Obiecałam napisać więcej o swoim stosunku do AP. Czasu mam tylko chwilę
(Babcia wzięła Anię na spacer, bo miałam pisać konspekty, hihi), więc postaram
się streścić, ale mogę coś za bardzo uprościć. Z góry przepraszam.
Przygotowując się do macierzyństwa, naprawdę niewiele wiedziałam, bo nie
miałam niemowląt w bliskim otoczeniu od baaardzo dawna, jestem jedynaczką,
najstarszą z kuzynostwa, więc nie jestem nawet ciocią

No więc niewiele
wiedziałam, ale miałam różne odczucia. Nigdy nie podobało mi się zapychanie
buzi smoczkiem, odkładanie na siłę do łóżeczka, odstawianie od piersi na siłę.
No ale myślałam, że tak się po prostu robi. A ja nie chciałam! I z wielką
radością dowiedziałam się, że wcale tak się nie robi, tzn. nie trzeba, że
można na instynkt!

No i jeszcze spoooro poczytałam o karmieniu piersią i
wiedziałam, że na pewno chcę i będę w tym wytrwała, nawet jak się pojawią
problemy... Potem przeczytałam "Zasypianie bez płaczu" Searsów i się
utwierdziłam w swoich różnych wyborach. Więc AP jest dla mnie naprawdę szyte
na miarę, ale...
Co mnie w AP (albo w tym, co rozumiem jako AP) denerwuje... Są takie rzeczy.
Mam wrażenie, że my, rodzice AP, dość często stygmatyzujemy pewne zachowania i
zarazem osoby. Np. mój Mąż jest mega wrogiem smoczka

Nieustannie współczuje
maluchom ze smoczkiem lub butelką w buzi, taki terrorysta laktacyjny z niego!
A przecież są różne sytuacje i być może nasza Mała też by była smoczkowa,
jakbym na forum kp nie trafiła przed porodem. A przecież kochalibyśmy Ją nie
mniej niż teraz!
Nie lubię też przekonania, że dziecko trzeba ze sobą wszędzie zabierać. Ja
bardzo mało wychodzę bez Ani, bardzo rzadko też Ona beze mnie (ostatnio więcej
z Babcią na spacery)... Ale są to dla mnie ważne chwile i nie chcę czuć się
zła z powodu tego, że potrzebuję czasem wyjść na wykład bez Ani (próbowałam
raz z Nią, ciężko to obie zniosłyśmy), zrobić szybkie zakupy bez pokazywania
każdego światełka i półeczki w sklepie, wziąć prysznic bez bawienia się przy
tym w akuku itp

Nie wiem, czy to dobrze, że z tych naturalnych instynktów robi się "ruch AP",
czy to nie będzie groziło sekciarstwem w sensie zamykania się na innych i mega
krytycznego do nich stosunku... I tego, że mamy stosujące jednorazówki albo
wożące w wózku będą czuły potrzebę się tłumaczyć, że to nie znaczy, że nie
kochają...
A co Wy myślicie?