Maksio ulewa papu od urodzenia. Pediatra twierdziła, że to normalne i że sie
z tego wyrasta, położna - tak samo. Jednak nie dawało mi to spokoju, tym
bardziej, że ostatnio doszły kolki i mały już całkiem doprowadzał mnie do
deprechy

Wczoraj miarka się przebrała - pojechaliśmy z małym do lekarza na "pomoc
doraźną" i przedstawiliśmy wszystko co i jak - ile i kiedy ulewa, jak sie
wtedy zachowuje itp. lekarka nie chciała dać skierowania na żadne badania -
dopiero jak pokłamałam że ulał raz na brązowo a w kupie są nitki śluzu - dała
skierowanie do szpitala na badania. No to od razu pojechaliśmy na izbę
przyjęć - ok 18.00 - o 19.00 wykonano pierwsze badanie usg a potem...
czekaliśmy dłuuuugo długo do 21.30 aż przyjdzie lekarz chirurg i obejrzy
małego i zdecyduje codalej...
Ok. 23.00 wróciliśmy do domu - padając na twarz a tu jeszcze kąpiel,
karmienie, usypianie - bo tylko my spaliśmy na stojąco - Maksio
niekoniecznie..
Lekarz zdecydował że mamy dziś przyjść na cd. badań na 8 rano - więc
nakarmiłam Maksia o 6.30 - ubrałam wpakowałam w taxi i siup do szpitala a
tam.. okazało się że mamy być przyjęci na oddział!! Troche mnie to zszokowało
no ale.. ok, Maksiowi wpakowali w rączkę wielki wenflon, pobrali krew z
paluszka i zbadali mu brzuszek paluchami

- ja uryczana, mały też - chociaż
widać było że jest dzielny, płakał jak już bardzo bolało. Tym bardzij ja
ryczałam.
POtem... czekamy na lekarza.... przyszedł o... 11.30!! I do tej pory nie
wolno mi było nakarmić małego

- poszłam do ordynatora zapytać czy sie mały
nie odwodni - to zalecił kroplówke, ale karmić nie wolno

.
PIerwsze USG o 12.00 - robione 2x - przez 2 lekarzy. Jednak że brzuszek
pusty - do powtórki po jedzonku - kamień z serca mi spadł - biegiem małego
nakarmiłam i siup - znów USG - zimny żel, niewygodna pozycja

POtem... 2 godziny drzemki i kolejne badanie - RTG z kontrastem - mały musiał
wypić taką wstrętna papke

, i... po badaniu do 17.00 bez jedzenia

lekarz przyszedł o 17.00 - zabrałam małego na rządanie - wiedząc już że to
nie wada którą trzeba operować.
Możecie uznać że jestem nieodpowiedzialną matka, ale... wqrza mnie podejście
w szpitalu dziecięcym do najmniejszych dzieci. Wszystko rozwleczone, lekarze
chodzą po korytarzu z kawką, pielęgniarki - żeby dzieci nie krzyczały - walą
w nie glukoze - w butelce i w kroplówce. Brak informacji i opryskliwość w
chwili gdy chcę się czegoś dowiedzieć. Finał taki: Razem w domu - mały
szczęśliwy i najedzony a ja z zapaleniem lewej piersi

- ale też szczęśliwa.
Czy tak musi być? Czy szpitale nie mogą być bardziej ludzkie?? czynie da się
tego wszystkiego skrócić?? Mieliśmy zostać na jakieś inne badania - lekarz
nie potrafił mi dziś powiedzieć na jakie... no "na jakieś"... narazie
obserwacja - (hmmm obserwacja.... lekarz u dziecka był 1 raz - na obchodzie a
pielęgniarka przy zmianie kroplówki - chyba 3 razy - ładna mi obserwacja -
nawet jak mały wrzeszczał nikt sie nie pofatygował). Ja stanowczo
protestuję!! Mówię NIE takiej opiece!!