Przed chwilą mialam wizyte mojego exa. Po kilku upomnieniach przyniósł
obiecane zaległe alimenty za luty i marzec.I chwała mu za to, bo mały
zachorował i ostatnie pieniadze wydałam na leki.Jenak nie mogło sie obyć bez
jakiegoś numeru. Wszedł, wyjął pieniadzez kieszeni, odliczyl 450 zł.- dał mi
a pozostałe 50 wręczył synkowi na.... wesołe miasteczko, bo ostatnio dziecko
chcialo iśc a on był bez grosza, więc teraz mu to rekompensuje. Na moje
uwagi: po co sześciolatkowi daje do ręki taką kasę odpowiedzial, że wszystkie
pieniądze są dla synka a nie na moje wydatki. Pomijając juz fakt ile wydałam
od tamtego czasu na dziecko uważam, ze postapił bardzo głupio. Wystarczyło
zaznaczyć, abym taką kwotę przeznaczyła na zachcianki synka. Ale przecież
trzeba przed dzieckiem zrobić demonstrację dobroduszności!!
synkowi nie brakuje przyjemności, własciwie ma prawie wszystko- wycieczki,
lody, cyrk, kino, wesołe miasteczko (z rozsądnym umiarem). Robię co mogę-
pracuję, dorabiam, oszczędzam. Tatuś bierze go na weekend i użala się do
dziecka jaki on to biedny i bez pieniędzy. Bywało już nawet tak, że brał od
syna pieniądze na papierosy (synek sie pochwalił, że wspomógł tatusia). No
ale jest wspanialy, bo dał 50 zł. !! A mama obiecała i nie dała!
Teraz jak każda z Was mam spore wydatki- nowe sandałki, wymiana garderoby
(troche mu się przytyło na sterydoterapii),co chwilę nowe leki, prezent
urodzinowy, wakacje no i zaistniała konieczność pomalowania pokoi(
wynajmujemy mieszkanie a synek z kolega zrobił sobie blok rysunkowy na
scianach

)- to też nie mój wymysł. No nic.... chciałam się tylko troszeczkę
pożalić i poznać Wasze opinie. Pozdrawiam