Pozbawię dziecko ojca...:(

25.07.07, 20:25
Moja sytuacja jest chyba nieco inna, niż Wasza.
Jestem od trzech lat mężatką, mam trzyletniego synka.

Przed ślubem byłam z moim obecnym męzem 4 lata. Nasz związek był luźny, nie
było żadnych wyznań, planów na przyszłość ani deklaracji. Spotykaliśmy się
kilka razy w tygodniu, czasem częściej, potem rzadziej. Ogólnie rzecz biorąc
ja go na początku kochałam, a potem to hcyba było przyzwyczajenie, natomiast
on mnie raczej nie. Nigdy mi tego nie powiedział, mimo że dbał o mnie, to nie
było w tym emocji. Luźny związek, mimo że np. snuliśmy plany na kolejne
wakacje czy coś w tym rodzaju, a czasami gdy ludzie nas pytali czy mamy
poważniejsze zamiary wobec siebie, to mówił, że tak - ale mówił to innym, a
nie mnie.

Ciąża była wpadką, on stanął na wysokości zadania, nie spotkały mnie żadne
przykrości, dbał o mnie w czasie ciąży, ale ślub (tylko cywilny) był jedynie
następnym krokiem nie opartym o żadne uczucia. Nie byłam przez niego
przytulana, dotykana, zadbał o mnie w 100% fizycznie, niczego mi nie
brakowało, ale uczuć zadnych nie było.

Mój mąż jest świetnym ojcem. Wymagającym, ale troskliwym, dba o synka. Poza
tym dobrze zarabia, niczego nam nie brakuje, ja zarabiam nieporównywalnie
mniej. Uczy małego wielu rzeczy, zajmuje się nim, często mnie wyręcza, gdy
jestem zmęczona, potrafi ugotować obiad, pozmywać, posprzątać. I mam ogromne
poczucie winy, że chcę od niego odejść.

A chcę odejść, bo nie ma między nami uczucia. Mąż mnie nie przytula (w
zasadzie nigdy nie przytulał, nie całował ot tak), nawet kiedy razem śpimy to
nie obejmuje mnie, mimo że czasem mu mówię, że potrzebuję tego. Nie dotyka
mnie, nie powie nic miłego. Nie wspomnę o tym, ze nigdy nie słyszałam "kocham
cię", a bardzo pragnę ciepła. On jest jak bryła lodu. Kiedy się do niego
przytulam, to zaraz szuka sobie zajęcia, odchodzi i robi byle co, może nawet
nie robi tego świadomie, ale to boli.

Mam ogromne poczucie winy, że przez moje jakieś oczekiwania uczucia dam
synkowi ojca tylko pare razy w miesiącu. I to ojca, który naprawdę dba o
dziecko. Nie wiem co robićsad
    • pelagaa Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 25.07.07, 20:42
      Isc na terapie rodzinna. Naprawde.
    • iziula1 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 25.07.07, 21:10
      >>>Mój mąż jest świetnym ojcem. Wymagającym, ale troskliwym, dba o synka. Poza
      tym dobrze zarabia, niczego nam nie brakuje, ja zarabiam nieporównywalnie
      mniej. Uczy małego wielu rzeczy, zajmuje się nim, często mnie wyręcza, gdy
      jestem zmęczona, potrafi ugotować obiad, pozmywać, posprzątać. I mam ogromne
      poczucie winy, że chcę od niego odejść.<<<<


      Prawie ideałsmile
      A tak na powaznie,mówiłas mu o tym co czujesz?
      Powiedziałaś,że myślisz o odejściu?

      Radze porozmawiać o swoich oczekiwaniach i spróbowac z terapia.
      A dopiero potem podejmować decyzje-co dalej.

      Iza
    • alexxa6 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 25.07.07, 22:04
      ciężka sprawa,pytałaś kiedyś męża po co założył rodzinę? bo w skład rodziny
      wchodzą nie tylko dzieci ale i żona,matka-tych dzieci.Rozmawiałaś z nim?Pytałaś
      o przyczyny takiego zachowania?
      vanilla-cafe.net/
    • jenny_curran Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 25.07.07, 22:05
      Zapytaj DLACZEGO taki jest. Normalnie go zapytaj.
      Bo wiesz, facet, który nie kocha to raczej ma w d... potrzeby kobiety (także te
      nieemocjonalne). Zaproponuj terapię rodzinną, jeśli Ci powie, że taki już jest
      i nie umie tego zmienić. Odmówi? To za miesiąc zaproponuj terapię ponownie.
      Odmówi? Powiedz patrząc mu w oczy i nie przymilając się do niego, że poważnie
      myślisz o rychłym odejściu. Dodaj przy tym, że wiesz, że będzie nadal takim
      ojcem jak był. Nastrasz go i poczekaj na efekt.
    • virtual_moth Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 25.07.07, 22:54
      Ideał faceta jak dla mnie - nie tracący czasu na duperele i słowka, a
      realizujący miłość w czynach. Odpowiedzialny, acz zagubiony, być może przykre
      doswiadczenia z dzieciństwa i stereotypy męskosci zamknęły w nim potrzebę
      okazywania uczuć. Chętnie ugotowałabym takiemu obiad i uprała skarpetkiwink
      Rozumiem, że może jego "chłód" przeszkadzać, od tego są terapie, ale rozstawać
      się z powodu takiej sprawy?!
      • natasza39 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 00:10
        Zgadzam się z virtual.
        Co powiesz w sądzie?
        że rozwodzisz się, bo Cię nigdy nie przytulił?
        A kogo wolałabyś za męża i ojca własnego dziecka?
        Taki co mówi "kocham Cię" a robi takie rzeczy, że zaprzecza temu stwierdzeniu,
        czy takiego co nie mówi tego, ale za to czynami udowadnia dzień po dniu, że kocha.
        Może to tzw. "zimny chów". JAk matka np. nie ciumkała go i nie przytulała, to on
        teraz takiej potrzeby przytulania nie ma po prostu.
        Zapytaj ile dziewczyn zamieniłoby się z Tobą.
        W zyciu trzeba szukać pozytywów, a nie dziury w całym.
        • madzik744 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 07:33
          A ja Cię doskonale rozumiem. U mnie jednak było dużo uczuć przed urodzeniem
          dziecka. Później on mnie zdradził i od 10 miesięcy żyjemy obok siebie. Z boku
          wyglądamy na normalną rodzinę, ale nie ma między nami czułości, śpimy
          oddzielnie. Z jednej strony nie chcę pozbawiać córki ojca, ale bycie z kimś kto
          mówi o mnie " matka mojego dziecka " jest coraz bardziej nie do zniesienia. I
          wiem, że któregoś dnia odejdę...
          • martuna1 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 08:57
            Zgadzam sie z jenn_curran, mysle ze powinnas z nim powaznie porozmawiac.Jednak
            zycie bez uczucia kiedys odbije sie rowniez na dziecku, zaspokajanie potrzeb
            fizycznych nie jest podstawa zwiazku, podstawa dobrej rodziny jest MILIOSC!!!
          • natasza39 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 10:04
            madzik744 napisała:

            > A ja Cię doskonale rozumiem. U mnie jednak było dużo uczuć przed urodzeniem
            > dziecka. Później on mnie zdradził i od 10 miesięcy żyjemy obok siebie.

            Autorki wątku partner nie zdradził.
            Masz inną sytuację.
      • pelagaa Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 16:35
        > Chętnie ugotowałabym takiemu obiad i uprała skarpetkiwink

        Nie przesadzaj Virt wink))))
    • ddanna Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 10:26
      Wiesz, pytanie podstawowe: CZY TY GO KOCHASZ?
      Bo na ten temat też nic nie napisałaś. Piszesz tylko o nim, a Ty? Chciałabyś aby
      on trochę więcej okazywał uczucia, wtedy Wasze małżeństwo będzie ok? Czy może
      terapia nie pomoże, bo Ty go nie kochasz? Piszesz o luźnym związku przed ślubem,
      z obydwu stron? Czy też Ty byłaś bardziej zaangażowana emocjonalnie?
      Zgadzam z poprzednimi wypowiedziami, że o uczuciach człowieka świadczą czyny a
      nie słowa. Więc z Twego opisu raczej mąż jawi się raczej jako "bohater
      pozytywny". Choć rozumiem też Ciebie, że chciałabyś czułości, bo ona też jest w
      związku niezbędna. Ale - tu też się zgadzam z dziewczynami - może to chłopak
      chowany "na zimno", może takie wzorce wyniósł z domu, że mężczyzna nie okazuje
      uczuć. Mój maż pewnych rzeczy uczył się ode mnie, i trochę też od mojej córki.
      Mama jego (samodzielna!) chowała go raczej zimno, bez przytulanek i takich tam
      "farmazonów". Więc i jemu ciężko takie gesty wykonywać, no ale "kocham cię"
      słyszę tyle razy ile mi potrzeba (nie za dużo, w sam raz), dlatego, jak już
      pisałam, rozumiem Cię, że tego potrzebujesz.
      A może kts go zranił już kiedyś? Rzeczywiscie, jeśli obojgu Wam zależeć będzie
      na małżeństwie, to terapia będzie bardzo dobrym rozwiązaniem. Na pewno nie
      zepsuje niczego, a może pomóc, więc nie masz nic do stracenia. Pod warunkiem
      jednak że jeszcze kochasz swojego męża.
      Powodzenia,
      Dana
      • bea53 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 10:39
        Zgadzam sie pytanie "czy Ty go kochasz" i okazujesz mu uczucia?
        Przeciez pewnie zawsze taki był i zwiazalas sie z nim z jakiegos powodu prawda?
        Chyba nie stal sie zimny z dnia na dzien? Jesli kochasz to jestes gotowa walczyc
        o niego i byc przy nim, jesli nigdy go nie cochalas to rzeczywiscie jest problem...
    • angulka Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 15:48
      Jeśli chodzi o to, czy ja go kocham - na początku naszej znajomości strasznie
      go kochałam, potem on lekceważył każdy mój ciepły gest, odsuwał się, byliśmy
      jakby obok siebie, a ja mimo to wciąż z nim byłam (rodzice też nigdy nie
      okazywali mi ciepła ani słowami ani przytuleniem). Potem on się stawał coraz
      zimniejszy, a u mnei ta miłość powoli gasła, gasła, a potem pojawiło się
      dziecko. Coś na pewno się we mnie tli, potrafimy się wspólnie smiać, no i
      troszczy się o mnie, ja tęsknię za nim kiedy go nie ma, ale ciągle mi brakuje
      czułości, trzymania się za ręce (na spacerze kiedy ja go biorę za rękę on znosi
      to góra minutę, po czym albo zaczyna palić, albo niby podnosi dziecko na
      chwilę, a potem trzyma się z dala, smutne to strasznie).

      Wczoraj za Waszą namową powiedziałam mu o terapii, powiedziałam że brakuje mi
      ciepła itd. Był wręcz zszokowany pomysłem o terapii, powiedział że jak może mi
      czegoś brakowac, skoro on pracuje i stara sie jak może, aby mnie i dziecku było
      dobrze. Powiedziałam o mojej potrzebie czułych gestów, tak abym czuła ze jestem
      z nim, a nie obok niego, powiedział że wydziwiam, że przecież śpimy razem i
      chodzimy razem na spacery. Spytałam wprost czy mnie choć trochę kocha -
      powiedział, że przecież jest nam dobrze, przecież nic nam nie brakuje, dba o
      mnie. Spytałam jeszcze raz i powiedział że jest mu przykro ale męczy go ta
      rozmowa, więc nie chce już poruszać tego tematusad Za parę dni ja poruszę temat
      terapii jeszcze raz, chociaz wydaje mi się to bezcelowe - nie można zmusić
      kogoś do miłości, a ja nie wiem, czy chciałabym - czy w ogóle któraś z Was
      chciałaby - spędzić resztę życia bez miłości. To już siedem lat, skoro do tej
      pory nie pokochał to nagle się nie zakochasad
      • lilith76 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 16:28
        Twoja historia przypomina mi trochę pewną.
        Tylko, że oni znali się przed ślubme krótko, wpadka, szybki ślub. On przez lata jest dobrym ojcem, dba o dom, pomaga, bez zarzutu. Tylko, że też taki "chodny", nie przytuli, nie dotknie, nie porozmawia. W ciągu kilku lat ze 2-3 razy przechodzą zasadniczą dyskusję - ona mówi mu czego oczekuje, czego jej brak, on twierdzi, że "taki jest i się nie zmieni". W końcu przy którejś rozmowie wyznał jej, że jej nie kochał gdy brali ślub, ale teraz po latach "nauczył się ją kochać". Tylko, że jej miłość gasła i gasła, wpadła w depresję. Poczuła, że nie wytrzyma już tak ani miesiąca. Złożyła pozew o rozwód. Szanuje go jako ojca swojego dziecka, ale emocjonalnie jest dla niej już obcy.
        Co na to on? Teraz jest w stanie zmienić się i zrobić "wszystko". Być może powinna była zagrozić rozwodem i złożyć pozew, gdy go jeszcze kochała. Ale teraz nic od niego już nie chce.

        Nie da się zaprzeczyć virtual i nataszy, że taki mąż to skarb. Ale związek musi się realizować na różnych płaszczyznach. Wygłodzona emocjonalnie kobieta jest łatwym żerem dla wszelkiej maści żigolaków szukających zbiedzonych mężatek do pocieszenia. Kiedy zdradzi, to ona będzie to straszną, co zniszczyła rodzinę, układ, w którym i tak czuła się źle. Czy to nie panie na tym forum postulowały, że gdy ciągnie na zewnątrz związku, partner już nie jest partnerem to najpierw trzeba się rozwieść, potem szukać nowej osoby?



        Nie wiem co ci radzić.
        Daj mu do zrozumienia, że rozważasz rozstanie, bo staje się dla ciebie obcym człowiekiem. Z drugiej strony podsuń opcję terapii. Zastanów się, czy to może w tobie jest nienasycenie i niedokochanie, być może w każdym związku będzie ci za mało. Najpierw spróbuj ocalić, potem opuszczaj.
      • pelagaa Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 16:34
        > To już siedem lat, skoro do tej
        > pory nie pokochał to nagle się nie zakochasad

        To teraz sie zastanow, czy lepsze dla Ciebie bedzie znalezienie misia-pysia-
        przytulisia, ktory bedzie mial w dupie odpowiedzialnosc, troske o rodzine, jej
        finanse, bedzie mial w dupie Twoje dziecko, bo nie jest jego. Ale za to bedzie
        Cie na spacerach trzymal za raczke, bedziesz miala dziki i upojny seks. Za to
        jak 10 dni po wyplacie zabraknie Ci kasy, wzruszy ramionami, przytuli Cie mocno
        i powie "jakos to bedzie". Zpewniam Cie, ze to "jakos" jest w tym wszystkim
        najgorsze, bo to "jakos bedzie", bedzie tylko na Twojej glowie. Czy wtedy
        spelni sie ten mit, ktory w sobie kisisz? Ten mit wielkiej milosci??? I co to
        jest ta milosc, o ktorej marzysz??? Motylki w brzuszku? Trwaja jakies 3
        miesiace, dopoki nie spadnie Ci poziom fenyloetyloaminy w ogranizmie. Tak, to
        zwykla reakcja chemiczna. Wydziela sie hormon szczescia i jestesmy szczesliwi.
        Po 3 miesiacach, u niektorych po gora roku, zostaje tylko mile wspomnienie
        poczatkowego szalenstwa. I zostaja zalety, takie jak odpowiedzialnosc i wady, z
        ktorymi ciezko sie zyje.
        Naucz sie doceniac to, co masz i przestan marzyc o czyms, co nie istenieje.
        • natasza39 Ujęłaś sedno pela! 26.07.07, 17:01
          Kobieta jak odchodzi, to dlatego, że nie czuła się kochana. A to ze rozwala
          swojemu dziecku rodzinę, dobrze funkcjonującą i zabiera mu ojca, to juz detal.
          Jak ją namawiają w tym wątku do odejścia inne samodzielne.

          Facet, który odchodzi, z tego samego powodu, to według tych samych pań - gnój,
          cham i inne najgorsze rzeczy.
        • ikcaj Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 09.08.07, 00:55
          w sposób fachowy chcesz przemycić twierdzenie, które jest tylko twoim
          subiektywnym odczuciem. Tego, że kochać można latami możesz dowiedzieć się
          chociażby z lektury tego i podobnych for internetowych. Życie jest jedno i każdy
          dokonuje w nim własnych wyborów.
    • natasza39 I jeszcze jedno drogie panie, takie przemyslenie 26.07.07, 16:57
      Dajecie angulce prawo do odejścia ze związku, gdzie nie ma patologi,
      nieodpowiedzialności, gdzie jest dziecko, rodzina tylko dlatego, ze jej brak
      przytulania, tylko dlatego, że jej się wydaje, ze on nie kocha.
      Dlaczego w takim razie potępiacie facetów w takiej samej sytuacji życiowej?
      Jak im brak dobrego seksu, czy czułości, to w takim razie nie POTęPIAć!
      Niech sobie odchodzą od zon i dzieci w imię poszukiwania miłości.

      Dziwne to nie uważacie?
      • galateja Re: I jeszcze jedno drogie panie, takie przemysle 26.07.07, 21:41
        Czytam wasze wypowiedzi i czegos tu nie rozumiem. Moj maz (jeszcze maz) to
        rowniez prawie ideal. I choc w naszym malzenstwie nie wszystko ukladalo sie ok
        to nigdy prznigdy bym go nie zostawila. Ja nie za to on mnie zostawil. Bo i on
        czul ze nie jest dobrze i mial odwage glosno to powiedziec. Troch to trwalo
        zanim to zrozumialam.
        Teraz zalozmy ze maz jej pierwszy powie ze juz nie moze i co wtedy? Nie sadze
        ze bedzie sie cieszyc raczej poczuje noz w sercu. I nie mowcie ze tak sie nie
        stanie bo niemozliwe nie istnieje. Sama jestem tego przykladem.
        Podpisuje sie obiema rekami pod postem nataszy.
        Nie mozna ot tak zrzucac wine na jedna srtone (dotyczy przypadku bez patologi).
        Radze sie trzy razy zastanowic zanim podejmiesz ostateczna decyzje. Teraz
        wydaje sie ci sluszna ale zapewniam ze jeszcze mozesz zaplakac. Zmienisz swoje,
        meza, dziecka zycia djametralnie- nie musi to byc zmiana na lepsze!!!
        POROZMAWIAJ Z NIM!!!!!!!!!! I nie mow ze z nim nie mozna z kazdym mozna i
        pamietaj meszczyzna tez ma uczucia, tylko glebiej je chowa.
        Zycze powodzenia.
    • noname2002 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 17:30
      Kiedyś byłabym tak samo zbulwersowana jak Wy, te które potępiają Angulkę. Ale
      ja wytrzymałam, na początku dlatego że kochałam męża, a potem dla dziecka
      właśnie w takim związku pozbawionym miłości. Nawet nie miłości tylko nawet
      jakiegokolwiek porozumienia. I naprawdę jeśli ktoś czegoś nie przeżył to niech
      pochopnie nie potępia!
    • derena33 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 19:18
      Najsmutniejsze w tej opowiesci jest to ze czesto ludzie ktorzy nie umieja
      okazywac uczuc, wybieraja do w wspolnego zycia osoby zupelnie innego pokroju
      emocjonalne i potrzebujace tej czulosci jak powietrza.
      Trudno jest wtedy o porozumienie, ale moze trzeba przyjac ze czyny sa
      wazniejsze od slow?
    • mama_ameleczki Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 19:34
      a przed ciaza i slubem nie przeszkadzal Ci ten brak uczuc z jego strony?
      Dlaczego ne staralas sie go nauczyc kochac i okazywac to?
      • angulka Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 26.07.07, 22:41
        Przeszkadzał, ale mimo to z nim byłam, przyzwyczailismy sie do siebie. Nie wiem
        czemu sie nie staralam. Po prostu bylismy sobie razem, fajnie sie bawilismy,
        byl fajn seks, no i tyleuncertain
        • kicia031 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 27.07.07, 09:47
          A mi sie ta sytuacje wydaje jednak patologiczna. Facet, ktory ma zone, dziecko
          sa razem juz od lat i ani razu nie powiedzial, ze ja kocha? Uwazacie, ze to
          normalne? A dziecku mowi, ze kocha? Jaki wzor rodziny przekazujemy takiemu
          dziecku? Jaki wzor relacji miedzy malzonka, rodzicami, co ono bedzie
          realizowalo w swoim doroslym zyciu, czy tez wyrosnie na emocjonalna kaleke?
          Nie uwazam, ze nalezy pochopnie sie rozstawac, jestem za rozmowa z mezem i
          drazeniem tematu az uda sie ustalic jakies fakty, przyczyna, zeby mozna bylo
          zaczac pracowac nad naprawa zwiazku, ale tez uwazam, ze stan obecny jest nie do
          utrzymania. Dziewczyna tez ma prawo do szczescia, ciepla, milosci, za ilestam
          lat dziecko odejdzie z domu, a ona zostanie z obcym czlowiekiem, pewnie juz
          bedzie za pozno, by ulozyc sobie zycia na nowo... A zycie jest jedno, nie warto
          go marnowac na cos bylejakiego...
    • alexolo hm 09.08.07, 09:30
      sama piszesz że wasz związek był luzny ..bez wiekszych emocjji
      moz e twój maz nie wie nawet ż e ty tego potrzebujesz... siadaj i
      rozmawiaj... sama czesciej wykonuj miłe gesty ... nie zrazaj sie .. moż e
      dopiero sie zakochacie.... a moz e nic z tego nie bedzie ...ale próbuj...
      dla dziecka.. dla siebie ..żebys potem nie miała do siebie zalu
      • wiola101 Nie szukaj dziury w całym! 09.08.07, 10:37
        Przestań wymyslać. Mój mąż tez nie nalezy do wylewnych, też mnie nie
        całuje od tak a słowo kocham cie jest na wagę złota. jednak chyba to
        co mówią jest mniej ważne, wazniejsze jest to co robią. Jestesmy ze
        soba prawie 11 lat i naturalnym jest że ten ogień , zauroczenie
        minęło. Nie jestesmy juz nastolatkami - w tej chwili to partnerstwo.
        Nie wymagam od mojego męża "gadania' najwazniejsze abym czuła się
        bezpiecznie i aby dbał o mnie i nasze dzieci. A tak jest tak samo
        jak i w Twoim związku. Myslę że jakbys go zostawiła byłabys egoistka
        myslącą o sobie a nie dziecku i nie o nim.
        daj spokój - idx do jakiegos psychologa to może ci pomiże bo jak dla
        mnie to troche przesadzasz.
    • wojag Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 09.08.07, 13:23
      nie szukaj rad u innych, my jestesmy z boku... PAMIETAJ, NIKT ZA
      CIEBIE TWOJEGO ZYCIA NIE PRZEZYJE!!!
    • majka_martyna Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 09.08.07, 14:32
      warto walczyc o zwiazek o rodzine, o Dom.Ale dom to nie tylko
      sciany,to ludzie którzy w nim zyją,moim zdaniem pełna rodzina ale
      nie kochajacy sie rodzice to wcale nie szczesliwy dom,wiem sama z
      doswiadczenia,chodzi o moj dom o rodziców.Chowam sama synka i wcale
      tez nie uwazam ze dziecina jest gorsza bo ojca nie ma w domu,no ma
      gdzies go tam coraz sie pojawi,zycie pokarze.Nie czuje sie tez
      wyrodna mama bo pozbawiłam dziecko ojca,moze dlatego ze wnaszym
      przypadku dziecka nie chciał ojciec ;/ teraz niech patrzy i niech mu
      serce peka jakiego wspaniałego mam Synka :
      • scharona Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 14.08.07, 21:43
        Siedzę, czytam i .... ręce mi opadają! Kobiety.. Mąż ideał?
        Przeszadasz? Porozmawiaj z nim może będzie dobrze? Bzdura! Totalna
        bzdura. A może się jescze przyzwyczaj do takiego życia i pomyśl o
        tym że inne mają gorzej? Cudownie! Mąż traktuje mnie jak powietrze
        ale to nic - bo o mnie dba. Mogłam tafić gorzej. Cholera mnie trafia
        jak czytam takie porady. Ja też zamierzam odejść od męża. Choć na
        zewnątrz wyglądamy na zgrane w 100 procentach małżeństwo. Ale tak
        nie jest. Nie rozmawiamy ze sobą bo on ... nie ma ochoty mnie
        słuchać bo właśnie gra na komuterze. Nigdzie razem nie wychodzimy bo
        on jest zmęczony. Dzieckiem cieszy się najwyżej 10 minut dziennie. I
        wystarczy. Nie rozmawiamy ze sobą, nie sypiamy choć śpimy w jednym
        łóżku, nie jadamy razem nic nie robimy razem!!! a To że zdarzy mu
        się podnieść na mnie rękę "jak zasłużę" albo wytzucić mnie za dzrzwi
        własnej sypialni i zamknąć się na klucz, i za każdym razm
        powtarzać "spójrz do czego znowu doprowadziłaś" - to zupełnie inna
        sprawa. Podobno da się tak żyć. Ale ja nie zamierzam. Będę uważana
        za egoistkę? Proszę bardzo - mam to w dupie i to bardzo głęboko.
        Chcę żyć jak normalny biały człowiek. I z kimś kto mnie kocha a nie
        mówi,że cytuję "Przysięgałaś i musisz ze mną być.| Musisz mnie
        kochać na dobre i złe. Mogę cię nawet zabić a ty mnie dalej powinnaś
        kochać". Muszę? nie sądzę!



        Powodzenia kobieto!!! trzymam kciuki. za Ciebie za siebie..
        • mrs_ka Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 14.08.07, 22:39
          Piękne słowa napisała Lilith. "Związek musi się realizować na
          różnych płaszczyznach". Dokładnie tak jest i nawet groźba
          publicznego pręgierza nie zmieni tego faktu.
          Z uwagą przeczytałam też Post Kici i Scharony.

          Myślę, że nieludzkim jest namawiać kogoś, aby zanegował w sobie
          jedną z najpotężniejszych potrzeb: potrzebę bycia kochaną.

          Tak się składa, że całe swoje pierwsze małżeństwo spędziłam w
          emocjonalnej chłodni. Mój mąz nie dbał o mnie i nie starał się
          szczególnie, ojcem był jednak bardzo dobrym. Sadzę więc, że
          znalazłoby się wiele powodów, aby utrzymać ten związek w imię dobra
          dziecka. Czy też w imię klasycznego "nie_przesadzaj_to_prawie_ideał".
          Zabawne, ale po latach nie pamiętam już co bardziej dramatycznych
          wydarzeń w rodzaju zostawienia mnie w polu podczas lutowej nocy, gdy
          miałam na nogach pończochy i szpilki.
          O takich sprawach przypominają mi czasem znajomi i czuję się wtedy
          zdumiona: tak jakby opowiadali mi cudzy film. A sądzę, że luty, noc,
          szpilki i wyrzucenie z taksówki dla wielu z Was okazałoby się warte
          pamięci.
          Ale ja takich lutych przeżyłam sporo i myślę, że może mogłabym je
          nawet znosić nadal gdyby nie pewien sierpień, dokładnie 28 sierpień.
          Nikt mnie wtedy nie wyrzucił z taksówki ani nie kazał brnąć ośmiu
          kilometrów przez śnieg w pantoflach.
          Pamiętam za to jak dziś: staliśmy przy samochodzie wybierając się na
          imprezę. Mój mąż mi powiedział, że mnie nie kocha.
          Miałam to w myślach każdego dnia, jaki nastąpił później. I nic mną
          tak nie tąpnęło (w dość nieudanym przecież) małżeństwie, jak ten
          dzień i to obezwładniające poczucie, że ktoś mnie nie chce, nie
          akceptuje, nie kocha, nie potrzebuje.
          Nasze małżeństwo przetrwało jeszcze dokładnie rok. Skończyło się
          moją zdradą i odejściem, bo nie umiałam tak żyć, a nie umiałam po
          prostu odejść.
          Tamten rok był wypełniony wieloma bezinteresownymi okrucieństwami.
          Co jakiś czas pytałam z nadzieją, czy już kocha? I odpowiadał wtedy
          znużony i zły, zebym mu nie zawracała głowy.
          "Na miłość trzeba sobie zasłużyć". To słowa mojego męża.
          Cóż, ja nie zasłużyłam, choć tak bardzo się starałam.

          Kiedy czytam, że ktoś mówi kobiecie, której rozpacz, zmęczenie,
          poczucie bycia niekochaną, tak dobrze rozumiem, mam ochotę zapytać:
          doświadczyłaś tego choć raz?
          Doświadczyłaś braku miłości? Dławiącego poczucia odrzucenia, gdy
          ktoś odpycha twoją rękę, odsuwa się w łóżku lub sięga po twoje ciało
          jak po przedmiot? Kiedy zaczynasz czuć dławiący strach przed
          zapytaniem "czy ty mnie kochasz?" Wybrałaś na partnera kogoś, kto
          nie chce twoich rąk, uścisków, pocałunków; kto swoją postawą
          komunikuje "nie potrzebuję cię do miłości"?

          NIe da się stworzyć udanego związku z alkoholikiem, brutalem,
          psychopatą czy człowiekiem chronicznie niedojrzałym. I w tym sensie
          Pelaga i Natasza mają rację.
          Nie da się jednak stworzyć pełnego związku z kimś, kto ani razu nie
          powiedział, że nas kocha, a próby zapytania się o to wywołują w nim
          złość i irytację.
          Miłość nie jest głupotą ani życiowym niuansem.
          Nie piszcie komuś, kto zwyczajnie, normalnie i ludzko potrzebuje
          miłości, że przesadza i szuka dziury w całym.

          Idź na terapię, Droga Autorko. Przynajmniej postaraj się namówić
          męża,a jeśli się nie uda- idź sama.
          Trzymam za Ciebie kciuki.
          Miłość nie jest luksusem. Zasługuje na nią każdy, kto umie kochać
          drugiego człowieka i nie daj sobie wmówić, że to wygórowane
          oczekiwanie.


          a.
    • wiatr_na_szczycie Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 15.08.07, 12:36
      jestem w o tyle innej sytuacji ze przez duza czesc naszego malzenstwa bylismy
      rodzicami smiertelnie chorego dziecka. W zasadzie wszystko wisialo w prozni,
      zawieszone- wszelkie rozmowy odlozone na pozniej, plany, decyzje. Wielu ojcow w
      takiej sytuacji odchodzi- on nie odszedl- ideal prawda?
      Przez ostatnie 2 lata zmagalam sie z zaloba, z depresja. Wiem ze on tez. Ale w
      ktoryms momencie dotarlo do mnie ze oprocz zaloby i depresji i cezkiej sytuacji
      materialnej i naszej wspolnej odpowiedzialnosci- nie ma nic. Poszlismy na
      terapie rodzinna brz najmniejszych nadziei ze nam sie uda poskejac. I sie nie
      udalo. Ale udalo sie co innego- po tej terapii nie powiem o nim "prawie ideal",
      gdyz powychodzilo nam jacy jestesmy rozni, jak bardzo inaczej patrzmy na zycie.
      Wyszlo tez to ze on sie ze mna ozenil "bo czul sie odpowiedzialny i tak byl
      wychowany". Dzieki terapii na spokojnie ustalilismy warunki rozstania, on bywa u
      dzieci w tygodniu, zabiera je co 2 tygodnie. Prawde mowiac zajmuje sie nimi duzo
      bardziej niz przed rozstaniem. Wydaje mi sie ze duzo latwiej nam sie dogadac bo
      ja jestem sama, on jest sam, nikt nikogo nie zdradzil. A ze nie bylismy
      kochajacym sie malzenstwem, to i emocje rozstania sa mniejsze.
      moja rada brzmi:
      rozmowy z mezem
      terapia rodzinna
      i w jedna lub w druga.
      nie ma sensu czekac kto kogo i kiedy zdradzi jesli sie nie kochacie. A chlod
      emocjonalny w domu dziecim szkodzi.
    • ketamina2 Re: Pozbawię dziecko ojca...:( 16.08.07, 12:52
      Za to ja wiem co zrobisz,
      1. Weźmiesz rozwód i za wszelka cenę będziesz usiłowała udowodnić
      mężowi winę
      2. Ponieważmąż lepiej zarabia wystapisz o alimenty również na
      siebie - no bo Ci się nalezy
      3. Jeśli cokolwiek będzie nie po Twojej mysli zaczniesz utrudniac
      mężowi kontakty z synem
      4. Spotkasz kogoś kto będzie Ci odpowiadał - wtedy przypomnisz
      sobie, że syn ma także ojca i.....będziesz oburzona, że ojciec nie
      wie, że dziecko nie lubi kaszki mammy z owocami i, że najlepszy
      kolega ma na imię Mateusz
      5. Na forum Samodzielna mama napiszesz post, jakim draniem jest Twój
      ex.
      Mylę się?
Pełna wersja