xena18
28.09.03, 22:50
Zacznę banalnie- nigdy nie przypuszczałam,że kiedyś znajdę się w sytuacji w
jakiej jestem teraz, nigdy nie sadziłam że będę musiała walczyć o byt dla
mnie i dla moich dzieci , nigdy nie sadziłam że człowiek który był mi
najbliższy naświecie stanie się moim wrogiem.Od 18 lat jesteśmy małżeństwem,
jeszcze do niedawna sadziłam że ten związek i dzieci to największe szczęście
jakie mnie spotkał. nasza rodzina -jak sadziłam była bardzo szczęśliwą, po
tylu latach rozumieliśmy się z mężem bez słów,po drobnych spięciach, które
zdarzają się przecież wszystkim nie gniewaliśmy się na siebie tak jak to
bywało we wczesnych latach małżeństwa, szkoda było czasu - myślałam jesteśmy
jak monolit. Mąż dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był b. dobry dla
dzieci,dla mnie ,dla całej mojej rodziny.Kiedy poprawiła się nasza sytuacja
finansowa( na początku było b. kiepsko z pieniędzmi) nigdy niczego nam nie
brakowało.Do samego końca prowadziliśmy aktywne życie seksualne i nie było
to nudne spełnianie małżeńskiego obowiązku. Sadziłam,że jesteśmy również
dobrymi przyjaciółmi. Od 3 lat budowaliśmy nasz wspaniały i wymarzony dom.
Od wiosny mąż zaczął być drażliwy, często zamyślony coraz częściej musiał
wyjeżdżać na sł€żbowe szkolenia. Wszystko to tłumaczyłam zmęczeniem
związanym z budową, kłopotami w pracy. Kiedy wyjazdy stały się częstsze
zaczęłam pytać męża co się dzieje, twierdził,że ma dużo obowiązków. Wtedy
czułam już że coś jest nie tak - pytałam wiele razy cały czas wypierał się
twierdząc ,że wszystko jest ok. W końcu przyznał ,że ma kłopoty ale nie chce
o tym rozmawiać i sam musi się z nimi uporać. Zamartwiałam się ,że chodzi o
pieniądze na dom,że popadł w tarapaty, że ktoś mu grozi jest w
niebezpieczeństwie. Nagle przestaliśmy się porozumiewać, mąż notorycznie
unikał rozmowy, twierdząc że przesadzam ,że histeryzuje i wymyślam sobie
niestworzone historie końcu po kolejnym wyjeździe i obietnicy że zakończył
swoje sprawy złapałam go na ewidentnym kłamstwie, od tej pory wydarzenia
potoczyły się już b. szybko.Po dramatycznej rozmowie,która zakończyła się
spoliczkowaniem go , mąż się wyprowadziła ja zaczęłam znajdować w domu
dowody jego zdrady. okazało się ,że od minimum 5 lat mój ukochany ,
najdroższy i jedyny mąż prowadził podwójne życie. Ja wiem i 2 kobietach, mam
listy, przepisane jego ręką sms-y, bilingi rozmów twlwfonicznych, wyciągi z
kart kredytowych.To był szok. Mąż zarabiał zawsze znacznie więcej niż ja
więc uderzył w najsłabszy punkt. najpierw odciął telefony, potem zblokował
karty kredytowe,oraz konta w banku, wybrał wszystkie pieniądze z kredytu
przeznaczone na budowę domu.Zostałam z moją pensją nauczyciela i z dwójka
dzieci 4 i 15 lat.Ostatnio skontaktował się ze mną p rzez adwokata
proponując wspaniałomyślnie alimenty w wysokości 400 zł na dziecko.Jak
stwierdził syn to on traktuje mnie jak swojego największego wroga.Nie jestem
w stanie pojąc jak to możliwe żeby z tak dobrego człowieka nagle stal się
tak bezwzględnym draniem. Kobieta z która się spotyka jest o 12 lat młodsza
niż ja i sądzę że chęć stworzenia nowej rodziny i zabezpieczenia środków na
nowe życie ma olbrzymi na niego wpływ.Chciałam to wszystko ratować, wybaczyć
mu mamy przecież dzieci! ale on pomimo dowodów wszystkiego się wypierał lub
kończył rozmowę stwierdzeniem "w ten sposób nie będziemy rozmawiać" lub "na
ten temat nie będziemy rozmawiać"mówił tez "wrócę ale na moich zasadach".
Wiem, że czeka mnie długa droga i walka najpierw o alimenty,potem podział
majątku, rozwód. Nie jestem typem ofiary i nie poddam się, mam dla kogo żyć,
mam wokół siebie ludzi którzy mnie kochają ale jak to pojąć, jak to przeżyć
kiedy całe moje życie runęło, kiedy moje wspaniałe małżeństwo, którego tak
wiele znajomych nam zazdrościło to kolos na glinianych nogach. Powie ktoś -
to niemożliwe żeby nic nie było wcześniej widać, pewnie jest
zaniedbaną ,starzejącą się i zgorzkniałą kobietą. no cóż...nie twierdzę że
wszystko robiłam najlepiej i z cała pewnością popełniłam gdzieś błędy skoro
poszukał szczęścia poza domem, nawet wtedy kiedy byłam w ciąży...zawsze
staram się o siebie dbać i sądzę że w mojej kategorii wiekowej ( mam 40 lat)
jestem atrakcyjna. A jeśli chodzi o symptomy czy jeśli byłam szczęśliwa i
bezpieczna, powinnam doszukiwać się w zachowaniu najdroższego mi człowieka
zdrady?Jak mam dalej żyć kiedy to życie tak strasznie teraz boli.czasem mam
ochote położyć się i nie wstać i gdyby nie dzieci nie wiem czy miałabym siłę
to wszystko znieść. czy kiedyś to zrozumie, a może mi ktoś pomoże to pojąć?
Anna