Dodaj do ulubionych

Moja historia....

07.12.08, 21:00
Witam Was! Mam szesciomiesiecznego synka z facetem, z ktorym
rozstalam sie zanim dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy. To bardzo
porzadny czlowiek, ale z racji wykonywanego zawodu, ostry, konkretny
i mocno apodyktyczny. Wiedzialam, ze na dluzsza mete nam sie nie
uda, ale przez dwa lata bylo naprawde milo (czasami.....). W kazdym
badz razie nie chcialam komplikowac mu zycia i wzielam na siebie
trud opieki nad dzieckiem.
Juz pomine dlugie wywody, co sie stalo, ze to sie zmienilo, ale stan
dzisiejszy jest taki: dostaje pieniadze na calkowite utrzymanie
synka - opiekunka, pampersy, jedzenie, leki, zabawki..... Jednak on
nie chce widywac malego, praktycznie nie interesuje sie nim, jego
zdrowiem, rozwojem i potrzebami pozafinansowymi.
I teraz prosze Was o rade: czy warto walczyc, zeby tatus pokochal
(polubil) malego? I narazac sie pozniej na walki, o ktorych piszecie
w Waszych postach? Czy tez zadowolic sie tym, ze chce go utrzymywac
i zaakceptowac fakt, ze jest bezkontaktowy? Co lepsze? Musze podjac
jakas decyzje i sie jej trzymac, bo inaczej oszaleje od myslenia...
A jestem pewna, ze poradzicie mi dobrze!
Obserwuj wątek
    • krolowanocy Re: Moja historia.... 07.12.08, 21:18
      walczyć? ale co robić? nikogo do miłości nie zmusisz. zachęcać możesz,
      ale na siłę nikt nie stanie się ojcem
      • mamakrowka Re: Moja historia.... 07.12.08, 21:22
        Tak, masz racje! Bardziej zachecac, zapraszac do odwiedzin, wysylac
        mailem zdjecia czy odpuscic sobie?
        • domini888 Re: Moja historia.... 07.12.08, 21:49
          Nie zachęcaj go i nie namawiaj. Zajmij się dzieckiem i swoim życiem. Jeśli w nim
          obudzą się jakieś uczucia ojcowskie, może dojrzeje do tej roli i stanie na
          wysokości zadania. Jeśli nie, może Tobie uda się ułożyć sobie życie z kimś innym
          i stworzyć dziecku pełną, kochającą, choć nie do końca "biologiczną" rodzinę. Do
          uczuć nie jesteś w stanie namówić czy zachęcić. Nawet jeśli uda Ci się ojca na
          chwilę zainteresować dzieckiem, możesz mu (dziecku) tym zrobić krzywdę, kiedy po
          poznaniu ojciec je odrzuci. Ja popełniłam ten błąd. Chciałam, by mój eks
          pokochał naszego syna, a efekt był taki, że jego nie pokochał, ale jako że już
          istniał jako ojciec w jego życiu, zaczął wykorzystywać istnienie dziecka, by
          wtrącać się i ingerować w moje życie i utrudniać mi je. Takie decyzje mogą mieć
          katastrofalne skutki.
          • guderianka Re: Moja historia.... 07.12.08, 22:11
            serce nie sługa, ono nie ma pana..
          • resia80 W pełni zgadzam się z Domini888 07.12.08, 22:19
            smile
            • mamakrowka Re: W pełni zgadzam się z Domini888 07.12.08, 22:26
              Ja tez uwazam, ze to bardzo rozsadne i sklaniam sie ku tej opcji.
              Jednak czasami mam watpliwosci, czy maly za kilka lat nie bedzie mi
              mial za zle, ze nic nie zrobilam, zeby mial ojca.... Poza tym tatus
              oficjalnie nie uznal dziecka, te pieniadze placi z wlasnej woli, bez
              wyroku sadu. I nie moge przewidziec, jak bedzie w przyszlosci,
              niestety.
              • de_la_hoya Re: W pełni zgadzam się z Domini888 07.12.08, 23:06
                jak przestanie to pójdziesz do sądu
                wniesiesz o ustalenie ojcostwa i alimenty
                jak masz dowody ile płacił to będzie to podstawa do ubiegania się o konkretną sumę
    • de_la_hoya Re: Moja historia.... 07.12.08, 23:03
      ciesz się że jest bezkontaktowy
      jak chcesz go zmusić do kontaktów? nie da się
    • slonko771 zadziwiło mnie jedno zdanie 07.12.08, 23:10
      nie chciałam koplikowac mu zycia ???? wiec wziełam trud na siebie
      • de_la_hoya Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 00:14
        bo może on ma żonę i 2 dzieci... skoro nie uznał dzieciaka, płaci za wszystko i
        nawet go nie ogląda tzn że pewnie coś w tym stylu
        • mamakrowka Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 10:25
          No, wlasnie, ze nie! Przez ten rok, kiedy nie bylismy razem, poznal
          kogos. Wiem od wspolnych znajomych, ze zamieszkali razem i ze
          wyglada na to, ze to cos powaznego. Ja nie mam nic przeciwko temu,
          zeby byl szczesliwy z inna kobieta, ale chcialabym, zeby nasz synek
          wiedzial, ze ma tatusia sad
          • de_la_hoya Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 10:45
            Jak chcesz żeby miał tatusia to masz 2 wyjścia:
            - ustalenie ojcostwa i tatuś na papierze choć może złośliwie przestać dawać ci
            na wszystko
            - poznaj kogoś i będzie miał ojca, nie na papierze ale prawdziwego
            • mama_ameleczki Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 11:03
              moim zdaniem nie zabiegac o kantakty, to nic nie da, nie zmiejczysz
              kamiennego serc.
              a druga sprawa to koniecznie zlozyc sparawe do sadu o ustalenie
              ojcostwa, dziecko powinno miec ojca w papierach, swoja dorga mozna
              wiedziec dlaczego nie uznal dziecka w USC?
              • mamakrowka Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 14:53
                Nie uznal dziecka, bo go o to nie prosilam, nawet nie poruszylam
                tego tematu. A on nie zapytal.
                • de_la_hoya Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 15:12
                  to może z nim pogadaj?
                  zapytaj co zamierza dalej?
                  czy do 18rż chce ci tylko kasę dawać
                  zapytaj dlaczego tak robi a jak nie będzie chciał powiedzieć to powiedz, że
                  chciałabyś wiedzieć skoro twoje dziecko ma w ramach ojca wpisane O.N.
                  • mamakrowka Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 15:37
                    No, ale nie mam jak - nie kontaktuje sie z nami, jak go zapraszalam,
                    nie mial czasu. Jak dzwonie, to zwykle jest zajety, a jakos pisanie
                    sms-a o uznaniu jest chyba bez sensusad Nie chce mu sie narzucac, a
                    zachecanie do kontaktow byloby takim wlasnie narzucaniem sie.
                    Dlatego jesli z doswiadczenia wiecie, ze lepiej zeby sie tatus nie
                    wtracal do wychowania dziecka, to nie bede probowala sie z nim
                    kontaktowac. Bedziemy sobie zyli sami.
                    • de_la_hoya Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 15:48
                      zadzwoń
                      powiedz żeby znalazł dla ciebie jakieś pół godziny, że się dostosujesz
                      jedź bez dziecka
                      zadaj wszystkie pytania jakie chcesz zadać
                      i będziesz chociaż wiedziała o co chodzi

                      skąd go w ogóle znasz?
                      • mamakrowka Re: zadziwiło mnie jedno zdanie 08.12.08, 16:14
                        Pracujemy razem, jesli to ma jakies znaczenie. Wielka firma, rozne
                        dzialy.

                        Dziekuje, Dziewczyny, za rady! Trzymajcie sie mocno!
    • carrymoon Re: Moja historia.... 08.12.08, 11:36
      a ja uważam, że warto walczyć o kontakty
      jeżeli tak jak piszesz
      To bardzo
      > porzadny czlowiek, ale z racji wykonywanego zawodu, ostry,
      konkretny
      > i mocno apodyktyczny.

      to walcz o kontakty
      Ojciec mojej małej wobec mnei też taki był, ostry wymagający, też na
      początku nie pchał się do kontaktów.
      Teraz moim zdaniem jest bardzo dobrym ojcem, dba o małą, zabiega o
      kontakty.
      MOże nie mieszkamy razem ale mała ma ojca.

      Jak walczyłam? dzwoniłami przypominałam o kontaktach, umawiałam
      terminy. Gdy mała była bardzo mała on przychodził do mnei do domu.
      Ponieważ miałam problem z akceptacja jego obecności to ja
      wychodziłam z domu by oni mogli spędzić ten czas razem.
      Nie żałuje tego, że namawialam i starałam się. Opłaciło się, nei ze
      względów finansowych ale dlatego, że moje dziecko jest szczęśliwe
      iczeka na spotkania z tatą 2 razy w tygodniu prawie cały dzień.
      • marty_chce_do_dzungli Re: Moja historia.... 08.12.08, 11:57
        Nie obraź się, ale dla mnie to takie upokarzające by było...błaganie o miłość.
    • 31patrycja Re: Moja historia.... 08.12.08, 12:06
      Zgadzam się z dziewczynami nikogo nie zmusisz do miłości żeby pokochał syna
      skoro nie chce trudno? kiedyś przypomni sobie że ma syna lecz może być już za
      późno,bo wtedy role mogą się odwrócić.Znam to po sobie wychowywaliśmy syna
      1,5roku razem później się rozeszliśmy mały to przeżywał na chama mu kazałam
      przychodzić bo mały wołał go,płakał jak wychodził ale po jakimś czasie
      odpuściłam i co? zjawił się po 5 latach lecz mały już go nie poznał do mojego
      kolegi mówił tato wiem że nie powinien ale jest niepełnosprawny,teraz już wie że
      niema czego tu szukać chodzi mi o tatusia bo uczuciami się nie można bawić
      dziecka ale wiem że kiedyś zapłacze bo wtedy było mu bardzo przykro.Nie warto bo
      synek później morze cierpieć daj mu czas.
      • cudko1 Re: Moja historia.... 08.12.08, 12:57
        31patrycja napisała:

        > niema czego tu szukać chodzi mi o tatusia bo uczuciami się nie
        można bawić
        > dziecka ale wiem że kiedyś zapłacze bo wtedy było mu bardzo
        przykro.

        i co ci to da ze bedzie mu przykro czy zapłacze?? czy to jakos
        pomoze waszemu dziecku?? nie bardzo rozumiem

        ogólnie zgadzam sie ze do miłości nie mozna zmusić ale nie wiem czy
        nie warto spróbowac nawiązać kontakt - oczywiście nic na siłe i nie
        na zasadzie musisz czy cos ale moze porozmawiac chocby tel. ze moze
        chce spotkac sie z dzieckiem poznac spedzic urodziny cokolwiek???

        wydaje mi sie ze facet nie płaciłby - zwłaszcza ze nie jset wpisany
        jako ojciec nie ma zasądzonych alimentów - gdyby dziecko było dla
        niego obojętne.
        • de_la_hoya Re: Moja historia.... 08.12.08, 13:48
          cudko1 napisała:

          > wydaje mi sie ze facet nie płaciłby - zwłaszcza ze nie jset wpisany
          > jako ojciec nie ma zasądzonych alimentów - gdyby dziecko było dla
          > niego obojętne.

          A może jest człowiekiem na tyle odpowiedzialnym, że ponosi konsekwencje swoich
          czynów?
          Nie chciał mieć dziecka to się z nim nie spotyka ale że wyszło jak wyszło to
          płaci, bo to nie wina dziecka, że na świat przyszło.

          Z resztą nie rozumiem wypowiedzi części z was. Jak nie płaci i się nie spotyka
          to jest be bo nie płaci (a dziecko jeść musi) a jak płaci i to za wszystko ale
          się nie widuje to też jest be bo nie przyłazi.

          Nie chce to niech nie przyłazi. Jeszcze lepiej, bo jak matka dziecka pozna kogoś
          i założy nową rodzinę to nie będzie krzywych jazd w postaci ojca dziecka.
          Moja przyjaciółka ma dziecko z takim co nie dość że nie przyłazi to jeszcze nie
          płaci. Zmusiła go do uznania dziecka. Jak go zmuszała do kontaktów to przyłaził
          wieczorem jak dziecko spało i oglądał tv. Przestała zmuszać i słuch po nim
          zaginął... ale jak paszporcik czy coś to sobie nagle o ojcostwie przypomniał. Na
          sprawie o pozbawienie praw urządził histerię, zalał się łzami i opowiadał jak on
          bardzo kocha dziecko ble ble ble. Co ciekawsze, sąd dał mu pół roku na poprawę.
          I tyle go widziała. Zobaczyła go dopiero na sali sądowej rok później jak mu
          prawa odbierali.

          Czasem lepiej że ojca nie ma, tym bardziej, że ojciec dziecka autorki wątku był
          chyba tylko dawcą spermy.
          • mama_ameleczki Re: Moja historia.... 08.12.08, 14:02
            a moim zdaniem placi dlatego zeby mama siedzialam cicho bo bardzo
            mu zalezy na tym zeby nie wydalo sie to z ema to dziecko bo dlczego
            nie uznal dzicka?
          • cudko1 Re: Moja historia.... 08.12.08, 14:27
            dlatego nie pisze zeby zmuszac... ale spróbować nie za wadzi. Żadna
            z nas nie zna sytuacji dokładnie, nie zna równiez powodów którymi
            kieruje sie ojciec dziecka nie widujac go - moze nie chce a moze
            jest cos innego, jakas przyczyna do usunięcia (a i nie twierdze ze
            ojciec jest be, powiem więcej bardzo dobrze o nim swiadczy ze
            płaci), no i nawet jak mama pozna nowego meżczyzne to skąd pewnośc
            ze on bedzie ojcem dziecka juz na zawsze? niestety nie ma takiej
            pewnosci.
        • 31patrycja Re: Moja historia.... 08.12.08, 16:33
          Mi nic to nie pomorze ale morze na stare lata dotrze do niego że ma syna,który
          sam nie chcę mieć z nim kontaktów a ja raz dałam mu szansę jak się pojawił
          chciał odbudować więzi ale niestety tylko chciał a co zrobił nic!A mojemu synowi
          to nie pomorze bo już sam zrozumiał że taty niema i jest tego świadomy.
          A jeżeli chciałby spędzać czas z synem to by już to dawno zrobił on morze myśli
          że kasa to wszystko ale niestety tak nie jest.
          A tak apropo ten mój kupił dziecku przez 5,5roku puszkę mleka za 50 bardzo był
          hojny co ?do tej pory nie wiem jak mam mu dziękować ha ha ha
    • alabama8 Re: Moja historia.... 08.12.08, 15:31
      Musisz koniecznie postarać się o ustalenie ojcostwa. Alimenty muszą
      mieć podstawę prawną - tak by były bezsprzeczne a nie zależne od
      widzimisie tatki.
      Secundo - dziś dziecko ma pół roku. Za 20 lat będzie miało
      bezwzględne prawo do DZIEDZICZENIA po ojcu. Niezależnie od tego ile
      dzieci ten pan się jeszcze dorobi.
      Powinnaś wszystko uregulować sądownie, a walka o zainteresowanie ...
      chyba z góry przegrana. Nie czekaj na gwiazdkę z nieba, nie żyj
      przeszłością, ureguluj co masz uregulować i zajmij się dzieckiem.
      Zaręczam ci że nie będzie tęsknić za tatą - nie da się tęsknić za
      kimś kogo się nigdy nie poznało.
      Tesknisz za stryjecznym wójem ciotecznej babki Czesławy? Nie, bo jej
      nie znałaś. To samo z nieobecnym ojcem - tęsknić nie będzie, pytać
      owszem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka