Gość: ania_s
IP: *.*
09.10.02, 08:42
Jesteśmy małżeństwem już od czterech lat, mamy dziecko (ma roczek).To synek, jest wspaniały, kochany przez nas oboje, co tu dużo pisać. Ale nie w tym problem. Otóż wspólnie z mężem wykańczamy się oboje, i to już od początku małżeństwa. Może zacznę po kolei.Ślub braliśmy w kwietniu. Znaleźliśmy oboje dobra pracę (wiązało się to ze zmianą zamieszkania), w lipcu zaczęliśmy szukać mieszkania. Szybka decyzja, pod moim wpływem, kupiliśmy małe dwupokojowe, nie trzeba było brać kredytu (pracowałam trochę za granicą, trochę na studiach w kraju), komfortowa sytuacja. Jedziemy do domu, do teściów, a tam wielkie trzęsienie ziemni. Co zrobiliśmy, pośrednik zrobi nas w konia, trzeba było kupić nowe mieszkanie, skorzystać z ulgi, pójdziemy z torbami. Mąż załamany, zdenerwowany, ja tłumaczę, że na nowe mieszkanie nie było nas stać (wiadomo, trzeba wziąść kredyt, bo nowe mieszkanie jest droższe, plus jeszcze wykończyć, w 1998r. kredyty były po prostu drogie, poza tym płacić komuś za wynajem - mieszkanie do odbioru za kwartał, w praktyce później).Powrót do domu, awantura w samochodzie, wyzwiska, jak się później okazało, mieszkanie było niedrogie, nikt nas w konia nie zrobił, nerwy okropne.Minął rok, mój mąż, który zawsze twierdzi, że wyglądam okropnie, a inne kobiety tyle na siebie nie wydają, nie chodzą do fryzjera (ja chodzę trzy ! razy w roku) wyglądają jak te lale, stwierdził, że i ja mam tak wyglądać. wybraliśmy się na bazar kupić kurtkę skórzaną, żebym mogła pokazać się w kościele na wielkanoc. Kupiliśmy, zrobił się upał, ja znowu nie ubrana, mąż wściekły. do dziś dnia mi wypomina, ze kupiłam kurtkę za 700, a były po 500 (niby jaka to ja niegospodarna). Od czasu do czasu awantury w domu, teściowa wypomina, jaki ten mój mąż zabiedzony, źle wygląda (w tym czasie przytył sześć kilo), blady na twarzy. Telefon do moich rodziców - teściowa się żali, że synek pierze (włacza pralkę znaczy się), sprząta, dźwiga, sam sobie koszule prasuje i co gorsza mi, nawet zmywa naczynia czy obiad zrobi( tzn wstawi ziemniaki, reszta przygotowana), płacze do słuchawki, mówi z taką żoną jej mąż to tylko na kielicha by chodził. Szczera rozmowa teściowej ze mną, że ja tez mogę dźwigać itd. Mąż po powrocie do domu, że jest tylko od sprzątania, gotowania, prania, co się dzieje (średnio raz w miesiącu tak ględzi). Jestem w ciąży, którą dziwię się, że donosiłam, że urodził się zdrowy, wspaniały synek. W trakcie ciąży w domu awantury, codziennie wyzwiska, nawet pięściobicie, zresztą teraz też to się zdarza. Horror. Prośba o pomoc, rozmawiam z teściami, teście porozmawiamy z synem, ale to moja wina bo mu skarpet nie piorę, bo on dźwigać musi, bo ja w trakcie ciąży na zwolnieniu (od 7 miesiąca, zbyt odpowiedzialna praca, bym mogła pozwolić sobie na pomyłkę), bo prywatnie do lekarza ginekologa (chodziłam, bo chciałam załatwić sobie łatwiejszy poród, drugi powód i najważniejszy - super specjalista), bo ja nieoszczędna, zawsze brzydkie włosy, nieubrana (chociaż ja sie z tym nie zgadzam.)Pokrótce, nic nie moge sobie kupić bez zgody męża - niegdyś kupiłam bluzkę (16zł.), zniszczył ją, zrobił awanturę, uderzył po twarzy, normalka. Urodził się mały (w czasie ciąży kupiłam sobie jedną bluzkę i jedną spódnicę), odwiedziny, przyjechała moja mama w odwiedziny (po 3 latach) teście są raz w miesiącu. mamę moją wyrzucił (musiała wrócić do domu szybciej, powiedział jej, że nie chce jej widzieć), zrobiłam mamie odbitki zdjęć, zarobiłam za nie po twarzy, była siostra, poczęstowałam delicjami, też awantura, tez uderzył. Kontaktów z moją rodzina utrzymywać nie mogę, odwiedzić siostry też nie mogę, nikt do mnie przyjechac nie może. Chciałam się wybrać do siostry, awantura, zrobiłam sobie obdukcję, zastanawiam się czy od meża nie odejść, tzn. chcę odejśc, ale się boję. mąż nie mówi do mnie Aniu, ale per debil, skurwysyn itd. Żal mi tylko dziecka, ale w atmosferze nienawiści żyć nie można. dodam, że pracuje, stać mnie na kupno kawalerki, na bycie samodzielną, ale boję się odejść (mąż jest prawnikiem).To tak pokrótce.A co wy na to, Pozdrawiam, Ania