czesc,
Moja historia:
Mieszkam w Niemczech i w Warszawie. Urodziłam wcześniaka pod koniec 35tygodnia ciąży. Córeczka nie oddychała, musiała być intubowana. O przystawianiu do piersi nie było mowy, nie mogłam jej nawet przez kilka pierwszych dni wziąć na ręce. Mimo zagrożenia przedwczesnym porodem (miesiąc wcześniej pojawiło się krwawienie i skurcze) nikt nie rozmawiał ze mną o porodzie i karmieniu wcześniaka, nie byłam więc na to zupełnie przygotowana. Położne przyniosły mi laktator (medela symphonia jednostronny) i kazały zabrać się za ściąganie, pokazały szybko, co i jak i poszły. Próbowałam ściągać tak jak kazały, ale jak w końcu mleko się pojawiło, to rozmazało się po laktatorze i nic nie wpłynęło do kubeczka. Byłam załamana. Córeczka była karmiona mm i mlekiem ludzkim od dawców przez sondę, potem przez strzykawkę. Kiedy w końcu udało mi się coś swojego uzbierać, biegłam w środku nocy na jej oddział, żeby od razu mogła dostać cenną siarę. Po tygodniu zaczęłam przystawiać ją do piersi a malutka ssała, ale o wiele za mało, dlatego była dokarmiana odciągniętym mlekiem z butelki i sondą. W szpitalu była miesiąc, ostatnie dwa tygodnie mogłam być razem z nią na pediatrii. Pierwsze 2tyg miałyśmy wsparcie doradców laktacyjnych, potem musiałyśmy radzić sobie same. Produkowałam więcej mleka niż mała jadła, więc szpital sporo zamrażał. Wiele mleka poszło na zmarnowanie (prosiłam o 30ml w butelce a dostawałam 90ml…resztę musiałam wylać, mleko podgrzewane w mikrofalówce zamiast w podgrzewaczu, zamawianie z banku mleka więcej niż mała jadła…krew mi się gotuje jak dzisiaj o tym myślę…

, ale sporo trafiało do brzuszka maluszka. Nigdy nie udało mi się tylko karmić piersią. Pielęgniarki naciskały na karmienie z butelki, „bo dziecku łatwiej a musi przytyć”. Nie chciano dać nam wypisu do domu, dopóki córeczka nie wypija dziennie wyznaczonej porcji. W końcu zaczęłam karmić dużo butelką, żeby wyjść ze szpitala. W domu butelka z odciągniętym mlekiem była tylko w nocy, w dzień cały czas pierś. Po kilku tygodniach mała zaczęła strasznie ulewać i straciła na wadze. Za radą położnej pojechaliśmy na ostry dyżur i dostaliśmy zagęszczacz z mączki chlebka świętojańskiego (Nestargel Nestle), który dodawałam do odciągniętego mleka. Kiedy chciałam mimo to przystawiać małą (dla bliskości etc.) położna powiedziała, żeby nie robić eksperymentów, a dziecko musi najpierw przytyć, więc posłusznie odciągałam (wypożyczony z apteki laktator dwustronny medela symphony). Po dwóch tygodniach ulewanie się skończyło, ale kruszynka odrzuciła pierś. Jak tylko próbowałam ją przystawiać darła się wniebogłosy. Próbowałam SNS medeli, podawanie w czasie karmienia mleka strzykawką do buzi, różnych pozycji, rozmawiałam z położnymi laktacyjnymi i doradczyniami z LLL… nic nie pomogło. Nawet jak trochę possała, to nigdy tak żeby się najeść. Miała wtedy około miesiąca (wg poprawionego wieku). Od tego czasu odciągam mleko. Musiałam zmienić wspaniałą symphonię na dwustronnego swing maxi (też medeli), z którym potrzebuję dwa razy tyle czasu żeby opróżnić piersi, ale za to mogę go gdzieś zabrać- ostatnio odciągałam mleko w samochodzie i w pociągu. Mam tyle mleka, że akurat starczy, nie jestem nawet o pół butelki do przodu. Dostałam trochę mleka od innych mam, które swojego zamrożonego nie potrzebowały. Większość zużyłam, a ostatnie 600ml zmarnowało się, gdy mój mąż niechcący wyłączył zasilanie zamrażarki. Na szczespie mam stale wsparcie dawczyn. Teraz moja coreczka ma rok i zjada codziennie kolo 400-600ml i tyle jestem w stanie wyprodukowac. Przeszlam rozne laktatory, odciaganie w najdziwniejszych miejscach, najrozniejsze problemy laktacyjne... moj cel to 3 lata
w swoim czasie, nie znajac tego forum, zalozylam polska grupe na fb, zeby znalesc inne odciagajace mamy...
www.facebook.com/groups/1379396042318005/ (grup anglojezycznych jest sporo).