co mam zrobić....?:(

12.12.03, 08:48
sama nie wiem od czego mam zacząć. w moim związku dzieje się coraz gorzej,
cała opieka nad dzieckiem i domem, rachunki, sprawy finansowe itp. są na
mojej głowie, a On nie robi nic, tylko wiecznie gra w debilne gry na kompie
(dorosły facet!!!), o wszystko muszę się prosić, na spacer z dzieckiem nie
pójdzie (bo a nóż ja wtedy będę miała chwilę czasu dla siebie). powiedzmy
nawet że mogłabym przymknąć na to oko. ale wczoraj otworzylam okno żeby
przewietrzyć pokój, a on do mnie doskoczył (nie chciał żeby wietrzyć),
zaczął mnie szarpać "co ja tu mu się stawiam!" itd. na to wszystko patrzyła
mała, to było tuż przed położeniem jej spać. oczywiście w nocy budziła się z
krzykiem i trudno mi ją było uspokoić. poza tym mi nie wolno drukować na
MOJEJ drukarce bo dla niego tuszu może zabraknąć, więc ja mam biegać do
biura swojego ojca... sam po sobie nie sprzątnie nawet brudnych skarpetek
rzuconych na podłogę, czepia się mnie o wszystko: źle sprzątam, źle gotuję,
źle wychowuję dziecko, źle opiekuje się domem, źle gospodaruję pieniędzmi,
źle wyglądam, źle się ubieram itd. wyśmiewa moją naukę (studiuję) i chyba
nie wierzy że uda mi się ją skończyć. nasze życie wygląda tak: awantura,
kilka dni względnego spokoju (o ile ja nie mam żadnych wymagań w stosunku do
niego), mały zgrzyt i znowu amantura. on właściwie nie rozmawia już ze mną
naormalnie, tylko się na mnie wydziera.
co ja mam zrobić? tak nie można dalej żyć, jeśli nie chcę mieć
znerwicowanego dziecka i skończyć w terminie naukę. rozstać się? nie wiem
czy potrafię, poza tym boję się ża odboerze mi dziecko (czym już zraesztą mi
groził).
pomóżcie proszę.
to nie miało być tak. mieliśmy być szczęśliwi.
sad
hokus
    • serengetti Re: co mam zrobić....?:( 12.12.03, 10:18
      Hm, wydaje mi się, że wyszłaś za mąż za rozkapryszonego chłopczyka – typowego
      synka mamusi. Nie wiem, jak długo jesteście razem, i czy on był taki od
      początku, czy jest od niedawna. Trudno mi więc coś konstruktywnego Ci poradzić.

      Myślę, że najważniejsze jest to, że jesteś takim samym człowiekiem jak on, więc
      po pierwsze – przestań wokół niego skakać. Rozrzucił skarpetki – niech
      zakwitną, ja bym nie zbierała – w końcu ma ręce tak samo jak Ty, więc może nimi
      ruszyć nie tylko po klawiaturze komputera. Źle gotujesz? A kto mu każe to jeść?
      Nie odpowiada – niech się stołuje u mamusi albo na mieście. Kobieto, przestań
      pielęgnować nieudacznika i nieroba, niech może wreszcie dojrzeje. Domyślam się,
      że od początku małżeństwa tak sprawy między wami wyglądały – Ty gotowałaś,
      sprzątałaś, wszystko robiłaś, a on przecież jest mężczyzną, to niech odpocznie.
      I sama sobie zrobiłaś krzywdę, bo przy dziecku tak się skakać wokół nieroba nie
      da. Więc musisz po prostu postawić sprawę jasno: albo się włączy do obowiązków,
      bo ośmiornica znienacka się z Ciebie nie zrobi, albo musicie się rozstać. A
      szarpać bym się nie dała – co to, to nie. Zagroź mu, że jeśli dojdzie do
      rękoczynów, to po pierwsze się pożegnacie, a po drugie to Ty wystąpisz do sądu
      o odebranie mu praw. Nie daj sobą pomiatać, jesteś człowiekiem tak samo jak on
      i masz takie same prawa. A odebrać Ci dziecka nie odbierze, na to jest za słaby
      i nie ma żadnych podstaw. Więc głowa do góry i walcz o swoją godność. A przy
      okazji o małżeństwo.

      Samo nic nie przyjdzie, musisz teraz wykazać się silną wolą i nie popuścić. I
      powoli wdrażać go do spraw domowych. Pamiętaj – on też ma dwie nogi i dwie
      ręce – może ich używać tak samo jak Ty. Więc niech czasem wyjdzie z dzieckiem
      na spacer, zrobi zakupy, pozmywa po obiedzie, a może sam coś ugotuje?
      Zobaczysz – powoli zacznie doceniać Twoją pracę. Jeśli nic nie przyniesie
      efektu, zostaje jeszcze bunt – zabierz dziecko i udaj się na tydzień do mamy,
      zostawiając mu nieposprzątane mieszkanie i pustą lodówkę. Może to zadziała...

      Trzymam kciuki.
      Kasia
      • isia_1 Re: co mam zrobić....?:( 12.12.03, 10:38
        Kasiu, mam nadzieję, że zadziała. Ale jeśli jest to prawdziwy synek mamusi, to
        może się to okazać trudne albo i niemożliwe.
        U mnie zaczęło się podobnie. Wychowywałam dzieci, nie pracowałam, więc miałam
        obowiązek usługiwania. Wcześniej usługiwała mu mamusia. Dla niej to było
        szczytem szczęścia. Mój mąż do dzisiaj nie umie wyprać skarpetek, zrobić
        prostej kanapki. Ma przecież pralkę, bar, supermarket i... żonę. To znaczy
        miał.
        Bo tego nie wytrzymałam. Ale moje postawienie się było dla niego czymś tak
        nienaturalnym, zburzeniem jakiegoś naturalnego wg niego porządku rzeczy.
        Wymagania (naprawdę minimalne) w stosunku do niego sprawiły, że patrzył na
        mnie jak na zołzę, histeryczkę, wreszcie że wszystko robię... za pieniądze!
        Z drugiej strony utrzymuje, że żona potrzebna jest tylko do sexu, bo wszystko
        inne zapewni sobie sam. Jak się to skończyło, niektóre z was wiedzą. sad

        Najbardziej uderzyło w niego, kiedy chciałam wreszcie coś dla siebie.

        Tak więc radziłabym bardzo daleką ostrożność w przysposabianiu mężów do
        obowiązków. Najlepiej to robić perfidnie, z czułością, słodyczą, ale
        bezwzlędnie. Rozpieścić, dopieścić - i wyjść. Komplementy dla facetów czynią
        cuda.
        Jeśli Hocus masz jeszcze na to siłę, wykorzystaj swój urok. Nie liczyłabym na
        to, że bez Twojej ciężkiej pracy, wyrzeczeń, udawania czasami, patrzenia przez
        palce, coś się zmieni.
        Oni myślą innymi torami. Inne rzeczy są dla nich oczywiste.
        Ale zawsze, zawsze wymagaj dla siebie szacunku.
        • serengetti Re: co mam zrobić....?:( 12.12.03, 10:50
          Isiu - masz rację. Wiesz, ja takich problemów z mężem nie miałam, bo był
          wychowywany raczej na to, że sam musi sobie ze wszystkim poradzić, w innych
          sprawach nawalał - urodzony sadysta. Muszę jednak przyznać, że to, co tu
          czytam, stawia mi włos na głowie. Taki właśnie był mój tata. I nie chce mi się
          wierzyć, że w dzisiejszych czasach tacy mężczyźni jeszcze istnieją. I że
          kobiety dają robić z siebie sprzątaczki, kucharki, praczki i gosposie. Ja się
          nie dziwię, Isiu, że nie wytrzymałaś. Podziwiam, że byłaś z nim w ogóle.
          Hocus - jeżeli chcesz, żeby to małżeństwo trwało, to musisz zakasać rękawy i
          rzeczywiście wziąć się za wychowywanie swojego męża. Z góry współczuję i nadal
          trzymam kciuki. Hm, może metoda marchewki i kija coś da...
          Kasia
      • zeppelia Re: co mam zrobić....?:( 15.12.03, 10:05
        Hmm.. co masz robić? Zajmij się sobą. Bądź zadowolona z tego co robisz, jak
        żyjesz, jak wyglądasz, jak gotujesz.. Wtedy nie będzie cie obchodziło to co on
        myśli bo to jego problem. Przecież chodzi mu o dogryzanie tobie a jeśli nie
        będziesz odpierać jego ataków, straci motywacje i być może zastanowi się czy z
        nim wszystko ok, skoro czepia się zadowolonej z siebie i nie mającej sobie nic
        do zarzucenia kobiety.
        Juz od 2 lat jestem sama i kiedy patrze wstecz, wiem że to ja sama wkopałam sie
        w ta sytuację bo nie szanowałam, nielubiłam siebie. Odeszłam bo nie mogłam
        znieść braku szacunku z jego strony. Ale teraz widzę że nie tu był problem.
        Pomyśl o tym. Dla kogo żyjesz, z kim będziesz do końca życia? ZE SOBĄ!!! Nie ze
        skarpetkami rozrzuconymi, nawet nie ze skarpetkami ślicznie poukładanymi...
        Pomyśl o tym
        Głowa do góry, wszystko da się zrobić.
        S.
    • iwona3 Re: co mam zrobić....?:( 12.12.03, 14:52
      Facet ma problem, i to duży. Z sobą. Albo go rozwiąże (jeśli nie sam, to np. z
      psychologiem), albo... lepiej spakować mu walizki i postawić pod drzwiami.
      Wydaje mi się, że dobre spokojne życie warte jest więcej niż furiat w domu.
      Decyzja należy do Ciebie, bo życie jest Twoje.
      Nie rozumiem, dlaczego miałby Ci odebrać dziecko? Ale jeżeli już teraz używa
      tego typu argumentów, to zły znak. Zły człowiek, bo zdolny do tego, by grać w
      konflikcie między Wami Bogu ducha winnym dzieckiem.
      Pozdrawiam
    • swienta Re: co mam zrobić....?:( 14.12.03, 00:15
      całkowicie popieram. Niestety nikt nie powie Ci co masz robić, szanse na
