ilona969
20.07.07, 01:07
Forum-jak kupe innych znalazlam przez przypadek, troche poczytalam i odwaze
sie opowiedziec o sobie. Dodam, ze bardzo to smutne, ze forum to jest forum
tak aktywnym i tyle tu postow zmieniajacych sie z minute na minutę.
Przygnebiajace. Nie wiem, czy ktos realnie oszacowal ilosc matek samotnych i
ilosc dzieci opuszczonych przez ojcow.. Statystyki statystykami, a jakie sa
realne liczby?..
'My' sie wlasciwie juz roztalismy, a teraz zaczynamy rozstawac 'oficjalniej.'
Bierzemy rozwod. Sytuacja jest nieuregulowana. Mieszkalismy w miekszaniu jego
rodzicow= jego miekszaniu. Nie wyobrazam sobie, zycia-takiego zycia po
rozwodzie. Coraz czesciej mysle, o tym ze rozwod to fikcja i nic nie zmieni.
Mmay 2 pokoje: jeden okupuje on, drugi my. Mma roczną corke, z ktora sypiamy-
ja i corka, razem w tym 10m. pokoiku od jej urodzenia. Piszac te slowa, musze
uwazac by jej nie zbudzic...
Potrzebne jest nam mieszaknie-mi i corce, takie nasze i przede wszystkim
odzielne. Mieszkanie na normalnym poziomie, nie melina do remontu.. Do tego
miekszania-obecnego nigdy sie nie przywiazałam i nie snulam planow z nim
zwiazanych, ale od lat wiem i wiedzialam, ze musze miec SWOJ własny kat.
Niestety slub, moj zwizek ,ogolnie: malzenstwo, wybilo z glowy te plany moim
rodzicom i zostalo jak jest teraz. Mysle o tym, by sie do nich wprowadzic.
Maja 3 pokoje. W jednym jest ojciec, w drugim matka. Chcialabym umiescic ich
w 1 pokoiku, zebysmy z corka mialy osobne pokoje.. Oczywiscie jest wielki
protest rodzicow-mam sie nie rozwodzic, siedziec gdzie siedze i bron ci boze
nie zaklocac ich zycia.. A tak naprawde,zycie z nimi pod jednym dachcem mi
sie nie usmiecha. Pomoca przy dziecku nie beda,a ingerowac w nasze zycie
zechą.. Mysle o tym, zeby namowic ich di wyprowadzki, kupna jakiegos lokum, w
koncu emerytury maja 'na poziomie' i oszednosci sa..
Dobija mnie ten stan rzeczy..
JHak Wy sobie radzilyscie z lokum?