Witam!
Piszę tutaj, bo dużo mam się tu przewija, może któraś podda nam jakiś pomysł.
Mój synek ma 6,5 miesiąca. Przeszliśmy już pierwsze przeziębienie w połowie października (od początku października uczęszcza do żłobka). Był w zasadzie tylko katar, oskrzela i płuca czyste. Jednak z powodu podwyższonego crp pediatra przepisała antybiotyk, amoksycylinę. Niby zadziałała, katar się zmniejszył, ale jednak gdzieś tam z tyłu cały czas coś rzęziło. Ponad tydzień temu w piątek katar się odnowił, a w niedzielę synek zaczął gorączkować. Gorączka powyżej 38 stopni pojawiała się wieczorami od niedzieli, zbijaliśmy paracetamolem lub ibuprofenem. We wtorek robiliśmy posiew moczu (prywatnie). W środę popołudniu temperatura sięgnęła 39,5 stopnia. W czwartek poszliśmy do lekarza, akurat odebraliśmy też wyniki posiewu. Wyhodowali nam Pseudomonasa aeruginose, 10^4 cfu/ml. Pediatra nie wiedziała co zrobić, zapisała kolejny antybiotyk, tym razem cefuroksim. Kazała też powtórzyć posiew, zrobiliśmy to jeszcze tego samego dnia przed podaniem antybiotyku. Ponieważ gorączka wieczorem znowu się pojawiła, podaliśmy ten antybiotyk, choć w domu wyczytałam, że nie ma on szans zadziałać na Pseudomonasa. W piątek i sobotę gorączka się nie pojawiła, może antybiotyk zadziałał, tylko nie wiem na co. Ponieważ już w piątek miałam wynik kolejnego posiewu - jałowy! A więc zakażenia układu moczowego nie mamy na pewno (ujemny wynik posiewu jest chyba najbardziej wiarygodny?). Myśleliśmy, że gorączka w takim razie jest od kataru, może zaczęło się nadkażenie bakteryjne. Tymczasem dziś znów to samo, temperatura sięga prawie 39 stopni

Nie mam pojęcia od czego to? Katar nie cieknie, ściągamy tylko dużo gęstej przezroczystej lub lekko żółtawej wydzieliny. Więc co to może być? Czyżby zęby? Tylko że tych jakoś nie widać

Macie jakieś pomysły?