asia.13.12
14.10.06, 10:12
Witam.
Mam 24 lata i córkę prawie 2 letnią.W pół roku po ślubie urodziła nam się
córka i w tym samym czasie mąż zachorował na raka.Jakoś daliśmy sobie radę z
jego chorobą.Chorował 1,5 roku ale jest już lepiej.Tylko,że tak jak jego tak
i mnie ta choroba zmieniła.To było dla mnie za dużo.Zaczełam go w końcu
traktować nie jak męża, ale jak 2 dziecko. Najgorsze było to, że on zaczął
mnie zaniedbywać jako żonę.Rozumiałam bo był chory.Ale to trwało dalej jak
był zdrowy.W końcu zaczełam mu zwracać na to uwagę,bo nikt nie lubi być
olewany,ale nie przyniosło to żadnego efektu.Więc zdradziłam męża i odeszłam
od niego w sierpniu tego roku.Wyprowadziłam się do wynajętego
mieszkania.Mieszkam tam sama,ale jestem związana z tym drugim mężczyzną.I tu
zaczyna się problem.Rodzina się ode mnie odsunęła bo jak ja mogłam.Zostałam
wyrzucona z domu,ale to nie jest jeszcze nic.Najgorsze jest to,że nie dano mi
zabrać córki.Straszono mnie,kazano wyjechać za granicę,nie przyjeżdżać do
niej.Kategorycznie odmówiłam i codziennie (w okresie gdy mąz nie pracował)
przyjeżdżałam po pracy po córkę i zabierałam ją na weekendy.Bałam się ją
zabrać na stałe bo mojemu mężowi odbiło.Zaczął mnie śledzić,
straszyć,wydzwaniać po nocach.Kiedyś nawet zaczął szarpać mnie przy dziecku,
raz nawet szarpał mnie za złamaną rękę gdy miałam córkę na drugiej
ręce.Zgłosiłam to zajście na policji.Wiem, że jest na środkach
uspokajających.Gdy we wrześniu przyjechałam i powiedziałam, że zabieram ją do
siebie na stałe zamknął mnie z teściową w domu i nie chcieli mnie wypuścić z
córką.Musiałam wzywać policję.Uwieżcie mi że gdy zobaczyłam przerażoną minę
mojej córki na ich widok powiedziałam że więcej jej na to nie naraże więc
posłusznie odwiozłam do niego córkę, bo gdybym tego nie zrobiła nie wiem co
by ten gość zrobił.I tak zawsze stoje pod drzwiami bojąc się,że mi jej nie
da.A teraz podał mnie do sądu o całkowite pozbawienie praw
rodzicielskich.Powiedzcie jakie mam szanse.Nie mam pojęcia jak to wygląda w
sądzie.Wciąż zabieram ją na weekendy i 1 w tyg.Rozprawa za 2 tyg a ja jestem
przerażona.Chce ją mieć u siebie.Ja wiem, że prawie każdy ojciec kocha
dziecko,ale żaden ojciec nie nosił dziecka pod sercem,nie czuł jego ruhów od
środka brzucha, nie rodził go więc nie wie co to za więź.Gdy odwożę córkę a
ona krzyczy z łzami w oczkach w drzwiach (gdy mąż zamyka mi je przed nosem z
satysfakcją,że mi dopiekł) "mama chodź" to ja czuję wbijanie noża w serce i
obracanie go na wszystkie strony świata.Mam dość tej sytuacji.