Dodaj do ulubionych

zdradzona i ograbiona

28.09.03, 22:50
Zacznę banalnie- nigdy nie przypuszczałam,że kiedyś znajdę się w sytuacji w
jakiej jestem teraz, nigdy nie sadziłam że będę musiała walczyć o byt dla
mnie i dla moich dzieci , nigdy nie sadziłam że człowiek który był mi
najbliższy naświecie stanie się moim wrogiem.Od 18 lat jesteśmy małżeństwem,
jeszcze do niedawna sadziłam że ten związek i dzieci to największe szczęście
jakie mnie spotkał. nasza rodzina -jak sadziłam była bardzo szczęśliwą, po
tylu latach rozumieliśmy się z mężem bez słów,po drobnych spięciach, które
zdarzają się przecież wszystkim nie gniewaliśmy się na siebie tak jak to
bywało we wczesnych latach małżeństwa, szkoda było czasu - myślałam jesteśmy
jak monolit. Mąż dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był b. dobry dla
dzieci,dla mnie ,dla całej mojej rodziny.Kiedy poprawiła się nasza sytuacja
finansowa( na początku było b. kiepsko z pieniędzmi) nigdy niczego nam nie
brakowało.Do samego końca prowadziliśmy aktywne życie seksualne i nie było
to nudne spełnianie małżeńskiego obowiązku. Sadziłam,że jesteśmy również
dobrymi przyjaciółmi. Od 3 lat budowaliśmy nasz wspaniały i wymarzony dom.
Od wiosny mąż zaczął być drażliwy, często zamyślony coraz częściej musiał
wyjeżdżać na sł€żbowe szkolenia. Wszystko to tłumaczyłam zmęczeniem
związanym z budową, kłopotami w pracy. Kiedy wyjazdy stały się częstsze
zaczęłam pytać męża co się dzieje, twierdził,że ma dużo obowiązków. Wtedy
czułam już że coś jest nie tak - pytałam wiele razy cały czas wypierał się
twierdząc ,że wszystko jest ok. W końcu przyznał ,że ma kłopoty ale nie chce
o tym rozmawiać i sam musi się z nimi uporać. Zamartwiałam się ,że chodzi o
pieniądze na dom,że popadł w tarapaty, że ktoś mu grozi jest w
niebezpieczeństwie. Nagle przestaliśmy się porozumiewać, mąż notorycznie
unikał rozmowy, twierdząc że przesadzam ,że histeryzuje i wymyślam sobie
niestworzone historie końcu po kolejnym wyjeździe i obietnicy że zakończył
swoje sprawy złapałam go na ewidentnym kłamstwie, od tej pory wydarzenia
potoczyły się już b. szybko.Po dramatycznej rozmowie,która zakończyła się
spoliczkowaniem go , mąż się wyprowadziła ja zaczęłam znajdować w domu
dowody jego zdrady. okazało się ,że od minimum 5 lat mój ukochany ,
najdroższy i jedyny mąż prowadził podwójne życie. Ja wiem i 2 kobietach, mam
listy, przepisane jego ręką sms-y, bilingi rozmów twlwfonicznych, wyciągi z
kart kredytowych.To był szok. Mąż zarabiał zawsze znacznie więcej niż ja
więc uderzył w najsłabszy punkt. najpierw odciął telefony, potem zblokował
karty kredytowe,oraz konta w banku, wybrał wszystkie pieniądze z kredytu
przeznaczone na budowę domu.Zostałam z moją pensją nauczyciela i z dwójka
dzieci 4 i 15 lat.Ostatnio skontaktował się ze mną p rzez adwokata
proponując wspaniałomyślnie alimenty w wysokości 400 zł na dziecko.Jak
stwierdził syn to on traktuje mnie jak swojego największego wroga.Nie jestem
w stanie pojąc jak to możliwe żeby z tak dobrego człowieka nagle stal się
tak bezwzględnym draniem. Kobieta z która się spotyka jest o 12 lat młodsza
niż ja i sądzę że chęć stworzenia nowej rodziny i zabezpieczenia środków na
nowe życie ma olbrzymi na niego wpływ.Chciałam to wszystko ratować, wybaczyć
mu mamy przecież dzieci! ale on pomimo dowodów wszystkiego się wypierał lub
kończył rozmowę stwierdzeniem "w ten sposób nie będziemy rozmawiać" lub "na
ten temat nie będziemy rozmawiać"mówił tez "wrócę ale na moich zasadach".
Wiem, że czeka mnie długa droga i walka najpierw o alimenty,potem podział
majątku, rozwód. Nie jestem typem ofiary i nie poddam się, mam dla kogo żyć,
mam wokół siebie ludzi którzy mnie kochają ale jak to pojąć, jak to przeżyć
kiedy całe moje życie runęło, kiedy moje wspaniałe małżeństwo, którego tak
wiele znajomych nam zazdrościło to kolos na glinianych nogach. Powie ktoś -
to niemożliwe żeby nic nie było wcześniej widać, pewnie jest
zaniedbaną ,starzejącą się i zgorzkniałą kobietą. no cóż...nie twierdzę że
wszystko robiłam najlepiej i z cała pewnością popełniłam gdzieś błędy skoro
poszukał szczęścia poza domem, nawet wtedy kiedy byłam w ciąży...zawsze
staram się o siebie dbać i sądzę że w mojej kategorii wiekowej ( mam 40 lat)
jestem atrakcyjna. A jeśli chodzi o symptomy czy jeśli byłam szczęśliwa i
bezpieczna, powinnam doszukiwać się w zachowaniu najdroższego mi człowieka
zdrady?Jak mam dalej żyć kiedy to życie tak strasznie teraz boli.czasem mam
ochote położyć się i nie wstać i gdyby nie dzieci nie wiem czy miałabym siłę
to wszystko znieść. czy kiedyś to zrozumie, a może mi ktoś pomoże to pojąć?
Anna
Obserwuj wątek
    • limon_ka Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 12:06
      Jak mam dalej żyć kiedy to życie tak strasznie teraz boli.czasem mam
      > ochote położyć się i nie wstać i gdyby nie dzieci nie wiem czy miałabym siłę
      > to wszystko znieść. czy kiedyś to zrozumie, a może mi ktoś pomoże to pojąć?
      > Anna
      Jak to przeżyć? Jak się pogodzić? Jak przetrwać?
      Kto znalazłby na to odpowiedź dostałby ogólnoświatową nagrodę...
      Można sobie pomóc rozmawiając o tym z innymi, robiąc coś dla siebie,
      wypełniając pustkę, oszukując ból, zagłuszając strach, iść do psychologa,
      robić to na co nie miało się ostatnio ochoty, schudnąć, przytyć, przefarbować
      włosy, czytać coś innego niż zwykle, odkryć nowy rodzaj muzyki, poczuć wielką
      wartość własnej osoby, nagradzać się, że przeżyło się następny miesiąc, modlić
      się o to, żeby czas szybciej płynął bo to najlepszy lekarz, żyć, żyć i żyć -
      nie szukając odpowiedzi na pytanie "dlaczego to mnie i moją rodzinę spotkało" -
      bo na to nie ma odpowiedzi....
      Podobno dostajemy od losu takie dary jakie są nam potrzebne - i mimo, że to
      tak strasznie boli - trzeba nauczyć się z tym zyć i nie oglądać się do tyłu.
      To bardzo trudne - ale nie mamy innego wyjścia....
      pozdrawiam
    • agatled Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 12:07
      Wcale się nie zdziwiłam, choć kiedyś byłabym oburzona, zaskoczona, zdumiona.
      Przeszłam to samo Xeno, i jak czytałam Twój list czułam że to ja za parę lat.
      Mnie troszkę inaczej się to ułożyło,ale podobieństw jest wiele. Ból na pewno
      ten sam.
      My z mężem znaliśmy się 10 lat przed Ślubem, byliśmy szkolną miłością, ale
      zawsze czuliśmy że uczucie które nas połączyło było niezwykłe. Kochaliśmy się
      szalenie, zawsze traktowaliśmy naszą miłość jako wyjątkowo dojrzałą,
      wiedzieliśmy czego chcemy. Zawsze razem. Potem były wspólne studia, pierwsze
      mieszkanie, wreszcie ślub. Jaki mój mąz był zawsze dumny z siebie że ma żonę,
      że sami się utrzymujemy. Nigdy nie mieliśmy wielkich problemów fiansowych, nie
      ze względu na pomoc rodziców ale dlatego że byliśmy zaradni, że dążylismy do
      lepszego jutra z dnia na dzień. Wśród znajomych uchodzilismy za ideał. Wiele
      razy usłyszaam później - wszyscy ale nie wy! Na krótko przed ciosem który nagle
      na mnie spadł nasz wspólny kolega zdradził swoją żonę, źle ją potraktował. Mój
      mąż nie szczędził słów krytyki, potępiał całym sercem. Zawsze powtarzał - my
      się tak kochamy, tak dobrze że odnaleźlismy sie w tłumie, jest nam ze sobą tak
      cudownie.Potem staraliśmy się o dziecko, mieliśmy problemy, dwukrotmie
      poroniłam, przechodzilismy leczenie w Centrum w Łodzi, ale wiedzielismy że się
      uda. Snuliśmy plany jak będzie cudownie wychowywac brzdąca, ulubiony żart
      mojego męża to było - 'daj mi syna' a przy tym było dużo śmiechu, przytulania,
      czułości. Gdy wreszczie zaszłam w ciążę była radość, ale pewnie dopiero teraz
      przypominam sobie że nie taka jak za pierwszym razem. Była też wspólna
      koleżanka z mężem, którzy byli naszymi najlepszymu znajomymi i z którymi
      spędzalismy każdą wolną chwilą. Pierwsze miesiące ciąży spędzałam w szpitalu a
      mąż w ich domu - ja cieszyłam się bo taki zapracowany, nie miał czasu na
      kolację czy obiad, a tam zawsze miło go przyjmowano. Teraz widzę jak spieszył
      do domu ze szpitala, a ja taka byłam stęskniona domu i jego. Dodam to samo co
      Ty - jestem zadbaną, piękną kobieta. W ciązy wyglądałam ślicznie i nie
      odmawiałm seksu. Nasze życie intymne było doskonałe, uwielbialiśmy siebie.
      Kochaliśmy rozmawiać ze sobą, być ze sobą, mielismy podobne zainteresowania,
      dla nas nawet kupowanie gwoździ to była fajną zabawą. Wspólne plany, marzenia,
      tyle nie zrealizowanych zamierzeń. Dodam że mój mąz jest adwokatem, ja
      tłumaczem, mieliśmy współną kancelarię-biuro, z każdym dniem było nam lepiej
      finansowo, byliśmy młodzi, mieliśmy przyjacioł i bardzo ciekawe życie. No i
      wtedy to stało się - dokładnie na tydzień przed świętami, gdy ja byłam w 5
      miesiącu ciąży, mąż powiedział że nie może tak dłużej, że chce rozwodu, że się
      zakochał... dwa tygodnie poźniej w sądzie spoczywał pozew a dla mnie trudne
      wtedy stwierdzenia - brak współżycia, brak porozuminia, brak więzi. To było dwa
      lata temu. Wiele przeszłam przez ten czas, postarzałam się, choć mam dopiero 30
      lat. Poznałam innego męża niż ten z którym spędziłam szczęśliwych 7 lat
      małżeństwa. Nie wiedziałam że jest bez serca. Usłyszałam też wiele - że się nie
      śmiałam, że go nie doceniałam, że do wszystkiego go zmusiałam, do ślubu, do
      dziecka. Kiedyś nie mogłam w to uwierzyć, cierpiałam okrutnie, bo on od razu
      intensywie zaczął nowe życie, wyjazdy z naszą dawną koleżanką, marnotrawienie
      naszego wspólnego dorobku. Przeżyłam narodziny mojego dziecka i jego powroty.
      Dwukrotnie zmieniałam miejsce zamieszkania, teraz mieszkam z rodzicami.
      Straciłam pracę, teraz mam nową, mało płatną, ledwie wiążę koniec z końcem. Mąż
      nie czuje naszych potrzeb, nie płaci na dziecko. Jestem w trakcie drugiego juz
      rozwodu. Mam adwokata. Korzystam z pomocy przyjaciół. Zupełnie zmieniał się ich
      krąg. Starciłam wielu 'pseudo'znajomych' z dawnych lat. Zyskałam prawdziwych.
      Wierzę że takie rzecy można przeżyć, po latach, nie poddaję się, ale jest mi
      ciężko. Mam dla kogo żyć, i wiem że tylko mój mały Maciuś trzyma mnie w tej
      nadziei że będzie lepiej. I tylko jednego nie mogę sobie wybaczyć - że przez
      mojego kochanego męża, który był też moim nalepszym przyjacielem, jedynym
      powiernikiem, kiedyś, chciałam pozbyć się dziecka. Dziękuję Bogu że mi się nie
      udało, dziękuję też lekarzowi, że przekonał mnie co jest w życiu ważne.
      Radź sobie jakoś, dzieli nas różnica wieku, ale łączy to że zostałyśmy okrutnie
      skrzywdzone. Nie każdy to zrozumie. Również to że można niczego nie zauważyć.
      Można. Każde spóźnienie, podobnie jak Ty, tłumaczyłam pracą, staraniem się o
      nas, zmęczeniem. Za dwa, trzy lata zaczniesz kojarzyć fakty, wszystko wtedy
      zrozumiesz. Trzymaj się i daj znać. Jeśli chcesz to prywatnie:
      agata.ledecka@interia.pl
      • chalsia Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 13:29
        Anna i Agata,

        To samo czułam.

        Najbardziej niesamowite jednak jest to, że mężczyzna z którym się było naście
        lat NAGLE pokazuje swoją drugą, ZŁĄ, stronę. Zachowuje się tak, jak żadna z nas
        nawet nie podejrzewała, że moźe sie zachować.
        Ale pewnie i oni mogą to o nas też powiedzieć (np. ufająca i nie mająca
        pretensji kobieta "zmienia się" w doszukującą się wszedzie oszukaństwa i nie
        bierze pod uwagę "jego" zdania).
        Po prostu straszne, jak błyskawicznie wieloletni związek po rozpadzie ulega
        erozji (?), wszystko odchodzi, warstwa po warstwie jak w cebuli, i bardzo
        szybko nie ma już NIC !!!, a wzajemne stosunki przekształacają się bardzo
        często w niechęć, nienawiść i nie wiem co jeszcze.
        Ze swoich doświadczeń polecam dwie rzeczy na "przeżycie" - psychoterapię i
        zainteresownie się tamatyką inteligencji emocjonalnej (zarówno teoretycznie,
        jak i w praktyce, np. szkolenia).
        Bardzo Ci Anno współczuję.
        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • adasari Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 16:52
      "Nie jestem
      w stanie pojąc jak to możliwe żeby z tak dobrego człowieka nagle stal się
      tak bezwzględnym draniem"

      Może w zrozumieniu tego pomoże Ci lektura forum "macochy" na tymże forum.
      smile))
      • stynka Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 18:53
        adasari,
        czy uśmieszki oznaczają, że miał to być dobry dowcip???

        Zastanów się dobrze, zanim drugi raz tak wspaniałej porady udzielisz.


        stynka
        • chalsia Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 19:43
          W 200% zgadzam się z opinią Stynki.
          I dodam, że nawet jeśli jest jakaś inna, "druga" kobieta, to nie zmienia to
          faktu, że jest to ten sam mężczyzna, i w większości przypadków nie jest to 100%
          kurek na wietrze, który kręci sie jak mu zagrają.
          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • adasari Re: zdradzona i ograbiona 29.09.03, 19:49
          Możesz mi wyjaśnić stynko,o co Ci chodzi?
          Bo nie bardzo wiem,za co zostałam skarcona?
          smile


          • mikawi Re: zdradzona i ograbiona 30.09.03, 08:59
            tak jak ja nie wiem, co do historii xeny ma forum macochy, tak jak pisała
            stynka - jak to miał być dowcip - to kiepski, jeśli nie - tym gorzej świadczy o
            Tobie
            • adasari Re: zdradzona i ograbiona 30.09.03, 13:00
              Nie napisałam nigdzie,że forum macochy ma coś wspólnego z historią xeny.
              smile)
    • skrzyniaa Re: zdradzona i ograbiona 30.09.03, 10:47
      Aniu brak mi słów.
      Wstyd mi za siebie, że tak rozczulałam się nad sobą ostatnio po moich
      niepowodzeniach. Mając 35 lat i będąc samotną mamą, nie zdawałam sobie sprawy
      co można czuć w takich momentach zdrady i opuszczenia. Teraz WIEM. Mnie pomogło
      grono moich najbliższych przyjaciół (nie wstydziłam się prosić ich o wsparcie,
      wysłuchanie), a teraz pomaga czas, czas. Jeżeli nie dajesz sobie rady poproś o
      pomoc, pisanie też pomaga (to była moja mała kuracja).
      Jak to można przeżyć - nie wiem. Każdy dzień jest walką o przetrwanie. Trwajmy
      więc. Skrzynia
      • xena18 Re: zdradzona i ograbiona 01.10.03, 00:16
        Witajcie!

        dziękuję za Wasze listy!
        to prawda każdy dzień to walka, nie ma godziny ani mam wrażenie minuty żebym
        nie myślała o tym co sie stało i o tym co będzie dalej,I JAK MAM DALEJ ŻYĆ ja
        i dzieci? Psychoterapia to dobry pomysł ale teraz kiedy mam 700 zl pensji(
        jestem nauczycielką i spłacam kredyt) i 800 zł które otrzymałam ( za
        pokwitowaniem!) od męża na dzieci-to trudno o tym myśleć.Dowiedziałam się
        dzisiaj,że ze względu na to że zawsze mniej zarabiałam sąd może nie przyznać
        mi połowy majatku i co zrobię wtedy? mieszkamy z dziećmi w wynajmowanym domku,
        który miał być przejściowy -zanim nie wprowadzimy się do tego naszego
        ukochanego,wymarzonego.Gdzie sie podziejemy? za co zapewnie dzieciom życie na
        takim poziomie żeby choć one nie odczuły tak strasznie tego co się stało.Mam
        wrażenie że to nie jest moje zycie tylko jakis cholerny brazylijski serial,
        przecież wszystko mialo byc inaczej, przecież byliśmy szczęsliwi, przecież....
        tak bardzo boję sie przyszłości, tak bardzo boję sie samotności,tak bardzo żal
        mi moich marzeń.
        Czy można sprawić żeby bół był mniejszy, jak przetrwać ten czas i czy kiedyś
        będzie jeszcze dobrze? Przecież napewno komuś sie to udało!!!Tylko jak tego
        dokonać?Napiszcie!
        Anna
        • chalsia Re: zdradzona i ograbiona 01.10.03, 00:48
          Nigdy nie bedziesz samotna, bo są i będą z Toba Twoje dzieci. Przyszłość różowa
          nie będzie ale poradzisz sobie, jak my tu wszystkie, lepiej lub gorzej, ale
          jednak. Najbardziej boli odarcie z ideałow i marzeń, utrata wiary w coś w co
          się wierzyło.
          Na pewno będzie lepiej. Za jakiś czas.
          Niestety nie można sprawic by ból był mniejszy, ale mozna sprawić by trwał
          krócej. Rozumiem, że nie stać Cię na płatną psychoterapię. Sprawdź, czy tam
          gdzie mieszkasz, są jakieś szanse na darmową??? Jakieś Fundacje, Grupy
          Wsparcia, itp.
          Nie tylko Ty jesteś od zapewniania dzieciom bytu. Twój mąż dobrze zarabia, więc
          jak najszybciej wystąp do sądu o alimenty i to w kwocie wyższej niż 400 zł na
          dziecko. Policz dokładnie ile i na co wydajesz na dzieci (wszystko sie liczy,
          łacznie z tym ile przypada za gaz, światło, wodę, etc na dzieci), zbieraj
          rachunki.
          Jeśli masz "dowody zdrady" (smsy, bilingi itp), to wystąp o rozwód z orzekaniem
          o winie. W przypadku orzeczenia rozwodu z jego winy masz prawo do alimentów
          również na siebie (do momentu powtórnego wyjścia za mąż), po to byś Ty mogła
          żyć na poziomie zbliżonym do tego, jaki był przed rozwodem.
          I w Polsce wcale nie jest łatwo doprowadzić do podziału wspólnego majatku
          małżeńskiego NIE po połowie (bo w większości przypadków jedna z dwóch osób
          zarabia mniej).
          Zajęcie się kwestiami prawnymi związanymi z rozwodem, alimentami, etc, też
          pomaga, bo zamiast ciągłej gonitwy myśli dlaczego????, gdzie kiedy jaki błąd,
          etc (och, jak ja to znam), zajmiesz głowę troszkę czymś innym.
          Czy masz blisko rodzinę, bliskich przyjaciół? Poproś ich o pomoc, wsparcie.
          Sądzę, że większość z samodzielnych mam BARDZO WIELE zawdzięcza pomocy innych
          ludzi.

          Pozdrawiam Cię ciepło.
          Chalsia
        • iwona3 Re: zdradzona i ograbiona 01.10.03, 12:22
          Aniu, nie daj się. Spędziłaś ze swoim (ciągle jeszcze) mężem kilkanaście lat,
          urodziłaś i wychowałaś jego dzieci. On zarabia więcej, ale ile pracy w wasz
          wspólny dom włożyłaś Ty? Takiej pracy, za jaką nie otrzymuje się wynagrodzenia,
          a dzięki której on może siedzieć sobie po godzinach i wyjeżdżać służbowo. To,
          co macie, to wasz wspólny dorobek. Myślę, że gdybym była w Twojej sytuacji i
          jakaś obca baba nagle próbowała mi to wszystko zabrać, szlag by mnie trafił.
          Jeżeli Twój mąż chce zaczynać z kimś innym nowe życie, to niech je zaczyna, od
          początku. Od samego początku.
          Tak, jak pisze Chalsia: pozbieraj wszystko, co masz, i wystąp o rozwód z
          orzekaniem o winie. Nie masz nic do stracenia. Sprawa będzie się wlokła i nie
          obejdzie się bez przykrych scen, to prawda, ale nie możesz się poddać i sobie
          odpuścić. Wygrasz na pewno, on poniesie wszelkie koszty i opłaty sądowe, a Ty
          zyskasz możliwość dochodzenia alimentów dla siebie.
          Jeżeli chodzi o podział majątku, to nie dzieli się go mniej-więcej równo na
          współmałżonków. Kto Ci powiedział, że on otrzyma większą część majątku
          wspólnego? Prawnik będący na bieżąco w orzecznictwie sądowym? (Mam nadzieję, że
          nie Twój współmałżonek....) Zgodnie z prawem cywilnym, powinien być podzielony
          dokładnie po połowie. Problemem może być co najwyżej jego fizyczne podzielenie,
          bo np. samochodu nie da się przeciąć na pół, trzeba go wycenić i jedna strona
          musi spłacić drugą. Poza tym, w podziale majątku uczestniczą nieletnie dzieci.
          Jeżeli dzieci zostają z Tobą, to powinnaś otrzymać fizycznie trzy czwarte (75%)
          tego, co jest wasze wspólne.

          Dbaj o siebie, chodź z głową podniesioną do góry. Nie daj się. Jesteś dzielną
          kobietą.
          • mikawi Re: zdradzona i ograbiona 01.10.03, 13:01
            w podziale majątku uczestniczą tylko małżonkowie, na dzieci są alimenty, a
            majątek jest dzielony między małżonkami a nie małżonkami i dziećmi.

            Aniu - masz pełne prawo to 50% waszego majątku i nie daj sobie zamydlić oczu że
            ty zarabiałaś mniej. Miałabyś prawo do połowy nawet wtedy gdybyś nie pracowała
            tylko zajmowała się domem. Trzymaj się dzielnie.
            • iwona3 Re: zdradzona i ograbiona 02.10.03, 15:54
              Jakoś nie mogę się z Tobą zgodzić, mikawi. Zakładamy, że to wszystko, co Ania
              posiada wraz z mężem jest majątkiem wspólnym, w którym oboje mają udziały
              równe, tzn. żadne z nich nie dokładało do niego z majątku odrębnego (np. spadku
              albo oszczędności gromadzonych przed zawarciem związku małżeńskiego, rent,
              odszkodowań itd.). W związku z tym oboje nie mają podstaw, by żądać ustalenia
              zwrotu z tytułu udziałów nierównych. Umawiamy się więc, że każdemu przysługuje
              połowa majątku wspólnego.
              KRiO, art. 43. § 1 „Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym.”
              Wysokość zarobków lub ich brak nie ma znaczenia, bo wynagrodzenie jest częścią
              majątku wspólnego.
              Za KRiO, art. 43,§ 3 „Przy ocenie, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił
              się do powstania majątku wspólnego, uwzględnia się także nakład osobistej pracy
              przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym.”
              Art. 58, § 4 „Orzekając o wspólnym mieszkaniu małżonków sąd uwzględnia przede
              wszystkim potrzeby dzieci i małżonka, któremu powierza wykonywanie władzy
              rodzicielskiej.”
              Ja to rozumiem tak: jest mieszkanie 80 m2 i sąd nie może dać mężowi i żonie
              równo po 40 m2, jeżeli ta żona ma mieszkać z dwójką dzieci. Jest rzeczą
              logiczną, że mężowi zostanie przyznana powierzchnia, powiedzmy, 25m 2, a żonie
              z dziećmi – reszta. Moim zdaniem podobnie jest z resztą majątku. I niezależnie
              od wysokości płaconych/zasądzonych alimentów. Znam sytuację, w której matka w
              trakcie rozwodu dochodziła przyznania majątku na rzecz dziecka; sama nie mogła
              uczestniczyć w podziale majątku, bo podpisała intercyzę. Poza tym w
              postępowaniu o podział majątku stosuje się również prawo spadkowe, a na czym
              polega dziedziczenie – każdy wie.
              Tak to widzę, a może się mylę, w końcu nie jestem prawnikiem.
              Pozdrawiam
              • mikawi Re: zdradzona i ograbiona 02.10.03, 16:28
                w przypadku mieszkania - oczywiście że sąd najczęściej przyznaje je matce z
                dziećmi ALE z nakazem spłaty męża. Gdy żona nie ma na to środków a mieszkanie
                jest duże sąd może nakazać podział poprzez sprzedaż i podział pieniędzy za
                ktore mozna kupić mniejsze mieszkanie.
                Co do znajomej ktora dochodziła majątku na rzecz dziecka - można wnosić o
                wszytsko, tylko co sąd na to?
              • mikawi Re: zdradzona i ograbiona 02.10.03, 16:30
                iwona3 napisała:

                > Ja to rozumiem tak: jest mieszkanie 80 m2 i sąd nie może dać mężowi i żonie
                > równo po 40 m2, jeżeli ta żona ma mieszkać z dwójką dzieci. Jest rzeczą
                > logiczną, że mężowi zostanie przyznana powierzchnia, powiedzmy, 25m 2, a
                żonie
                > z dziećmi – reszta. Moim zdaniem podobnie jest z resztą majątku.

                to o czym tu napisałaś stosowane jest w ramach orzeczenia sądu o sposobie
                korzystania z mieszkania a nie podziału majątku, to dwie różne rzeczy
    • ada296 mikawi ma rację :-)) 02.10.03, 17:16
      ale i tak o podziale decyduje sąd - warto mieć adwokata - chociażby z urzędu -
      zawsze (przynajmniej teoretycznie) powiniec pomóc - i jeśli fatycznie możesz
      udowodnić zdradę męża - niech rozwód będzie z jego winy - masz wtedy prawo do
      pieniędzy na dzieci i na siebie - ale z doświadczenia wiem, że jeśli facet nie
      będzie chciał płacić to i tak nie zapłaci
      poza tym dbaj o siebie
      musisz zawsze ładnie wyglądać
      włosy, paznokcie, ciuch, uśmiech na twarzy
      wypłakać żale możesz głęboką nocką ale nigdy przed mężem czy przed jego
      kumplami
      mój ex ma (mimo 5 lat) do mnie żal,że tak mi dobrze w życiu, że jestem taka
      zadowolona
      bo powinnam ciągle płakać, że odszedł ode mnie do 15 lat młodszej panienki
      u nas rozwód przeszedł szybko i bez orzekania o winie
      ale ja mam dobrą sytuację materialną
      ale tylko ja wiem ile mnie to kosztowało nerwów, zdrowia, nieprzespanych nocy
      taki okropny żal do życia
      ale czas to złagodził
      chociaż nie lubię tego gnojka do dzisiaj
      trzymaj się cieplutko
      i dbaj o siebie
      pozdrawiam

      • xena18 Re: mikawi ma rację :-)) 02.10.03, 22:01
        Witajcie!


        Obawiam się że jest tak jak piszesz prawo i logika to jedno ale to co
        postanowi sędzia to czasmi zupełnie inna historia i tego się boję najbardziej.
        Mam adwokata ale wiem ,że mąż zatrudnił prawdziwego" bulteriera". Proponowane
        przez nich warunki są kompletnie nie do przyjęcia np.rozwód bez stwierdzenia
        winy! to paranoja biorąc pod uwagę całą sytuację.Jestem pewna że będą starali
        się wydrzeć bez skrupułów jak najwięcej, obawiam sie również że będzie chciał
        zatrzymać ten "nasz"dom żeby zamieszkać w nim z tą kobietą. Stwierdził że i
        tak nie stać mnie będziena utrzymanie takiego dużego domu( co niestety jest
        zgodne z prawdą) a na jego sprzedanie kategorycznie się nie godzi.Gdzie my
        mamy mieszkać? ostatnio stwierdził,że u moich rodziców którzy też mają
        dom...Obawiam się bardzo,że niestety tak jak w brutalnym świecie zwierzat
        bardziej okrutny, silniejszy i bezwzględny wygrywa a w naszym świecie często
        prawo jest niestety po stronie silniejszego...
        Powiedzcie czy wam udało się po jakimś czasie dowiedzieć od swoich mężów co
        takiego się stało i gdzie pojawił się problem. Bo ja ciągle się nad tym
        zastanawiam. Jak powiedział psycholog nie można do tego dojść bez wysłuchania
        obu stron bo każdy ma swoją wersję - w moim przypadku problem polega na tym że
        z nim nie można normalnie porozmawiać, bo kiedy jeszcze starałam się
        podejmować dialog kazdy niewygodny temat był konczony stwierdzeniem- o tym nie
        będziemy rozmawiać. Pomijając fakt że pomimo oczywistych dowodów ciągle się
        wszystkiego wypiera.
        • jayin Re: mikawi ma rację :-)) 02.10.03, 22:08
          xena18 napisała:

          > Witajcie!
          > (...) obawiam sie również że będzie chciał
          > zatrzymać ten "nasz"dom żeby zamieszkać w nim z tą kobietą. Stwierdził że i
          > tak nie stać mnie będziena utrzymanie takiego dużego domu( co niestety jest
          > zgodne z prawdą) a na jego sprzedanie kategorycznie się nie godzi.Gdzie my
          > mamy mieszkać? ostatnio stwierdził,że u moich rodziców którzy też mają
          > dom...

          Hm... A to nie jest tak, że jeśli sąd nakaże podział majątku w taki a taki
          sposób to jest to obowiązujące? I w przypadku domu, albo sprzedaje się go i
          dzieli "zysk" na pół, albo jedna strona dom zatrzymuje, ale spłaca "połowę"
          drugiej strony?
          przynajmniej tak mi się wydaje.

          pozdrawiam

          Joanna
          • wieczna-gosia Re: mikawi ma rację :-)) 03.10.03, 12:38
            Dokladnie jest tak jak mowi janna.
            Niech sobieten dom w rzyc wsadzi ale tobie niech w ramach splaty domu kupi
            mieszkanie.
    • ada296 dom 03.10.03, 00:31
      nie wiem jak wyglądały wasze układy finansowe - jakieś konta w banku -
      pełnomocnictwa dla Ciebie - jeśli masz taką możliwość postaraj się o wyciągi
      bankowe - pieniądze są wasze wspólne i też powinny być podzielone
      i nie wnikaj dlaczego tak się stało
      jest taki trend
      my chcemy mieć orgazm
      faceci chcą mieć w łóżku młode hormony
      a te "inne" panienki chcą mieć facetów, którzy będą je utrzymywać
      a tak w szczególe - co mądrego na temat podziału majątku mówi Ci Twój mecenas??
      ja ocenia Twoje szanse??
      pozdrawiam
    • ekate Re: zdradzona i ograbiona 03.10.03, 12:32
      Byłam w 6 miesiącu ciązy jak mój mąż znalazł sobie kochanke, po 8 latach
      idealnego małzeństwa, którego zazdrościli nam przyjaciele. Wyprowadził się z
      sypialni, nie przytulił, nie pocałował, nie powiedział dobrego słowa. Nic. Na
      wszelkie pytania odpowiadał "bo tak". Niczego nam nie brakowało oboje po
      studiach, z dobra pracą, bez problemów finansowych. O kochance dowiedziałam się
      od niej samej, gdy mój syn kończył roczek. Poinformowała mnie o tym sms-ami
      nazywając mnie rozlazłą maciorą, głupią babą, imbecylem i.t.p. Młodsza ode
      mnie, studentka.
      Mój syn kończy dwa lata, mąż nadal jest z nią, mieszka z nami (niestety
      mieszkanie jest jego ojca) a w sądzie toczy się proces rozwodowy.
      Pozew złożył mój mąż oskarżając mnie, że to ja od roku mam kochanka, że ma to
      być moja wina rozpadu małżeństwa, że ponoć ma świadków. Nie wiem jakich
      świadków i czego, na pewno podpłaconych. Jeszcze nie wiem, następna rozprawa w
      grudniu.
      Nie wiem po co on to robi. Nie chcę walczyć o niego i nie będę. Nie jest wart.
      Nie chcę go widzieć, nie chcę z nim być.
      To w dużym skrócie.
      Wszystko może sie zdarzyć, nikt nam nie obiecywał sielanki, ale po co sobie aż
      tak komplikować zycie? Po co?
      Pozdrawiam eKate
    • martamamaoli Re: zdradzona i ograbiona 03.10.03, 13:55
      Hej!

      Jestem z Toba , ja równiez składam pozew o alimenty, rozdzielnośc majatkową
      (najpierw bo to dla mnie najważniejsze). Mój mąż nie pracuje i nie pracował
      zawodowo przez okres naszego 5 letniego związku (o przepraszam pracował az!
      miesiąc). Wyjeżdżał za granice ale nigdy nie widziałam pieniedzy z tych
      wyjazdów (za ostatnio przywiezione pieniądze zrobił sobie porządek z zębami jak
      to powiedział). Nie załamuje sie wrecz przeciwnie ciesze sie ze tak sie stało,
      ze pozbede sie kłopotu i pasożyta. Mam śliczna , mądra i inteligentną
      córeczke, pomoc rodziców (mama opiekuje sie nią bo moja praca polega na
      częstych wyjazdach w delegacje - nawet usłyszalam od tesciowej ze jestem
      hotelowa panienka ). Ech długo opowiadać , jeśli bedziesz chciała sie pożalic
      albo podpowiedziec jakąś rade w kwestii rozwodu i spraw pokrewnych to pisz .
      Pozdrawiam Marta
    • libra.alicja Re: zdradzona i ograbiona 03.10.03, 23:08
      agatled napisała:
      > My z mężem znaliśmy się 10 lat przed Ślubem, byliśmy szkolną miłością, ale
      > zawsze czuliśmy że uczucie które nas połączyło było niezwykłe. Kochaliśmy się
      > szalenie, zawsze traktowaliśmy naszą miłość jako wyjątkowo dojrzałą,
      > wiedzieliśmy czego chcemy. Zawsze razem. Potem były wspólne studia, pierwsze
      > mieszkanie, wreszcie ślub. Jaki mój mąz był zawsze dumny z siebie że ma żonę,
      > że sami się utrzymujemy. Nigdy nie mieliśmy wielkich problemów fiansowych,
      >nie ze względu na pomoc rodziców ale dlatego że byliśmy zaradni, że dążylismy
      do
      > lepszego jutra z dnia na dzień. Wśród znajomych uchodzilismy za ideał. Wiele
      > razy usłyszaam później - wszyscy ale nie wy! Na krótko przed ciosem który
      nagle na mnie spadł nasz wspólny kolega zdradził swoją żonę, źle ją
      potraktował. Mój
      > mąż nie szczędził słów krytyki, potępiał całym sercem. Zawsze powtarzał - my
      > się tak kochamy, tak dobrze że odnaleźlismy sie w tłumie, jest nam ze sobą
      tak
      > cudownie.


