tsunami05
25.04.06, 17:02
Mam problem z ojcem mojego dziecka. Dziecko ma trzy miesiące, on widzial je
trzy razy. Raz w szpitalu, 4 dni po porodzie i dwa razy do nas przyjechał.
Ostatnio był półtora miesiaca temu, potem niby chciał przyjechać, ale był
chory. Nasze stosunki są chodne ale poprawne. Płaci jakieś małe pieniądze,
ale w wydatkach typu szczepionka, wózek, wyprawka dla dziecka nie
partycypuje - mimo że powiedziałam mu ostatnio, że kupiłam wózek - nawet nie
spytał ile i czy ma się dołożyć. Czasem dzwoni i pyta co słychac. Czuję się
wtedy, jakby dzwonił do mnie co najmniej szef, zrobić kontrolę. Nie wiem czy
to zainteresowanie pro forma, czy jak - po co te pytania - czy byłam na
szczepieniu, u ortopedy, ile wazy itd. Pzeciez nie jestem wyrodną matką i jak
dotąd sama sobie radzę bez jego pomocy. Mała dość dużo płacze, powiedziałam
mu to, nawet poprosiłam, żeby przyjechał na parę dni się nią troche
pozajmowac bo jak dotąd dwa razy ograniczył się do godzinnej wizyty i wzięcia
małej na spacer, a rzekomo tak tęskni. Ja mimo macierzyńskiego pracuję od
porodu (w domu) i dodatkowo własnie finalizuję doktorat, co zajmuje mi
mnóstwo czasu a przy tak absorbującym dziecku czasem nie daję rady. Ale on
wykorzystał cały urlop, żeby pojechac w trase koncertowa swojego zespołu i
przyjechać nie może. Poprosiłam, żeby załatwił becikowe i zasiłek rodzinny,
bo ja do swojego mopsu mam 230 km, a on kilka minut drogi. Nie załatwił, bo
nie ma czasu.
Ostatnio zadzwonił i pyta czy mała płacze - ja na to że tak, na co on "Wiesz,
jestem rozczarowany - jak ostatnio dzwoniłem, mówiłaś że już nie płacze tyle.
To o co w końcu chodzi?". Wkurzyłam się, bo w końcu to nie on się użera z
płaczącym niemowlakiem, więc czym jest rozczarowany. Ale opanowałam się i
spytałam się tylko co w związku z tym. A on na to, że w związku z tym się
rozłącza i rzucił słuchawką. Odesłał mi bez słowa wyjasnienia papiery o to
becikowe, chyba żebym sama je załatwiła. Kurcze, w końcu ta kasa jest w
interesie dziecka nie moim. Nie rozumiem o co chodzi. Nie odbiera telefonu,
nie moge się skontaktować. Wiem, że może jestem przemęczona i sfrustrowana,
bo całymi dniami siedzę przy komputerze albo uciszam dziecko, ale zastanawiam
się po co prosiłam go o uznanie dziecka. Teraz ma do niego takie sama prawa
jak ja,a ja sobie nie wyobrazam sytuacji, że kiedy by mi się coś przytrafiło,
on miałby wziąć małą. Widział ją dotąd w sumie trzy godziny. Doszłam do
wniosku, ze pewno coś źle rozgrywam, tylko co? I co dalej z tym fantem
zrobić? Nalegac na spotkania czy odpuścić, założyć sprawę w sądzie i
sformalizować alimenty, widzenia, prawa rodzicielskie.