      wychowanie tego pana też są niewielkie. Niewiele wiemy, czy dziecko było
      wpadką, czy dojrzałą decyzją, jak długo jesteście ze sobą. Wiem że to bardzo
      intymna sfera, ale czy ze sobą sypiacie. Musisz to wszystko zebrać do kupy i
      spojrzeć oczami mamy.O dziecko się nie martw, nie ma szans, mój były mąż też
      mnie straszył, bo wiedział że to mój czuły punkt. Jestem po rozwodzie, minęło
      1,5 roku, świetnie sobie radzę, mam partnera, a mój wcześniej agresywny mąż,
      stał się potulny jak baranek. Pamiętaj nie pozwól aby Twoje dziecko patrzyło
      jak płaczesz lub krzyczysz na męża, ono jest dla Ciebie najważniejsze i dla
      Niego musisz być silna. Nie odpowiadaj agresją na agresję, jeśli masz z tym
      problem idź do psychologa bądź psychiatry , bardzo mi pomógł, szukaj pomocy u
      przyjaciół i u rodziny, szukaj pewnego gruntu. Można pisać i pisać, ale
      najważniejszy jest Twój spokój i opanowanie, dziecko musi czuć się bezpiecznie
      Nie podejmuj zbyt szybko decyzji, jeśli kochasz męża odwiedźcie poradnię
      małżeńską, szukajcie pomocy. Staraj się rozmawiać, najlepiej w miejscach
      publicznych, nie będziecie krzyczeć, nigdy ne daj się sprowokować i nie pozwól
      aby Cię bił. Podejmuj świadome decyzje, nigdy pod wpływem emocji. To rady
      których udzieliłabym sobie 2 lata wstecz. Jestem całym sercem z Tobą i uwierz,
      czas leczy rany, wierzę że sobie poradzisz. Bardzo cieplutko pozdrawiam. Kasia
    • haribo Re: co mam zrobić....?:( 14.12.03, 14:17
      Witaj!!! Ręce mi opadają gdy słysze o tego typu facetach. Znam to z własnego
      życia i powiem Ci jedno - jest za późno, aby takiego faceta wychowywać.
      Synalek mamusi to choroba nieuleczalna. On Cię wyśmiewa, zamiast Cię wspierać.
      Jesteś dla niego wg niego "za malutka, za głupia, za mało inteligentna", więc
      nie podskakuj, bo zabierze Ci dziecko (tak on myśli). A ja Ci powiem - jesteś
      za silna, za mądra i za inteligentna, aby dawać sobą pomiatać i byc tylko kurą
      domową i służącą - nie na tym polega małżeństwo. On sobie doskonale zdaje
      sprawę z Twoich walorów i boi się, i dlatego tech strach ukrywa pod maską
      ignorancji, tyranizmu, swoich rządów. Chce pokazać kto tu jest panem i władcą.
      Ale pamiętaj Ty nie podpisywałas z nim umowy o pracę na etacie pokojówki,
      sprzątaczki, kucharki, praczki, panienki do łózka i nianki, tylko akt
      małżeństwa - a to zupełnie coś innego i na innych prawach działa. Nie pozwól
      aby dziecko cierpiało - masz dość wynieś się. Pomyślisz teraz łatwo jej się
      mówi. Wiem, że na początku jest trudno, wiem jak cięzko jest podjąc taką
      decyzję, ale kobieto też masz prawo do NORMALNEGO życia. Dziwię się kobietom,
      które sobie na to pozwalają, a tłumaczenie, że to dla dobra dziecka, bo chcę
      aby miało ojca wprost mnie śmieszy. Ileż to dzieci wychowuje się tylko przy
      boku matki...
      Wiesz u mnie też miało byc inaczej - mieliśmy być tacy szczęśliwy...
      Trzymam kciuki, mam nadzieję, że będzie dobrze. To Ty musisz zdecydować, nikt -
      ani ja, ani żadna z dziewczyn na forum Ci nie powie, jak masz zrobić i jak
      będzie najlepiej.

      Kasia - 37 tydzień.
      • isia_1 Re: co mam zrobić....?:( 14.12.03, 14:51
        Kasiu, świetnie to ujęłaś. Wiem, że nie ja jestem adresatką, ale poczułam się
        tak, jakbyś mówiła o mnie lub do mnie.
        U mnie zaczęło się psuć, kiedy zaczęłam chcieć czegoś dla siebie oprócz
        wynoszenia śmieci i dźwigania najcięższych zakupów. Mój mąż sam siebie
        sprowadził do roli szofera, zrzucając wszystko na mnie - musiał chyba mieć do
        mnie jakieś zaufanie. Ale jednocześnie nie uważał mnie za partnerkę, bo pod
        każdym względem powinnam być gorsza.
        Podobno mądre kobiety na to przystają i potrafią to wykorzystać - tak
        słyszałam. Ja nie.
        I kiedy podniosłam głowę, to był nasz koniec. Mój koniec.

        Mnie bardzo dużo czasu zajęło zrozumienie, gdzie leży dobro dziecka. Myślałam,
        że powinnam się poświęcić po to, by miało ojca. Teraz wiem już, że to był
        straszny błąd. Szczęście dziecka to szczęście jego matki. Nie chcę nigdy już
        usłyszeć od mojego synka: Mamusiu, jak urosnę, to cię obronię. Kiedy już będę
        wystarczająco duży?
        Serce mi wyje wtedy.
        Szkoda, że wtedy, kilka lat temu, nie znalazłam kogoś, kto by mi to
        wytłumaczył.
        • haribo Re: co mam zrobić....?:( 15.12.03, 01:42
          Hej Isia_1!!! Pamiętaj o jednym, gdy podniosłas głowę to był początek, TWÓJ
          poczatek, początek nowego lepszego rozdziału w Twoim życiu. Może prolog
          niezbyt "różowy", ale trzymam kciuki, aby epilog własnie taki będzie - pełen
          szczęścia, miłości i nadziei, nadziei, że już zawsze będzie lepiej. Piszesz,
          że z wieloma wątpliwościami musiałaś poradzić sobie sama. Nie ubolewaj nad
          tym, bo dzięki temu jesteś teraz bardziej doświadczona, mądrzejsza i na pewno
          dużo dużo silniejsza. Ja w tych ciezkich chwilach miałam blisko siebie
          rodziców, siostrę, znajomych - ale to za mało i tak czułam się bardzo samotna.
          Wiesz mam wrażenie, że jestem teraz znacznie odważniejsza.

          Pozdrawiam, Kasia - 37 tydzień.

          P.S. Na moje (chyba) szczęście zawsze byłam optymistką. Nie ma rzeczy
          niemożliwych.
    • isia_21 Re: co mam zrobić....?:( 14.12.03, 18:34
      czesc
      pisze pierwszy raz, ale to co napisala hokus1 jest bardzo dobrze mi znane.sama
      mialam takiego meza.wszystko robilam zle, ylam glupia, garbata i w ogole do
      niczego. tez dla rzekomego dobra dziecka udawalam, ze wszystko jest ok. w koncu
      ktoregos dnia to on a nie ja przyszedl i oswiadczyl, ze mnie juz nie kocha i
      takie tam. nie musze mowic ze moje oczucie wartosci spadlo do zera,ale nie o
      tym. po przeszlo 1,5 roku od chwili gdy zabralam rzeczy z mieszkania w ktorym
      bylam sluzaca i chyba nikim wiecej (od nie potrafil nawet zostawic mnie jak
      robia faceci z jajami, po uporaniu sie z sama soba itd. doszlam do wniosku, ze
      dobrze ze tak sie stalo. nareszcie jestem soba.mam zal sama do siebie, ze nie
      potrafilam sama zdecydowac sie na odejscie od takiego duzego dziecka.1,5 roku
      temu mialam wyrzuty, bo dzicko, bo chlopiec bez ojca jest kaleka itd. ale to
      nieprawda-teraz zyje i choc nie mam faceta, to mam syna dla ktorego jestem
      chyba super mama. dla mojego ex zawsze bylam glupia, podla matka. dziewczyno
      daj sobie na luz z tym duzym dzieckiem. szkoda czasu dla kogos takiego.
      poczatki sa trudne, a samotne macierzynstwo to kawalek ciezkiego chleba, ale
      jezeli masz madra rodzine ona ciebie wesprze.ja za pozno trafilam na to forum.
      z wieloma watpliwosciami musialam poradzic sobie sama, a pewnym utrudnieniem
      bylo to ze mieszkam w malym miescie, co prawda blisko warszawy ale zawsze maly,
      gdzie jest inna archaiczna mentalnosc. reasumujac, szkoda czasu dla duzego
      dziecka, lepiej poswiecic 100 % czasu malemu czlowiekowi. a te straszenie ze
      zabierze dziecko to tylko taka gra. nie slyszalam zeby tacy jegomoscie kwapili
      sie do wychowania dziecka, to za trudne i przede wszystkim za bardzo
      odpowiedzialne. a takie duze dzieci boja sie odpowiedzialnosci uwierz mi.
      pozdrawiam i trzymam za ciebie kciuki
      isia_21
      • kasia_jed1 Re: co mam zrobić....?:( 16.12.03, 23:42
        dziękuję Wam wszystkim za kilka słów napisanych z dobroci serc.
        za pierwszym razem faktycznie nie napisałam dużo o sobie, ale to z powodu
        emocji, rozżalenia i nie ukrywam - intensywnego wycierania oczu.
        powiecie zaraz że głupia jestem...ja wiem to wszystko o czym mi napisałyście.
        wiem że moje dziecko będzie szczęśliwe jak ja będę szczęśliwa. wiem że każdemu
        należy się szacunek. wiem że bycie razem na siłę ze względu na dziecko de
        facto bardziej mu zaszkodzi niż pomoże. ale - i tu właśnie zaraz wyjdzie moja
        głupota - ja go kocham mimo wszystko, ale jednocześnie nie chce z nim być i
        nie wiem jak się rozstać, czy sie rozstać, jak potem życie ułożyć sobie i
        dziecku (socjologia twierdzi że dzieci wychowywane w rodzinie gdzie jedno z
        rodziców nie jest rodzicem biologicznym są przez tych rodziców podświadomie
        gorzej traktowane...), i mnóstwo innych wątpliwości.
        oparcie w rodzinie mam, moja Mama chętnie mi pomoże tym bardziej że rozumie
        problem "dużego dziecka", jej małżeństwo wyglądało podobnie, poźno bo późno
        rozwiodła się, ale wiem że żałuje straconych lat.
        decyzja o dziecku była świadoma i zaplanowana, małżeństwem nie jesteśmy, ślub
        miał być w sierpniu 2004r, ale teraz sama już nie wiem co mam robić. plany
        sobie zycie sobie.
        psycholog...to dobra rada, ale nie wiem czy będę potrafiła przełamać się na
        tyle żeby opowiadać o tak intymnych sprawach obcej osobie, nie wiem gdzie
        takiej osoby szukać, na prywatnego psychoterapeutę mnie nie stać.
        nie sypiamy ze sobą, po prostu po tylu przykrych słowach jakie od niego
        usłyszałam nie wierzę w te dobre jakie od niego czasem słyszę i nie chcę z nim
        spać, nie chę oprócz darmowej kucharki praczki sprząaczki byc jeszcze kochanką
        którą się zajmie jak ma dobry humor a jak nie to rzuci do kąta jak zabawkę.
        co jeszcze napisać...żyć się czasem nie chce, wstaję rano z łóżka tylko dla
        mojego kochanego maluszka, gdyby nie on nie wiem co by było.
        dziękuję jeszcze raz za to że po prostu - jesteście.
        POzdrawiam.
        Hania
        • hokus1 Re: co mam zrobić....?:( sprostowanie 16.12.03, 23:50
          przepraszam za pomyłkę, pisałam z kompa mojej przyjaciółki, też dzieciatej i
          edzieckowej, ona zapomniała się wylogować, a ja sprawdzić i ...chochlik
          gotowysmile
          czasem to jej zazdroszczę, ma fajnego niemęża, fajnego malca, jakoś jej się to
          życie układa. i dobrze niech tak zostanie.
          za pomyłkę jeszcze raz przepraszam.
          H.
          • haribo Re: co mam zrobić....?:( sprostowanie 17.12.03, 00:24
            A ja Ci powiem tak, gdyby dziecka nie było to albo dawno byś go zostawiła,
            albo bys była nadal z nim i nie widziała jaki z niego dzieciak. Wydaje mi się,
            że Ci się zdaje, że go kochasz, bo boisz postawić się światu czoła sama. Wiem,
            że we dwoje łatwiej, raźniej, ale jeśli już mam wyjść na przeciw życiu z kimś -
            to z kimś kto jest odważny, lojalny, kocha mnie i SZANUJE... Tyle wówczas
            można zdobywać szczyty razem...
            Pozdrawiam.
            • pokusa6 Re: co mam zrobić....?:( sprostowanie 24.12.03, 23:25
              ja mysle ze to glupi pusty skur...ktury niepotrafi docenic tego co ma.ja tez
              mialam wziasc slub.w lipcu tego roku.ale mialam wątpliwośći, uparlam sie i
              odwolalismy.i niezaluje.wole sobie jeszcze poczekac.podejrzewam ze jesli go
              zostawisz to albo przygarnie go mamusia, albo bardzo szybko zrozumie ze bez
              ciebie jest nikim.bo tak jest.masz dziecko kturemy musiosz zapewnic opieke a
              jeszcze sie przejmowac takim palantem?jesli stanie sie to drugie i bedzie
              chcial zebyscie do siebie wrucili...to postam mu twarde zasady!dzielenie się
              obowiązkami po ruwno.i zadnych krzykuw i podnoszenia na ciebie glosu.juz niedaj
              boże przy dziecku.jesli przygarnie go mama lub inna pani i to potrwa dlugo to
              raczej niema szans na normalnosc z nim.a przeciez karzda z nas chce miec
              normalny dom.dzidzia tez.pozdrawiam.alicja

              ps.normalnie mnie strasznie zbulwersowal ten twuj ...facet?jak on smie wogule
              cię tak traktowac?
              • krzysiek_jed1 Re: co mam zrobić....?(krzysztof) 12.01.04, 01:00
                witam to ja "gupi pusty skur..."
                najpierw naucz sie otrografi, a dopiero pozniej nazywaj tak innych.Ja sam
                robie duzo bledow ale to przesada. jednak nie wazne.
                Polowa rzeczy ktore kaska wypisuje jest nie prawdziwch. druga polowa jest
                naciagnieta. kaska czepia sie wszystkiego do przesady. wyglada to czasami
                komiczne (jestem spokojny)wyglada to tak: przyjdze skads i np obiad ugotuje
                posprzatam, ale nie sprzatne tak jak ona i juz jest powod do gadania (dodam ze
                ona, az tak bardzo sie nie przemecza w pracach domowych i nie jest ani moja
                kucharka, ani sprzataczka i napewno nie kochnkasmile) i gdy tak nadaje, a ja
                siedze cicho bo nie chce sie przy dziecku klucic to chyba mam prawo krzyknac
                ostrzej, zeby sie zamknela czy nie????? dla dziecka ????? i czy to ze od czasu
                do czasu chcialbym zjesc po powrocie cieply obiadek czy zostawie czasami
                skarpetki(ona tez to robi) to jetem mami synkiem?? no ludzie bez przesady.
                kobieta powinna troszke dbac o swojego faceta troche mu matkowac oczywiscie
                nie bezpresadysmile bo mozna by zwariowac. kaska napisala, ze gram w durne gry to
                w polowie prawda bo wole pograc niz sluchac jej, albo z nia rozmawiac wiedzac
                ze sie poklucimy. oczywiscie w zamian moge sie bawic z mlodym, ale kaska mowi
                do mnie POBAW SIE Z DZIECKIEM!!(ona w tym momecie siedzi na luzku i oglada tv
                ja gram) to kazdemu z nas by sie odechcialo. ja sie z nim bawie kiedy on albo
                ja chce. miedzy nami skonczla sie milosc i tyle, tylko ona sie boi do tego
                przyznac otwarcie(jak i w wiekszosci spraw, ale to pozostanie moja slodka
                tajemnica).Tak ze masz tu dwie strony i ocen je sama.

                pozdrowienia dla samotnych mam. trzeba byc dobrej mysli. wszystko moze sie
                jeszcze dobrze skonczyc.

                i tak wiem ze po kaski liscie to chetnie byscie mnie ukamieniowaly, ale prawda
                jest troszke inna
                krzysiek
                • wieczna-gosia Re: co mam zrobić....?(krzysztof) 12.01.04, 06:36
                  Krzysiek a ty masz synka tak?
                  To swietnie bo autorka listu ma coreczke wink)

                  Wiec zony ci sie chyba myla wink)
                  • krzysiek_jed1 Re: co mam zrobić....?(krzysztof) 12.01.04, 20:15
                    nic mi sie nie pomylilo.syn cudem stal sie corkasmile wiem ze to ona napisala i
                    zmienial syna na corke zebym sie nie zorientowal.smile rozmawialismy o tym, wiec
                    nic mi sie nie pomylilo. tak wiec widac, ze nawet w tym prawdy nie napiala.

                    pozdrwienia dla gosi i reszty emam od wrednego krzyskasmile
                    • haribo Re: co mam zrobić....?(krzysztof) 26.01.04, 21:45
                      Skoro jesteś pewien, że to ona napisała to wniosek nasuwa się sam - widocznie
                      napisała prawdę i same fakty skoro rozpoznałeś i wiesz, że to ona wink
                      I rzeczywiście sz dzieckiem czasami mógłbys się pobawić, aby ona spokojnie
                      mogła trochę odpocząć leżąc na kanapie i patrząć w tv.
                      Pozdrawiam Kasia, która też kiedyś związała się z Krzyśkiem (i zrobiła
                      największy błąd w swoim życiu).
Pełna wersja