Dodaj do ulubionych

Zbuntowany dwulatek

24.03.10, 13:37
Hej....miesiac temu zostałam po raz drugi mama, mam juz 2.5 letniego
chłopca.Po powrocie ze szpitala nie mogłam uwierzyc w to co sie
stało z moim dizeckiem.Syn jest bardzo niegrzeczny,wszytskiemu sie
buntuje,rzuca, krzyczy,chce postawic na swoim.Próbuje z nim
rozmawiac,pytam czy jest zły na to ze mamy w domku siostrzyczke-mowi
ze nie. Nie moge sobie z nim poradzic, nie moge nigdzie wyjsc-w
jednym reku wozek z niemowleciem w drugim dwulatek ktory ucieka i
nie slucha...nie wiem co robic. Pozatym bardzo sie oddalil
odemnie..nie chce ze mna zasypiac, bawic sie-strasznie to boli.
Zaznacze jeszcze ze jesli chodzi o zabawy i wspolne spedzanie czasu
to staramy sie z mezem aby bylo jak dawniej-bawimy sie z nim, ja
kazda wolne chwile staram sie mu poswiecac...
Nie wiem jak reagowac, czy zakazy, kary bedea skuteczne w tym
momencie,,???czy nie oddali sie jeszcze bardziej..???
Pomożcie...
Obserwuj wątek
    • wilemo1 Re: Zbuntowany dwulatek 24.03.10, 14:22
      witam,
      staraj się aby Twój 2,5 letni syn uczestniczył w przewijaniu małej (przynosił krem, pampersy). Jeżeli karmisz piersią, daj mu trochę skosztować. Na mojego syna to podziałało (miał 3 lata, jak urodził się jego braciszek). Pomagał mi, woził wózek, oczywiście pod moim nadzorem.
    • kosciotrupek Re: Zbuntowany dwulatek 31.03.10, 01:17
      Przeczekaj. To co się stało jet dla niego na razie zbyt wielkim przeżyciem, żeby
      mógł sobie z tym poradzić. Nie oczekuj od synka, że mając 2,5 roku będzie umiał
      nazwać swoje uczucia (albo nawet tylko sensownie odpowiedzieć, czy jest zły, że
      mamy nie było - to jeszcze za duży poziom abstrakcji). Powie Ci, że nie jest zły
      i tyle się dowiesz, bo takiemu maluchowi "złość" kojarzy się zwykle z awanturą,
      że np. nie dostał w sklepie batonika. Czyli z konkretem. "Zły, bo mama pojechała
      do szpitala i przywiozła siostrzyczkę" byłoby trudne do pojęcia może nawet dla
      starszego dziecka (a ilu dorosłych nie potrafi w takiej sytuacji nazwać swoich
      uczuć; no dobra, nie w takiej sytuacji, ale w podobnie skomplikowanej:
      "powinienem się cieszyć, a jestem zły - jak to pogodzić w sobie? jak to
      nazwać?"), więc nie oczekuj tego od dwuipółlatka.

      Dlatego piszę: "przeczekaj". Daj mu czas na oswojenie się z sytuacją. Nie karz
      go za to, że sobie nie radzi. Angażuj go do pomocy, jeśli się da namówić, jeśli
      się nie da, to tak czy inaczej "wychodź z ofertą" ("A może pomożesz mi przewinąć
      siostrzyczkę? Lubię jak mi pomagasz wiesz, mój dzielny maluszku?"). Chwal i
      doceniaj każdą, najmniejszą pomoc, każe nawiązanie kontaktu, każdy gest w Twoją
      stronę (chodzi mi o zauważenie tego słowami właśnie typu "lubię jak coś-tam,
      coś-tam robisz").

      Może zmień styl zabaw? Zamiast "dostojnych" gier i zabaw, po prostu się z nim
      powygłupiaj, połaskocz go, "pozjadaj" mu uszko czy inną część synka, pomasuj mu
      plecki (polecam "Wierszyki na dziecięce masażyki" Marty Bogdanowicz). Może nie
      lubić (lub raczej uciekać z zupełnie innych powodów niż "nielubienie")
      przytulania na siłę, a w ten sposób "przemyca" mu się właśnie ten kontakt
      fizyczny, którego mimo wszystko potrzebuje, tylko nie wie jak poprosić.

      Z wymagań (takich "potrzebnych do wychowywania") pozostaw te najważniejsze.
      Przez jakiś czas. To znaczy nie pozwalaj na wszystko, ale też nie ładuj mu
      dodatkowych stresów zabraniając zbyt wielu rzeczy na raz. On i tak ma dużo na
      głowie wink Dużo rozmawiaj, ale nie serwuj mu "przemówień", pytaj się go o zdanie
      (jak wyżej w temacie uczuć - nie oczekując wyczerpujących odpowiedzi, te rozmowy
      służą raczej nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktu, niż dowiadywaniu się
      różnych rzeczy od synka (trochę też, ale nie jest to ich podstawą). Spacery
      ogranicz do terenów, w których jesteś w stanie się poruszać, nawet jeśli to
      będzie tylko podwórko za oknem (zależy jakie masz warunki).

      No i nie martw się nadmiernie. Jeśli możesz w tym całym zmęczeniu, to wyluzuj.
      Uwierz, że kiedyś będzie lepiej. Dzieci się zmieniają, rosną, wyrastają z
      różnych swoich zachowań, przechodzą do porządku dziennego nad naszymi błędami
      itd. smile Twój luz i zelżenie tego nadmiernego napięcia dzieci też odczują i to
      pozytywnie, to może dać tylko dobre efekty w kontakcie z maluchami.

      Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale prawdę mówiąc to świetnie Cię rozumiem. Kiedy
      sama urodziłam drugiego synka, tym, co mnie najbardziej zaskoczyło, była ilość
      pracy, jakiej mi przybyło - nie dwa razy więcej, jak by się mogło wydawać, ale
      chyba z dziesięć. I nie mówię tu o "pracy jako takiej" (przewijanie, karmienie,
      sprzątanie itp.), ale właśnie pracy, nazwijmy to, "wychowawczej: pilnowanie i
      zmóżdżanie się, żeby żadne nie odczuło braku mamy, nie poczuło się odrzucone i
      niekochane. Pewnie nie raz się poczujesz winna z powodu tego wszystkiego, co się
      dzieje (a może nie, to ja się czułam winna, że jednak nie wyrabiam, a
      niepotrzebnie; Ciebie to może wcale nie dotknąć smile ), ale tak czy inaczej -
      wyluzuj. Będzie dobrze! I powodzenia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka