juz wczoraj wieczorem miala katar taki ze woda lala sie jej z nosa, cala noc
jeczala przez sen, rano bardzo kaszlala, kaszelkiem bardzo suchym, ale
wielokrotnie, kichala a katar wyciekal jej z noska. Bylysmy juz u lekarza
dostala nurofen, eurespal, cebion i sol do nosa. Bardzo sie meczy przez ten
katarek i kaszel, szkoda mi jej, przy tym jest marudna okropnie, oj bedziemy
sie meczyc wzajemnie. Najgorsze jest to, ze mamy nie wychodzic, bo powietrze
za ostre, a mala w dzien najlepiej spi na spacerach w domu to tylko krotkie
drzemki lapie, do tego wszystkiego maz tez jest chory, zreszta to on zarazil
mala, i dzis przyjechal tesc i bedzie siedzial do jutra

a akurat gosc we
tej sytuacji to...

A ja umieram ze strachu przy kazdym jej kaszlnieciu bo boje sie zeby sie w
zadne pskudztwo to nie rozwinelo, juz na zapas boje sie szpitala, z nerwow
sie od rana trzese, placze po katach, czemu wszystko jest takie trudne?