Dodaj do ulubionych

Granice pomocy męża

22.05.06, 08:11
Witajcie. Pewnie rozpętam pewną burzę na forum, ale po powrocie ze szpitala i widząc pewne pary chodzi mi po głowie jedno pytanie: "Jakie są granice pomocy nam, rodzącym przez męża?"
Otóż chodzi o to, że jestem jak najbardziej za obecnością (czyt. pomocą) męża w czasie porodu (mój był przy wszystkich trzech) i spisał się świetnie. Ale według mnie część rodzących zbyt bardzo angażuje mężów w różne "zabiegi", które należą do salowych czy pielęgniarek. Leżałam na sali z kolejno dwiema dziewczynami,którym mąż zmieniał wkłady, wycierał lejącą krew, pomagał przy załatwianiu się na kaczkę itp. Przynam że byłam nieco zszokowana. Uważam, że jest w tym trochę przesady. Rozumiem pomoc przy porodzie, ale po co angażować męża w takie czynności? Czy nasza (czy. kobiet) chęć aby mąż uczestniczył w porodzie nie idzie (w tych wypadkach) nieco za daleko?
Obserwuj wątek
    • pinik Re: Granice pomocy męża 22.05.06, 08:50
      No ja tez bym wolala meza do takich spraw nie angazowac. Ale przy pierwszym
      porodzie nic takiego nie musial robic.

      Co mnie zadziwilo w twoim poscie: lezalas na sali porodowej z innymi
      dziewczynami??? Czy to bylo juz po porodzie?

      Bo wczoraj mama opowiadala mi, ze jak mnie rodzila (30 lat temu), to wlasnie na
      sali porodowej bylo wiecej kobitek. Dla mnie to dzis niewyobrazalne. Czy dalej
      tak jest????
      • b.brzozowska1 do pinik 22.05.06, 08:55
        obawiam sie, ze to ile jest rodzących na sali zalezy niestety od szpitala;
        w tym, w któym ja zamierzam rodzić są dwie oddzielne, całkiem nowoczesne sale
        porodwe,
        ale wiem, że jest w lublinie szpital, gdzie rodzące własciwie leżą na tej samej
        sali, tylko łózka mają poprzedzielane parawanami!
        dla mnie to też jest niewyobrażalne!
        w takiej sytuacji - jesli chcesz rodzić z mężem - inne rodzące musza sie na to
        zgodzić!!!
        takie są polskie warunki, niestety!
        dodam, ze to jest bardzo przyzwoity szpital-sama brałam go pod uwagę wybierając
        miejsce porodu!
        • pinik Re: do pinik 22.05.06, 08:57
          O kurcze!!! I slyszy sie co za parawanikiem sie dzieje????

          A ja myslalam, ze czegos takiego juz nie ma.

          W klinice, w ktorej mam rodzic jest piec sal porodowych i jeszcze dwie
          tzw. "awaryjne" plus jeszcze jakies do cc.
          I w kazdej lezy sie samemu.

          Faktycznie troche inny swiat.

          Jak czytam, co do polskiego szpitala trzeba zabrac, to tez sie troche dziwie
          (sztucce, papier toaletowy...). Tutaj w lazienkach leza majtki jednorazowe
          siatkowe dla kazdej, reczniki, pieluchy pampers dla dzieci, Bepanthen itd.
          • kasza75 Re:sprostowanie 22.05.06, 09:06
            Sorry dziewczyny, chodziło mi o salę poporodową (chyba tak to się nazywa), gdzie spędziłam z dzieckim 3 dni już po porodzie.
            • pinik Re:sprostowanie 22.05.06, 09:17
              Acha! Myslalam, ze rodzi sie jedna obok drugiej...
              • vanilia25 oj dziewczyny 22.05.06, 09:51
                oczywiscie ze sa sale w szpitalach gdzie rodza kobitki, oddzielone tylko od
                siebie mini sciankami. sama tydzien temu tak rodzilam, ale mi to w niczym nie
                przeszkadzalo, ja skupiona bylam na niwelowaniu boli oddechem, bo to jest
                wazniejszesmile.a papier i sztucce i pampersy byly.pozdrawiamy
          • kropek47 porod na Starynkiewicza, W-wa 22.05.06, 13:47
            Sala porodowa jest rodzielona dwiem sciankami dzialowymi tka ze sa 3 sale do
            rodzenia majace tylko wspolny sufit wink. Pomieszczenia te wlasciwei wygladaja jak
            oddzielne pokoje ale maja wspolny sufit i wszystko slychac co dzieje sie u
            drugiej kobietki (w niczym to nie przeszkadza wink). Maz nie musial przy mnie nic
            robic - tylko trzymkac za reke i masowac krzyz. Zmiana podkladu etc robila
            polozna. Jezeli bylo badanie lekarskie to maz byl wypraszany z sali na czas
            trwania badania.
            Co do wkladow, pampersow i papieru toaletowego to tego nie bylo!!!!. Jak
            prosilam o zmiane poscieli to nie mieli bo im sie skonczyly taki ruch na
            prodowce. Papieru w toalecie ciagel brakowalo. Ale za to szpital wyremontowany,
            sale poporodowe 3-osobowe wiec tak zle nie bylo.
            Ogolnie spedzilam prawie 10 dni i bardzo sie ciesze ze rodzilam w tym a nie
            innym szpitalu. Opieka poloznych, salowych i lekarzy bardzo mila - zarowno dla
            mine jak i dla dziecka. Wyczerpujaca odpowiadali na kazde zadane pytanie i byli
            bardzo pomocni.
    • menka12 Re: Granice pomocy męża 22.05.06, 11:44
      Zgadzam się zupełnie. Nie wyobrażm sobie sytuacji, o których piszesz!!! mój
      pomagał mi i tylko wyłącznie mi, a nie personelowi, ba tenże sam znał swoje
      obowiązki. A jego pomoc przy porodzie jest nieoceniona!!!!!!!!
    • katrint Re: Granice pomocy męża 22.05.06, 12:31
      Ja też uważam ,że są pewne granice.Strasznie to musi być krepujace,gdy mąż z tą
      kaczką się użera czy zmienia podkłady.Nie wyobrażam sobie tego.Od tych spraw
      jest odpowiedni personel w szpitalu i nie widzę powodu aby mąż go wyręczał.
      • kasza75 Re: Granice pomocy męża 22.05.06, 14:04
        Dziewczyny, muszę dodać, że te sytuacje, o których pisałam nie są wymysłem położnych czy salowych, że mąż to czy tamto powinien zrobić, ale wychodziły z inicjatywy dziewczyn rodzących. Tym bardziej szok dla mnie. Tak jakby dla nich leiej było że to zrobił mąż a nie salowa.
      • larakrofft Re: Granice pomocy męża 22.05.06, 14:06
        pomąc męża w szpitalu - bardzo ją doceniam bo leżałam na patologi ciąży
        6 tygodni nie ruszaja sie z łóżka i jak trzeba było
        to mąż podawał mi basen ,mył mnie leżącą na łóżku ,po porodzie oczywiście podawał podkłady pomagał i jestem mu za to bardzo wdzieczna,
        w szpitalu w którym rodziłam IMiDZ było dość mało personelu i gdyby nie mąż
        to czesto była bym zdana tylko na siebie.
      • monique595 Re: Granice pomocy męża 23.05.06, 11:53
        Granice pomocy męża powinna wyznaczyć każda z nas indywidualnie i nic nikomu do
        tego czy on zmienia podkłady i przynosi kaczkę czy nie. Jeśli oboje uznali, że
        tak najlepiej to wszysko jest OK.
        • zebra51 Re: Granice pomocy męża 23.05.06, 13:47
          Właśnie chciałam coś napisać, ale widzę, że monique595 uprzedziła mnie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka