michelinka11
22.11.11, 19:45
Witam,
zauwazylam, ze na forum jest kilka mam, ktore mieszkaja poza granicami naszego pieknego kraju i tak sie zastanawiam nad opieka nad malymi dziecmi w PL i poza. Sama mieszkam w Holandii, tutaj generalnie lekarze wychodza z zalozenia, ze chorego niemowlecia nie powinno sie "szprycowac" lekami - choruje i przez to nabiera odpornosci. Antybiotykow unikaja jak ognia. Jak przeziebione - kaszel, katar, albo nawet chore uszy to daja krople to nosa. Dziecko musi byc na prawde chore, albo miec kolejna infekcje, zeby dostalo antybiotyk. Jak moj wtedy 6-miesieczny syn zachorowal w PL - goraczka i kaszel, dostalam reklamowke lekow dla niego i to od dwoch lekarzy - krople takie, siakie, syrop taki, siaki, i milion pie...ktore teraz skonczyly w koszu bo skonczyl im sie termin przydatnosci. Kiedy po kilku chorobach pod rzad, chcialam sprawdzic czy dzieciak ma ok morfologie, lekarz mnie wysmial i powiedzial ze przesadzam i ze u takich malych sie badan krwi nie robi. Drugi przyklad - moj maly mial ulubiona strone (jak wiekszosc dzieci do 3 miesiecy) ale tez szybko mu sie glowka splaszczyla po jednej stronie z tego powodu, do tego notorycznie mostki robil, wyginal glowe do tylu - klasyczne wzmozone napiecie, ale tutaj pani rehabilitantka powiedziala, ze WNM wyglada duzoooo gorzej, pokazala jak dziecko pielegnowac zeby stymulowac obie strony i na tym sie skonczylo. W Pl mysle ze nie obylo by sie bez wielomiesiecznej rehabilitacji. Poza tym, czytajac forum widze ze polowa dzieci, albo ma alergie albo nietolerancje czegos, albo wzmozone/obnizone napiecie miesniowe, sa regularnie badane przez neurologa. No i sie zastanawiam, co jest lepsze? Nie sadze zeby miedzy PL i Holandia byla az tak duza roznica i np wszystkie dzieci tu sie rodza zupelnie zdrowe, a w PL tyle "chorych". I czy duza czesc dzieci diagnozowanych na te wszystkie "popularne" ostatnio dolegliwosci nie jest zdiagnozowana na zapas?