Dodaj do ulubionych

refleksje przy miesięczniaku

06.10.05, 14:30
po pierwsze primo smile mam wspaniala sliczna i co najwazniejsze zdrowa coreczke. Kocham ja bardzo bardzo bardzo..
Po rugie. Jest ciezko. Najbardziej w nocy, gdy trzeba wstac wbrew sobie, postawic oczy na zapalki i zajac sie malutka. Bardzo wazne jest nastawienie psychiczne do calej sprawy macierzynstwa. Przyznam szczerze, ze na poczatku bronilam sie troszke przed tym nie mogac sie pogodzic z brakiem wolnosci i z tym, ze ta mala istotka ustala moj plan dnia. Przez to moje uczucie do coreczki nie bylo takie, jakie powinno byc. Do konca zycia juz bede mama odpowiedzialna za moja mala istotke.
Zwolnilam jednak tempo. Powtarzam sobie i juz to do mnie dotarlo, ze moim glownym zajeciem jest opieka nad malenstwem. Inne sprawy odkladam na bok. I chociaz brakuje mi kontaktow z ludzmi (na tym polega moja praca) to wiem, ze teraz najwazniejsza jest moja cora, ktora mnie potrzebuje.
Oczywiscie sa momenty zwatpienia i lzy. Ale mina. Mala lapie juz kontakt z otoczeniem, jest cudowna.
Pozdrowienia dla wszystkich mamus i ich wspaniaych pociech
Obserwuj wątek
    • patyczako Re: refleksje przy miesięczniaku 06.10.05, 15:26
      a dopiero jak zacznie sie swiadomie usmiechac smiac w glos i gaworzyc
      zwariujesz zupelnie na jej punkcie... wtedy pomimo trudow nocnych wystarczy
      jeden promienny usmiech na dzien dobry i nabierasz sil na kolejny dzien...
    • imerra Re: refleksje przy miesięczniaku 06.10.05, 15:47
      Matko, dziewczyny jak ja Wam zazdroszczę...
      Dlaczego ja nie potrafię tak pięknie kochac mojego dziecka??
      Wściekam się na nie, żałuję czasami, że tak szybko sie zaplątałam w pieluchy, że
      jestem uwięziona w domu i że nie mam życia.
      Zazdroszczę Wam i chciałabym być taka jak Wy , ale nie potrafię ;-(. I teraz
      wiem, ze takie osoby jak ja nie powinnny miec dzieci...
      • mj77 do imerry 06.10.05, 18:27
        tak jakbym słyszała siebie jeszcze niedawno. Też żałowałam, do tej pory bywa, że zadaję sobie jeszcze to pytanie. Po co to było, to przecież już na całe życie. Ale zobacz jak Twoje dziecko Cię potrzebuje. Tego czasu, który mija nie da się wrócić. Dotarło to do mnie też niedawno. Nie będzie drugiej takiej szansy, szansy na poprawienie relacji z dzieckiem. A chcę, żeby potem moja córka słysząc mój głos, a np. nie widząc mnie uśmiechnęła się wiedząc, że to jej mamusia mówi.
        I też się wściekam na córkę. Potem gryzą mnie wyrzuty.
        A życie nasze teraz będzie tylko tym się różniło, że jest nas troje. A wszystko to co robiłam (z małymi ograniczeniami) przecież mogę robić teraz.
        Ile ma Twoje maleństwo?
    • bluebebe Re: refleksje przy miesięczniaku 06.10.05, 18:48
      bebe wczoraj skończyła miesiąc. moje refleksje:
      - wszystko jest nie tak jak sobie wyobrażałam. Uwaga: zakładałam, że wszystko
      będzie tak jak w poradnikach, a ja sama będę mieć dziecko typ: Aniołek,
      odczytywanie sygnałów, które wysyła dziecko wydawało mi sie w ciąży proste i
      oczywiste, wogóle wszystko wydawało mi się proste
      - na poczatku jak pojawiła się bebe, to się jej bałam, teraz po miesiącu już
      się nie boję
      - kocham ją strasznie gdzieś od tygodnia. wstyd mi za te pierwsze 3 tygodnie,
      kiedy nie miałam takich uczuć tylko w kółko myślałam: no nie zły ambaras, co
      teraz będzie?
      - wcześniej myślałam, żeby tylko poszła spać i dała mi spokój, teraz nie mogę
      się doczekac kiedy się obudzi (no, poza nocą)
      - frajdę sprawia mi obserwowanie jej
      - fajnie mieć dziecko!
      pozdrawiam!
      • seba9913 Re: refleksje przy miesięczniaku 06.10.05, 20:00
        do wszystkiego trzeba dojrzec do dziecka tez... mi moze latwo mowic bo to moje
        drugie i widze ze teraz do wszystkiego podchodze z duzo wiekszym spokojem io
        czywiscie doswiadczeniem... moge tylko pocieszyc wszystkie wątpiace mamy ze
        najgorsze sa 1-2 miesiace potem bedzie coraz lepiej konkretniejszy kontakt z
        dzieciaczkiem...
      • mj77 bluebebe 06.10.05, 20:35
        jakbym znow czytala siebie. Tez sie nie moge doczekac, kiedy moja mala sie obudzi i tez kocham ja dopiero od niedawna. Tez przez pierwsze chwile chcialam cofnac czas i wszystko odkrecic. Na poczatku wkurzalo mnie wyciaganie cycka na kazde zawolanie co pol godziny. Teraz czekam na to z niecierpliwoscia i bardzo bardzo chetnie karmie tego malego kaczana
      • jamile Re: refleksje przy miesięczniaku 06.10.05, 22:04
        napisała:
        > -> - wcześniej myślałam, żeby tylko poszła spać i dała mi spokój, teraz nie
        mogę się doczekac kiedy się obudzi (no, poza nocą)<

        mam podobniesmile))
        Najpierw usypiam Małą nieraz i godzinę, walczę z płaczem, psioczę w duchu
        a jak już zaśnie, mija 3 godzina zaczynam tęsknićsmile zaglądam do wózka co pięć
        minut "czy już?"., "obudziła się w końcu?" smile
        A moja najważniejsza releksja po 2 miesiącach bycia mamą - wcale nie jest tak
        ciężko, jak się obawiałam i jak mnie co niektórzy straszyli!
        Jest różnie ale częściej fajnie, dobrze, wysypiam się (to był i jest mój słaby
        punkt), karmię piersią a czasem daję butlę (obsesja nt. karmienia piersią jest
        dla mnie niezrozumiała), mam czas na porządki, gotowanie, prasowanie, internet,
        pogaduchy z przyjaciółkami etc...
        A najdroższy i najpiękniejszy moment to ciągle ten, kiedy moje dziecko się do
        mnie uśmniecha, nawet jeśli to 5 rano i ledwo stoję przy przewijaku... nic się
        z tym nie może równać!
        • 31082005m Re: refleksje przy miesięczniaku 07.10.05, 09:32
          witam!
          jestem zaskoczona jak szybko zmienia się moje nastawienie. Jeszcze w zeszłym
          tygodniu musiałam choć na chwilę pójść do pracy i wcale nie dlatego, że bardzą
          ją lubię, ale dlatego, że myślalam że zwariuję, bo w kółko przewijanie,
          karmienie, pranie. Mąż wracał z pracy, a ja zapłakana. Myślałam - to nie dla
          mnie, wprawdzie kocham naszego 5 tyg. synka bardzo mocno, ale tak żyć nie
          potrafię. Muszę spotykać się z ludźmi, robić coś ciekawego. Minął tydzień i
          nareszcie zaczynam cieszyć się z tego, że jestem w domu z Maluchem. Pomógł mi w
          tym mąż, który nie krytykował mnie za to, że chciałam póść do pracy, za to że
          płakałam i mówiłam, że nie wytrzymam. Mąż, mimo iż był bardzo zapracowany,
          zabawiał synka, gdy ja ze łzami w oczach i wyrzutem patrzyłam na niego. Mąż nie
          narzekał, że nie ma czasu, tylko później w nocy nadrabiał zaleglości, gdy ja
          zmęczona od płaczu zasypiałam. Rano z podkrążonymi oczami szedł do pracy. Mało
          tego, widząc jak się męczę, pozwolił mi pójść do pracy. Zorganizował wszystko
          tak, abym bez wyrzutów wyszła z domu. I cóż, okazało się, że w pracy jest
          jeszcze gorzej, bo nie ma przy mnie synka. Po 3 godzinach wróciłam biegiem do
          domu, wzięłam synka na ręce i po prostu było mi wstyd (to chyba za mało
          powiedziane), że mogłam go tak zostawić z dziadkiem. Synek wprawdzie był pod
          dobrą opieką, ale przecież nie musiałam go zostawiać. Mogłam być przez cały
          czas z nim. Wówczas zrozumiałam, że praca, inni ludzie, są ważni, ale
          najważniejszy jest Mały, bo przecież to jest nasz Mały, który jest
          najcudowniejszym chłopakiem pod słońcem. Ogromnie cieszę się z jest z nami.
          Myślę, że takie załamania to normalna rzecz i nie ma się czego wstydzić. Nasz
          organizm od momentu zajścia w ciążę do porodu, przeszedł tak wielkie zmiany, że
          trzeba czau by hormony wreszcie się uspokoiły i zaczęły normalnie funkcjonować.
          Ważne jest by mówić o swoich problemach głośno, bo wówczas można temu zaradzić.
          trzymam kciuki, pozdr agn. i mar.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka