patrzę na siebie w lustrze i aż mi smutno.Niby waga wróciła do normy zostało
jeszcze 1 kg, ale coś mnie przytłacza. Nie wiem co to takiego, ale czuję sie
beznadziejnie.
Otwieram szafę żeby coś ubrać i patrze w nią godzinami, w końcu zakładam to co
nosze prawie codziennie na spacery(spodnie koszulki i bluza).Myślałam że może
zakupy poprawią mi humor, ale z braku kasy też nie mogłam sobie poszaleć.W
końcu kupiłam sobie buty na rynku i nic mi lepiej.
Do tego dochodzi jeszcze perspektywa braku pracy, a tu w czerwcu kończy mi się
zaziłek dla bezrobotnych i z kasą krucho.Podania poroznosiłam , nik nie
dzwoni.

Nie wiem jak to będzie.Teraz mój mąż pracował jeszcze w oprócz szkoły
w przedszkolu ale od czerwca wszystkie tam dodatkowe zajęcia sie kończą.Nie
wiem jak my z jednej pensji damy radę biorąc pod uwagę fakt że kredyt za
mieszkanie jeszcze mamy do płacenia.
I tak wszystko po troch sie nie układa.
Czasami już jestem tak zmęczona że wszystko mnie denerwuje i nawet mi się nie
chce z nikim rozmawiać.Czyżby dopadała mnie jakaś depresja?
Cieszę sie chyba tylko z tego że mam śliczną zdrową córeczke, która jest moim
najukochańszym słoneczkiem.
wiem że muszę się trzymać ale po mału juz nie wiem jak