Dodaj do ulubionych

Moja historia

07.02.07, 12:36
Witajcie
Pierwszy raz piszę na forum'samodzielna mama'i zobaczymy,może nie ostatni.Od
26.10.2006 jestem po rozwodzie orzeczonym z całkowitej winy męża.Powód?Jego
choroba psychiczna,której nie chciał leczyć.I takie jest uzasadnienie wyroku
rozwodowego'nikt nie jest winny swojej choroby,ale każdy jest osobiście
odpowiedzialny za podjęcie leczenia,czego pozwany nie zrobił'.To ja wniosłam
o rozwód,po tym jak przez rok,bezskutecznie próbowałam namawiać męża na
podjęcie leczenia.Dwa razy wypisał się na własne żądanie,kolejne dwa został
usunięty z oddziałów z powodu nie uczestniczenia w terapii i odmowy
współpracy z lekarzami.W leczeniu otwartym był u,chyba,6 psychiatrów,z
których każdy szybko się orientował,że pacjent przychodzi jedynie po L4 i
dostając je,nic ze sobą nie robi.W końcu stracił pracę W czasie choroby,mąż
stał się agresywny,zrezygnował z pracy- szkoła w której był zatrudniony nie
przedłużyła mu umowy z powodu absencji(7 miesięcy na L4 i brak opinii lekarza
o tym,że pacjent rokuje wyzdrowienie.Dyrektorka szkoły nie miała wyboru,bo
były mąż jak tylko zaczęły się wakacje,przestał przynosić L4),nic nie robił w
domu i co najgorsze,przestał zajmować się dziećmi i utrzymywać z nimi
jakikolwiek kontakt.Przez 12-14 godzin dziennie chodził bez celu po ulicach
lub jeździł autobusami,wracał i szedł spać.Paradoks polega na tym,że ani
on,ani ja nie chcieliśmy rozwodu,do czasu wystąpienia choroby byliśmy bardzo
dobrym,udanym,zgodnym małżeństwem(można poczytać moje posty pod tym samym
nikiem z lat 2002,2003)z dwójką dzieci,a były mąż do tego był wzorem ojca.Od
prawie roku nie mieszkamy razem(przeniósł się do swojej mamy).Przez ten czas
raz zobaczył się z dziećmi i w czasie tego spotkania rzeczywiście był tylko
dla nich.Miały z nim bardzo dobry czas.Niestety na więcej nie udało się go na
razie namówić.Dzieci bardzo za nim tęsknią.Wiedzą jaka jest przyczyna tego,że
ich rodzice nie są razem,cały czas pytają,kiedy tata wreszcie zechce się
leczyć(odpowiadam,że nie wiem i niestety nie mam na to wpływu).Kiedy tylko
chcą,dzwonią do niego,żeby chwilę porozmawiać.Martwi mnie to,że córka(9lat)
coraz rzadziej ma na to ochotę i widzi coraz mniej sensu w tych
telefonach.Martwi mnie to,bo to jej jedyny kontakt z tatą,a bardzo go
potrzebuje,bo do jej 7 roku życia tata był chyba ważniejszy niż ja,była jego
księżniczką.Synek(5lat) dzwoni chętnie i chętnie rozmawia o czymkolwiek,po
prostu opowiada tacie o sobie,o tym co robi,gdzie był itd.Moja była teściowa
choruje na to samo co mój były mąż,tylko na inną odmianę i też nie ma
kontaktu z dziećmi ani z kimkolwiek z rodziny.Siostra byłego męża razem ze
swoją rodziną(mąż+2 dzieci)całkowicie odcięła się od brata,mamy ich choroby i
co za tym idzie,ode mnie i dzieci też.Tak więc dzieciaki nie mają też żadnego
kontaktu z kuzynostwem.Były mąż nie pracuje,nie jest zarejestrowany jako
bezrobotny,nie ma ubezpieczenia.Alimenty płaci mi teściowa(z jej
inicjatywy,całkowicie dobrowolnie,sama to zaproponowała)z renty po teściu.Ja
pomału wychodzę na prostą,pracuję,zajmuję się dziećmi,mam kilkoro przyjaciół
i swoje zainteresowania.Nie musiałam zmieniać mieszkania,rezygnować z
dodatkowych zajęć dzieci,czy z wakacji.Nie jestem od nikogo zależna jeśli
chodzi o finanse czy opiekę nad dziećmi.To czemu właściwie piszę?Czego
oczekuję od was?Nie wiem.Wiem tylko,że nie radzę sobie z emocjami,które
pojawiają się w rozmowach z dziećmi na temat taty(dzieci bardzo tych rozmów
chcą,potrzebują i często je zaczynają),z uczuciem bezradności wynikającym z
tego,że nie mogę zrobić nic,żeby ich tata chciał się leczyć lub przynajmniej
się z nimi widywać,z uczuciem przykrości,że nie jestem w stanie zaspokoić ich
potrzeby kontaktu z tatą i w końcu z uczuciem frustracji i złości biorącymi
się z tego,że on się nadal nie chce leczyć.A przecież gdyby tylko zaczął...
Obserwuj wątek
    • mamasama1 Re: Moja historia 07.02.07, 14:33
      Współczuje - bo sa tu dwie ciężkie kwestie, Ty - czujesz że jest nie fair, że
      nie dał tego co czujesz i on - jego problemy, i to ci Ty czujesz gdy on taki
      jest, na pewno mu współczujesz, na pewno Ci cięzko że nie daje sobie rady,
      ale... Nie wiem nie umiem powiedzieć co dalej... Siły zycze i znalezienia swojej
      drogi
      • a.l.o.e.s Re: Moja historia 08.02.07, 08:30
        Dziękuję,bardzo dobrze wyczułaś w czym problem,do tego dochodzą jeszcze emocje
        związane z tym co przeżywają dzieci,które na szczęście o tym ze mną rozmawiają
        i nie zamykają się z tymi problemami.Dobre w ich sytuacji(jeśli wogóle można
        mówić tu o czymkolwiek dobrym) jest to,że nie czują się ani winne,ani
        odpowiedzialne za chorobę taty i za to,że się nie leczy.Dobre jest też to,że
        zachowały dobre wspomnienia zdrowego,cudownego taty i choroba nie wpłynęła na
        to jak go widzą i co do niego czują-kochają go i chcą żeby wyzdrowiał.Byłam
        wczoraj na zebraniu w szkole córki,wychowawczyni pokazała mi jej'życzenie do
        czarodziejskiego kamienia'-okazało się że ma tylko jedno-żeby tato wyzdrowiał.I
        z emocjami,jakie to we mnie budzi,wszystko jedno czy rozmawia o tym ze mną czy
        dostaję sygnały z zezwnątrz, nie radzę sobie kompletnie.Mam takie wrażenie
        (jeszcze z nią o tym nie rozmawiałam),że ona ode mnie oczekuje jakiegoś
        działania,jestem jej mamą,ufa mi,mówi mi o swoim problemie i oczekuje ode mnie
        rozwiązania.A ja mimo,że bardzo chcę,nie jestem w stanie zrobić nic,bo każda
        moja propozycja jest przez byłego męża odrzucana...
        • mamasama1 Re: Moja historia 08.02.07, 08:43
          Rozumiem. Jest tu mnóstwo cięzkich kwestii. Jestes na pewno dobrą, empatyczną
          kobieta. Jedyne co mogę powiedziec to musisz wybrać jakieś wyjście - najlepsze,
          chocby było najboleśniejsze, lub nie, ale takie które w przyszłosci zaoowocuje
          tylko dobrem. Może nie teraz jeszcze gdyu nie masz po po prostu siły na to, ale
          gdy poczujesz ze juz czas. No i masz nas- to forum, mozesz się wyzalić,
          wykrzyczeć...
    • jogo2 Re: Moja historia 07.02.07, 21:53
      Hej,
      Z osobami chorymi psychicznie jest to problem, proponuję spróbuj znaleźć na
      forum e-tata wątek takiego chłopaka, któremu zachorowała żona i też nie chciała
      się leczyć i problem stał się palący, może nawet gorzej niż u Ciebie, chociaż
      jak mi to tam oceniać. Prawda jest taka, że chorego trzeba jakoś podstępem
      spróbować namówić do leczenia, w tamtym wątku wypowiadały się osoby kompetentne
      i znały mnóstwo przepisów. Dużo by pomógł jakiś życzliwy psychiatra, który
      zgodziłby się na wizytę w domu pod jakimś pretekstem i może jemu udałoby się
      namówić chorego. Tamten wątek był chyba z 2005 roku, albo nawet został założony
      jeszcze wcześniej, może moderator pomógłby znaleźć, a nick tamtego chłopaka to
      chyba tomek, czy podobnie.
      Powodzenia,
      Jogo
      • a.l.o.e.s Re: Moja historia 08.02.07, 08:47
        Moja przyjaciółka i nasz wspólny kolega są psychiatrami,użyli mnóstwa sposobów
        i włożyli dużo wysiłku w namówienie byłego męża do podjęcia leczenia,obcy
        lekarze również,było dużo wizyt domowych.Co z tego,były mąż'radził'sobie z nimi
        w tem sposób,że na widok kogokolwiek wchodzącego do domu,ubierał się i
        wychodził i nie było takiej siły,która zatrzymałaby go w domu.Dużo złego w tym
        wszystkim zrobiła rodzina byłego męża.Od samego początku choroby mówili mu,że z
        nim wszystko jest OK,a czuje się fatalnie,bo ma złą żonę,która zamiast siedzieć
        w domu,chodzi do pracy(mąż pochodzi z typowo śląskiej rodziny,gdzie preferowany
        jest właśnie taki model)i pieniądze zarabia.Mówili mu,żeby na żadne leczenie
        się nie godził,bo'przecież nie jest wariatem ani upośledzonym'.Przez długi
        okres czasu zgadzali się na,żeby po prostu siedział u nich w domu zamiast
        jeździć na terapię(dlatego był usuwany z oddziałów dziennych),a potem kiedy
        zaczęło im to ciążyć,odcięli się od niego,od nas i zakazali mu wstępu do
        swojego domu,mówiąc,żeby wreszcie coś ze sobą zrobił,bo oni już tego nie
        wytrzymują.Brała w tym też udział jego mama.Myślę,że dlatego zgadza się,żeby u
        niej mieszkał i dobrowolnie płaci mi alimenty,że ma duże poczucie
        winy.Ostatnio,kiedy u niej byłam powiedziała mi coś takiego'wiesz,nie
        spodziewałam się że jemu się aż tak pogorszy,myślałam że jak nie będzie chodził
        do pracy ani nie będzie musiał nic robić to mu samo przejdzie,a tu jest coraz
        gorzej'Tyle,że mi i dzieciom nic z tej jej spóźnionej refleksji nie
        przyjdzie.Były mąż ma 'zakodowane'w głowie,że jest zdrowy tylko mu się'trochę
        nie chce',a jak mu się wreszcie zachce to będzie OK.Kurcze...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka