałeś niedawno:
      <<piszę głównie o sobie, starjąc się jak najmniej "pluc" na boki>>

      Napisz wreszcie choć trochę PRAWDY o sobie i przestań pluć na boki tak jak
      deklarowałeś.
      • iziula1 Re: Kini_m 29.04.05, 22:17
        Amfenix, nie warto tracic czasu na czytanie a tym bardziej na odpowiadanie.
        • verona26 Re: Kini_m 29.04.05, 22:57
          Bardzo fajnie, że taką tematyką zajął się facet (a potem i drugi się pojawił) Z
          wieloma tezami się zgadzam i sporo potwierdzam (tak przynajmniej uczono mnie na
          studiach). To, że niektóre dane czasem "stare" nie oznaczają wcale, że się
          deaktualizują, to nie w przypadku tego typu badań.

          Mnie się wydaje, że najwięcej oburzają się te osoby, które nie dopuszczają do
          siebie myśli, że mogą robić coś złego swoim dzieciom, przyznaję "tacie" rację,
          taka reakcja obronna... A ja bym tu wspierała mężczyzn, którzy chcą tutaj pisać
          i piszą sensownie, zwłaszcza, że piszą na temat (tego forum), a być może też,
          oprócz inspiracji do przemyśleń, dowiem się czasem jak to jest z męskiego
          punktu widzenia...




          • kini_m Re: Kini_m 30.04.05, 00:39
            Droga Kkokos
            Jeśli piszesz:
            "POchodzę z rozbitej rodziny, jakoś nie zauważyłąm, bym się choćby o patologię
            otarła."
            Sam twój pobyt na forum jest dowodem udziału w patologi. Obecność każdej osoby
            tu.
            Także moja osoba tu - co najmniej świadczy o otarciu się o patologię.
            A obecność osoby z rodziny zdezintegrowanej - uzasadnieniem tego wątku.
            Proszę Cię jednak o ograniczenie agresji w stylu:
            "ty idź się leczyć, co?"
            "albo jesteś ślepy, albo wredny."
            Ja też mam wrażliwość. Nie obrażam się, ale proszę.

            Droga Amfenix
            Proszę:
            1. O swoim doświadczeniu piszę jedynie w odniesieniach, a nie jako
            terapeutyczne wyrzucanie emocji bez celu.
            2. Obce jest mi wyrażanie jak u osób zwracajacych się do mnie, o czym wyżej.
            Z chęcią obserwuję jak mnie śledzisz, i pamiętasz moje słowa. Czuje się
            dostrzegany. Dziękuję.

            Droga Ann_Mart, piszesz:
            "w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz"
            --No niestety u mnie tak było że pani najpierw chciała (zakochana, itp.) ale
            gdy przyszedł czas inny, czas popracować nad wzajemnymi różnicami to juz się
            nie chce popracować nad własnym defektem wychowawczym, aby czar nadal trwał.
            (Ja co prawda miałem łatwiej, bo w moim autoportrecie osobowości cecha
            władczość i awanturniczość są dalekie od dominacji.)
            Pani poprawiła tylko tyle że:
            - krzykliwe wyrażenia "Ty h...., ty ch...."
            - zmieniła na niekrzykliwe ale bardziej jadowite "Obiektywnie rzecz mówiąc
            jesteś ch.... i każdy kto ciebie zna to przyzna" (piszę to już ze 3 raz na
            forum, ale dla Ciebie powtórzę).
            Poprawa była: zniknęło słowo na h.... i nie robiła już tego krzykiem.
            Tylko że w treści traktowania nic się nie zmieniło.
            Sama sobie odpowiedz czy docenić taką poprawę formy traktowania.
            Pasuje tu Twoje zdanie: "I choćby się skichał to bez chęci partnerki nic z tego
            nie wyjdzie."

            Na pytanie "Dlaczego?" - odpowiedziałem w poście"Przedstawmy się", bo się nie
            zamykam w swojej męskości, bo przełamuję dychotomię damsko-męską, bo może to co
            wyniknie z polemiki z Tobą kiedyś się bardziej opłaci mojej córce niż pisanie o
            dupie maryni.
            Ale ja zobaczyłem tu kilka fajnych kobiet, które jeśli mogą to robią ruch do
            przodu - do ojca dziecka. A nie wstecz.
            I nie dopatruj się nienawiści na każdym kroku od mężczyzn.
            Jeśli jakiś tu pisze (a zapewniam że nie jest łatwo wystawiać się na krytykę,
            samabyś w takich warunkach uciekła - o właśnie, spróbuj pisać na forum z
            walczącymi tatami) to znaczy że kocha swoje dziecko nie mniej niż Ty, jeśli się
            wystawia.

            "że to ma polegac na tym by siedziały cicho i cierpiały w milczeniu za
            cenę "pełnej" rodziny, z panem i władcą robiącynm co chce, kompletnie
            nieliczacycm się z ich opinią"
            --To co ja piszę jest oparte oczywiście o przekonania wynikłe z mojego związku.
            A było w nim tak, że to ja:
            - siedziałem cicho,
            - milczałem za cenę "pełnej" rodziny (no prawda jest taka że to kobieta może
            szantażować odebraniem dziecka - i niestety tu lepiej ma ten mężczyzna który
            nie kocha dziecka)
            - z panią i władczynią robiącą co chce,
            - kompletnie nieliczacą się z opinią (inną niż jej mama, przyjaciłki)
            I powiem Ci - że godziłbym się tak nadal. Bo w trakcie tego trwania można
            szukać sposobów na rozwiąznie problemów, na wyjscie na prostą. A w trakcie
            rozejścia - odcinasz wszelkie inne możliwe drogi naprawy.
            Jeśli chcesz włącz wyszukiwrkę, przeleć moje posty, wyszukując w edycji
            słowo "dziecko" lub "córkę" - to zobaczysz jak byliśmy traktowani. Nie jest
            tego wiele, bo od marca, ale nie znajdziesz też w jednym miejscu mojej histori
            bo jej publicznie w całości nie napiszę. Trochę też napisałem w poprzednim
            poście na tym wątku.

            Kobiety mają ucieczkową naturę - oczywiście, i ja to rozumiem, z bólem, bo to
            bilogiczne uwarunkowanie. Odpowiedź to tłumaczącą (też jako cytat) przytoczyłem
            na wątku "Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy" - i nie zamierzam z tym
            walczyć. Można tylko dyskutować:
            Czy kobieta powinna dłużej powalczyć o to czy powody jeszcze nie są zbyt błache
            aby się rozejść, na ile jesteśmy wybredne co do facetów?
            Czy mężczyzna powinien zostać mnichem na czas ciąży i połogu?
            Dyskutować - na ile jesteśmy zdeterminowni naturą? a na ile możemy uciec
            niebezpieczeństwu rozwodu?

            Verona:
            Pozwolisz że milczącym ukłonem podziękuję za Twoje słowa.
            Pozdrawiam
            Kini_m
            • kammik Re: Kini_m 30.04.05, 16:47
              Kini, dobrych pare lat temu mielismy w Polsce maly skandal. Jeden z wysoko
              postawionych urzednikow panstwowych nazwal samodzielne macierzynstwo patologią.
              Zdaje się, ze przyplacil to stołkiem.
            • rita.tita Re: Kini_m 30.04.05, 23:00


              A moja obecność tutaj to niby czym jest motywowana? Pochodzę z pełnej rodziny,
              dzieci nie mam. Jaką definicję ma dla mnie kini_m?
            • rita.tita Re: Kini_m 30.04.05, 23:07
              > A było w nim tak, że to ja:
              > - siedziałem cicho,
              > - milczałem za cenę "pełnej" rodziny (no prawda jest taka że to kobieta może
              > szantażować odebraniem dziecka - i niestety tu lepiej ma ten mężczyzna który
              > nie kocha dziecka

              Wybacz, ale twoje popisy na forach jakoś miernie czynią wiarygodnymi twoje
              słowa. Nie wyglądasz mi na człowieka cichego i pokornego serca. Wyglądasz mi na
              takiego, który dla świata ma piękne słowa - same superlatywy o sobie - a
              zamknięty w czterech ścianach dręczy kobiete (np. psychicznie), doprowadzając ją
              do ostateczności, krzyku, determinacji, byś mógł później pokazać 'dowody'
              wszystkim: a nie mówiłem, że to krzykliwa, agreswna i wulgarna wariatka?

              Pierwsze porównanie, które mi przychodzi na myśl o tobie to Uriasz Heep z Davida
              Coperfielda (Dickens). Uwierz, moje słowa są spowodowane wielotygodniową
              obserwacją cie, kini, na innych forach.

              P.S. Witamy nową forumowiczkę Veronę26.
            • amfenix Re: Kini_m 01.05.05, 18:02
              kini_m napisał:

              > Droga Amfenix

              > Z chęcią obserwuję jak mnie śledzisz, i pamiętasz moje słowa. Czuje się
              > dostrzegany. Dziękuję.

              NIe pochlebiaj sobie.
              Ja też wiem w co grasz.
              NIe wiem czy to coś pomoże, ale spróbuj z kolejnym terapeutą.
              Nie pozdrawiam.
              >
              > Droga Ann_Mart, piszesz:
              > "w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz"
              > --No niestety u mnie tak było że pani najpierw chciała (zakochana, itp.) ale
              > gdy przyszedł czas inny, czas popracować nad wzajemnymi różnicami to juz się
              > nie chce popracować nad własnym defektem wychowawczym, aby czar nadal trwał.
              > (Ja co prawda miałem łatwiej, bo w moim autoportrecie osobowości cecha
              > władczość i awanturniczość są dalekie od dominacji.)
              > Pani poprawiła tylko tyle że:
              > - krzykliwe wyrażenia "Ty h...., ty ch...."
              > - zmieniła na niekrzykliwe ale bardziej jadowite "Obiektywnie rzecz mówiąc
              > jesteś ch.... i każdy kto ciebie zna to przyzna" (piszę to już ze 3 raz na
              > forum, ale dla Ciebie powtórzę).
              > Poprawa była: zniknęło słowo na h.... i nie robiła już tego krzykiem.
              > Tylko że w treści traktowania nic się nie zmieniło.
              > Sama sobie odpowiedz czy docenić taką poprawę formy traktowania.
              > Pasuje tu Twoje zdanie: "I choćby się skichał to bez chęci partnerki nic z
              tego
              >
              > nie wyjdzie."
              >
              > Na pytanie "Dlaczego?" - odpowiedziałem w poście"Przedstawmy się", bo się nie
              > zamykam w swojej męskości, bo przełamuję dychotomię damsko-męską, bo może to
              co
              >
              > wyniknie z polemiki z Tobą kiedyś się bardziej opłaci mojej córce niż pisanie
              o
              >
              > dupie maryni.
              > Ale ja zobaczyłem tu kilka fajnych kobiet, które jeśli mogą to robią ruch do
              > przodu - do ojca dziecka. A nie wstecz.
              > I nie dopatruj się nienawiści na każdym kroku od mężczyzn.
              > Jeśli jakiś tu pisze (a zapewniam że nie jest łatwo wystawiać się na krytykę,
              > samabyś w takich warunkach uciekła - o właśnie, spróbuj pisać na forum z
              > walczącymi tatami) to znaczy że kocha swoje dziecko nie mniej niż Ty, jeśli
              się
              >
              > wystawia.
              >
              > "że to ma polegac na tym by siedziały cicho i cierpiały w milczeniu za
              > cenę "pełnej" rodziny, z panem i władcą robiącynm co chce, kompletnie
              > nieliczacycm się z ich opinią"
              > --To co ja piszę jest oparte oczywiście o przekonania wynikłe z mojego
              związku.
              >
              > A było w nim tak, że to ja:
              > - siedziałem cicho,
              > - milczałem za cenę "pełnej" rodziny (no prawda jest taka że to kobieta może
              > szantażować odebraniem dziecka - i niestety tu lepiej ma ten mężczyzna który
              > nie kocha dziecka)
              > - z panią i władczynią robiącą co chce,
              > - kompletnie nieliczacą się z opinią (inną niż jej mama, przyjaciłki)
              > I powiem Ci - że godziłbym się tak nadal. Bo w trakcie tego trwania można
              > szukać sposobów na rozwiąznie problemów, na wyjscie na prostą. A w trakcie
              > rozejścia - odcinasz wszelkie inne możliwe drogi naprawy.
              > Jeśli chcesz włącz wyszukiwrkę, przeleć moje posty, wyszukując w edycji
              > słowo "dziecko" lub "córkę" - to zobaczysz jak byliśmy traktowani. Nie jest
              > tego wiele, bo od marca, ale nie znajdziesz też w jednym miejscu mojej
              histori
              > bo jej publicznie w całości nie napiszę. Trochę też napisałem w poprzednim
              > poście na tym wątku.
              >
              > Kobiety mają ucieczkową naturę - oczywiście, i ja to rozumiem, z bólem, bo to
              > bilogiczne uwarunkowanie. Odpowiedź to tłumaczącą (też jako cytat)
              przytoczyłem
              >
              > na wątku "Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy" - i nie zamierzam z tym
              > walczyć. Można tylko dyskutować:
              > Czy kobieta powinna dłużej powalczyć o to czy powody jeszcze nie są zbyt
              błache
              >
              > aby się rozejść, na ile jesteśmy wybredne co do facetów?
              > Czy mężczyzna powinien zostać mnichem na czas ciąży i połogu?
              > Dyskutować - na ile jesteśmy zdeterminowni naturą? a na ile możemy uciec
              > niebezpieczeństwu rozwodu?
              >
              > Verona:
              > Pozwolisz że milczącym ukłonem podziękuję za Twoje słowa.
              > Pozdrawiam
              > Kini_m
            • ann_mart Ja bardzo proszę, żebyś nie nazywał mnie "droga" 04.05.05, 08:49
              Bo dla Ciebie, Kini_m, na pewno nie jestem "drogą Ann_mart".
              Czytam to co piszesz z przerażeniem, znałam kiedys takiego faceta, uzywał
              takich samych "argumentów", taki sam miał słowotok, tak samo się skarżył.
              Skazali go na 12 lat za zabicie zony - zadał jej kilkadzisiat ciosów młotkiem.
              Dziecko było obok w pokoju, podobno spało.
              Kiedy Cię czytam - widze tamtego faceta.
              I nie dziwię sie Nimi, że uciekła.
              Też mnie uderzył ten fragment, który zacytował Tautolog...
              I w sumie moge tylko powiedzieć Nimi - trzymaj się dziewczyno.
    • nimi Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 00:12
      Dla zainteresowanych (jako że ujawniłam sięjako expartnerka kini_m) poproszę
      teraz o analizę takiego przypadku:
      - partner od dziecka uciekający z domu rodzicielskiego do lasu, w samotność
      - w stosunku do swojej matki: ty k.... nie wtrącaj się; na Wigilię szarpanina z
      matką, bo ośmieliła się wyrzucić biurko z pokoju swego 30-letniego syna
      - w stosunku do ojca: rozcięcie łuku brwiowego, bo powiedział coś nie po jego
      myśli
      - w stosunku do partnerki: patrz wątki autorstwa nimi lub too-tiki
      - jednocześnie: nie utrzymujący się sam - tylko z pieniędzy rodziców bądź
      partnerki
      - do dziś nieufający nikomu, poza sobą, niemający przez to przyjaciół,
      podważający każdy argument niezawodną logiką sobie tylko znanego rozumowania
      (przerabiał w związku 4 terapetów - żaden się nie nadał)
      - zaprzeczający każdemu faktowi, który stawiałby go w złym świetle, mimo
      posiadania świadków, dowodów rzeczowych
      - dla przykładu jedna z metod w stosunku do byłej partnerki: jak chcesz mi coś
      udowodnić to zapisuj na kartce, kiedy cię uderzyłem albo wyzwałem; ona: robi
      to; on - kiedy przedstawia mu daty - Ty głupia k.... myślisz, że ci uwierzę tu
      nie ma mojego podpisu, zrobimy tak, że ja się będę pod tym też podpisywał, to
      ci uwierzę...
      albo
      jazda autobusem - 1,5 roczne dziecko zaczyna lizać brudną szybę: ona: nie liż
      szyby, bo jest brudna, bakterie na niej siedzą, brzuszek cię będzie bolał; on:
      nie słuchaj mamy, przy tatusiu możesz robić, co chcesz - możesz lizać szybę, a
      jak ci coś upadnie na podłogę to też możesz lizać i jeść, nawet jak jest brudne;
      mama cię nie kocha, mam jest zła, bo zabiera ci światło (po postawieniu na
      parapecie przez nią 15-centymetrowego kwiatka)

      Czy jakiś terapeuta- amator pomoże mi zweryfikować, jaką rodzinę zapewni swemu
      dziecku TAKI ojciec, jakie wzorce przekaże, czy jego stosunek do dziecka będzie
      normalny??
      • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 17:03
        Acha Kkokos
        Jeszcze jedno co do:
        > WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY
        Gdy ją brałem to nie znałem się na problemach DDA, wybacz ale przed 25 rokiem
        życia mało kto o tym wie zanim problem wyjdzie. Tego praktycznie nie masz
        mozliwości zobaczyć.

        Kammik
        > samodzielne macierzynstwo patologią,
        > przypłacił to stołkiem
        O którym, samodzielnym macierzyństwie mówisz?
        Wynikłym z osierocenia? - to nie
        Wynikłym z rozpadu rodziny? - to tak

        Rita
        > Pochodzę z pełnej rodziny, dzieci nie mam.
        > A moja obecność tutaj to niby czym jest motywowana?
        Nie wiem, sama mi odpowiedz. Kkokos odpowiedziała.

        > Wybacz, ale twoje popisy na forach jakoś miernie czynią
        > wiarygodnymi twoje słowa.
        Które popisy, podaj linki?
        > Nie wyglądasz mi na człowieka cichego i pokornego serca.
        Po pierwsze - pokaż mi agresję w moich słowach (np. wulgarna wariatka). Bo
        użycie słów: "krzykliwy, agresywny" nie są jeszcze przejawem braku pokory.
        Po drugie - rozumiem że osobę nie używającą agresji chciałabyś uciszyć - a to
        jest przemoc. (Ja dotychczas tylko raz "opierniczyłem" matkę która sam ujawniła
        że wciąga dziecko w konflikt między rodzicami, ukarała dziecko za wyrzucenie
        przez nie emocji.)
        Po trzecie - nadal jak mogę to o swoich doświadczeniach piszę jedynie w
        odwołaniach do konkretnych problemów lub na priva, bez bezpośredniego ataku co
        pokazała osoba w poście powyżej.
        • kammik Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 18:01
          > O którym, samodzielnym macierzyństwie mówisz?
          > Wynikłym z osierocenia? - to nie
          > Wynikłym z rozpadu rodziny? - to tak

          O tym drugim. Moze jeszcze sie nie zorientowales, ale te przypadki stanowia
          gros forumowych historii.
      • rita.tita Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 18:39
        Ja od dawna wiem, ze byliscie para - zdaje sie, ze to kini sugerowal na innych
        forach. Nie powinien wiec tego Tobie przypisywac.
    • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 17:05
      Nimi, ktoś juz kiedys tu na forum przyjaźnie Ci sugerował i przypomne te
      słowa: "nie uwazam za stosowne prania brudow publicznie."
      Inne życzliwe Ci osoby z którymi tu rozmawiasz sugerują, a Ty nadal "w kółko
      Macieju".

      No dobra ale jeśli tak bardzo chcesz odpowiedzi (prosisz o "analizę
      przypadku"), mój prywatny Nękaczu, Gnębicielu, to proszę:

      > partner od dziecka uciekający z domu rodzicielskiego do lasu, w samotność
      1. Praca społeczna którą organizuję w planerze (imprezy turystyczne dla
      młodzieży) to chluba a nie ucieczka.
      Poza tym badzo dobrze koresponduje z wychowaniem dziecka które biorę na
      organizowane rajdy turystyczne z których też sama skwapliwie korzystałaś.
      A nawet chwaliłaś się tym na forum pod nickiem: too-tiki. Podam przykład
      Twojego wpisu:
      " we mnie też kiedyś siedziało mnóstwo świrniętych pomysłów.
      " Nocne wędrówki po lesie, skałki, jaskinie, wspinaczka, rajdy, " wędrówka,
      wędrówka w każdej wolnej chwili...
      (Emama, "z dzieckiem, plecakiem i docinkami" 06.02.2004)
      • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 17:06
        Niestety to smutne że nie wytrwałaś w żadnych wspólnie razem określonych
        przyjętych zasadach.
        14. Epitetów ponownie nie będę komentował.

        > albo jazda autobusem - 1,5 roczne dziecko zaczyna lizać brudną > szybę: ona:
        nie liż szyby, bo jest brudna, bakterie na niej siedzą, > brzuszek cię będzie
        bolał; on: nie słuchaj mamy, przy tatusiu
        > możesz robić, co chcesz - możesz lizać szybę, a
        > jak ci coś upadnie na podłogę to też możesz lizać i jeść, nawet
        > jak jest brudne;
        15. Od kiedy to od polizania szyby w autobusie brzuch rozboli dziecko. Nimi jak
        ciastko Ci upadnie na podłogę to tez otrzepiesz i zjesz. Ty już nie wiesz gdzie
        szukać dziury.

        > mama cię nie kocha, mam jest zła, bo zabiera ci światło (po > postawieniu na
        parapecie przez nią 15-centymetrowego kwiatka)
        16. Wciąganie dziecka w konflikt między rodzicami było Twoją domeną. Co gorsza -
        rozprzestrzenianie w dziecku w paniki. O stresie fundowanym dziecku - tez
        pisałem na forum, więc tu już oszczędzę.
        17. Ale owszem ja też byłem przewrażliwiony na punkcie dziecka, np gdy lekarze
        po porodzie zwracali uwagę na potrzebę dużego dostępu do światła dla rozwoju
        wzroku dziecka.

        18. Szkoda że już koniec, tak sie rozpisałem....

        Nimi - co Ty chcesz udowdnić obsmarowując czyjąś rodzinę, tak całkiem bez
        związku z jakimkolwiek tematem? Żeby to chociasz jakis kontekst miało poza
        mszczeniem.
        O rany, Nimi. Gdybym ja tu zaczął Twoją rodzinę obsmarowywać toby jutro córka
        była półsierotą, bo byś zrobiła sobie po tym krzywdę.
        Proszę Cię - zdaj sobie sprawę jakie bagno pogłębiasz na własne życzenie.
        Wystarczy co już jest.
        Atakującym postem dajesz tylko kolejny dowód próby stosowania przemocy (tu:
        mszczenia).
        Propnuję kolejną wymianę zdań po zakończeniu przez Ciebie terapi DDA (nie jest
        coś takiego miło powiedzieć, ale zmuszasz mnie do publicznej, żenującej obrony.)
        Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy że po Twoim poście wszyscy nie mają do
        Ciebie tyle współczucia co ubawu.
        Proszę, nie pogrążaj się. (Przepraszam jeśli pozwoliłem odczuć nieco wyższości.)


        Capa_Negra, nie obraź się że pożyczę Twoje motto ale do treści tu najlepiej
        pasuje:
        A weź ty takie [..], zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

        Domyślam się że powyższy tekst może zostać rozbity przez oprogramowanie na
        kilka części więc należy je czytać kolejno (od pkt 1 - do 18).
        Kolejnych ewentualnych tu postów Nimi nie będę już komentował, odnoszę się tu
        TYLKO 1 RAZ.
        Czas zakończyć te igrzyska.

        Po przeczytaniu już przez wszystkich (lub w innym dowolnym momencie) powyższej
        odpowiedzi ("analizy przypadku") na post Nimi, sugeruję do moderatorów wyciąć
        posty zapoczątkowane przez Nimi (moje i Nimi) bo taki kolejny pig-pong traci
        jakikolwiek sens.
        Dziękuję.

        Nimi, a jak chcesz dać upust energi, to wpadnij po rower, pożyczę, wiem że
        lubisz jeździć a chyba jeszcze nie masz.
        A tak bardzo chciałem pisać w duchu przezwyciężania dychotomi damsko-męskiej. A
        po naszej wymianie polaryzacja znowu wzrosnie. No szkoda.
        • balladynka Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 18:35
          Nie wytrzymam! Stary, ty wez sie sam zwin w rulonik i zaczopkuj swoje
          pseudopsychologiczne manipulacyjne farmazony!

          Do moderatorek: Dziewczeta, moze pora go zbanowac? Ja sie boje wariatow.
        • berkot Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 18:36
          Drogi kini_m Twoja "ejakulacja słowna" jest nie do przetrawienia.
          Masz silny słowotok, który powinien znaleźć ujscie w innych formach twórczych,
          moze własne forum np.
          Krótko mówiąc cała para w gwizdek..........
          Pa.
        • kammik Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 18:36
          > Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy że po Twoim poście wszyscy nie mają do
          > Ciebie tyle współczucia co ubawu.

          I tu się, robaczku, baaaaaardzo grubo mylisz.
        • rita.tita Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 19:04
          Nimi, mam pomysl. Wydrukuj posty kini i pokaz je jakiejkolwiek osobie decyzyjnej
          w sprawie Twojego i dziecka bytu. Kini nadaje sie do poradni psychiatrycznej.
          Skad sie tacy biora??? Dziecko ma jesc ciastka z podlogi? A jak zwymiotuje - to
          ma zjesc, zeby sie nie zmarnowalo? Przeciez pieski jedza swoje rzygowinki, kupke
          zreszta tez, i jakos zyja, nieprawdaz?
          • rita.tita Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 19:05
            Poza tym psycholog JEST terapeuta.
      • pwrzes Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 18:28
        kini_m, przestan sie kreowac na ofiare, na twojej bajeczce sie juz poznalismy,
        i nie ma znaczenia czy do matki mowiles "ty k..." gdy miales 30 lat czy 25 -
        wazne, ze mowiles a to oznacza ze jestes skonczonym gnojem, ktoremu powinno sie
        co nie co wykastrowac, a potem leb odstrzelic - damski bokserku. Idz sobie
        moze ... na onet.

        M.
        • ania_rosa Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 01.05.05, 20:27
          Matko, przeczytałam to mimo odruchów zwrotnych. I jestem przerażona. Spędziłam
          ponad dwadzieścia lat z człowiekiem o osobowosci psychopatycznej. Gdyby kiedyś
          dostał się do internetu, gdyby wszedł na to forum, gdyby mógł opisać historię
          swojego małżeństwa, jego post byłby identyczny w formie, sposobie argumentacji i
          nadętym pseudopsychologizowaniu, co post Kini_M. Jedyna różnica to taka, że
          poczytałybyscie sobie jeszcze o tym, jak to był przez dwadzieścia lat zdradzany
          przez zonę (np. z taksówkarzami, przechodniami na ulicach, wiernymi podczas
          mszy). Niestety on w to wierzył. W swoim małżeńskim zyciu był kilkukrotnie u
          terapeutów (i też, gdyby ktoś to wyciągnął, ów człowiek nie zareagowałby
          merytorycznie, ale wyliczył, ilu w istocie było tych terapeutów i jakie mieli
          specjalizacje- jak gdyby coś to wnosiło do sprawy!). Niestety: każdy z tych
          terapeutów był do dupy, bo powtarzał to, co jego poprzednik, czyli "ma pan
          problem", a nie "ma pan rację". Analogii jest tak wiele, ze nie chce mi się
          pisać. Jedynym wyjściem okazała się być ucieczka od tego człowieka, a uwierzcie:
          tacy jak on NIGDY nie oddają sprawy walkowerem. Od trzech lat jestesmy dręczeni
          rozmaitymi próbami nacisku- było juz podważanie naszych relacji w rodzinie,
          wśród znajomych i w środowisku zawodowym. Jesteśmy systematycznie wykańczani
          psychicznie- od pieniackich pozwów lub zastraszania złożeniem pozwów, po
          opowiadanie "jedynej, słusznej historii" obcym ludziom, którzy próbują z nami
          się kontaktować. Wykorzystywane są wszelkie kanały, którymi mozna do nas dotrzec
          i nas zranić. Czasem odechciewa mi się zyc i zastanawiam się, kiedy się to skończy.
          Przemoc? Alez moje drogie! Osoba, o której piszę, jest GŁĘBOKO PRZEŚWIADCZONA o
          fakcie, iż przez całe swoje zycie była dręczona psychicznie przez najbliższych!
          W zapomnienie poszło zamykanie zony w łaziencie, wyliczanie (minutowe) dojazdu z
          punktu A do punktu B i- jesli czas zostal przekroczony o kilka minut-
          przesłuchiwanie jej z towarzyszeniem lampy-jarzeniówki. Nie pamięta o
          fruwających stołkach i szklankach z kompotem. O pobiciu syna. Każdy z tych
          faktów albo został wyparty, albo obudowany "racjonalną" argumentacją ("musiałem
          ją zamykac, bo gdybyście wiedzieli, jak ona się puszczała!").
          Szczerze? Rzygać mi się chce, jak Cię czytam, Kini. Wszystko do mnie wraca:
          wracają te nienormalne, koszmarne lata. Wracają niekończące się rozmowy, kiedy
          jeszcze próbowałam pomagac, ratować, wyjasniać.
          I cieszę się, ciesze się bardzo, że Twoja zona miała na tyle sił, ze odeszła.

          Rosa

          ps. Dla mnie to, co tutaj uprawiasz, poza świadomą i wyrachowaną próbą dalszego
          nękania Twojej zony, ma także aspekt osobisty. Nie chcę Cię czytać, nie chcę być
          mimowolnym świadkiem tak ohydnych manipulacji, nie chcę wiedzieć, ze nie tylko
          ja przechodziłam przez takie piekło.
      • tautolog Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 02.05.05, 09:55
        > dla przykładu jedna z metod w stosunku do byłej partnerki: jak
        > chcesz mi coś udowodnić to zapisuj na kartce kiedy cię
        > uderzyłem albo wyzwałem; ona: robi to; on - kiedy przedstawia mu > daty - Ty
        głupia k.... myślisz, że ci uwierzę tu nie ma mojego
        > podpisu, zrobimy tak, że ja się będę pod tym też podpisywał, to
        > ci uwierzę...
        13. Oczywiście. Zaproponowałem Ci uwarygadniany wspólnie przez obie strony
        zapis sytuacji konfliktowych (pod którym sie oboje podpisywaliśmy). Po to, aby
        stworzyć jakąś wspólną próbę obiektywizacji różnicujących sytuacji. I uważam że
        nie było to najgorsze rozwiązanie. Przyjęliśmy wspólne zasady, podpisaliśmy sie
        pod nimi. Ale wytrwałaś w tym 1 miesiąc i 9 dni (mam to właśnie przed sobą) po
        czym zerwałaś te przyjęte przez nas zasady. Niestety to smutne że nie wytrwałaś


        Drogi Kini,

        Czytałem ten fragment kilka razy, chcąc być absolutnie pewnym tego co
        przeczytałem. Nie mogę uwierzyć, że można w życiu wyznawać i kierować się tak
        pokrętną logiką. Początkowo brałem Cię tylko za zdesperowanego furiata, który
        pogubił się w życiu, ale przejawia symptomy wyleczenia.
        WYCOFUJĘ SIĘ Z TEGO.
        Nie lecz się. Nie obciążaj naszej służby zdrowia. Nie zabieraj czasu
        specjalistom. Pozwól innym skorzystać z ich pomocy.
        Nie ma sensu odwoływać się do Twojego honoru, pokory, poczucia godności.
        Człowieku jedyne co możesz zrobić z pożytkiem dla siebie i innych, to weź duży
        rozbieg i "uderz" głową w gruby i solidny mur.
        Zaszkodzić Ci nie zaszkodzi, a są minimalne szanse, że Ci pomoże.

        • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 03.05.05, 23:54
          Droga Rita.tita
          > Ja od dawna wiem, ze byliscie para - zdaje sie, ze to kini
          > sugerowal na innych forach. Nie powinien wiec tego Tobie
          > przypisywac
          Sprawdź lepiej daty.

          Droga Anko
          To miłe że poruszam cie do odpisywania (w ostatnim czasie chyba tylko na moje
          odpisujesz).
          Jetseś psychologiem - tak? (dawałaś znac że piszesz opinie psychologiczne) A
          robisz bardzo dziwne rzeczy - przenosisz swoje przeszłe doświadczenia wprost na
          inne sytuacje (osoby).
          Krótko tylko wspomnę że zasadniczym dla Ciebie kryterium w przyjęciu stanowiska
          jest fakt czy i co powiedziała kobieta.
          Najlepiej to widać w tym, iż każdą osobę która próbuje prostawać prawdę a
          jednocześnie jest mężczyzną szufladkujesz w kategori "Twój Ex."
          Odpuść sobie próby przypisywania (sugerowania) zachowań ze swojego związku typu:
          1. Posądzanie o niewierność
          --(temat w ogóle się nie pojawił u Nimi)
          2. Krytykowanie terapeutów
          --(temat jasno wyjaśniłem pkt 26 w "mój głosik, moja historia" i pkt 10 w "Dla
          kandydatek na samodzielną mamę..")
          3. > Jedynym wyjściem okazała się być ucieczka od tego
          > człowieka, a uwierzcie: tacy jak on NIGDY nie oddają sprawy
          > walkowerem.
          --(Więc przejrzyj sobie daty kto kogo zaatakował na forum. Jeśli wyszukiwarka
          Cie nie będzie łapała Nimi - to na specjalną prośbę sam dla Ciebie przeslę te
          wątki.)
          4. > Od trzech lat jestesmy dręczeni rozmaitymi próbami nacisku
          > Wykorzystywane są wszelkie kanały, którymi mozna do nas
          > dotrzeci nas zranić.
          --(No widzisz, ja z moją panią jakiekolwiek spotkania zerwałem kilka miesięcy
          temy - nawet telefoniczne, mejlę piszę wyłącznie w odpowiedzi na jej wysyłane
          do mnie. Ale ona znalazła tutaj kolejna formę kanału nękania.)
          5. > opowiadanie "jedynej, słusznej historii" obcym ludziom,
          > którzy próbują z nami się kontaktować
          --(A która historia jest jedynie słuszna? Jako osoba pisząca opinie
          psychologiczne powinnaś wiedzieć że prawdy są ... no ile? - i jedyną instancją
          orzekającą są u nas sądy, a nawet nie psychologowie. Widzę że dajsz sobie prawo
          obiektywizmu. Skąd Ty jesteś taka pewna że historia Nimi nie jest fałszywa???
          Bo przez coś przeszłaś? I wszystko inne jest takie same jak to co widziałaś?)
          Sugeruje Ci przeczytanie Milchy (chocbys nie wiem jak jej nie lubiła) z
          wątku "Bicie-jednak?" - i przyjęcie minimalnej rezerwy do sprawy, bo Ty też
          wystawiasz sobie opinię zżerającej Cie nienawiści do Exa.
          6. > opowiadanie "jedynej, słusznej historii" obcym ludziom,
          > którzy próbują z nami się kontaktować
          --(No właśnie, rodzina Nimi próbowała dzwonić do mojej rodziny z zarzutami że
          próbowałem ją zabić. Czy to są takie właśnie próby kontaktu i oczerniania o
          jakich piszesz?)
          7. > W zapomnienie poszło zamykanie zony w łaziencie,
          --(Tak drzwi przed nia zamykałem, ale od wewnątrz. Żeby gdy szaleje nie
          wchodziła do domu. Czasem to pozostaje jako jedyna metoda odcięcia od
          agresywnego partnera. Daleki mi do zamykania kogos w łazience. Ale niestety
          była w stanach psychicznych zagrażających dziecku, jeszcze umiem zobaczyć gdy w
          kimś siedzi furia i nie twierdź że wiesz lepiej jak było, gdy nie widziałaś
          Nimi w takim szale.)
          8. > wyliczanie (minutowe) dojazdu zpunktu A do punktu B i- jesli czas zostal
          przekroczony o kilka minut-
          --(Bardzo dobry opis mojej pani. Dla niej punktualność to wymiar oceny drugiego
          człowieka. Nawet gdy poświęciłem 0,5 h więcej na rozmowę przyjacielowi który
          był w depresji miałem to wyrzygane.)
          9. > W zapomnienie poszło o pobiciu syna.
          --(No moja pani też nie pamieta gdy umiała uderzyc córkę.)
          10. > Wracają niekończące się rozmowy, kiedy
          > jeszcze próbowałam pomagac, ratować, wyjasniać.
          --(Bardzo dobre co piszesz. Mam nadzieję że moja pani przypomni sobie ile
          rozmów próbowałem inicjować. Jak ona to wszystko milcząco traktowała. Jak długo
          trzeba ją było namawiać na wspolne pójście do psychologa. Jak po rozpadzie
          długo namawiałem ją na próbe mediacji. Jak w sądzie powiedziała sędziemu że ona
          nie chce porozumienia.)

          Anka - wiele z tego co piszesz to prawda, tylko jak Ty właściwie przesądzasz
          której strony ta prawda dotyczy?
          11. > I cieszę się, ciesze się bardzo, że Twoja zona miała na tyle sił, ze
          odeszła.
          --(Nie ma mowy. Ślubu z taką osobą bym nie wziął. Po wspólnym 0,5 roku
          widziałem zbyt wiele różnic aby o samo zakochanie oprzeć ślub. Chociaż w tej
          jednej rzeczy łeb miałem na karku. Jeszcze umiem ocenić czy związek jest
          wystarczająco progresywny, a partnerka dojrzała aby to potwierdzic węzłem
          małżeńskim. Pudłujesz Anka. Skończ mieć Exa przed oczami. Panuj nad
          skojarzeniami.)

          Więc po co te aluzje? Anka jak chcesz być rzetelna, tak jak wiele piszezsz to
          wpierw przeczytaj wszystkie szczegóły - a nie opisuj na zasadzie że Ci Twój Ex
          staje przed oczami.
          Nawet dla Ciebie wypunktowałem w tamtych wątkach.
          Ale co tam .... najłatwiej niedoczytać ostatnich postów i rzucać kolejne brudne
          sugestie.
          Anka, czasem się fajnie z Toba polemizuje, ale tym razem.....?
          > nie chcę wiedzieć, ze nie tylko
          > ja przechodziłam przez takie piekło
          Szczegóły, szczegóły, szczegóły - tam tkwi diabeł, tam go rozpoznasz. Więc
          następnym razem doczytuj co niektóre kwestie.
          Jesli nie chcesz polemizować - nie dawaj odpisów.
          Nie krzycz że nie krzyczysz.
          Pozdrawaiam
          Kini_m

          PS: Anka, i pomyslec że w swojej psychologi rozwodu twierdziłaś kiedys do mnie
          że mojej pani minie ta awersja (pamiętasz?).
          A dzisiaj dałaś sie wciągnąć na jedna ze stron.
          Tracisz dystans.
          I mówiłaś że Tobie nienawiść do exa już przeszła.
          Chyba to jednak nieprawda - chyba właśnie spaliłaś sama Twoją psychologię
          rozwodu.
          Czas jednak nie leczy nienawiści - to zbyt słaba droga.
          Tu odkryłaś jak dla mnie nową prawdę: czas nie leczy ran, co najwyżej je tylko
          przyklepuje.
          • ania_rosa Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 04.05.05, 00:17
            Kini
            Nie jestem psychologiem- to raz. Dwa- nie interesuje mnie wchodzenie w Twoje
            relacje wydarzeń i próby ustosunkowania się do ich treści. Trzy- nie interesuje
            mnie także komentowanie Twoich opinii odnośnie moich postów, rzekomych
            nieścisłości i ogólnej psychologii mojej osoby, więc nie licz na polemikę.
            Cztery- nie będę Cię odsyłac do dokładniejszej lektury moich postów, bo Twoim
            wyborem jest traktowanie ich wybiórczo i nierzetelnie. Pięć- niejasne jest dla
            mnie tylko to, co jeszcze robisz na tym forum. I bardzo proszę o to, abyś więcej
            nie korzystał z opcji prywatnych wiadomości na mój adres mailowy.

            A.
            • ania_rosa Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 04.05.05, 00:19
              Zapomniałam o punkcie szóstym- w żadnym miejscu swoich postów nie uzyłam słowa
              "mój ex mąż", bo tez i nie o niego chodziło. Tak więc nie stosuj projekcji oraz
              przeniesień.
              Rosa
          • pwrzes Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 04.05.05, 06:34
            kini_m napisał:

            Bedzie krotko, gnojku.

            > 7. > W zapomnienie poszło zamykanie zony w łaziencie,
            > --(Tak drzwi przed nia zamykałem, ale od wewnątrz. Żeby gdy szaleje nie
            > wchodziła do domu. Czasem to pozostaje jako jedyna metoda odcięcia od

            Dziwny ten dom, wchodzi sie do niego i od razu jest sie w ... lazience. Ja tam
            natykam sie na korytarz, sien, pokoj ale od razu lazienka? Jednym slowem lzesz
            jak pies, wiec swoja bajeczke sprzedawaj sobie podobnym gnojom. A teraz
            najlepiej wyjdz.


            M.
    • aggtt hej, kin_m - do twojej wiadomości 04.05.05, 01:22
      Ojca mojej Di blagalam, zeby wrocil do nas. Nie poskutkowalo. Blagalam, zeby
      nie zrywal kontaktu z dzieckiem - nie dzialało. On nas na ulicy nie poznaje!
      Twoim zdaniem - co mam zrobić? Czy moja malutka zostanie z tego powodu
      przestępcą?
      Di ma w swoim otoczeniu innych mężczyzn, którzy są dla niej ważni (mieszkamy z
      moimi rodzicami, mój brat dużo z nami spędza czasu).
      Uważam, że wiele kobiet ratuje swoje dzieci przed ich ojcami-potworami. Bo tacy
      też istnieją! I nie przeczę - matki -potwory też się zdarzają.
      To, że Ty zostałeś skrzywdzony, nie oznacza, że wszyscy ojcowie pozbawieni
      opieki są święci, a wszystkie samodzielne to egoistki, żeby gorzszych określeń
      nie używać...
      Uważam, że tekst przytoczony dotyczy raczej sytuacji, w której rodzice toczą
      otwartą wojnę o dziecko. A nie sytuacji, w której sprawa rozstania jest
      załatwiona polubownie i kulturalnie. W tym drugim przypadku dziecko cierpi
      znacznie mniej!!!
      Może więc nie sęk w tym, żeby tkwić w związku mimo wszystko, tylko aby
      zachowywać człowieczeństwo?
      Jednak, bardzo mi szkoda, że nie możesz widywać swojej córki, bo każde dziecko
      powinno znać swoich rodziców, jacy by oni nie byli. I rozumiem Twój żal i
      złość. Ja mam żal do eksa, że nie chce kontaktu ze swoją śliczną córeczką...
      • aggtt Nimi - tak Ci współczuję... 04.05.05, 01:28
        Przeczytałam cały wątek... Brak słów. Jak to się stało, że wcześniej się na nim
        nie poznałaś???
      • kini_m Re: hej, kin_m - do twojej wiadomości 06.05.05, 01:19
        1. Rozpad rodziny zawsze zostanie patologią, tak samo jak piekło które moga
        tworzyc rodzice w domu.
        2. Masz rację, chocby czytając tytuł książki za którą przytoczyłe wypisy. Są
        rodzice którzy umieją się porozumieć bez pośrednictwa sądu (także sami
        ustanowić opiekę naprzemienną).
        3. Żałuję że merytoryczność dyskusji tracisz w momencie gdy Twojego rozmówcę
        ktoś obrzuci dowolnym błotem.
        Pozdrawiam, Kini_m
    • kapyl Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 06.05.05, 14:38
      Hmm. Ja jednak pozostaje w nadziei ze wychowam moje dziecko na porzadnego
      czlowieka, mimo ze wychowuje ja samotnie (przynajmniej narazie)
      Kini_m wez jeszcze pod uwage aspekt uczuc.
      Czy dla dziecka lepiej jest sluchac codziennie awantur, widziec placzaca
      matke/ojca? A moze czasami lepiej miec dwa domy ale szczesliwe?
      Nie wolno niczego uogolniac.
      Ty niestety uogolniasz.
      • kini_m Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 08.05.05, 02:49
        Kapyl
        Nie uogólniam, a raczej dmucham na zimne, a konkretnie...
        Przykład (mojej obawy):
        Oczywistością jest że rozpad w większości następuje w wyniku konliktów poważnie
        emocjonalnych, ostrych a nie w wyniku tylko li wypalenia się.
        I w większości (moje odczucie) ten konflikt przekłada sie też na układanie
        stosunków dziecka z drugim rodzicem, czyli w [praktyce na jego życie
        emocjonalne.
        (Czy to będzie
        - ograniczanie lub
        - w fascynacji nową samodzielnością matki zapomnienie o znaczeniu ojca dla
        dziecka, jeśli facet jest strachajło - ma tendencję do wycofywania)
        • leeya Re: Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandyda 08.05.05, 02:57
          No i tu sie mylisz.

          Wszystko zalezy od charakteru osoby sparawujacej bezposrednia opieke nad
          dzieckiem. Jedni (bo nie tylko kobiety, o nie!!) zabraniaja lub ograniczaja
          kontakt a inni nie. Kwestia jest taka, czy ktos potrafi oddzielic SWOJE emocje
          od spraw kontaktu lub czy nie ma obawy, ze kontakt drugi rodzic - dziecko nie
          pociaga za soba zagrozenia dla dziecka.

          I nie ma tu nic do rzeczy konflikt pomiedzy rodzicami.

          Leeya

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka