Dodaj do ulubionych

Jakie mam szanse w sądzie

14.10.06, 10:12
Witam.
Mam 24 lata i córkę prawie 2 letnią.W pół roku po ślubie urodziła nam się
córka i w tym samym czasie mąż zachorował na raka.Jakoś daliśmy sobie radę z
jego chorobą.Chorował 1,5 roku ale jest już lepiej.Tylko,że tak jak jego tak
i mnie ta choroba zmieniła.To było dla mnie za dużo.Zaczełam go w końcu
traktować nie jak męża, ale jak 2 dziecko. Najgorsze było to, że on zaczął
mnie zaniedbywać jako żonę.Rozumiałam bo był chory.Ale to trwało dalej jak
był zdrowy.W końcu zaczełam mu zwracać na to uwagę,bo nikt nie lubi być
olewany,ale nie przyniosło to żadnego efektu.Więc zdradziłam męża i odeszłam
od niego w sierpniu tego roku.Wyprowadziłam się do wynajętego
mieszkania.Mieszkam tam sama,ale jestem związana z tym drugim mężczyzną.I tu
zaczyna się problem.Rodzina się ode mnie odsunęła bo jak ja mogłam.Zostałam
wyrzucona z domu,ale to nie jest jeszcze nic.Najgorsze jest to,że nie dano mi
zabrać córki.Straszono mnie,kazano wyjechać za granicę,nie przyjeżdżać do
niej.Kategorycznie odmówiłam i codziennie (w okresie gdy mąz nie pracował)
przyjeżdżałam po pracy po córkę i zabierałam ją na weekendy.Bałam się ją
zabrać na stałe bo mojemu mężowi odbiło.Zaczął mnie śledzić,
straszyć,wydzwaniać po nocach.Kiedyś nawet zaczął szarpać mnie przy dziecku,
raz nawet szarpał mnie za złamaną rękę gdy miałam córkę na drugiej
ręce.Zgłosiłam to zajście na policji.Wiem, że jest na środkach
uspokajających.Gdy we wrześniu przyjechałam i powiedziałam, że zabieram ją do
siebie na stałe zamknął mnie z teściową w domu i nie chcieli mnie wypuścić z
córką.Musiałam wzywać policję.Uwieżcie mi że gdy zobaczyłam przerażoną minę
mojej córki na ich widok powiedziałam że więcej jej na to nie naraże więc
posłusznie odwiozłam do niego córkę, bo gdybym tego nie zrobiła nie wiem co
by ten gość zrobił.I tak zawsze stoje pod drzwiami bojąc się,że mi jej nie
da.A teraz podał mnie do sądu o całkowite pozbawienie praw
rodzicielskich.Powiedzcie jakie mam szanse.Nie mam pojęcia jak to wygląda w
sądzie.Wciąż zabieram ją na weekendy i 1 w tyg.Rozprawa za 2 tyg a ja jestem
przerażona.Chce ją mieć u siebie.Ja wiem, że prawie każdy ojciec kocha
dziecko,ale żaden ojciec nie nosił dziecka pod sercem,nie czuł jego ruhów od
środka brzucha, nie rodził go więc nie wie co to za więź.Gdy odwożę córkę a
ona krzyczy z łzami w oczkach w drzwiach (gdy mąż zamyka mi je przed nosem z
satysfakcją,że mi dopiekł) "mama chodź" to ja czuję wbijanie noża w serce i
obracanie go na wszystkie strony świata.Mam dość tej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • magdusia11 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 11:38
      Nie jestem obdarzona jakąś ogromną wiedzą z zakresu kodeksu rodzinnego ale z
      tego co wiem od mojej prawniczki i z tego forum to sąd przy orzeczeniu rozwodu
      ustala pobyt dziecka przy matce,nawet jeśli oboje rodzice moją władzę
      rodzicielską...Skrajne są przypadki,że maluch mieszka z ojcem bo taki wyrok
      wydał sąd.
      Wielka szkoda,że przeprowadzając się do wynajętego mieszkania nie zabrałaś
      córci..i prawdę mówiąc nie rozumiem tego. Pisałaś,że "nie dano mi zabrać córki"-
      nikt nie ma prawa Ci zabronić aby córka była przy Tobie.
      TY jesteś matką!!!

      Złóż jak najszybciej pozew do sądu o rozwód i wnieś aby sąd ustanowił miejsce
      pobytu dziecka przy Tobie.
      Bardzo współczuję Twojej córci,tak jak każde dziecko ona potrzebuje mamy-a wtym
      ieku to właśnie mama jest całym światem dla malucha i aż boję się mysleć jak
      ona cierpi. Nie piszę tego,żeby Cię jakoś zdołować ale może zmotywować.
      Zabierz czym prędzej Małą do siebie..
      Jeśli zjawi się Twój mąż i zacznie robić awanturę-dzwoń po policję i nie czekaj
      aż Cię zacznie szaprać...
      Może "zmięknie" jak zobaczy mundurowych, może z niego taki damski bokser-choć
      może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu...

      Jeśli chodzi o Twoją zdradę-nie chcę oceniać bo nie czuję się upoważniona ale
      nie stało się dobrze,ostatecznie nawet jeśli nic Was już nie łączyło to cały
      czas byłaś mężatką...

      Acha i jeszcze jedno nie musisz informować męża a tym bardziej teściowej,że
      zabierasz Małą i ona u Ciebie zostanie na zawsze...Jak pojedziesz po nią na
      weekend weź trochę ciuszków,resztę dokupisz...

      A kto zajmuje się Małą jak Ty idziesz do pracy??? Chyba nie teściowa bo jeśli
      tak to trochę ciężko!!

      Trzymaj się ciepło, walcz o to aby Mała była przy Tobie-dla niej jesteś
      najważniejszą osobą na świecie!!!!!!!!!

      Pozdrawiam

      Magda
      • asia.13.12 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 12:00
        Dzięki Magdo pocieszyłas mnie.
        Niestety teściowa zajmuje się córką.Bardzo ubolewam nad tym gdyż wiem, że stara
        się ustawić ją przeciko mnie.Do domu nie jestem wpuszczana więc ciuszków nie
        dostanę.Dają mi tylko tyle żeby jej starczyło na styk.Jak sobie zostawiłam to
        od razu wyliczono mi co i powiedziano, że mam oddać i kupić sobie.Nie oddałam
        bo przecież prawie wszystkie kupione były jeszcze gdy tam mieszkałam.Ale gdy ją
        przyworzę w brudnych ciuszkach od nich (bo tych co mam nie zaworze bo bym ich
        nie odzyskała)to wychodzę na matkę zaniedbującą dziecko.Nawet zdjęć córki nie
        mam bo mąż stwierdził,że mają zostać przy córce-świnia.
        Córci nie biorę bo stwierdziłam, że poczekam na orzeczenie sądu.Jak zamknięto
        mnie z córką u nich w domu to teściowa powiedziała,że mnie wypuści z nią jak
        pokarze papier z sądu.Policja powiedziała,że większe prawa ma ten z rodziców u
        którego dziecko jest zameldowane a ja w wynajętym mieszkaniu nie jestem w
        stanie zameldować jej na stałe.
        • magdusia11 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 12:52
          Jeśli nie do czasu rozprawy nie zabierzesz Małej do siebie to faktycznie może
          być nieciekawie w Sądzie-Sąd nie zna Waszej sytuacji,wydaje wyrok na podstawie
          opinii (może skierować Was na konsultację do RODK-a) i tego co będziecie mówić..
          To,że Mała przez ten cały czas nie mieszkała z Tobą niestety może świadczć na
          Twoją niekorzyść...Przykro mi to pisać ale tak może być dlatego jak najszybciej
          wziełabym córcię do siebie...
          Nie wiem jaką masz sytuację finansową (ale skoro wynajęłaś mieszkanie to mogę
          się domyslać,że nienajgorszą) wynajmij opiekunkę aby teściowa nie opiekowała
          się córką albo jak Cię nie stać moze żłobek...Super placówka-moja młoda chodził
          odkąd skończyła 4,5 miesiąca. Byłysmy obydwie zadowolone...
          Musisz działać szybko!!!! Bo im więcej czasu upływa będzie coraz gorzej...

          Magda

    • pelagaa Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 12:04
      Nie wiem, jakie masz szanse w sadzie. Wladzy pewnie Cie raczej nie pozbawia,
      ale na miejsce pobytu dziecka przy Tobie bym chyba raczej nie liczyla. Nie
      wiem, jak dlugo trwa opisywany przez Ciebie stan, ale sad pewnie przyklepnie
      wlasnie stan istniejacy, czyli dziecko przy ojcu. Oni na pewno przedstawia
      milion swiadkow na to, ze zdradzilas, ze sie wyprowadzilas zostawiajac dziecko.
      Nie rozumiem Cie i nie rozumiem jak mozna wyprowadzic sie i nie zabrac ze soba
      wlasnego dziecka. Rozumiem, ze mozna sie rozstac, moge zrozumiec, ze mozna
      znalezc sobie kogos innego, zdradzic, ale nigdy nie pojme, jak mozna zostawic
      swoje dziecko i wyprowadzic sie samemu.
      Nie wiem, jak oni mogli nie pozwolic zabrac Ci dziecka, skoro dziecko spedza u
      Ciebie weekendy. Moglas dziecko zwyczajnie zostawic, a skoro nie ma ustalonego
      miejsca pobytu z ojcem, NIKT by Ci go nie odebral.
      Moim zdaniem, kiepsko wypadniesz w sadzie, przykro mi.
      • asia.13.12 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 12:53
        Nie zrozumcie mnie źle.Nie biorę jej bo wiem co to by było.Mąż przyjechałby w
        odwiedziny bo ma do nich prawo, zabrałby ją i wtedy prawdopodobnie bym jej już
        nie zobaczyła, bo by mi jej nie wypuścił z domu. Ja z kolei musiałabym wzywać
        policję i historia by się powtórzyła. Tylko, że dziecinka by nie wytrzymała
        tego nerwowo. Robię to tylko i wyłącznie ze względu na nią. Wiecie jaka by była
        znerwicowana. Każda wizyta u któregoś z rodziców kojarzyłaby jej się z
        kłótniami może i z szarpaniną i wzywaną policją na końcu. Chce jej tego
        oszczędzić.Ja mogę cierpieć, ja zrozumiem, że mąż (jak to sam powiedział)"zrobi
        wszystko żebym jak najbardziej cierpiała" a dobrze wie, że zrani mnie tylko i
        wyłącznie zabierając córkę. Tylko on w tym momencie jest zaślepiony nienawiścią
        do mnie i nie patrzy na dobro małej.Chodzi mu tylko o zemste. I ja to rozumiem,
        ale moja mała córcia nie.Dlatego mam nadzieje, że na tej rozprawie sąd ustanowi
        coś konkretnie, a wtedy trzeba będzie się dostosować i wtedy już nie będzie
        potrzebna policja, nie będzie stres czy ją zobaczę.
        • magdusia11 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 13:26
          To zrozumiałe,że nie chcesz aby Mała się denerwowała ale to nieuniknione...
          Twój mąż z Tobą walczy,mści sie na Tobie uzywając do tego dziecka..

          Nie wiem co mogę Ci jeszcze napisać...Twoja córcia jest bardzo rozdarta,jest
          jej b.ciężko bo taki "malutki okruszek" czuje,że dzieje się coś złego a nie
          rozumie i nie wie co...
          Napisałaś,że nie chcesz aby była znerwicowana-prawdopodobnie będzie bo dla
          dziecka,które wychowuje się bez matki to b.nienaturalna sytuacja-tym
          bardziej,że toczycie wojnę...I nie wiem czy gorsza jest dla niej sytuacja jaka
          jest teraz czy gdyby była razem z Tobą i nawet kończyłoby się to wzywaniem
          policji bo wtedy gdyby juz przyszedła spokój,awanturujące tata by sobie poszedł
          a gliniarze odjechali zostałby jej kochająca Mama...a u Mamy każde dziecko
          czuje się bezpiecznie...
          Pomyśl o tym Asiu!!!

          Magda


          • asia.13.12 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 13:30
            Dałaś mi do myślenia Madziu. Bardzo Ci dziękuję.
            Potrzeba mi było wydusić to z siebie. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
            Ale dziś już nic się nie liczy tylko to, że za godzinę wychodzę z pracy i pędze
            po moją kruszynkę, za którą już bardzo tęsknie.
        • siasiuszek Re: Jakie mam szanse w sądzie 15.10.06, 19:20
          z tego co wiem nie musiała byś wcale oddawać mu małej aż sąd by uregulował mu
          kontakty z dzieckiem. więc skoro sie bałaś że nie odda ci dziecka trzeba było
          mała zostawić u siebie a jego nie wpuścić do domu aż do przyznanych przez sąd
          widzeń.
      • dd5 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 16:03

        Nie rozumiem Cie i nie rozumiem jak mozna wyprowadzic sie i nie zabrac ze soba
        > wlasnego dziecka. Rozumiem, ze mozna sie rozstac, moge zrozumiec, ze mozna
        > znalezc sobie kogos innego, zdradzic, ale nigdy nie pojme, jak mozna zostawic
        > swoje dziecko i wyprowadzic sie samemu.

        --------
        Oj, można. ja miałam taką sytuację że już nie mogłam mieszkać z mężem,
        wyprowadziłam się, a córeczka została z tatą, bo był na wychowawczym. Zresztą
        to trwało tylko 1,5 miesiąca - potem poszłam na bezpłatny i zajmowaliśmy się
        dzieckiem na zmianę.
        Teraz jestem po rozwodzie z orzeczoną wspólną opieką, a córka mieszka ze mną.
        • dd5 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 16:07

          To wszystko było do pelagaa.
      • dd5 do pelagaa 14.10.06, 16:07
        Pelagaa napisała:
        Moim zdaniem, kiepsko wypadniesz w sadzie, przykro mi.

        ------------------
        ...nie wydaje mi się żeby to miało znacznenie dla sądu, przecież pracując nie
        można jednocześnie zajmować się dzieckiem, a żłobek? A może dziecko jest
        przyzwyczajone do babci to dlaczego to zmieniać. No chyba że rzeczywiście
        nastawiają mała przeciwko mamie.
    • magdusia11 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 13:43
      Trzymaj się cieplutko!!!!!!
      Wiem,że nie jest ci łatwo ale mam nadzieję,że się to odwróci...

      ...a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój...

      Ucałuj swoją Malutką od wirtualnej cioci Magdy smile

      Miłego weekendu Asiu!!!

      Magda

      P.S. A od poniedziałku zacznij działć-może na początek wizyta u jakis\goś
      dobrego prawnika...chciałabym coś poradzić ale nie bardzo potrafię sad
    • mira59 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 15:46
      Miałam podobną sytuację,dzieci zameldowane u ojca,ja w wynajętym mieszkaniu bez
      meldunku.Mąż-jeszcze wtedy-nie pozwolił mi wziąć dzieci,interwencja policji
      skończyła się tak,że oni nie mogą mu nakazać dać mi dzieci,bo ma pełne prawa do
      nich i dzieci są tam zameldowane i bez decyzji sądu nic nie mogą
      zrobić.Złożyłam pozew o ustalenie miejsca pobytu dzieci i pomimo faktu,że on
      przez prawie dwa miesiące nie dopuścił mnie do synów(zamknięte drzwi i rzekomo
      nikogo nie ma,nie odbierał tel albo sie rozłączał)sąd przyznał mi pod opiekę
      synów.W międzyczasie kupowałam im rzeczy(żeby mieli jak ich dostanę).
      Asiu-rada dla Ciebie:
      - wystąp do sądu o ustalenie miejsca pobytu dziecka
      - kup małej trochę rzeczy,bo się przydadzą
      - zacznij szukać żłobka lub opiekunki.
      Życzę powodzenia.Pozdrawiam.
      • asia.13.12 Pytanie do mira59 18.10.06, 05:56
        mira59 napisała:

        > Miałam podobną sytuację,dzieci zameldowane u ojca,ja w wynajętym mieszkaniu
        bez
        >
        > meldunku.Mąż-jeszcze wtedy-nie pozwolił mi wziąć dzieci,interwencja policji
        > skończyła się tak,że oni nie mogą mu nakazać dać mi dzieci,bo ma pełne prawa
        do
        >
        > nich i dzieci są tam zameldowane i bez decyzji sądu nic nie mogą
        > zrobić.Złożyłam pozew o ustalenie miejsca pobytu dzieci i pomimo faktu,że on
        > przez prawie dwa miesiące nie dopuścił mnie do synów(zamknięte drzwi i
        rzekomo
        > nikogo nie ma,nie odbierał tel albo sie rozłączał)sąd przyznał mi pod opiekę
        > synów.W międzyczasie kupowałam im rzeczy(żeby mieli jak ich dostanę).
        > Asiu-rada dla Ciebie:
        > - wystąp do sądu o ustalenie miejsca pobytu dziecka
        > - kup małej trochę rzeczy,bo się przydadzą
        > - zacznij szukać żłobka lub opiekunki.
        > Życzę powodzenia.Pozdrawiam.

        Mira powiedz mi proszę jak długo ciągnęła się u ciebie sprawa o synów?
    • mira59 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 15:57
      Tylko że ja mieszkałam i byłam sama,odeszłam bo "znudziło mi się robienie za
      worek treningowy".
    • agawamala Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 16:10
      Wszystko zależy od .......adwokatów jakich zatrudnia strony. Jeśli będziesz
      miała mądrego prawnika masz sporą szansę, jeśli lepszego adwokata będzie miał
      mąż - raczej nie licz na przychylny wyrok sądu. Prawnik strony przeciwnej ma
      całkiem sporo argumentów przeciwko Tobie , Ty natomiast możesz wykorzystać
      chorobę nowotworową męża. Wiem, że to wstrętne, ale w sądzie nie ma sentymentów.
      Ciekawa jestem jak to się skończy.
    • paulinaml1 Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 18:54
      podal Cie do sadu o calkowite pozbawienie praw rodzicielskich?
      nie ma szans, pozew zostanie oddalony, to ze nie chcesz byc z nim to nie znaczy
      ze odbiora Ci wszelkie prawa do dziecka bo wtedy nawet nie moglabys jej widywac
      gdyby corki ojciec sie nie zgadzal. zeby odebrac prawa rodzicielskie pozwabna
      osoba musialaby krzywdzic dziecko, bic,pic,nie interesowac sie.

      zaloz sprawe do sadu o ustalenie miejsca zamieszkania przy matce
    • blanqua Re: Jakie mam szanse w sądzie 14.10.06, 18:57
      To co napiszę na pewno będzie niepopularne ale cóż... odważę się
      Pracuję w ośrodku z kobietami, czasami opiniujemy do sądów itd. Mam zatem
      kontakt z różnymi sytuacjami
      radziłabym Ci się bardzo zastanowić nad zabraniem dziecka a na pewno nie
      stosować chwytów bezprawnych
      Co zdziwiło mnie w Twojej historii? odejście od chorego męża nie pomoże CI w
      sądzie podobnie jak zdrada chorego. Zresztą wystarczy odwrócić sytuację - jeśli
      to mąż opuszcza chorą, osłabioną chorobą żonę albo zdradza ją to jest odsądzony
      od czci i wiary, zwyzywany itd
      Nie dziwi mnie, że mąż nie chce Ci oddać dziecka. Tak naprawde to on i teściowa
      wychowywali dziecko, byli przy nim a Ty poszłaś w stronę swojego prywatnego
      zycia. Trudno aby teraz uwierzyli, ze naprawde chcesz być z dzieckiem, że nie
      jest to kolejny kaprys. Pomysł aby odebrać dziecko teściowej - też okrutny. W
      końcu to ona się nim zajmuje
      DOprawdy, to, że chodziłaś z dzieckiem w ciązy, czułaś ruchy to bardzo miłe,
      sentymentalne. Ale fizjologia, ciaża, sentymenty to nie wszystko. istnieje coś
      takiego jak odpowiedzialność i dbanie o dziecko. U CIebie nie zawsze to było.
      Dziecko jednak bardziej jak widać może liczyć na ojca i babcię - teściową, nie
      dziw się ich reakcji
      Jest to aż ciekawe jak bardzo Wasz punkt siedzenia determinuje osąd sprawy,
      znosi wszelki obiektywizm. gdyby to bowiem napisała ojciec, który zostawił
      dziecko, opuścił chorą na raka żonę, zajął się romansem a teraz chce odzyskać
      dziecko to byłby zmieszany z błotem, zwyzywany i odradzano by wszelkie
      odzyskanie dziecka. Tymczasem wciąż pokutuje u nas wizja, że tylko matka może
      dzicko wychować. Otóż nie tylko. Ojciec może równie dobrze. Czasem nawet lepiej
      Próbuję patrzeć na sytuację z punktu widzenia dziecka, jego dobra. I w tej
      chwili wygląda na to, że stabilniejsze warunki także emocjonalne daje ojciec...
      Blanka
      • pelagaa Re: Jakie mam szanse w sądzie 15.10.06, 18:34
        Dokladnie tak samo odbieram te historie.
      • miminko Re: Jakie mam szanse w sądzie 15.10.06, 19:55
        przepraszam blanqua, czy ty w ogóle przeczytałaś dokładnie post Asi? twoja
        prosta analogia nie załatwi tu sprawy.

        dziewczyna jest ewidentnie zastraszona, sterroryzowana psychicznie a poczucie
        winy nakazuje jej być uległą wobec męża i teściowej.

        Twierdzisz, że ojciec, który jest na środkach uspokajających oraz "Zaczął matkę
        śledzić, straszyć,wydzwaniać po nocach.Kiedyś nawet zaczął szarpać ją przy
        dziecku, raz nawet szarpał ją za złamaną rękę gdy miała córkę na drugiej ręce"
        daje dziecku stabilniejsze warunki emocjonalne? To gratuluję, jeśli tak uważnie
        wysłuchują rodziców pracownicy ośrodków pomocy, ich opinie nie są wiele warte.
        to chyba jasne, że ojciec i teściowa wychowują córkę w nienawiści i pogardzie
        do matki? to ma być dobre dla dziecka? wracając do twojej analogii, czyż nie
        krytykuje się za takie zachowania matek, których parterzy porzucili je z małymi
        dziećmi?

        kobieta pisze, że podjęła próbę naprawy związku, komunikowała mężowi, że między
        nimi jest źle, kiedy to nie odniosło skutku znalazła to czego potrzebuje gdzie
        indziej. jak czytam jak mści się na niej za to jej mąż do spółki z matką, to
        nie dziwię się, że z kimś takim nie chciała już dzielić życia. czuje się winna,
        bo zdradziła, odeszła od chorego mężczyzny - postawiła się w pozycji osoby
        gorszej w tym układzie, mającej mniej praw, nie ma siły psychicznej
        przeciwstawić się agresji męża i jego rodziny.

        sorry, ale twój tekst: "Pomysł aby odebrać dziecko teściowej - też okrutny. W
        końcu to ona się nim zajmuje" mnie rozwalił, teściowa przy całym wsparciu dla
        swojego syna nie jest i nigdy nie będzie matką dziecka, a że się zajmuje małą?
        wstaw sobie zamiast "teściowa" "opiekunka" i pojmiesz absurd swoich słów.

        tak malutkie dziecko potrzebuje przede wszystkim spokoju. ojcu dziecka jak
        widać chodzi głównie o zemstę na niewiernej żonie a nie dobro dziecka, skoro
        nie oszczędza małej i szarpie jej matkę kiedy ta trzyma ją na ręku albo
        terroryzuje ja w inny sposób w obecności córeczki.

        Asia, znajdź dobrego prawnika i do sądu o ustalenie opieki nad dzieckiem.
        zdradziłaś męża ale nie jest to czyn karalny. nie daj się zaszczuć, walcz o
        prawo do opieki nad dzieckiem. mam nadzieję, że sąd dostrzeże to, że ojciec
        małej traktuje ją instrumentalnie, jako narzędzie kary za to co mu zrobiłaś.
        pozdrawiam, głowa do góry. jeśli uwierzysz w to, że dasz radę to tak właśnie
        będzie.
    • blanqua Re: Jakie mam szanse w sądzie 15.10.06, 21:07
      Witam

      Post Asi przeczytalam dokladnie. Ale zdanie swoje podtrzymuje.
      Jakos tego zastraszenia i sterroryzowania nie widac. Widac kobiete, ktora robi
      co uwaza. Chciala zdradzic chorego emza - zdradzila, chciala wyprowadzic sie,
      odejsc - zrobila to. Teraz chce miec dziecko - wiec cudowna wiezia powstajaca z
      odczuwania kopniaczkow w brzuchu chce to przeprowadzic
      Coz, to forum nie jest obiektywne. W wiekszosci sa tu kobiety, ktore maja zle
      doswiadczenia z mezczyznami, zranione, sklonne do tego aby racje przyznawac kobiecie
      ale ja tej racji tu nie widze
      niestety tezy o instrumentalnym traktowaniu dziecka przez ojca sa jedynie
      wynikiem interpretacji, nie ma zadnych faktow, ktore to poswiadczaja. Natomiast
      faktow przemawiajacych na niekorzysc matki jest sporo. Faktow, ze ojciec
      posluguje sie dzieckiem, ze nie zalezy mu na nim - nie ma zadnych, to tylko
      domysl, interpretacja.
      Co do meza na srodkach. Jak wiele kobiet, porzuconych zon i matek bierze leki
      uspokajajace, jest w depresji jak reagujecie? Ano tak, ze to zrozumiale w tej
      sytuacji, jest raczej wspolczucie. Natomiast zalamanie mezczyzny jest powodem
      aby odebrac dziecko. Za ojcem przemawia wg mnie przede wszystkim to, ze z
      dzieckiem jest, zapewnia mu codzienna opieke, mysli o nim i jest odpowiedzialny.
      Wolalabym abys nie oceniala jak dzialaja pracownicy pomocy spolecznej. przede
      wszystkim staramy sie wejsc w sytuacje, poznac zdanie roznych stron aby byc
      obiektywnymi. Na forum nie ma mowy o tym, poznaje sie tylko jedna strone wiec
      ostroznie z wyrokami. Ja nie snuje tutaj domyslow. Patrze jedynie na fakty. A
      one sa dosc jednoznaczne.
      Pieknie brzmi zwlaszcza zdanie, ze Asia "znalazla to czego potrzebuje gdzie
      indziej". Kiedy pare tygodni temu odezwal sie facet, ktory chce odejsc od zony,
      ktora nie kocha zapewniajac jednoczesnie zonie i dziecku jak najwiecej pomocy to
      zostal zbluzgany, zwyzywany i odsadzony od czci i wiary, dowiedzial sie czym
      mysli itd. Jakos kiedy kobieta odchodzi od chorego meza i dziecka aby szukac
      szczescia to kazdy to usprawiedliwia
      uwazam, ze ojciec i tesciowa sa w stanie dac dziecku lepsza opieke i lepszy
      klimat emocjonalny poniewaz sa bardziej przewidywalni, sa przy dziecku ciagle.
      zadne z nich nie polecialo szukac szczescia gdzie indziej tylko sa
      CO do tesciowej, matki itd. Nie demonizujmy juz tak tego. Dla dziecka przede
      wszystkim liczy sie to aby ktos przy nim byl, opiekowal sie. Dziecko moze
      wytworzyc wspaniala wiec z ciocia, babcia. Nie mowiac o ojcu, ktory ma rowne
      prawa co matka
      Mam nadzieje, ze sad nie dostrzeze tu zadzy zemsty meza, traktowania
      instrumentalnego. Bo istnienie takich rzeczy jest jedynie domyslem z forum. A o
      faktach sad sam rozsadzi
      Blanka
      • miminko Re: Jakie mam szanse w sądzie 15.10.06, 23:21
        Blanka, sugerujesz, ze Asia sciemnia kiedy pisze, ze mąż ją przesladuje,
        szarpie w obecności dziecka? jakoś zafiksowałas się na tym, że dziewczyna się
        wyprowadziła z domu (czyzby to on sie mial wyprowadzic? albo ona z nim zostac?)
        a milczeniem pomijasz zachowanie jej męża, ktore opisuje. zręcznie pomijasz
        również jej próby komunikacji i naprawienia związku. skoro mamy tu szafować
        radami to powinnysmy przyjac, że wszystko co opisuje to fakty zamiast wybierać
        sobie tylko to co pasuje do naszej teorii. nie mamy możliwości obiektywnego
        poznania tej historii.

