arzuzia
05.04.05, 11:18
WITAM !
Chciałam podzilic się z wami uwagami dotyczącymi choroby mojej coreczki -
roczek- na święta wyjechałyśmy do rodziców (świętokrzyskie) gdzie moja córka
wiekszość dnia spędzała z 7 letnim chłopcem. Po dwóch dniach zaczęły się u
niego wymioty i biegunka i po szybkim wywiadzie okazało się że polowa miasta
przechodzi jakis wirus grypy żołądkowej. Miałam cichą nadzieję że może moje
maleństwo się ustrzeże, ale się myliłam. W nocy ni stąd ni zowąd zaczęły się
wymioty (to jest coś okropnego patrezć na takie maleństwo, które tak się
męczy) Ze względu na to że Zuzia jest niejadkiem bałam się odwodnienia i
pojechaliśmy do szpitala. Lekarz oburzony chyba tym , iż obudziliśmy go o 1 w
nocy wypisał kartę przyjecia. ja opisłam całą sytuację i moje podejrzenia ale
nie usłyszalm żadnych słów poparcia czy uwag ze strony lekarki. Mała dostała
2 kroplówki, była bardzo zmęczona nie chciala jeść ani pić. Nikt do nas nie
przyszedł nie powiedział co to jest jak to leczyć, co dac dzicku do jedzenia
czy picia. Tragedia!~. mała przez 2 dnia nic nie jadła bo kazali by była na
diecie. Ona zaczełą się samam domagać jedzenia a lekarze uparcie że ma być
dieta czyli kleik suchary i herbata (rzeczy których ona nigdy nie jadała) co
gorsza bez kaszek. Wiecie co zrobiłam ? Zadzwoniłam do swojej pediatry z
warszawy (dzięki Bogu na święta nie wyjechała) o o zgrozo usłyszał że mam jej
dawać wszystko co chce!!!!!!!!!! Bo przecież pogłębię jej dietą nichęć do
jedzenia. I wiecie że ona zrobiła się weselsza. Wiadomo że teraz organiz sie
regeneruje ale nie jest taka apatyczna i zniechęcona i wreszcie się tak
pieknie uśmiecha jak do tej pory.
Dziewczyny wierzcie w swój instynkt . Lekarze zwłaszcza w takich małych
miejscowościach nie zawsze się sprawdzają.
pozdrawiam