      Dziewczyny przerażacie mnie.

      Dotychczas sądziłam, że nie ma dymu bez ognia, ze nie ma zdrady gdy jest
      prawdziwa miłość, ze nam to się nie przydarzy (i oby nie!).

      Zacytowany przeze mnie fragment postu Agaty pasuje do mnie jak ulał (nawet
      potepienie kolegi, który zdradził), dalszego ciągu nie ma i zawsze byłam pewna,
      że nie będzie.
      Jednak piszecie o swoich małżeństwach tak przekonująco, że wierzę, że
      rzeczywiście były udane. I mimo tego rozpadły się z powodu zdrady, której nie
      byłyście w stanie przewidzieć i tym samym zapobiec jej (czy wogóle można
      zapobiec?).

      Czyli zaufanie że będzie dobrze nie ma sensu?
      Mój ukochany mąż (partner od 12 lat) od tygodnia jest we Francji i bez tego
      zaufania oszalałabym wyobrażając sobie co tam może bezkarnie robić.

      Czy żyć cały czas w niepewności, że nasz związek też może się rozpaść? To moze
      wykończyć psychicznie i doprowadzić do chorobliwej podejrzliwości i zazdrości.

      Więc jak zapobiegać takim tragediom (bo widzę, ze dla was to życiowe tragedie)?
      • mamaadama4 Re: zdradzona i ograbiona - konto w banku 05.10.03, 21:30
        Co do kont bankowych - jeżeli masz pełnomocnictwa, to, póki twój mąż ich nie
        odwoła idź jak najszybciej do banku i weź wyciąg ze stanem konta na dany dzień.
        Przyda ci się przy ustalaniu majątku jaki wspólnie posiadaliście, bo do czasu
        rozprawy on może otworzyc i zamknąć iles tam kont, wyprowadzic pieniądze i nie
        udowodnisz nic. Jeżeli nie masz pełnomocnictw to spróbuj znaleźć w miarę
        aktualne wyciągi i zachowaj dla sądu.
        danka
      • agatled Re: zdradzona i ograbiona 08.10.03, 12:02
        Alicjo - cieszę się ze napisałaś, i że wiarygodny wydał Ci się mój list. Trudno
        opisac swoje życie w kilku słowach, tym bardziej trudno przekonac kogos że tak
        było. Pisząc to tak naprawdę szukam pocieszenia i odzewu, żeby ktos potwierdził
        że tak może być przytaczając swoja historie, bo ja, podobnie jak, Ty, wciąz
        czasami budzę się w przekonaniu ze to tylko zły sen, że to nie mój kochany,
        najkochańszy mąz tak zrobił. I nie wiem wcale co robic żeby tak sie nie stało.
        Nie wiedziałabym w drugim związku, o ile kiedykolwiek będę na taki gotowa. Raz
        myślę że może zbyt mocno ufałam, ze może tak nie mozna, trzeba zachowac troche
        podejrzliwości, innym razem znowu wydaję mi sie, jestem tego nawet pewna, że
        nie umiałabym tak, że jak kocham to ufam, dla mnie nie ma rozgraniczenia.
        Tragediom generalnie nie można zapobiec, chyba w radzeniu sobie z codziennościa
        bez niego i ze świadomością że zostawił mnie ot tak sobie, że stał sie inny,
        pomaga mi jedno - jakies przekonanie, stare jak świat ze każdy ma swój los
        gdzieś tam zapisany, że tak widocznie miało byc, że nic nie dzieje się bez
        przyczyny, moze moje życie przybierze z czasem inny wymiar, o jakim mi sie nie
        śniło, i ta tragedia miała sens. Na pewno jednak nigdy nie chciałabym przezyc
        czegos takigo jeszcze raz, na pewno też wiem, że kiedys nie bedę żywić się
        zazdrością w stosunku do nowego partnera. Więc co tu radzić? Nic, mozna tylko
        pogadać. Ja poznałam wielu, wielu ludzi, po tym wsyztskim. Poznałam wiele
        opinii. Rozmawiałam z facetami i z kobietami. Młodymi i starymi. Ludzie
        cudownie otwierają się w obliczu czyjejś tragedii. Sprzedają wtedy swoje. Do
        wtedy mysłałam ze wokół mnie, wśród moich znajomych, zycie toczy sie normalnie,
        okazało sie że wiele par, rodzin, skrywało swoje małe rozczarowania. Jedna
        opinia utkwiła mi w pamięci, znajomego po 40stce, swietnego miłego faceta,
        który z niedowiarzaniem słuchał tego co zrobił mi mój mąż, bo znał nas dobrze,
        który pomógł mi w załatwieniu kilku spraw, powiedział szczerze, choć to nie
        było miłe, może nie to chciałam wtedy usłyszeć: 'trochę go rozumiem, też jestem
        facetem'. A ma sliczną żonę, fajne dzieci, o których wciąz opowiada. Rozumieć
        może można, cenię jego szczerość, otwartość, ale zrobić coś takego - to nie
        mieści sie w głowie. Nikomu. Żyj sobie dalej, tak jak dotychczas, czas sam
        pokaże. Agata

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka