kasza75
22.05.06, 08:11
Witajcie. Pewnie rozpętam pewną burzę na forum, ale po powrocie ze szpitala i widząc pewne pary chodzi mi po głowie jedno pytanie: "Jakie są granice pomocy nam, rodzącym przez męża?"
Otóż chodzi o to, że jestem jak najbardziej za obecnością (czyt. pomocą) męża w czasie porodu (mój był przy wszystkich trzech) i spisał się świetnie. Ale według mnie część rodzących zbyt bardzo angażuje mężów w różne "zabiegi", które należą do salowych czy pielęgniarek. Leżałam na sali z kolejno dwiema dziewczynami,którym mąż zmieniał wkłady, wycierał lejącą krew, pomagał przy załatwianiu się na kaczkę itp. Przynam że byłam nieco zszokowana. Uważam, że jest w tym trochę przesady. Rozumiem pomoc przy porodzie, ale po co angażować męża w takie czynności? Czy nasza (czy. kobiet) chęć aby mąż uczestniczył w porodzie nie idzie (w tych wypadkach) nieco za daleko?