anmod
10.01.07, 12:50
Moj 3,5 miesięczny Synek strasznie płacze na prawie każdym spacerze.
Kombinowałam na różne sposoby: karmiłam przed wyjściem, nie karmiłam,
wychodziliśmy zarówno jak był w dobrym humorze i jak był senny, ubierałam
cieplej, ubierałam lżej, ze smokiem, bez smoka, z zabawkami, bez zabawek, z
budką na wózku, bez budki,w rękawiczkach i bez.... etc
Nic nie pomaga, po 10 minutach zaczyna płacz. Tylko kilka razy udało mu się
zasnąć na spacerze a tak to zawsze ryk. Ja juz powoli na samą mysl o spacerze
się pocę, inne matki na nasz widok uciekają, żeby mój Młody ich pociech nie
pobudził, a pańcie z pieskami patrzą jak na wyrodną matkę co Bóg wie jaką
krzywdę robi dziecku. Juz nie mam siły chodzić z takim rozwrzeszczanym
wózkiem, żal mi Synka. Zazwyczaj uspokaja się w windzie jak wracamy a juz po
przekroczeniu progu mieszkania zaczyna się uśmiechać. Domator taki czy jak?
Przez to nasze spacery są coraz rzadsze, szukam pretekstu by nie iść i się tak
z nim nie mordować. W domu cały czas okna szeroko otwarte, Mały często śpi
przy otwartym balkonie (ale w swoim łóżeczku). Generalnie jest bardzo pogodnym
dzieckiem.
Czy ktoś miał podobne kłopoty? Jest szansa że z czasem polubi spacery? Moze
jak będzie już siedział i mógł obserwować otoczenie to odkryje sens w spacerach?
Pozdrawiam