Dodaj do ulubionych

Mój mąż..

22.09.07, 08:33
zauważył że czytam i pisuję na samodzielnych. I pyta. " A po co ty
tam piszesz skoro tam samotne mamy a ty już taką nie jesteś "? A ja
mu na to " Wiesz,w duszy zawsze bedzie trochę samodzielna mama"...I
sama zastanowiłam sie nad tymi słowami.
Nie wiem jak to jest -ale to co przeszłam z małą przez te 3lata jej
życia , na zawsze we mnie zostanie. Świadomość absolutnego polegania
tylko na sobie, na swoich emocjach, odczuciach, osądach i decyzjach.
Nawet przeświadczenie że sama dam sobie radę-i tak jak kiedyś sama
wózek wnosiłam po schodach, i sama klamkę naprawiałam i wbijałam
gwoździe bo łóżeczko sie rozwalało-tak nadal mam w sobie tę "zosię
samosię" i nim pomyslę szybko łapię się sama za robotę. Mimo że
dłużej jestem już mężatką niż byłam samodzielną mamą , tamte
przeżycia bardziej mnie ukształtowały. pewnie dlatego że cierpienie
i to co złe i smutne pamieta sie dłużej niż ulotne chwile
szczęścia wink
Ciekawe czy kiedyś przestanę być "duchowo samodzielna "
Obserwuj wątek
    • anetina Re: Mój mąż.. 22.09.07, 09:08
      wydaję mi się, że nigdy nie przestaniesz być "samodzielną" mamą
      ja mimo że syn ma tatę, fajnego i kochanego tatę, to i tak tak w
      głębi serca czuję, że to tylko mój syn, to ja z nim spędziłam dwa
      lata życia (tego czasu bardzo żałuje M., że nie dane nam wtedy już
      było się znać), to ja dawałam sobie radę sama i mimo wszystko nadal
      będę dawać radę, nawet będąc z ukochanym człowiekiem
      trudno to wszystko wyrazić słowami, to jedynie może wiedzieć ktoś,
      kto wszedł w związek z osobą, która pokochała dziecko i traktuje jak
      swoje z krwi i kości
      • guderianka Re: Mój mąż.. 22.09.07, 09:17
        moja córka tez jest i bedzie bardziej "moja"
        ale młodsza córka-z obecnym M też jest tylko "moja" hihismile
    • helga1970 Re: Mój mąż.. 22.09.07, 09:18
      skąd ja to znam?
      bylam samotna mam przez 2 lata i to 7 lat temu.
      Wychowywalam corke bez niczyjej pomocy. W zupełnie obcym miescie.
      Straciłam prace, bylo nam bardzo ciezko- z wynajmowanej kawalerki
      przeniosłam sie do pokoju u jednej pani. Tak malenkiegoze musialam
      oddac znajomym swoje meble bo tam zmiescil sie tylko malutki tv.
      Moj 1 maz uwazal ze mi przejdzie i wróce i specjalnie nie pomagał
      mi wcale. Woziłam Age z jednej dzielnicy do przedszkola w drugiej
      mzk, pozniej do pracy, poznije siedziala z nia opiekunka, ja
      wracalam o 21 do do domu. Masakra. Ale jakos to przetrwałysmy i
      zaprzyjaznilam sie z kims( mimo ze w ogole nie planowalam z tym
      kims byc w zwiazku) po prostu pomagal mi, jedził ze mna słuzbowo,
      zaprzyjaznil sie z moja córą. Teraz jestesmy malzenstwem z 6 letnim
      stazem. mamy doch synow( gdyby pozwolila kasa mielibysmy jeszcze
      jedno dziecko). Wtedy kiedy plakalam w poduszke i wylam dosłownie
      do księżyca i wydawało mi sie, ze juz nic pozytywnego mnie nie
      spotka nie sadzilam, ze tak nie wiele jednak trzeba zeby zaczac na
      nowo cos budowac, zyć. Poczucie samotnosci, takiej bolącej,
      wywyołujacej strach i paraliż, pozostało we mnie. Dlatego rozumiem
      o czym sie tu pisze, zdaje sobie sprawe jak to wyglada patzrac z
      dołu a jak z góry.
      Moj obeny maz smieje sie ze mnie, ze jestem Matka Teresa(
      organizuje wsrod znajomych, szczegolnie wielodzitnych) przerzuty
      ciuchow, paczek zywnociowych itd. Nie umiem i nie chce zapomniec,
      ze kiedys ktos i mnie podał reke a to zobobowiązuje
      • guderianka Re: Mój mąż.. 22.09.07, 09:26
        helga-pomógł ci obecny mąż czy inni ludzie dobrej woli?
        ja wprawdzie aż takiej "misji" nie odczuwam, że od pomocy nie
        uciekam. tylko czasem się boję głupoty ludzkiej. Pamietam jako "sama
        mama" ulitowałam sie nad znajomą-była bardzo uboga, sympatyczna,
        dorabiała po domach jako fryzjerka. Miała corkę starsza o rok od Mai
        i z jej ojcem żyła jak pies z kotem. chciałam pomóc gdy zaszła z nim
        w ciąze bliźniaczą, urodziła tylko jedno dziecię i w dodatku
        stwierdzono u niej(matki)genetyczną chorobę tkanki skórnej. Dalam
        jej wszystkie ubranka po mai, wózek, pieniadze...i tyle ją
        widziałam.dowiedziałam się później że zaszła w ciąze po raz trzeci,
        nadal z tym samym...nic sie nie nauczyła..
        takie doświadczenie strasznie zniechęca-zwłaszcza gdy byłam
        skłonna "ostatnią"koszulę oddać..;/
        • helga1970 Re: Mój mąż.. 22.09.07, 09:47
          no tak, wiem o czym piszesz
          ludzie sa w duzej mierze niewdzieczni- pomozesz im a oni ostatnią
          koszule z Ciebie zdejma.Ja w swojej pracy bylam szefowa duzej firmy
          reklamowej i pomoglam wielu osobom, ktore poznije kiedy i mnie
          dopadly klopoty przysłowiowo zapadły sie pod ziemie.
          Wspolpracuje z takim magazynem, ktory rosprowadza odziez wsrod
          najubozszych osob w mojej dzielnicy. zanosze tam ubrania, zabawki
          itp. Wiem, ze ktos kto tam przychodzi potrzebuje tej pomocy. Zdarza
          sie ze ktos osobiscie stamtad dzwoni i prosi o pomoc. nigdy nie
          odmawiam.Rzadko ktos potrafi sie zrewanzowac ale w sumie nie oto mi
          chodzi. Nie potzrebuje dowodow wdziecznosci. Po prostu lepiej mi
          sie zyje z mysla ze nie wyrzucam ubran, ze moj czas poswiecony
          innym nie jest zmarnowany na ogladanie tv, ze ktos moze odniesc z
          tego jakas korzysc a co z tym zrobi pozniej to juz jest inna bajka.
          Nie jestem organizacj, ktoa zasilkuje i przyznaje sobie prawo
          kontrolowania swoich podopiecznych. raczej staram sie cos im
          wrzucic do koszyczka . czesto jest tak, ze wpieram dziewczyny,
          ktore nie zyja w rodzinach patologicznych ale sa np bite przez
          mezow. W takich domamch dochodzi do regularnego znecania sie nad
          żoną, córka. po prostu ktos tak ma. Wtedy staram sie zmotywowac
          taka osobe do dzialania, do obrony, kieruje ja do instytuacji,
          rozmwaiam, staram sie ja otworzyc( bo czesto te kobiety nie chca
          sie do tego przyzban, wstydza sie itd. Teraz pomagam jejdenj
          dziewczynie przejsc przez rozwod z facetem, ktory przez 20 lat
          malzenstwa korzystal z niej jak z firmy serwisoweja sam pił,
          zdardzal ja itd. facet zarabia grobo ponad 30 tysiecy. Ona zaczela
          pic wiec stała sie bezuzyteczna i sprawia kłopoty wiec on
          postanowil sie jej pozbyc i rozwiesc sie. Ta dziewczyna ( znam ja
          pobieznie od lat) zadzwonila do mnie o 24 kilka dni temu. Nie
          moglam jej tak zostawic. Ma 43 lata i jest wrakiem czlowieka_
          dzieci prawie dorosłe a ona na złom.
          Czy ktos mi pomogł- jak byalm sam? pomógl mi tylko obecny maz. Moja
          dlasza rodzina( jestem sierota) umyła rece. czasamui wystarczy ze
          pomoze ta jedna osoba, moj maz uratowal mnie i corke od bezdomnosci,
          Pozniej kiedy on mial klopty( znarkotykami) ja pomoglam jemu-
          cierpliwie czekajac na niego). Przeszłam długa droge by byc taka
          jaka jestem. nie oceniac innych tylko starac sie dac to co moge,
          podzielic sie czasami zwykłym dobrym słowem. Jesetm pewna, ze to
          wrac do człowieka. Mam cudwne troje dzieci. Moja corka jest
          samodzielna, opiekunczą 12 latką. Nie uczy sie najlepiej ale nie
          przejdzie obojetniej wobec poztrzebujacych. Maz sie smieje, ze to
          taka mała Helga.
          • guderianka Re: Mój mąż.. 22.09.07, 09:59
            wzruszyłam sie. fajnie ze są tacy ludzie jak ty, którzy potrafią
            wykorzystac swoje możliwości. i wiem co masz chyba na myśli mówiąc
            żwe nie oczekujesz wdzięczności. sama świadomość DZIAŁANIA jest
            chyba dla ciebie motorem napędowym. no cóż-jesli moge ci jakos pomóc
            w tym pomaganiu-jestem do dyspozycji. ja póki co zrobiłam
            coś "wirtualnie "

            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=48158
            jesli znasz kogoś komu taka pomoc może sie przydac-daj na nas
            namiary wink

            pamietam gdy raz odwiedziła mnie staruszka-plująca krwią, po wypisie
            ze szpitala, siedziała na wycieraczce zimą, bez kurtki,
            butów ,majtek (pokazała mi sad )-prosiła o pomoc bo ją dzieci
            zostawiły na smierc...dałam wszystko od majtek,skarpetek, kurtki,
            swetrów na jedzeniu skonczywszy. babulinka nazwała mnie aniołem i po
            bosych stopach całowała...nigdy tego nie zapomnę.....to było kilka
            dni po rozstaniu z moim ex,miałam na szyi jeszcze ślady jego
            dłoni...płakałam po rozstaniu..a jak ta babcia poszła to coś we mnie
            się zlamało i zrozumiałam że do przeżycia tragedii jeszcze mi
            daleko.... crying nawet jak to piszę to mam łzy w oczach i się
            trzęsę...ta babulinka oświciła mnie..
            • helga1970 Re: Mój mąż.. 22.09.07, 11:10
              a widzisz. Twoje forum to prawdziwe wyzwanie. ja nie ma tyle czsu.
              Działam bardziej doraznie. Chcieli zebym prowadzila ten magazyn ale
              ja naprawde majac trojke dzieci( maz jest ciagle w pracy) nie
              jesetm dyspozycuyjna. A Ty masz niepełnosprawne diecko? skad pomysł
              na taka własnie tematyke forum? bede pamietała, ze działasz w tym
              obszarze. Mnie tez napaw otucha obecnosć takich osób w
              społeczenstwie. mam swiadomosc ze nasza dzialaosc jest własciwie
              niewidoczna ale ja sie faktycznie spełniam w takim działaniu.
              Do tego jeszcze studiuje( kolegium nauczycielkie: chce byc
              przedszkolanka) i zaczynam od listpada prowadzic Klub malucha na
              Kabatach w duzym studiu tanca. no nic pewnie sie rozerwę, hehe
              • guderianka Re: Mój mąż.. 22.09.07, 11:51
                to ty cyborg jesteś smile ile na dobę sypiasz?

                tak-mam niepełnosprawną córkę, tę starszą
                • helga1970 Re: Mój mąż.. 22.09.07, 15:01
                  a wiesz moja przyjaciółka( zreszta jedyna) tez ma dwie corki(11,12)
                  z czego ta starsza jest niepełnosprawna. urodziła sie z krotsza
                  nóżka i bez palca u reki. Po leczeniu na Niekłanskiej ta noga jest
                  w duzo gorszym stanie niz przed leczeniem. Niestety ma staw
                  biodrowy do wymiany. Ech, duzo by gadac- chyba skieruje ja na Twoje
                  forum- ona od niedawna ma net. a moze juz tam jest? Ona sama
                  wychowuje dwie córki. naprawde w okresach kiedy tam mała jest w
                  gipsie moja kolezanka jest cywłasnie cyborgiem. Ciezko jest byc
                  samotna z niepełnosprawnym. nawet jak ma sie rodzicow i byly
                  pomaga. Swiadomosc odpowiedzialnosci i niemożnosc podzielenia sie
                  tym z kimkolwiek jest bardzo wykanczajaca.
                  jak chodzi o mnie na studia wracam po dwu letniej przerwie.
                  Wczesniej nie podeszlam do sesji bo urodzenie najmlodszego adasia
                  zbieglo sie wlasnie z najwazniejszym egzaminem i nie dałam rady
                  tego załatwic. wiec teraz zaczynam jeszcze raz ten cały cyrk ale
                  bardzo chce pracowac z dziecmi. jak chodzi o sen nie pamietam kiedy
                  sie wyspalam. moj sredni syn ma azs i od dziecka spie czujnie
                  pilnujac zeby sie nie drapał.
                  pozdr
                  • guderianka Re: Mój mąż.. 22.09.07, 16:43
                    nie kojarzę takiej mamy-ale skieruj ją do nas. Jest parę mam których
                    dzieci sa po operacjach stawów biodrowych (w tym moja córka) i jedna
                    mama u której dziecka planowana jest taka operacja
                    razem zawsze raźniej wink

                    ja na szczęscie już sie wysypiam. moje małe daje czadu 12 godzin bez
                    przerwy ale przed 20 zasypia i tak do 7.30 wink nie mogę narzekać wink
                    helga-gdzie mieszkasz?
                    • helga1970 Re: Mój mąż.. 22.09.07, 18:23
                      mieszkam na Piaskach w Warszawie, na Bielanach-Żoliborzu
    • helga1970 Guderianka 22.09.07, 18:27
      a Ty gdzie mieszkasz?
      • guderianka Re: Guderianka 22.09.07, 19:03
        helga
        szczecin smile
        • helga1970 Re: Guderianka 22.09.07, 19:16
          o kurcze:0
          mialam kiedys chłopaka w Śwonoujsciu, mam słabosc do tych stron,
          hehe
          • guderianka Re: Guderianka 22.09.07, 21:06
            może to jakiś znak ? moze wybierzecie sie kiedyś nad morze ?
            szczecin po drodze wink
          • alabama8 helga1970 24.09.07, 11:48
            helga1970,
            ja może tak nie na temat ale też jestem "samodzielna" i mam prawie
            pięciolatka z AZS i wprowdzie nie mieszkam na Bielanach, ale jestem
            tam zawsze w czwartek i piątek bo w te dni odwiedzamy babcię.
            Chętnie bym się zaprzyjaźniła z pokrewną duszą któa wie co to AZS.
    • jenny_curran Re: Lepiej bym tego nie ujęła! 22.09.07, 19:56
      "Świadomość absolutnego polegania
      tylko na sobie, na swoich emocjach, odczuciach, osądach i
      decyzjach" - mam to samo. Totalny dyskomfort, ale do wszystkiego
      można sie przyzwyczaić. Z czasem nawet dyskomfort traktuje się jak
      coś normalnego. Ech ...
      • oliwija Re: Lepiej bym tego nie ujęła! 23.09.07, 08:41
        ja tez nadal czuje sie samodzielna mam mimo ze jest ON. właściwe
        córkę wychowałam sama cóż z tego ze ma dopiero 7 lat. tatus
        bilogiiczny sie wogóle nia nie interesowal nie interesuje i nie
        bedzie interesiowal. przez 3 laa kiedy chodziła do przedszkola nawet
        nie wiedzial do ktorego. teraz nie wie do jakiej szkoły dziecko
        poszło......... no i dobrze. to daje nam spokój. ja tez do dzis
        oddaje rzeczy po mojej córci kolezance. choc nie jest bieddniejsza
        ale ma młodzą córkę a innym juz nie oddam bo sie prezejechałam. Ta
        dziewzyna której oddawałam ciuchy i zabwaki po Weronice sprzedawala
        je w komisie. udawała niby biedna... nieszzesliwa, bita przez
        męza......... przez nia moze by mnie tu dzis nie było. Siedziałabym
        w wiezieniu a moje dzieciątko... nie wiadomo gdzie. ale to
        przeszłośc. Dziękuje Bogu ze mnie kiedys otrzeżwił ze przejrzalam na
        oczy i rozstalam sie z ojcem Weroniki , dziekuje ze postawił na
        mojej drodze obecnego partnera.......
    • kicia031 Re: Mój mąż.. 24.09.07, 09:23
      Samodzielna mama moim zdaniem jest sie na zawsze, chyba ze nowy
      partner zaadoptuje nasze dziecko z poprzedniego zwiazku.
      Ja tez jestem juz od lat w nowym zwiazku, mam z nowym partnerem
      synka, jestem tez macocha, ale ze wzgledu na starszego syna chyba mi
      najblizej do samodzielnych mam mimo wszystko.
      • guderianka Re: Mój mąż.. 24.09.07, 11:00
        w moim przypadku fakt adopcji nie wpływa jakoś na zmianę nastawienia
        wobec "samodzielności"
        • juliana03 Re: Mój mąż.. 29.09.07, 14:34
          czytalam pierwszy post- i wiesz co ladnie to ujelas!!!
    • yvonne99 Re: Mój mąż.. 29.09.07, 20:57
      Ale pieknie opisalas jak to jest jak sie jest naprawde samej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka