oleska16
07.01.07, 14:34
Jestem coraz bardziej sfrustrowana. Mąż nie pomaga mi wcale. Mamy
dwutygodniowa córeczkę, która opiekuję się jedynie ja. Mój małżonek ani razu
nie wstał w nocy by podać mi córkę do karmienia, tym bardziej, że jestem po
cesarce. Ani razu nie zmnienił córce pieluch bo twierdzi, że to dla niego za
bardzo stresujące i nie wytrzyma tego jego powonienie ( ekskrementy dzieci
karmionych piersią sa prawie bezwonne ). Gdy prosze by potrzymał dziecko do
czasu odbicia to nosi jedynie krótka chwilę a potem twierdzi, że mam tez jest
a on jest starsznie spiący bo mała w nocy marudziła i nie mógł spać. Przy
kąpaniu "niby pomaga" łaskocząc dziecko w stopki, albo "nęci" do jedzenia
zapachami ciastek czy cukierków. Wczoraj był w szkole i gdy wrócił to nie
spytała nawet o to jak sie czuję, a pierwsze kroki skierował do komputera bo
powiedziałam, że cos nie działa. Nie wspomne juz o robieniu czegos w domu;
problem jest z włożeniem naczyn do zmywarki czy wyrzuceniem opakowania po
cukierkach ( puste znalazłam w lodówce; niech sobie polezy jeśc nie woła-
często słyszę ). Poza tym na wszystko co dotyczy opieki nad maleństwem ma
odpowiedź, że dziecko ma tez matkę. A ja psychicznie i fizycznie po woli nie
wytrzymuję. Ciągle chce mi się płakać i jedynie córka trzyma mnie jakoś w
garści bo co stanie się z nią beze mnie. Nie moge liczyc na niczyja pomoc, bo
przeproweadziłam się do miasta z którego pochodzi mój mąż. Moi rodzice
mieszkają w odległości 200 km , a teściowie lepiej nie mówić. Do tej pory nie
mieli czasu przyjechać i zobaczyc wnuczki. Wybierali sie w Nowy Rok, ale
córeczka miała kolkę, więc noc była chodzona a ja załam na bezradnością i
bezsilnością, do tego jeszcze nawał mleczny ( piersi jak kamienie i cieknący
pokarm ), więc poprosiłam męża by zadzwonił do teściów i powiedział by nie
przyjeżdzali. Tym bardziej, że nie moge na nich liczyć, że w jaki kolwiek
sposób pomogą, ugotuja obiad, wyprasuja pieluch czy pokołysza maleństwo; onie
są jak goście wokól których nalezy biegac i nadskakiwać. Obecnie mój małżonek
nadmienia, że jak moge nosić dziecko to moge i pójśc po zakupy i po trochu
przynosic do domu. A gdy ma dobry humor i go pytam czy nas kocha to twierdzi,
że tak, ale dla mnie nie ma objawów miłóści w jego zachowaniu. czuje jedynie z
jego strony pociąg fizyczny a to ma bardzo mało wspólnego z miłością. Czuję
sie tak bardzo samotna, jeszcze bardziej niz przed ślubem, a przy zyciu trzyma
mnie jedynie córeczka.