18_lipcowa1
31.03.11, 19:54
Rozumiem, że było tak: kombinezony, czapy, kozaki, wszelkie futrzane ustrojstwa były przygotowane... no tak były. Ale że zima ematki zaskoczyła, znaczy się przy -5 juz na dwór dzieci nie wychodziły bo za zimno to znaczy że teraz jest pogoda na kombiaki.
I oto widzę dzisiaj ( 13st, słonce) dzieci jak jeden mąż : czapy zimowe, kombinezony, koce, futrzaki, plandeki, folie przeciwdeszczowe, a nawet rękawiczki ( sic!). Czerwone, mokre, unieruchomione, bo w tym nie da się biegac po placu.
Na litoś boską, mrozy mrozami ale to jakaś przeginka.
Moja młoda cała happy w sweterku, adidasach, bez czapki szaleje jako JEDYNA na placu ( no chyba ze wieksze dzieci z nią ) biega, wspina się, zjeżdza.Reszta dzieci stoi i patrzy albo siedzi w wózkach zapchane bułami ew smoczkami. W tych kocach, betach- nie mają siły ani możliwosci sie ruszac.
To jakas masakra byla. Wezcie sie matki obudzcie i zdejmijcie te bety z dzieci.