tsunami05
14.12.05, 20:12
Witam ponownie, pisałam tu już kilka razy. Tym razem znów mam problem. Postanowiłam się dogadać z ojcem mojego dziecka, które ma się urodzić za 5 tygodni, wyjaśniłam mu, nieświadomemu, że nie może tak po prostu zniknąć i dla dobra dziecka nie powinien się go wyprzeć, nie uznając. Ciężko mi to przyszło i nie jestem przekonana, ale trudno. I on ma uznać. Co prawda mieliśmy ustalony termin pójścia do usc i załatwienia formalności przed narodzinami córeczki ale on "nie ma wolnego" ale zakładam, ze jakoś to rozwiążemy, mimo, że będę po cesarce i mieszkam 100 km od szpitala gdzie rodzę i od tegoż urzędu.
Dziecko będzie ze mną, przez całą ciążę nie utrzymywałam kontaktów z jego ojcem i zamierzam ograniczać je do niezbędnego minimum - nie mogę patrzec na faceta, ale zezwolę na odwiedziny u córki, jeśli zechce.
Zaproponowałam że nadam córce moje nazwisko - bo tak wygodniej, nie będą się dopytywać w szkole, dlaczego nazywamy się inaczej itp. Mieszkamy w malutkim miasteczku - ja tutaj uciekłam po zajściu w ciążę, ludzie nie wiedzą o co chodzi i już wypytują. Chciałam dziecku oszczędzić. No i jeszcze jedno - jego nazwisko jest dość, hmmmm - no będa się śmiali i przezywali na bank. Nie jest obraźliwe, ale po prostu śmieszne i ewidentnie kojarzące się. Trudno do niego wybrać imię itp.
Ale facet się nie zgadza na moje. Nie podaje powodu. Żadnego. Po prostu nie i koniec - bo mu zależy.
Co ja mam zrobić?