Do mam stosujących metodę T.Hogg

11.02.08, 10:56
Dziewczyny kochane, proszę o pomoc. Uczę moje dziecko samodzielnego
zasypiania w łóżeczku i nie wiem jak mam dalej postępować. Wkładam
małą do łóżeczka w momencie kiedy zaczyna ziewać i trzeć oczy,
potrafi chwilę się sobą zająć (raczej traktuje to jako zabawę) i za
chwilę zaczyna sie wiercić. Wszystkie oznaki senności znikają i
zaczyna pojawiać sie płacz. Podchodzę do łóżeczka, głaszczę ją i
całuję, tłumaczę że jest zmęczona i musi spać....wtedy się do mnie
uśmiecha, cieszy się i rozmawia. Kiedy odchodzę od łóżeczka zaczyna
się marudzenie, za czwartym razem po moim odejściu jest już okropny
płacz w łózeczku. Ile to ma trwać ? Widzę że z senności dziecka już
nic nie zostało, dalej ją męczyć i już na siłę próbować usypiać ?
Skończyło się tak że całe usypianie wraz z uspokajaniem i na końcu z
noszeniem na rękach w celu uspokojenia płaczu skończyło się
karmieniem które akurat nam wypadło i snem przy piersi indifferent
Czyli skończyło się tak jak zawsze indifferent
Poradzcie co robić bo za chwilę idę znowu ją usypiać i chyba nie
zniosę tego wzroku nieszczęsliwego mojego dziecka między
szczebelkami łóżeczka sad
    • ap3333 Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 12:23
      Napiszę coś niepolitycznego, za co inne mamy pewnie zaraz mnie zatupią. Otóż
      próbowałam z moim synkiem (10 m.) różnych metod - od ferberyzacji po Hogg. Były
      ryki małego, mój stres, stres tatusia, wyrzuty sumienia itd., itp. Wreszcie
      zaczęłam się zastanawiać, dlaczego, u licha, ktoś ma mi dyktować, jak moje
      dziecko ma zasypiać, a ono ma jak mały automacik działać wg instrukcji obsługi.
      Zdałam się więc na intuicję: mały zawsze zasypiał przy cycu, co oboje bardzo
      lubiliśmy (ach, jak bardzo powinnam się tego wstydzić - w świetle wszystkich
      mądrych rad). Więc ok. 19.00, po rytuale kąpieli, masażu mały dostaje pierś i
      albo zasypia, albo nie. Jeśli zasypia - odkładam do łóżeczka i zwykle śpi aż do
      2-3, kiedy budzi się na cyca i zasypia znowu i śpi do 7-8. Jeśli nie zasypia, to
      chwilkę go przytulam, całuję (takie "pozytywne ładowanie", żeby poczuł się
      bezpiecznie), a potem odkładam do łóżeczka, sama kładę się do swojego łóżka
      (mały śpi z nami w sypialni) i np. czytam, nie patrzę na małego, nie zabawiam
      go. On zwykle przez chwilę się bawi maskotką, kiedy wstaje, natychmiast go
      kładę. Kiedy widzę, że jest bardzo senny, śpiewam mu kołysankę, zawsze tę samą i
      głaszczę po rączce. Zwykle wszystko trwa ok. 30 min., czasem nieco dłużej. Kiedy
      stosowałam metody podręcznikowe, szarpaliśmy się nawet przez dwie godziny i
      wszyscy mieli dość. Ostatnio mały na nocne karmienie ląduje w naszym łóżku i
      potem śpi już z nami do rana - nie chce mi się go odkładać, a poza tym z nami
      śpi spokojniej i dłużej wink Ja się wysypiam (w miarę), on się wysypia. Zabrzmi to
      jak herezja, ale nie widzę nic złego w usypianiu przy piersi (poza problemem z
      zębami, ale np. nocne podawanie kaszki czy słodzonych herbatek ma gorszy wpływ
      na zęby). Kiedy odstawię małego od piersi, postaram się zastąpić nocne karmienie
      zwykła wodą, a zamiast cyca wieczorem będzie dłuższa kołysanka, przytulanie. I
      mam świadomość, że mały będzie mi się pakował do łóżka w środku nocy jeszcze
      długo, długo - sama w końcu też właziłam do łóżka rodziców kiedy było mi smutno
      jeszcze jako przedszkolak. Moim zdaniem, podręcznikowe rady trzeba traktować
      jako podpowiedź, ale wypracować własny system, najwygodniejszy dla wszystkich
      zainteresowanych. Pozdrawiam i już widzę te pełne oburzenia maile...
      • sierpniowa_mama07 Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 15:55
        Również naczytałam się różnych porad jak sprawić, zeby samo
        zasypiało, bla bla bla. W rzeczywistości dziecko i tak swoje wie i
        swoje zrobi. Poza tym zastanawiam się czasami po co komuś dziecko
        kto wymaga od tego malutkiego szkraba, żeby samo się bawiło, samo
        zrobiło sobie jeść , samo się ubrało big_grin rozumiecie. Dziecko jest
        dzieckiem,a my mamy sie nim opiekować !!!! Polegają wyłącznie na nas.
    • ann-1975 Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 15:51
      Przepraszam ale zapomniałam dodać iz chodzi mi tutaj o spanie w
      ciągu dnia. Nocki na razie sobie odpuszczam, nie chcę aż tak bardzo
      stresować małej, pozwolę nam jeszcze na chwilę tej przyjemności
      zasypiana przy cycu na sam koniec dnia. Tak bardzo może by mi nie
      zależało ale za 2 msc wracam do pracy i nie wiem jak sobie da radę
      niania z taka dzidzią sad
      • ap3333 Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 16:05
        U mnie sprawdzało się delikatne kołysanie i ulubiona kołysanka (tak usypia
        młodego babcia, kiedy jestem w pracy), a potem odkładanie do łóżeczka. Jeśli
        wieczorem usypiasz przy piersi, to raczej trudno będzie tak od razu nauczyć
        dziecko, żeby w dzień zasypiało bez kontaktu fizycznego z Tobą lub z opiekunką.
        Ja stosowałam jeszcze usypianie na spacerze - w ten sposób babcia miała spokój
        na spacerze i jednocześnie z głowy drzemkę małego - oczywiście, kiedy była pogoda.
    • chicoria Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 19:39
      Zgadzam sie z poprzedniczka, ze nie zawsze da sie nauczyc dziecko, aby
      zachowywalo sie ksiazkowo. Ja tez probowalam metody pani Hogg. Metoda nawet
      przez jakis czas dzialala, mala zaypiala w lozeczku. Do czasu kiedy nauczyla sie
      przekrecac na brzuch, raczkowac, siadac, wstawac...Teraz po wlozeniu do
      lozeczka, bez wzgledu na to jak bardzo jest spiaca (a nawet juz troche uspiona)
      natychmiast sie przekreca i wstaje. No i wszystkie metody na nic. Znow zaczelam
      usypiac na rekach - tzn siedze i przytulam dziecine az zasnie na tyle, zeby po
      wlozeniu do lozeczka nie wstawala...Inaczej usypianie trwa bardzo dlugo i konczy
      sie lzami. A ze lubimy sie przytulac, wiec nie widze problemu. Jej jest milo
      zasypiac, a mnie widziec spokojne i szczesliwe dziecko.
    • ann-1975 Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 22:10
      Ze wszystkim się zgadzam i gdybym tylko mogła poświęcać mojemu
      dziecku każda sekundę robiłabym to (tzn robię w tej chwili smile ale
      gdzie czas na przygotowanie posiłku, wyprasowanie, czas dla starszej
      córki no i chwila wytchnienia dla siebie. Dlatego tak bardzo zalezy
      mi na uporządkowanie dnia mojej latorosli.
      • saha_ra Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 22:29
        powiem ci coś mega niepopularnego. Dodam, że mam pedagogiczne
        wykształcenie i doświadczenie w pracy z dziećmi. No i swoje
        dzieciątko. Także chyba mogę sobie pozwolić tu na pewną krytykę. Dla
        mnie metoda niejakiej pani Tracy to metoda rodem z czasów około
        pierwszej wojny światowej. Czysta tresura w stylu ówczesnych modeli
        wychowania i żelaznej dyscypliny. Jak wiadomo metody takie podważono
        i ostatecznie obalono, więc nie rozumiem jak można lansować coś tak
        kuriozalnego. I stosować w odniesieniu do bezbronnych niemowląt.
        Uważam, ze rolą rodzica jest zapewnienie dziecku maksymalnego
        poczucia bezpieczeństwa. Owszem zasady i reguły też są ważne, ale
        czułość, bliskość i oparcie przede wszystkim. Dziecko ma prawo
        zasypiać czując się dobrze. WIedzieć, ze poświęcamy mu czas i uwagę,
        a nie pozostawiamy same od tak sobie i nie reagujemy na płacz. Nigdy
        nie wychodzę z pokoju córeczki dopóki nie zaśnie. Głaszczę ją po
        rączce i twarzy, uspokajam. Potem dyskretnie chowam twarz za
        baldachim, zeby nie było już kontaktu wzrokowego i związanych z tym
        bodźców do rozmowy czy śmiechu. Próby zabawy i wiercenia delikatnie
        ale konsekwentnie udaremniam. 5-15 minut i dziecko słodko śpi.
        Moja rada - olej tę Tracy!!!
        • azzurrina Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 22:42
          Ale przecież T. Hogg wcale nie każe wychodzić czy zostawiać płaczącego
          dziecka...Każe robić tak jak piszesz - głaskać, uspokajać, unikając kontaktu
          wzrokowego. Pisze, że zajmuje to najmniej 20 min (jeśli nie ma akurat skoków
          rozwojowych, ząbkowania itd). Jedyna rzecz, której odradza to "uleganie"
          ponownemu braniu na ręce - właśnie aby za rok, pól roku kiedy dzieciak będzie
          ciężki nie mieć co drzemkę "słodkiego ciężaru" do noszenia godzinami..
          Ja dopiero czekam na dziecko, wiec nie wiem jak to sie sprawdza ale nie rozumiem
          krytykowania metody, której się nie zna....
          • saha_ra Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 23:08
            ok, masz rację. Ujmę rzecz inaczej. Z grona osób stosujących metodę
            T. Hogg wszyscy chwalą "łatwy plan". Wprowadzanie ładu i rutyny jest
            super ideą. Ale jeśli chodzi o usypianie dzieci i inne porady, to
            już zdania są mocno podzielone. U wielu osób nie sprawdziło się i
            tyle. A pani Hogg twierdzi, ze ma "receptę na wszystko". To dołuje.
            Rodzic stwierdza, ze jest do bani, a dziecko ma dziwaczne.
            Moje dziecko dobrze sypia, ale nie zawsze za dnia ma na sen ochotę.
            I nawet po słynnych 20 mniutach nie zaśnie jeśli nie chce. Z tymże
            ja nie widzę w tym niczego nienormalnego, a inny rodzic by sie
            zapłakał.
            Takze jak wszystkie poradniki trzeba traktować i ten z
            przymrużeniem oka i zdrowym dystansem. Jeśli autorka wątku frustruje
            się zamiast odkrywać nowe uroki macierzyństwa, to moim zdaniem
            powinna daną lekturę... odłożyć na wysoką półkę.
    • ewelinab-r Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 11.02.08, 23:10
      Jestem mama blizniakow - jeden z chlopcow jest "aniolkiem", ktory sam stosowal
      metody p.Hogg, nawet kiedy ja jeszcze nie przeczytalam ksiazkismile)...
      drugi jest zdecydowanie bardziej zywiołowy i u niego jest duzo trudniej -
      dokładnie tak jak u Twojego dzidziusia - oznaki zmeczenia znikały po paru
      minutach leżenia w łóżeczku, kiedy zaczynał marudzić - jakby bał się zasnąć,
      mimo tego, że nie była sam. prawde mówiac w zasadzie odeszłam po kilku, a moze
      kilkunastu niepowodzeniach od prób usypiania w łózeczku...
      byc moze za szybko wymieklam, a byc moze jest faktycznie tak, ze nie da sie
      niektorych bobasów dopasować do takich reguł, a może u mnie było już za późno -
      książkę dostałam jak chłopcy mieli już 6,5m-ca.
      W każdym razie życzę powodzenia,
      gdybyś znalazła jakiś pionierski sposób - jestem chętna do jego poznaniasmile))
    • makosi Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 12.02.08, 02:08
      Kiedy widzę, że maluszek się rozbudza i już nie jest zmęczony, to po prostu
      zabieram go jeszcze na matę, albo na bujaczek i tak do skutku smile
      ale staram się tego nie robic za często, żeby jednak łóżeczko kojarzyło mu się
      ze snem....
      • drobna234 Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 12.02.08, 08:33
        Co do metody pani Hogg, to zgadzam się, że jej Łatwy Plan jest rewelacyjny i
        bardzo pomaga w codziennej organizacji dnia. Co do usypiania to zgadzam się, że
        wszystko zależy od dziecka i jeżeli mama i dziecko dobrze się czują jak się
        razem przytulają przed snem to ok. Może łatwo mi to mówić, bo akurat nie mam
        problemów ze snem mojego synka. Od początku uczyłam Go, że śpi we własnym
        łóżeczku i bardzo szybko odkrył, że czuje się tam dobrze i bezpiecznie. Jak był
        maleńki nie miał problemu ze snem. Trochę gorzej było jak zaczął raczkować,
        przewracać się z pleców na brzuch itd. ale też znalazłam na to metodę. W ciągu
        dnia jak jest zmęczony sadzam go do łóżeczka, puszczam pozytywkę i daję smoczka.
        Zostawiam Go samego, bo tak najlepiej mu jest zasnąć. Jeśli np. ma gorszy dzień,
        to wtedy głaszczę Go, całuję itd. Wieczorem jest tak samo. Natomiast jeżeli ma
        jakiś problem, źle się czuje czy coś takiego, to biorę poduszkę, siadam i kładę
        Mateuszka na poduszce i usypiam. Śpiewam mu kołysanki, mówię szeptem i głaszczę.
        Zdaję sobie sprawę, że każde dziecko jest inne i ma inne potrzeby, więc nie ma
        powodu frustrować się, że dziecko nie jest w stanie zasnąć wg. metody T. Hogg
        lub jakiejś innej. Ważne jest tylko żeby mamie i maleństwu ta metoda odpowiadała.
    • anetkakra Re: Do mam stosujących metodę T.Hogg 12.02.08, 08:49
      Stosujemy rady Tracy H. od urodzenia i nigdy nie tresowalam swojego
      dziecka. Niektorzy chyba źle je rozumieja!!!! i doświadczenia
      pedagogicznego tez nie mam, tylko zdrowy rozsądek.

      Nigdy w zyciu nie zostawilam płaczącego niemowlaka, nie zmuszalam do
      jedzenia, spania, zabawy itp...
      Mały ma skonczone 5 miesiecy, jest nerwusem, płaczkiem, głodomorem,
      mecza go kolki, gazy, alergia, teraz zaczely rosnac ząbki ale od 3go
      miesiaca zycia przesypia cale noce tylko w swoim łóżeczku bez
      jedzenia, w ciagu dnia spanie zabawa jedzenie mniej wiecej o rownych
      porach (ale to dziecko wie najlepiej kiedy jest głodne wiec nie
      stoje nad nim z zegarkiem), nalezy bardzo uwazac przy skokach
      wzrostowych. Jest pogodnym chłopcem, wszyscy mówią anioł nie dziecko
      ale tylko ja wiem ile musialam nocy poświecić na nauke spania,
      zasypiania... nigdy nie usypiałam na rękach, nawet jak miał kolki i
      potrafił płakać przez dwie godziny non stop, przenosiłam na rękach
      ale zasypiał w łóżeczku, jak dziecko płacze to je natychmiast
      podnosze a jak przestaje to odkładam do łóżeczka i tak do skutku az
      zasnie ale nigdy nie na moich rękach, zresztą ten bąbel waży juz
      8600 i mierzy 72cm wiec chyba bym sie złamała nosząc i lulając do
      snu takiego olbrzymasmile)
Pełna wersja