        to chyba oczywiste, ze skoro zdradzila i nie chciala byc z mężem musiała się
        wyprowadzić. mogła też zostać i udawać dla dobra dziecka, że jest ok. ciekawe,
        że jest wielkie społeczne przywolenie na odejście mężczyzny od rodziny
        (wystarczy spojrzeć na znanych panow prezentujących coraz to młodsze małzonki
        na okładkach kolorowych magazynów), a porzucone matki, ktore nie potrafia
        poskromic swoich zlych emocji przy dzieciach nazywa sie "toksycznymi". to chyba
        jasne, że dwuletnie dziecko jest bardziej związane jest z matką niz z miejscem
        zameldowania. a gdyby oboje sie wyprowadzili, kazde na swoje? z kim powinno
        zostac dziecko? Asia pisze, ze nie mieszka z nowym partnerem, a wy jej od razu
        o bzykaniu sie na blacie (braktalentu). no nie!

        moim zdaniem Asia ma do czynienia z mobbingiem. jest zastraszana przez męża i
        jego rodzinę. moim zdaniem, ktoś mający takie metody postępowania z ludźmi nie
        może zaoferować dziecku "stabilniejszych warunków emocjonalnych". kiedy tylko
        córka zacznie się usamodzielniać może spotkać ją taki sam terror.

        w myśl tego, co piszecie, odchodząca ze związku osoba powinna zostawić (stracić)
        wszystko: dom, stałą opiekę nad dziecmi i w ogóle odziać się w wór pokutny -
        ponieważ jest sprawcą zamieszania. tymczasem odejście to tylko jeden skutek a
        przyczyny, czynniki i inne efekty nieudanego związku mogą być o wiele bardziej
        złożone. nie pochwalam zdrady. nie pochwalam odchodzenia do innej/innego, jesli
        uprzednio nie zrobiło się nic, żeby związek ratować. wtedy faktycznie jest to
        nic więcej jak akt egoizmu. jednak karanie jednego rodzica przez drugiego i
        postawa roszczeniowa którejkolwiek ze stron do niczego nie prowadzi, poza
        nieszczęściem dzieci.
    • braktalentu Re: Jakie mam szanse w sądzie 15.10.06, 21:39
      Najgorsze było to, że on zaczął
      > mnie zaniedbywać jako żonę.Rozumiałam bo był chory.Ale to trwało dalej jak
      > był zdrowy.W końcu zaczełam mu zwracać na to uwagę,bo nikt nie lubi być
      > olewany,ale nie przyniosło to żadnego efektu.Więc zdradziłam męża i odeszłam
      > od niego w sierpniu tego roku.Wyprowadziłam się do wynajętego
      > mieszkania.

      Mieszkam tam sama,ale jestem związana z tym drugim mężczyzną.I tu
      > zaczyna się problem.Rodzina się ode mnie odsunęła bo jak ja mogłam.Zostałam
      > wyrzucona z domu

      Nie rozumiem. To wyprowadziłaś się, czy Cię wyrzucono?

      ,ale to nie jest jeszcze nic.Najgorsze jest to,że nie dano mi
      > zabrać córki.

      Nie dano Ci zabrać córki Jej własnemu ojcu? Nie pozwolono Ci Jej zabrać z tego
      domu,w którym się do tej pory wychowywała? Od babci, która się Nią zajmuje? Jej
      OJCIEC nie chce, żeby dziecko mieszkało w jakimś wynajętym lokum (dziś tym,
      jutro być może innym) i żebyś musiała dzielić czasu między swoim nowym
      partnerem i dzieckiem? Cóż, ja Go rozumiem. Zdecydowałaś, że ten facet nie
      nadaje się na Twojego mężą, bo nie traktuje Cię "jak żony" (cokolwiek by to
      miało oznaczać) ale na jakiej podstawie podjełaś decyzję, że nie nadaje się
      również na ojca? Bo nie czuł ruchów pod sercem?

      Gdy we wrześniu przyjechałam i powiedziałam, że zabieram ją do
      > siebie na stałe zamknął mnie z teściową w domu i nie chcieli mnie wypuścić z
      > córką.

      Ja się nie dziwię, że mąż jest na środkach uspokajających. Gdyby ktoś ośmielił
      się poinformować mnie, że zabiera MOJE dziecko z JEGO domu na stałe to furia
      byłaby wyjątkowo łagodną reakcją.

      I tak zawsze stoje pod drzwiami bojąc się,że mi jej nie
      > da.

      I słusznie się obawiasz. Ja bym nie dawała. Na Jego miejscu pozwoliłabym Ci
      widywać córkę w domu i to wtedy gdy nie koliduje to z innymi planami
      domowników.To Ty wprowadziłaś zamęt w Jej życie porzucając rodzinę. Nie siej go
      więcej. Ciesz się tym co masz i co wybrałaś. Możesz stworzyć nową rodzinę,
      widywać córkę z ustaloną przez sąd częstotliwością, płacić alimenty i nie
      martwić się tym, czy Pan X, który traktuje Cię "jak żonę" będzie również
      traktował Twoje dziecko "jak córkę", czy może jak przeszkodę w igraszkach na
      blacie kuchennym.

      żaden ojciec nie nosił dziecka pod sercem,nie czuł jego ruhów od
      > środka brzucha, nie rodził go więc nie wie co to za więź.

      Wystarczy badanie w RODKU i przekonasz się jak to jest z tą więzią między
      ojcem, a dzieckiem. Skoro Twój związek z córcią jest taki mocny, to przecież
      nie ma się czego obawiać prawda? Może masz rację i mężczyźni są w jakiś sposób
      upośledzeni w zakresie uczuciowości wyższej, a może nie...

      Gdy odwożę córkę a > ona krzyczy z łzami w oczkach w drzwiach (gdy mąż zamyka
      mi je przed nosem z satysfakcją,że mi dopiekł) "mama chodź" to ja czuję
      wbijanie noża w serce i obracanie go na wszystkie strony świata.

      Teraz już wiesz co Twój mąż próbuje zagłuszyć farmakologicznie? Może nie jest
      dobrym mężem, ale z tego co piszesz jest dobrym ojcem, który zapewnia dziecku
      opiekę i stabilizację.

      Zastanów się, czy podołasz byciu samodzielną mamą. Twój mąż dobrze sobie radzi
      jako samodzielny tata, a Ty możesz być weekendową mamą i odnaleźć się w tej
      roli.

      Życzę Twojej córci, żeby sąd wydał korzystny dla Niej wyrok.

      • asia.13.12 Re: Jakie mam szanse w sądzie 16.10.06, 10:29
        Sęk w tym moje panie, że nie uważam go za faceta który o nią dobrze dba. Jak
        przyjechałam po córkę w sobotę kiedy było zimno nie wiedział nawet jakie
        ciuszki dla niej dać.Musiałam mu powiedzieć.On nią się nie zajmuje robią to
        babcie.
        A ja co odbieram cókę widzę na jej ciele jakieś śiniaki, zadrapania. Nie mam
        pewności, że nie robi jej krzywdy jak jest na tych swoich prochach.
        Co do choroby męża to jego leczenie zakończyło się w grudniu więc on sam nie
        uważa się już za chorego.Wrócił nawet do pracy.
        Dziecko to nie zabawka i nie pozwole sobie na to aby ktoś mi zarzucił, że jest
        dla mnie ważniejszy jakiś facet. Zarówno ja jak i mój mąż możemy mieć wielu
        partnerów a córka jest najważniejsza.W ten weekend powiedziała mi, że ona nie
        chce jechać do babci i do taty. Ona chce spać u mamy. No to jak ja mam to
        rozumieć? Gdyby tam jej było lepiej nie chciała by ze mną być i nie mówiła mi
        takich rzeczy. Nie zgodzę się z niektórymi z was ale szanuję wasze zdanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka