9-x-2
24.11.07, 14:12
Witam!
Tak się zastanawiam nad tym, czy lekarze z Nocnej Pomocy Lekarskiej
mają obowiązek dojazdu do chorego dziecka w sytuacji, gdy ma bardzo
wysoką gorączkę i matka nie może z tym poradzić?
Po prostu wygląda na to, że nie ma możliwości zawołania lekarza ani
pogotowia dla małego dziecka, które pilnie potrzebuje pomocy
lekarskiej. Nie wiem, jak jest w dzień, ale w nocy to jest
absolutnie wykluczone
Przerabiałam to już z synem wiele razy, z tym że najczęściej sami od
razu jechaliśmy nie zastanawiając się na NPL lub do szpitala.
Ale co jest w sytuacji, gdy matka sama nie prowadzi samochodu, nie
ma pomocy męża i chore dziecko na rękach?
Wczoraj mieliśmy taką historię - Daria po tygodniu przeziębienia i
siedzenia w domu na Eurespalu + syropkach przeciwkaszlowych ni z
tego niz owego po południu zaczęła się czuć znacznie gorzej, stan
się pogarszał z godziny na godzinę - kaszel taki już oskrzelowy
mokry, gorączka 39-39,5, która po zbiciu po 1-2 godzinach
powracała...
A że mąż wyjechał z synem do Teściów, to byłam z nią zupełnie sama...
No i o godz. 22 - czyli ok. 40 min po zaśnięciu Daria zaczęła bardzo
nierówno oddychać, miała dreszcze i cała się a to wyginała, a to
rozrzucała rączki i nóżki. Zmiarzyłam gorączkę raz - 39, podałam
środek, zmierzyłam po 15 min raz drugi - 39,7 - obudziłąm i
posadziłam do wanny z wodą ok. 37,5-38 stopni (rada lekarzy na
szybkie obniżenie temperatury) - nie pomaga - dziecko trzęsie się,
wargi sine, krzyczy że zimno. Mierzę temperaturę - powyżej 40.
Przestraszyłam się bardzo, tym bardziej że akurat przeczytałam
wzmianę o kolejnym przypadku sepsy w Warszawie... No to dzwonię na
Falcka chcąc zawołać pogotowie prywatne - odpowiedź - nie wcześniej
niż za 2 godziny i koszt 165 zł. Pani proponuje mi, żebym zadzwoniła
na NPL, i że niby oni mają obowiązek przyjechać do dziecka, które
jest zarejestrowane u nich w przychodni... Że może oni przyjadą
szybciej...
Dzwonię na NPL - nie ma takiej możliwości - odsyłają do Szpitala na
Banacha - tamci odsyłają po jeszcze jakiś numer, gdzie odbiera jakiś
Arab i zaczyna mi czytać wykład co trzeba zrobić, żeby gorączkę
obniżić w domowych warunkach.....
Bardzo się zdenerwowałam. Jeślibym chciała czegokolwiek na ten temat
dowiedzieć, to sprawdziłabym w internecie. Przecież potrzebuję, żeby
lekarz przyjechał i przepisał antybiotyk, bo córka z chorobą sobie
ewidentnie nie radzi. Straciłam na telefony godzinę. Daria się
trzęsie, ja jak głupia biegam z telefonem poszukując pomocy, której
NIKT nie może zapewnić. A jakby coś się stało? A jakby to była jakaś
sepsa?
No i w końcu ubrałam dziecko i ruszyłam na NPL sama. Dostałyśmy
recepty, potem wizyta w aptece całodobowej. Przyjechałyśmy do domu
już po 1-00 w nocy.
No i dręczy mnie pytanie, czy rzeczywiście jest tak, jak mówi Pani z
Falcka i że z rejonu ma przyjechać lekarz? Może oni po prostu nie
dopełniają obowiązków i zwyczajnie olewają pacjentów? Ale w takiej
sytuacji to jest karygodne.... A może jednak Pani się pomyliła?
Przecież nigdy do nas nikt nie przyjechał przez 6 lat życia
starszego dziecka. Nigdy też nie przyszedł lekarz do domu - od razu
była propozycja, żebyśmy sami wieźli dziecko, nawet jak miał
gorączkę 41,7
Chcę to wybadać.... Jak z tym jest u Was?