nocula
08.07.06, 01:49
Czytajac materialistyczne dylematy macoch nasuwają się bardzo smutne
refleksje, ze ludzka małostkowość nie zmieniła się od czasów Andersena.
To wyliczanie kazdej złotówki pasierbom jest zenujące, to kombinowanie, jak
pozbawić lub zmniejszyc kwotę naleznych im pieniędzy.
Te dzieci juz zostału ukarane , nie za swoje winy, zostały pozbawione pełnego
domu rodzinnego i jeszcze trzeba im dokopywać w ten sposob.
Tego typu wątki nie powinny wogóle być dyskutowane.
Jednak coś w tym jest, spójrzcie na taką sytuację, moja rodzina, mamy jedno
dziecko- decyzja świadoma, na wykształcenie większej gromadki nas nie stać.
Po
latach sytuacja finansowa znacznie lepsza- własna działalność, ale ja już w
wieku nieprokreacyjnym lekko. Mąż przeżywa drugą młodość, nowa rodzina, nowe
dziecię (hipotetycznie) Kto dostał po uszach, ja, ale nie tylko. Ponieważ
forsę
trza podzielić a student powinien dorabiać moje dziecko musi zrezygnować z
wybranego kierunku, bo na nim nie da się raczej pracować (no może jakieś
korki). Czy mam prawo być zła, mam. Czy któraś z macoch powie- daj pierwszemu
dziecku- wątpię. Może więc teoria beatea nie jest taka pozbawiona sensu, ale
zależy od punktu, w którym się znajdujemy.