Dodaj do ulubionych

jak to jest z widzeniami....

22.02.08, 09:25
z dziećmi oczywiście wink) tata moich dzieci pracuje jako kierowca ma
raczej nienormowany czas pracy.Zdarza się,że cały tydzień np. ma
zajęty wyjazdami ale zdarza się i tak,że ma większość dni
wolnych.Powiedział mi,że dzieci będzie widywał kiedy jemu pasuje i
nie musi informować mnie o tym wcześniej czy umawiać się ze
mną.Szczerze mówiąc nie chcę z nim toczyć bojów bo już zwyczajnie
nie mam na to siły ale nie pasowałaby mi sytuacja,w której
praktycznie nie mogę niczego zaplanować bo muszę liczyć się z tym,że
być może dziś tatuś znajdzie czas i ochotę na wizytę u dzieci.Do
tego p[owiedział,że gdybym nie zgadzała się na takie rozwiązanie to
poda mnie do sądu o utrudnianie kontaktów z dziećmi.Ja nie chcę mu
utrudniać kontaktów,chcę tylko żeby,na ile jest to możliwe,jakoś to
ustalać.Przecież kiedy nic nie będę mmiała zaplanowane to korona z
głowy mi nie spadnie jeśli bez uprzedzenia przyjdzie do dzieci ale
nie chciałabym żeby stało się to "tradycją".Czy ewentualnie
uprzedzić wypadki i załatwić sprawę widzeń sądownie-wolałabym tego
uniknąć przecież wiem,że nie zawsze dałby radę przyjść w wyznaczone
dni.Poza tym niew chę toczyć bojów tylko zachować na ile się da
przyjazne stosunki-dla maluchów.Doradźcie coś proszę,jak wygląda to
u Was?
Obserwuj wątek
    • myally Re: jak to jest z widzeniami.... 22.02.08, 09:28
      przepraszam jeśli taki wątek już był i powtarzam pytanie ale jestem
      tu nowa smile)
    • fishka7 Re: jak to jest z widzeniami.... 22.02.08, 19:58
      Oczywiście lepiej by było gdybyś się jakoś dogadała z ojcem dzieci,
      jak dla mnie sąd to zawsze ostateczność, ale niestety czasem bez
      sądu się nie da. Tatuś jak widzę jest cwany, albo ktoś Go dobrze
      pouczył co ma mówić, na celu chyba ma zastraszenie Cię i stawianie
      warunków, podczas gdy w takich przypadkach gdy nie stać obu stron na
      kompromisy ciężko o dogadanie się.
      On oczywiście ma prawo widzieć dzieci, ale na szczęście nie ma praw
      dyktować Ci warunków. W polskim prawie i polskich sądach (na
      szczęście albo i nie) to Ty masz jednak większe możliwości co do
      stawiania warunków, bo to od Ciebie zależy czy się zgodzisz na
      spotkanie czy nie ( tez masz przecież swoje plany i swoje życie i
      nie musisz nagle wszystkiego rzucać bo tatuś tak chce)
      Oczywiście jeśli chcesz możesz próbować dogadywac się z nim, możesz
      przystawać na jego waraunki, tylko jak długo? Na dłuższą metę to
      jest uciążliwe - wierz mi. Dla wszystkich chyba jednak lepiej gdy
      jest to z góry ustalone (niekoniecznie przez sąd - Wy możecie między
      sobą ustalić w jakie dni i w jakie godziny będą spotkania). Jeśli
      nie będziecie w stanie dojść do porozumienia to niestety tylko sąd
      jest rozwiązaniem. Skoro ojciec pracuje cały tydzień a nastepny ma
      wolny, możecie np. ustalić że w tym tygodniu który ma wolny widzi
      dzieci częściej, ale nie tak, że przychodzi i wychodzi kiedy chce,
      bo to rodzi chaos i zamieszanie i z pewnością dobrze na dziecko nie
      wpływa. Nie bój się tego co mówi tatuś, oni wszyscy straszą nas tym,
      że założa nam sprawę o utrudnianie, a MY WSZYSTKIE BOIMY SIE TEGO
      JAK OGNIA! Prawda jest taka, ze bardzo ciezko coś takiego udowodnić
      w sądzie - to tylko takie jego głupie gadanie, by Cię zastraszyć...
      Musisz z nim pogadać, powiedzieć delikatnie ale jasno, że Tobie nie
      odpowiada taka sytuacja (widzeń nieplanowanych) i żebyście ustalili
      konkretne dni i godziny, albo bynajmniej by uprzedzał Cię o
      spotkaniach na nie wiem jeden czy dwa dni wcześniej.
      Szczerze powiedziawszy to rzadko tak bywa, że strony się dogadują i
      nie ma potem żadnych problemów, ale kto wie być może Wam się uda.
      Czego oczywiście życzę.
    • pawel-szadko Re: jak to jest z widzeniami.... 22.02.08, 20:23
      z widzeniami jest tak, że idzie się do kryminału i jest widzenie. Z
      dziecmi się ma kontakty, no chyba, że robisz go dla swoich dzieci w
      swoim domu i czasami zgadzasz sie na przepustki z najblizszą dla
      dziecka osobą.
      Co do kontaktów to piszesz, że ojciec dzibędzie widywał się z
      dziećmi kiedy jemu pasuje. A wyobrażasz sobie, że ma sie spotykać
      kiedy jemu nie pasuje? Jak jest zdala stąd?
      Na pewno jest sprawa do dogadania. Jeśli Ci nie pasuje, ze względu
      tylko na Twoją osobę, zawsze ojciec dziecka może zabrać je w
      alternatywne miejsce np. do siebie do domu. Jesli nie pasuje Ci, bo
      masz cos zaplanowane razem z dziećmi (oczywiście będą to sytuacje
      nie nagminne) wtedy mozna zawsze uprzedzić fakty i poinformować o
      tym ojca dziecka jakiś czas wcześniej
    • pawel-szadko Re: jak to jest z widzeniami.... 22.02.08, 20:25
      a jęsli chodzi o sparwę to sąd ustala spotkania raczej regularnie-
      tak więc z niekorzyścia dla ojca waszych dzieci, a co za tym idzie
      ze stratą dla tych dzieci!
      • myally Re: pawel-szadko 23.02.08, 10:07
        Czemu jest tak,że mężczyźni są na takich forach po to by atakować
        kobiety.Szanowny panie chyba nie przeczytałeś ze zrozumieniem tego
        co napisałam tylko rzuciłeś okiem a następnie walnąłeś posta na
        dowalenie kolejnej babce...przykro mi tak to wygląda.Czy wyobraża
        sobie pan normalne funkcjonowanie kiedy w każdej chwili może
        zadzwonić telefon i nie ważne czy ma pan coś zaplanowane z dziećmi
        czy nie ma pan zgodzić się na wizytę taty(czy też na zabieranie
        dzieci)bo inaczej groźby...i nie jest ważne że w tym momencie to pan
        chciał spędzić czas z dziećmi.Tu chodzi o wizyty nie
        zapowiedziane,które dezorganizują całe życie rodzinne.Ojciec moich
        dzieci ma w nosie to czy dzieci chcą w danym momencie z nim wyjsc
        czy nie-potrafi płaczącą córkę groźbami i straszeniem,że więcej nie
        przyjdzie zmusić do wyjsc,na które nie ma ochoty(bo np.w tym czasie
        miałyśmy jechać do kina czy na babskie zakupy).Mój synek wciąż jest
        karmiony piesią i mimo moich usilnych próśb żeby zabierał malca w
        godzinach kiedy można zastąpić pierś innym posiłkiem,tatuś jakby na
        złośc żądania wyść wtedy kiedy synek zaczyna tulić się do piersi
        (mimo,że jeszcze dzieli z nami mieszkanie i mógłby spokojnie pobawić
        się z nim w domu)...Tak ma pan rację to ja powinnam podkulić ogon i
        potulnie pozwolić ten człowiek w taki sposób zachowywał się w
        stosunku do dzieci.Skąd założenie,ze wizyty ojca będą mi
        przeszkadzały????Bardzo proszę nie przenosić swoich problemów na mój
        wątek!!!!!!!!!!!!Zarówno wizyty taty jak i zabierania dzieci przez
        niego są jak najbardziej mile widziane.Jedanak pan nie zrozumiał
        sensu mojego pytania tylko wyżył się na nim...Ponieważ widzę,że
        ciężko będzie mi dogadać się w sprawie dni i godzin(niestety nie mam
        ochoty żeby ktoś bez względu na to czy jest to ojciec babcia wujek
        czy ciocia bez względu na nasze plany,godziny itp ŻĄDALI bo to nie
        są prośby wizyt u dzieci).Ja jestem osobą bardzo ugodową i nie jest
        dla mnie problemem w momencie kiedy siedzę z dziećmi w domu zgodzić
        się na niezapowiedzianą wizytę itp.Niestety nie mam zamiaru(co
        trzeba mieć w głowie żeby coś takiego proponować) tłumaczyć się z
        planów moich i dzieci i to z kilkudniowym wyprzedzeniem ojcu dziecka-
        nie mam takiego obowiązku.To ja on a nie ja ma dbać o swoje kontakty
        z dziećmi ja mam ich nie utrudniać i ewentualnie wspomagać je ale w
        żadnym wypadku nie mam ich inicjowac.
        Proszę żeby następnym razem przeczytał pan to co komentuje bo żal
        czytać takie bzdury!!!!!!!
        Nie ma pan pojęcia o tym co jest stratą a co korzyścią dla moich
        dzieci więc proszę sobie darowć!!!!!!!!
      • izunia_milo Re: jak to jest z widzeniami.... 23.02.08, 12:55
        najbardziej niekorzystne jest to, 99% tatusiów porzuca swoje dzieci ze względu
        na nowo poznaną nową "mamusię" i zdecydowanie TO jest najbardziej dla naszych
        dzieci niekorzystne! Wychowanie w rozbitej rodzinie.

        A jak będę chciała to będę ustalała WIDZENIA tatusia z dzieckiem. Jeśli tatuś
        nie potrafi iść na kompromis i zapowiedzieć WIDZENIA to tylko świadczy o jego
        tragicznej psychice. A z takim typkiem to moje dziecko już na pewno WIDYWAĆ się
        nie będzie!!
        • pawel-szadko Re: jak to jest z widzeniami.... 29.02.08, 01:11
          > najbardziej niekorzystne jest to, 99% tatusiów porzuca swoje
          dzieci ze względu
          > na nowo poznaną nową "mamusię

          po co Wy piszecie takie rzeczy. To już jest taka bzdura!
          > A jak będę chciała to będę ustalała WIDZENIA tatusia z dzieckiem.
          nie jak dziecko, nie jak tata, jak Ty będziesz chciała. W kryminale
          jest podobnie. Dwie zainteresowane strony najbardziej maja niewiele
          do gadania w sprawie widzeń.

          To tylko słowo, ale czy Was na prawde ono nie razi?
    • magdmaz Re: jak to jest z widzeniami.... 23.02.08, 14:00
      Spokojnie.
      Jesli jesteś osobą ugodową to dacie sobie radę. Miej, dziewczyno, swoje plany -
      jak najbardziej, a równocześnie bądź elastyczna. Jeśli ojciec zdeklaruje się
      dzień wcześniej, to plany zmienisz, chyba że wpłaciłaś już zaliczkę na
      tygodniowy wyjazd do Egiptu smilesmilesmile - wtedy tatuś się dostosuje i niech nie robi
      z tego wielkiej sprawy, nie co tydzień jedzie się do Egiptu. Jeśli tata nie
      zapowie się wcale, to najwyżej pocałuje klamkę, bo akurat będziesz z dzieckiem
      gdzieś tam. Jeśli zadzwoni na godzinę przed przyjazdem, to już jest tylko i
      wyłącznie twoja dobra wola, jeśli będziesz musiała zmienić plany - on też na
      pewno źle by się czuł, gdyby ktoś mu nagle właził z butami w życie prywatne.
      Ponieważ na razie Twoje dziecko jest małe, nie chodzi do szkoły i zajęcia
      dodatkowe, nie ma obowiązków związanych z odrabianiem lekcji - bądź elastyczna,
      na ile się da - ale nie pozwalaj zaburzać zupełnie rytmu dnia dziecka. jeśli
      chodzimy spać o 20.30 to nie godzimy się na zabieranie dziecka na spacer o
      20.00. Jesli trzymamy się stałych pór posiłków, to ojciec ma się dostosować - bo
      tak jest dla dziecka lepiej i już!
      Na głupie straszenie Cię nie reaguj - niektórzy muszą sobie pokrzyczeć, a im
      więcej gardłują, tym mniej robią. Natomiast jeśli będzie Cię oskarżał o
      utrudnianie - zażądaj ustalenia sądownego regularnych wizyt - ojcu to nic nie
      ułatwi, wręcz utrudni, więc jeśli jest dość mądry, to zrozumie, jak cenna jest w
      waszych układach Twoja elastyczność i dobra wola obu stron.
      • myally Re:magdamaz 23.02.08, 15:48
        Problem w tym,że moje drugie dziecko chodzi do pierwszej klasy i ma
        dodatkowe zajęcia o szkole już nie wspominając.Niestety ich ojciec
        jak na razie zachowuje się tak jakby chciał za wszelką cenę utrudnić
        mi życie i zrobić na złość.Jak na razie to ja dopasowuję plany swoje
        i dzieci do jego żądań.Chodzi mi o sytuacje kiedy tata albo nie
        zapowie się wcale albo zadzwoni i poinformuje mnie że właśnie jedzie
        po dzieci i nic go nie interesuje-jak na razie mniej więcej tak to
        wygląda sad Właśnie o to chodzi,o elastyczność obu stron,obawiam się
        jednak że mogą być z Tym problemy.
        Ach tygodniowy wyjazd do Egiptu mmmmmmmmmm smile))....obawiam się,że na
        razie mi to nie grozi wink)
        • zakatekdumania Re:magdamaz 23.02.08, 15:53
          No to chyba jednak w takiej sytuacji wazniejsza jest szkola i
          zajecia dodatkowe.... Ja chybabym jednak zdecydowala sie na jeden
          dzien w weekend, powiedzmy sobota w godzinach 14-18, w kazdy weedend
          parzysty, z zastrzezeniem ze kazdorazowo ojciec ma potwierdzac swoja
          wizyte.Np. na dwa dni wczesniej. A to juz jego problem, czy sie
          wyrobi z robota czy nie. No chyba jakby nie bylo, to jemu latwiej
          grafik rozplanowac, jak Tobie pozmieniac zajecia w szkole, prawda?
      • pawel-szadko Re: jak to jest z widzeniami.... 23.02.08, 18:28
        ojcu co prawda utrudni bardziej, ale dla matki dziecka również może
        być to problem. Sąd ustali wizyta powiedzmy raz w tygodniu i nie ma
        wtedy zwyczaju wyłączyć z tego np. sierpnia. Wtedy juz od dobrej
        woli ojca czy matka będzie mogła wziąść dziecko w jego terminie.
        • burza4 Re: jak to jest z widzeniami.... 23.02.08, 19:11
          najrozsądniej jest ustalać spotkania co drugi weekend+ w tygodniu -
          bo to pozwala prowadzić matce normalne życie. Ojciec mając zasądzone
          spotkania co weekend "po prostu" może nie przyjść - i żadnych
          konsekwencji z tego powodu nie poniesie. Jeśli matka będzie chciała
          wyskoczyć z dziećmi na weekend - będzie szantażowana "utrudnianiem".

          zresztą - o utrudnianie sprawę może wnieść dopiero jeśli miałby
          ustalone spotkania, które by przez dłuższy czas nie dochodziły do
          skutku. Teraz może jej naskoczyć z rozbiegu.

          brutalna prawda jest taka, że w przypadku dzieci karmionych piersią -
          sądy spotkania zalecają u matki, od jej dobrej woli zależy czy
          zgodzi się na zabieranie malca. Jeśli starsze dziecko ma własne
          plany i zajęcia - to ojciec ma się do tego dostosować, a nie dziecko
          ma być na kazdy gwizdek dostępne czy chce czy nie - bo tatuś musi
          postawić na swoim.

          I powiedzmy sobie szczerze - nawet przy wizytach ustalonych raz na
          tydzień, matka po prostu wyjedzie na wakacje nie przejmując
          się "dobrą wolą" ojca, trudno żeby się prosić eksa o zgodę na urlop,
          tym bardziej że nie znam ojca, który by z przyznanych mu spotkań
          korzystał w 100%. Nie dajmy się zwariować.
        • magdmaz Re: jak to jest z widzeniami.... 25.02.08, 09:15
          Pawle - matki często TEŻ pracują i w dodatku często wcale nie mogą dostać urlopu
          w sierpniu, więc nie demonizujmy. Akurat w wakacje ojciec mógłby się wykazać
          zrozumieniem i zo0rganizować dziecku nieco więcej odmiany, gdyby tylko chciał.
          A prawda jest taka, ze każda sytuacja jest inna i trzeba traktować ją indywidualnie.
          • pawel-szadko Re: jak to jest z widzeniami.... 29.02.08, 01:16
            dokładnie! Ja mam wakacje przyznane i jeszcze soboty i niedziele. W
            lipcu wyjazd ze mną, a w sierpniu jestem elastyczny, co prawda
            teoretycznie mogę powiedzieć, że w sobote się stawiam i już, ale
            oczywiście nie robie tego.
    • magdmaz Re: jak to jest z widzeniami.... 25.02.08, 09:12
      Ja bym mimo wszystko jeszcze nie leciała do sądu ustalać kontakty. Choć
      zachowanie ojca dzieci może być bardzo irytujące. Natomiast staraj się
      wykorzystywać sytuację. Właśnie jedzie? Super, bo Ty musisz akurat wyjść na dwie
      godziny, więc niech przypilnuje, żeby córka odrobiła lekcje, na przykład.
      Zresztą Ty wiesz najlepiej, jak wykorzystać fakt obecności ojca i przerzucić na
      niego jakieś obowiązki wynikające z codziennej opieki.
      A jeśli będzie prezentował tylko złą wolę i utrudniał Ci życie - cóż, masz prawo
      się bronić.
      • ewik35 Co sądzicie ? jestem ciekawa opinii 29.02.08, 13:57
        Dla mnie są tu dwie istotne sprawy, co do których Waszego zdania
        jestem ciekawa. Po pierwsze jak ustalać reguły wizyt, by każdy z
        rodziców miał prawo do rozwijania życia osobistego i rodzinnego z
        innym partnerem. Nowy partner może się czuć nieswojo z taką czasem
        zaskakującą elastycznością matki w stosunku do wizyt jej eks
        partnera…. jest to spora ingerencja w życie nowej rodziny……wymaga
        kultury wszystkich stron zaangażowanych. Mama ma więc pełne prawo do
        tego by z nią uzgadniać takie wizyty – nie tylko terminy, ale też
        formę… Ponadto czy są Waszym zdaniem jakieś dobre (mądre) sposoby na
        to, żeby nowy partner – bądź co bądź dający nieswoim dzieciom sporo
        codziennej uwagi i troki nie czuł się pominięty.. czy żle
        traktowany..

        Druga sprawa to emocje dziecka, dzieci…. Na ogół to mama (albo
        rodzic, z którym dziecko mieszka na co dzień) poświęca dużo czasu i
        energii, by wychować dziecko z poczuciu bezpieczeństwa, spokoju i
        miłości… stabilności. Taki rodzic czuje wręcz podskórnie co dziecku
        szkodzi, czego się boi, jakie ma dziecko słabości itp…..Jeżeli
        kontakty z drugim rodzicem (tym dochodnym) są nieprzegadane,
        nieuporządkowane…przypadkowe, to dziecko na tym cierpi….. nie wie co
        go czeka, jak będzie spędzał czas… gdzie spał i z kim jadł kolację.
        Takie dziecko staje się nerwowe i jeszcze trudniejsze w codziennym
        wychowywaniu. To jest drugi argument, dla którego osoba, która chowa
        na co dzień dziecko powinna mieć prawo do honorowania jej zasad
        kontaktów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka