Bachna ma swoje schizy, czyli potrafi wyć tak, że czujni sąsiedzi
podpytują, czy coś się dzieje z córką, gdy chcę jej np. umyć głowę,
albo przemyć skaleczenie. Wmawia sobie, że będzie bolało i żadne
moje tłumaczenia nie są w stanie jej przekonać, że nie ma się czego
bać.
Jak dowiedziałam się o magicznych właściwościach bajek
terapeutycznych, zaczęłam je wymyślać. Basia chciała ich słuchać na
okrągło. No i teraz, jak zaczyna histeryzować, że za nic na świecie
nie umyje główki, to ją pytam: " A pamiętasz, jak jeżyk nauczył
krówkę myć głowę?" - i moje dziecko się rozpromienia i bez szemrania
odchyla główkę do tyłu i zamyka oczy. No po prostu się czuję, jakbym
odkryła jakieś cudowne narzędzie

U nas zadziałało po jakichś 2
tygodniach opowiadania po 5 razy dziennie. Ze skaleczeniami jest
podobnie - odwołuję się do bajki o owieczce, która, choc się bardzo
bała, dała mamusi nóżkę do posmarowania. I nic nie bolało i bardzo
szybko się zagoiło. Dla mnie rewelacja !
Może wam też się przyda taki pomysł na ogarnięcie malucha?...