Pewnie artykuł ten przeczyta dużo mam wcześniaczków. Dziewczyny, nie
łamcie się.
Moje maleństwo urodziło się w 31 tc. z wagą 1200 g., prawie uduszone
w macicy. Przeszliśmy wszystko - komplikacje, zakazenia
wewnątrzszpitalne, wylew III stopnia, wadę serca, reanimacje,
transfuzje, 3 tygodnie respiratora. Przeszliśmy huśtawkę nastrojów -
strach o jej życie, czarną rozpacz, złość i nieufność wobec lekarzy,
poczucie zawodu, ból tak silny, że aż fizyczny, wszystko razem
przemieszane z nadzieją i otępieniem. Pamiętam nawet piekącą
zazdrość, że wcześniaczek z inkubatora obok urodził się z wagą 400
g. więcej (jak to się wydaje dużo...), i że wcześniej został
odłączony od respiratora. To trzeba przejść, i nic na to nie
poradzicie - płaczcie, krzyczcie, przepraszajcie, szukajcie oparcia
w rodzinie, same dawajcie jej oparcie (ona też to przeżywa), dbajcie
o laktację, nie porównujcie do innych dzieci i czekajcie, naprawdę
warto.
Nasza mała w momencie, gdy miała się planowo urodzić, miała już
ponad 3 kg. Miesiąc później prawie 4 (ale ogromny się teraz taki
człowieczek wydaje - pozwolono mi się nią zajmowac, jak ważyła 1600,
i mało na zawał nie zeszłam przy pierwszej zmianie pieluchy

.
Mimo wszystkich przejść, których na szczęście nie pamięta, jest
pogodna, wesoła, łakoma i, co najwazniejsze, rozwija się prawidłowo.
Zaczęła już nawet nadganiać wiek metrykalny.
Owszem, może będzie potrzebna jakaś drobna rehabilitacja (asymetria
główki po leżeniu na jednym boku na respiratorze), może w
przyszłości będzie miała dysleksję, albo dobre wyniki w szkole będą
wymagały większej pracy od rodziców czy korepetycji. Ale to wszystko
nie są tragedie, ani nawet problemy, tylko wyzwania, a ja już wiem,
że sobie poradzę.
Wam, mamom wcześniaczków, życzę tego samego!
ps.: jak już będziecie mogły same dzieciaka przewinąć albo nakarmić,
warto pamiętać, że nogi mu nie odpadną w czasie przewijania

. Ja
nie byłam tego taka pewna, ale okazało się, że jest zaskakująco
solidnie wykonany, jak na taką półtorakilogramową kruszynkę.