Zrobiłam starszakowi parę galaretek w różnych kolorach. Starszak zasiadł i
dłubał sobie łyżeczką w galaretce. Młody oczywiście nie darował

Oczami mało
starszej nie zmaltretował

Do bazyliszego wzroku doszedł głośny wtór
protestowy. Podałam kawałeczek galaretki młodemu. Radość nie z tej ziemi.
Zaczęłam karmić go łyżeczką. Trzęsąca się galareta spadała nam z łyżeczki,
Szymon nie mógł jej z tej łyżeczki wybrać. Denerwował się. Odłożyłam łyżeczkę,
wzięłam nową galaretkę. Obkroiłam naokoło, posadziłam Szymona i postawiłam
przed nim "babkę z galarety". Żałuję, że M zabrał dziś ze sobą aparat. Szymon
"analizował" galaretkę smakiem, wzrokiem, węchem i dotykiem. Miażdżył ją,
wsysał, ciućkał, dziamał, dotykał grubymi paluszkami. Miałam wrażenie, że
podobał mu się nie tylko jej smak, ale też sama forma, kolor i to, że była
zimna. Miałam wrażenie, że przynosiła mu ulgę jeśli chodzi o napuchnięte
dziąsła (jest na etapie ząbkowania). Dosłownie wcierał ją sobie w obolałe
dziąsła.
Fascynacja galaretką była nie do opisania

Dlatego polecam