Dodaj do ulubionych

samotna mama-czy mieszka sama??

17.12.05, 17:43
Witam!!

Chciałabym prosić Forumowiczów o przykłady z życia wzięte, czy takowe zresztą
w ogóle występują - wiadomo, w polskich realiach samotnej matce ciężko z
jednej pensji wynająć pokój i utrzymać dziecko oraz siebie. O wynajmie
mieszkania celowo nawet nie wspominam, bo na to często i dwojga pracujących
ludzi nie stać.

Zastanawiam się też, jak może wyglądać podejście ewentualnych gospodarzy -
wiadomo, dziecko nie raz broi, hałasuje... Czy w ogóle ktoś chce wynajmować
pokój samotnym matkom, za niewygórowaną cenę? I w jakich granicach w ogóle
oscylują ceny wynajmu pokoi w znanych Wam przypadkach?

Z góry serdecznie dziękuję za życzliwe wypowiedzi.
Obserwuj wątek
    • edzieckokarenina Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 17.12.05, 17:50
      wiesz co? to fakt-z jednej pensji ciężko jest wynając mieszkanie dla siebie i
      dziecka, zwłaszcza jeśli "tatuś" nie placi alimentów.
      Ale pokoju u obcych ludzi bym nie wynajęła..już wolę mieszkanie u rodzicówsmile
      ich znam,wiem czego się spodziewaćwink
      ale wiadomo-sytuacje są różne.Życzę Ci powodzenia-a odnośnie cen to dowiedz się
      najlepiej z regionalnej gazety.Na słupach ogłoszeniowych często są oferty
      wynajmu.W każdym rejonie Polski są inne ceny.Dlatego sprawdź sama u siebie.
      Możesz się też sama ogłosić-że matka z dzieckiem szuka pokoju do wynajęcia-w
      gazecie regionalnej ,bądź najprostszą metodą: na słupach ogloszeniowych i
      przystankach autobusowych.
      Powodzenia
      • linhay Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 17.12.05, 19:34
        Dziękuję za odpowiedź smile.

        Tak jak piszesz, tatuś właśnie miga się z alimentami, tak więc realna możliwość
        uniezależnienia się, to jednak tylko wynajem pokoju. Choć na pewno wolałabym
        mieszkanie - osobny pokój dla dziecka, osobny dla siebie...

        Ja szczególnie ostatnio czuję presję, by się wyprowadzić, ponieważ moja cwana
        mamuśka podbiera mi moje artykuły żywnościowe i sobie częściowo żyje na mój
        koszt - choć u nas w domu niby każde prowadzi swoją kuchnię. Zaznaczam, że stać
        ją, by tak nie robić. No i przede wszystkim te awantury matki z ojcem -
        zresztą, szkoda na nich słów.

        Masz rację, telefony w nawiązaniu do ogłoszeń (oraz własne ogłoszenia), to
        najlepszy i bezpośredni sposób. Wstrzymałam się z nimi, ponieważ mam tylko
        komórkę i nie chciałam szaleć z kosztami przed świętami. Tak więc najpierw
        postanowiłam zrobić rozpoznanie w terenie poprzez forum smile.

        Jeszcze raz dziękuję Ci za szybką odpowiedź i naprawdę miłe, praktyczne
        porady smile. Pozdrawiam serdecznie smile.
        • betty_boop Nie mieszka a by chciała 17.12.05, 20:56
          Widzę że nie tylko mi marzy się wyprowadzka od rodziców... smile U mnie też
          kłótnie, komentarze do mojego postępowania, czajenie się jak ktoś dłużej u mnie
          siedzi, co tu dużej ukrywać- nie czuję się u siebie. Jako że i mnie na wynajem
          mieszkania nie stać, a u obcych ludzi mogłabym czasem jeszcze mniej czuć się u
          siebie w mojej głowie powstała inna koncepcja. Zastanawiałam się nad wynajmem
          mieszkania z inną samotną mamą w podobnej do mojej sytuacji,i założyłam wątek
          na Samodzielnej Mamie w tej sprawie, jednak został przeniesiony na Województwa,
          uważam że bez sensu, bo tam mam samodzielnych chyba niewiele... w każdym razie
          żadna się nie odezwała. A może to po prostu głupi pomysł?
          A.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=609&w=32916391
          • mulinka Re: Nie mieszka a by chciała 17.12.05, 22:44
            patrzac z boku, moge powiedziec, ze to swietny pomysl
            nawet mialam taki podrzucic
            przeciez dwie (moze trzy) samotne mamy moglyby nie tylko dzielic sie kosztami
            mieszkania, ale tez pomagac sobie w innych sytuacjach zyciowych

            w innych krajach jest norma to, ze np.kilkoro mlodych ludzi wspolnie wynajmuje
            mieszkanie
        • kotka.na.dachu Jeżeli jesteś studentką... 19.12.05, 14:55
          ... to możesz spróbować w akademiku, tam są niedrogie lokale...
      • pawel-szadko Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 20.12.05, 15:23
        > wiesz co? to fakt-z jednej pensji ciężko jest wynając mieszkanie dla siebie i
        > dziecka, zwłaszcza jeśli "tatuś" nie placi alimentów.
        a jesli nie płąci "mamusia"?
        • edzieckokarenina Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 20.12.05, 19:10
          pawel-szadko napisał:

          > > wiesz co? to fakt-z jednej pensji ciężko jest wynając mieszkanie dla sieb
          > ie i
          > > dziecka, zwłaszcza jeśli "tatuś" nie placi alimentów.
          > a jesli nie płąci "mamusia"?

          ***
          to chyba jasnesmile
          w przypadku kiedy dziecko jest przy ojcu a matka nie płaci to tatusia nie stać
          na wynajęcie mieszkania.No chyba że zarabia bardzo dobrze.
          dziwne pytania zadajeszwink
    • edzieckokarenina Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 17.12.05, 22:59
      też uważam,że wspólne wynajęcie mieszkania to świetny pomysł.Szkoda że wątek
      n/t temat usunęli Ci z forumsad
      dziwne
      pozdrawiam
    • tsunami05 Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 11:48
      Jakbym miala mieszkac z rodzicami, to chyba bym wolała w jakimś schronisku...
      Poza tym mieszkają 200 km od mojego miejsca pracy, wię odpada. U kogoś sobie
      nie wyobrazam, choć sądzę, że lepiej by mi było niż z rodzicami.
      Mamą będę za jakiś miesiąc, na razie więc może nie jestem miarodajna ale
      napiszę. Wynajmuję mieszkanie - dwupokojowe, mieszkam sama, zarabiam sama (w
      dodatku na własnym rozliczeniu jestem, więc co miesiąc 700 zł na ZUS itp. Za
      mieszkanie płacę 800 zł razem z opłatami. Specjalnie wyniosłam się do małego
      miasteczka, żeby taniej mieszkać.
      W efekcie w 35 tygodniu ciąży pracuję non stop. Na czas macierzyńskiego mam
      odłożone pieniądze (kredyt gotówkowy). Potem nie wiem. Chcę po macierzyńskim
      znaleźć pracę na etacie i wziąć kredyt mieszkaniowy.
      Aha - od ojca dziecka jeszcze ani grosza nie dostałam - ale może alimenty
      będzie płacił, nie wiem....
      • virtual_moth Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 11:56
        tsunami05 napisała:

        > Chcę po macierzyńskim
        > znaleźć pracę na etacie i wziąć kredyt mieszkaniowy.

        Heh, jak czytam takie słowa to czuję się stara jak matka ziemia;-P Poniekąd też
        zazdroszczę podejścia do życia (piszę to bez cynizmu), jakiegoś takiego
        samozaparcia i wiary, ze się uda, bo musi się udać etc.

        Ja już jestem na takim etapie, że powoli gotuję się do pogodzenia się z losem
        bezdomnej na utrzymaniu i łasce mamusi, mimo że mieszkam w regionie "niskich
        cen" i mam stałą pracę "na etacie". W życiu w tym tempie i w tym kraju nie
        zarobię na własną samodzielność i zaczynam mieć to powoli gdzieś.

        Z optymistycznym pozdrowieniemwink

        ---
        Samodzielni rodzice
        • kkokos virtual 19.12.05, 14:27
          virtual, jeszcze rok temu myślałam dokładnie tak jak ty - do końca życia na
          łasce u mamusi. bo co z tego że zarabiam obiektywnie niemało, jak dla banku
          jednak mało, bo zdolności kredytowej za cholerę u mnie samodzielnej matki przez
          długie lata nie widział. I nagle rok temu cud się stał!! Bank uznał, że sobie
          poradzę! Od wiosny mam swoje własne malutkie mieszkanie i ono mnie
          uszczęśliwia! Rzeczywiście ledwo wiążę koniec z końcem, stać mnie na mniej niż
          gdy mieszkałam z matką. Sytuacja jest o tyle absurdalna, że jej też kompletnie
          nie stać na utrzymanie tego wielkiego mieszkania, w którym ona została sama.
          Ale przez 10 lat nie chciała go zamienić na dwa mniejsze, bo "starych drzew
          się nie przesadza". Uuuuch! NO cóż, to w końcu jej mieszkanie, jej barany.
          Ale jak widzisz virtual, jest nadzieja - choć rzeczywiście dobrych parę lat to
          potrwało smile)
        • tsunami05 Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 20.12.05, 14:08
          virtual_moth - ja za bardzo nie mam wyjścia - teraz za wynajem płacę 8 stówek.
          Rata kredytu będzie taka sama - podejrzewam. Kiedys ktos mnie opieprzył, że
          jestem z siebie dumna i napawam się zadowoleniem z własnej przedsiębiorczości.
          Już teraz mnie podziwiają, że jezdżę 100 km do pracy w 35 tc maluchem, w górach
          i śniegu. Nie mam wyjścia. Nie wiem jak to zrobię z małym dzieckiem - ale muszę
          utrzymać swoje życie na dotychczasowym poziomie, bo inaczej pójdę na dno. Moje
          spotkania z matką kończą się awanturą po 20 minutach. W mieszkaniu rodziców
          warunków nie mam, zresztą mieszkają 200 km ode mnie. Muszę mieszkać sama i nie
          widzę innej możliwości jak się uprzeć i dopiąć swego.
    • magdmaz Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 12:05
      Wynajmuję mieszkanie za ok. 600 zł miesięcznie (waha się w zależności od
      zużytej wody i prądu), pracę mam, ale i tak ledwo wiążę koniec z końcem, bo
      dzieci mam dwoje. Mieszkam z Niemężem, ale od niego wyłudzam na jego własne
      wyżywienie (w końcu, kurka wodna, to dla niego gotuję te obiadki, dzieci jedzą
      w przedszkolu - zostają soboty, niedziele i choroby), bo już taka "honorowa"
      (albo głupia) jestem.
      A ex płaci od czasu do czasu i ile mu się chce.
      • pelagaa Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 16:04
        Mieszkasz z facetem i on nie ponosi zadnych kosztow mieszkania?
        Jesli tak, to dla mnie to baaaardzo dziwne. Chyba, ze cos zle zrozumialam.
        Ja mam bardzi tradycyjne podejscie do niektorych spraw i nie wyobrazam sobie
        sytuacji, w ktorej ja w jakikolwiek sposob sponsoruje faceta.

        > taka "honorowa"
        > (albo głupia) jestem.

        Ekhm, hmmmm... Nie chcialabym byc niegrzeczna smile)))
        • mikawi Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 19.12.05, 14:48
          pelaga - a jak twój facet kiedyś straci pracę, ulegnie wypadkowi, czy coś
          innego się zdarzy - to co - wykopiesz go z domu bo nie zapewni odpowiedniej
          kwoty, czy mu pomożesz w trudnej sytuacji?
          • kotka.na.dachu Z każdej opcji jest wyjście 19.12.05, 15:03
            W razie wypadku - renta.
            Jeśli chodzi o bezrobotnego, to myślę, że długo by na "kuroniówce" nie
            siedział, bo co to za facet... (bezjajeczny)
            • mikawi Re: Z każdej opcji jest wyjście 19.12.05, 15:14
              Przyznanie renty zależy czy się spełnia warunki (lata składkowe). A i w takim
              przypadku jej wysokość jest z reguły bardzo niska, a gdyby doszła konieczność
              stałej rehabilitacji to okazałoby się że jak najbardziej partnerka MUSI
              dołożyć. I co wtedy? Na bruk? A gdzie miejsce na tzw miłość i słowa "w zdrowiu
              i chorobie"? no chyba że to tylko słowa...
              • kotka.na.dachu Re: Z każdej opcji jest wyjście 19.12.05, 15:19
                Pelagaa nie napisała nic o tym, że wywaliłaby ukochanego na bruk... (chyba, że
                jesteś byłym wcieleniem, ale to nie wątek o reinkarnacji...)
                Każdy - zdrowy, chory... niepełnosprawny ruchowo... może pracować i zarabiać.
                Słyszałaś coś na temat "telepracy"? Wszystko zależy od tego czy się chce
                pracować czy nie.
                Ponadto osoby, którą się kocha nie opuszcza się "w chorobie". Zwykle jest
                odwrotnie - to chory izoluje się od otoczenia. Wówczas trzeba się starać za
                siebie i za niego... Ale to już inna bajka i nie dotyczy tematu wątku
                (reinkarnacja również)
                • mikawi Re: Z każdej opcji jest wyjście 19.12.05, 15:35
                  pelaga napisała że nie wyobraża sobie sytuacji w której w jakikolwiek sposób
                  miałaby sponsorować faceta, więc pytam co w sytuacji braku dochodów w wyniku
                  wypadku, długotrwałej choroby, utraty pracy czy innych zdarzeń losowych. Czy są
                  to sytuacje w których jednak dopuszcza możliwość pomocy finansowej, czy mimo
                  wszystko działa tu zgodnie z zasadą - "nie zarabiasz - wynocha bo nie będę
                  utrzymywac faceta"? takie luźne pytanko.
                  • pelagaa Re: Z każdej opcji jest wyjście 20.12.05, 20:26
                    Gowno cie to mikawi obchodzic powinno co ja sobie wyobrazam i jakie decyzje
                    podejmuje w zyciu. No chyba, ze pretendujesz do roli mojego faceta. Twoja
                    wscibskosc czasami poraza.
                    Sledzisz mnie? Bo ostatnio dopisujesz sie pod 90% moich wpisow.
                    • mikawi Re: Z każdej opcji jest wyjście 21.12.05, 09:17
                      co za kultura, czyżby pytanie było niezbyt wygodne? wink)) ok, w zasadzie to już
                      odpowiedziałaś tongue_out
                      • edzieckokarenina Re: Z każdej opcji jest wyjście 21.12.05, 09:21
                        ale mikawi- to prawda,że dopisujesz się prawie zawsze pod pelagą.Nawet jak
                        wcześniej nie brałas udziału w dyskusjiwinkfaktycznie chyba jakiś rodzaj
                        obsesji..bądź fascynacji osobą pelagi
                        • mikawi Re: Z każdej opcji jest wyjście 21.12.05, 09:30
                          i to rozumiem upoważnia do chamstwa? daj spokój z tą fobią... przyszło mi do
                          głowy takie pytanie, gdy po raz kolejny czytam zarzekanie się pelagi, że ona to
                          facetowi od siebie złotówki nie da bo nie wyobraża sobie takiej sytuacji.
                          Zastanawiam się jak się mają do tego uczucia, związek, wzajemne wsparcie, bo
                          zdarzają się w życiu różne momenty. Dla mnie to naturalne, że w sytuacjach
                          trudnych ludzie sobie pomagają, nieważne czy kobieta czy facet ale oczywiście
                          zdaję sobie sprawę, że są kobiety, dla których naturalne jest, że będą
                          oczekiwać wsparcia od faceta same tego wsparcia nie oferując.
                          • kotka.na.dachu Re: Z każdej opcji jest wyjście 21.12.05, 13:47
                            Nie wyobrażam sobie osoby zakochanej dającej kopa w dupę komuś tylko dlatego,
                            że w wyniku kalectwa nie zarabia na swoje utrzymanie.
                            Inną sprawą byłoby, gdyby pełnosprawny ukochany nie chciał ruszyć zadka, aby
                            poszukać pracy. Taka sytuacja byłaby dla mnie drażniąca.
                          • pelagaa Re: Z każdej opcji jest wyjście 21.12.05, 21:23
                            Zapomnialas juz mikawi jak mi wmawialas syndrom niedopchniecia????
                            Pouczac o chamstwie to moga osoby, ktore sie nim nigdy nie splamily.
                            • mikawi Re: Z każdej opcji jest wyjście 22.12.05, 09:19
                              pelagaa napisała:

                              > Zapomnialas juz mikawi jak mi wmawialas syndrom niedopchniecia????
                              > Pouczac o chamstwie to moga osoby, ktore sie nim nigdy nie splamily.


                              hihihi, wzór cnót się odezwał smile)))
                          • anetina Re: Z każdej opcji jest wyjście 22.12.05, 08:50
                            mikawi napisała:

                            > i to rozumiem upoważnia do chamstwa? daj spokój z tą fobią... przyszło mi do
                            > głowy takie pytanie, gdy po raz kolejny czytam zarzekanie się pelagi, że ona
                            to
                            >
                            > facetowi od siebie złotówki nie da bo nie wyobraża sobie takiej sytuacji.
                            > Zastanawiam się jak się mają do tego uczucia, związek, wzajemne wsparcie, bo
                            > zdarzają się w życiu różne momenty. Dla mnie to naturalne, że w sytuacjach
                            > trudnych ludzie sobie pomagają, nieważne czy kobieta czy facet ale oczywiście
                            > zdaję sobie sprawę, że są kobiety, dla których naturalne jest, że będą
                            > oczekiwać wsparcia od faceta same tego wsparcia nie oferując.



                            to dlaczego facet nie dał mi ani złotówki, gdy byłam w ciąży, gdy urodziłam
                            dziecko
                            a nie miałam nawet złamanego grosza przy duszy !!!!!!!!!!!!!!
                            tak wspierał swoje dziecko ??????????
    • pelagaa Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 16:09
      Ja tez wynajmowalam kiedys mieszkanie, ale to bylo kilka lat temu. Latwo nie
      bylo, ale nie wyobrazam sobie mieszkac u obcych ludzi w wynajetym pokoju.
      No chyba, ze to byloby w jakims domku i ten pokoj mialby osobne wyjscie. Moi
      znajomi zupelnie tanio tak mieszkali. Bylo osobne wejscie, takie z poziomu "0",
      tam byly dwa pokoje, dwie rodziny. Wspolna byla lazienka i kuchenka. Z malym
      dzieckiem to bylo bardzo wygodne, szczegolnie, ze nie trzeba bylo dzwigac wozka
      po schodach. Wlasciciele mieszkali pietro wyzej. Moze czegos takiego poszukaj?
      Pomysl z wynajeciem czegos wspolnie z inna samodzielna tez uwazam za fajny, ale
      zamieszkanie z nieznajoma niesie za soba ryzyko, ze po jakims czasie bedziecie
      mialy siebie dosc. Ci innego, jesli osbe sie zna i lubi, wtedy chyba latwiej
      sie dogadac. No i reguly tez trzeba byloby twardo ustalic, bo to jednak zycie
      na codzien a nie towarzyski weekend. Ja chyba osobiscie nie nadawalabym sie do
      tekiego rozwiazania, ale ja upierdliwy charakter mam smile
      • magdmaz Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 17:45
        Pelagaa, ja go za trudniam na 1/4 etatu, jest moją prawą ręką, siedzi w
        zakładzie świątek, piątek i niedzielę - a zarabia... 349 zł na rękę! Myślisz,
        że mam prawo zdzierać z niego COKOLWIEK? Raczej powinnam mu dopłacić, tylko
        nie mam z czego, bo oboje dopiero wyciągamy firmę z długów.
        Wolę tak, jak jest.
        • skrzyniaa Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 18.12.05, 21:12
          Jakbyście mi temat z ust wyjęły. Mieszkam z mamą, nie mogę powiedzieć baaardzo
          mi pomaga w opiece nad Marysią. Nie musiałam się niczym martwić, mogłam, mogę
          spokojnie pracować. Ale wreszcie przyszedł czas po wielu awanturach, że
          powinnam, muszę się wyprowadzić. Niestety, żaden bank nie udzieli mi kredytu
          mieszkaniowego bo moje "oficjalne" zarobki są zbyt niskie sad, oczywiście
          oficjalnie zarabiam o wiele więcej, ale uzależnione to też jest od prowizji). A
          w Krakowie na wynajem jednego pokoju muszę wydać około 800,00 zł do tego
          pozostałe opłaty związane z życiem, dzieckiem i samochodem. A mój ukochany (nie
          ojciec Marysi) na razie umywa ręce , mówiąc, że nie stać go na wspólne
          wynajęcie mieszkania ( ma nową pracę, wychodzi z dołka), a sam ma zbyt małe
          mieszkanie dla całej trójki. Jestem u kresu wytrzymałości psychicznej (już mi
          się udało zemdleć z nerwów - żołądek). Praca nerwy, w domu spokoju nie ma, z
          facetem też nie układa się tak jakbym chciała. Nic mnie nie cieszy, przesypiam
          życie na razie. Jakie mam wyjście, żeby wkrótce nie zwariować ???
          • mmaggz Mieszkanie wspólne Kraków - są chętne? 26.12.05, 23:55
            jestem z krakowa. mam dwoch chlopców 3 i 1,5. szukam pracy. wiecie co takie
            mieszkanie z innymi samodzielnymi to mogłobybyć coś fajnego. Dziewczyny nie
            zgubcie się. Podtrzymujmy temat, bo może uda wymyślić się coś konstruktywnego
            dla szerszego grona forumowiczek.
            Ja na razie nie pracuję - lipa. Jestem jednak dobrej myśli i takie rozwiązanie
            byłoby ciekawe. Mnie interesowałaby okolica ronda czyżyńkiego. Tu mieszkają
            dziadkowie - moi rodzice. Co wy na to?
            Może założyć wspólnie jakąś mini agencję czy coś. A możeby tak jakiś domek dla
            kilku mam wspólnie? Mam takie rózne pomysły. Napiszcie co sądzicie. Możnaby coś
            zadziałac.
        • pelagaa Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 20.12.05, 20:28
          Nie no to w takim razie wyglada inaczej. W pierwszym poscie zabrzmialo to
          ZUPELNIE inaczej. Kazdy podejmuje swoje zyciowe decyzje smile
    • elaw2 Re: samotna mama-czy mieszka sama?? 19.12.05, 09:07
      Dobrze że temat mieszkaniowy pojawił się na forum. Po odejściu od męża
      zamieszkałam z mamą i braćmi. Niby jest fajnie. Mamy pokój, Kaśka szczęśliwa
      tylko ja coraz częściej czuję, że nie wyrabiam. W końcu gdzie dużo ludzi,
      choćby tych kochanych, zawsze będą jakieś tarcia i nieporozumienia. Poza tym
      chcę być w końcu samodzielna do końca. A moi najbliżsi też mają prawo do
      własnego życia. Mam pracę ale wiadomo jak się zarabia w budżetówce. Samodzielne
      wynajęcie mieszkania marzenie ściętej głowy. Kredyt na zakup nowego ha, ha, ha.
      Złożyłam rok temu w komunałce o przydział socjalnego ale w tym roku okazało
      się, że moje zarobki są porażające i zaproponowano o staranie się o lokal do
      remontu. Zgodziłam się i czekam. Jakieś 7 lat. Rozumiem Cię Skrzynnio! Też
      czasami mam załamki że hej. I zaczynam powoli myśleć o możliwości wynajęcia z
      kimś na spółkę. Bo kiedy ja w końcu będę żyć samodzielnie. Koło sześćdziesiątki?
      • betty_boop Zamierza 02.01.06, 09:54

        Zapraszam na nowy wątek, który mam nadzieję się rozwinie.
        A.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=34265016

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka