Dodaj do ulubionych

(nie)samodzielnosc

14.06.10, 10:13
czy wychowanie samodzielnego dziecka w AP przychodzi z trudem?
czy dzieci AP sa samodzielne z zasady - bo wszytskie dzieci AP sa w ogole
idealne (bo tak postrzegaja ich rodzice?smile
czy dzieci wychowane w AP sa strasznie niesamodzielne bo mamy kwoki nosza je
caly czas w chuscie!?!

Jak obchodzic sie z samodzielnoscia by dziecko mialo jej w sam raz?
Jak wasze starsze dzieci?
Jakie macie plany co do mlodszych dzieciakow?
Obserwuj wątek
    • anik801 Re: (nie)samodzielnosc 14.06.10, 12:52
      Nie wiem do jakich dzieci zaliczyć mam córkę.Z jednej strony daje
      sobie rade i nie wymaga mojej ciągłej "pomocy".Z drugiej wydaje mi
      się,że jest jeszcze strasznie dziecinna i niezbyt samodzielna w
      codziennych czynnościach.Nie wiem może u niej to bardziej z lenistwa.
      Jak na czymś jej zależy to umie zrobić wszystkowinkNo niestety jej się
      nie chce samej ubierać,wziąć sobie ubrania z szuflady(ja mam jej
      naszykować,a najlepiej jeszcze ją ubrać),wiązanie butów odpada,chce
      żeby ją po kąpieli wycierać-ona nawet nie próbuje robić tego
      sama.Dobrze że tyłek sama wycierawinkMoim błędem było to,iż dawałam
      sobie wmawiać,że ponieważ ona jest z grudnia to jest młodsza od
      rówieśników i trzeba jej pomagać(czytaj robić za nią).Teraz wiem,że
      czynności samoobsługowych należy uczyć bardzo wcześnie.Można
      pomagać,ale nie wyręczać.
      • mrs.t Re: (nie)samodzielnosc 14.06.10, 13:02
        o no wlasnie
        kiedy zaczac, by nie przegapic tego dobrego momentu - by nie przyzwyczaic do
        zbyt aktywnego pomagania (czyt. wyreczania)

        ie lat ma corcia?


        a z drugiej strony kurcze opatulic kochane cialko recznikiem po kapieli ...no
        jak z tego zrezygnowac ?smile
    • aniaimax Re: (nie)samodzielnosc 14.06.10, 23:34
      Od kiedy mlody jest mobilny pozostawiam mu wolna reke. nie chodze za nim, nie pilnuje, nie sprawdzam. Jak ma potrzebe, to do mnie przychodzi, albo mnie "wola". wtedy wkraczam z asysta, a czasami tylko probuje go odpowiednio nakierowac. Ze starszym tez tak robilam i jest bardzo samodzilenym dzieckiem.
      Jaksa na placu zabaw pilnuje z pewnej odleglosci, nie chodze za nim krok w krok. Nie boi sie obcych miejsc ani ludzi.
      Nie wisi przy mnie calymi dniami, ale kiedy tego potrzebuje (chory, smutny/zly) dostaje ode mnie tyle czulosci i ile wlezie smile. no i zawsze jak obok niego przechodze, to go cmokam, glaszcze, alebo chociaz musze dotknac. No nie potrafie sie opanowac smile
      Wydaje mi sie (moze sie myle), ze samodzielnosc naszych dzieci w duzym stopnu zalezy od ich poczucia bezpieczenstwa. Jezeli dziecko wie, ze mama reaguje i zaspokaja jego potrzeby emocjonalne, to czuje sie bezpiecznie i nie boi sie od niej oddalac.
      a moze to kwestia dziecka i jego charakteru?
      • pinkdot Re: (nie)samodzielnosc 15.06.10, 22:11
        Jezeli dziecko wie, ze mama reaguje i zas
        > pokaja jego potrzeby emocjonalne, to czuje sie bezpiecznie i nie boi sie od nie
        > j oddalac.
        > a moze to kwestia dziecka i jego charakteru?

        A co zrobić, jeżeli dziecko półtoraroczne czuje się tak samodzielne, że przy
        każdej nadarzającej okazji "idzie w długą" i nie patrzy czy matka jest w zasięgu
        wzroku, im dalej tym lepiej?
        Oj chyba za bezpiecznie się ten mój potomek czuje...
        Dlatego na placu zabaw trzymam się blisko, bo nie dogonię i znów mi się właduje
        na drabinki dla starszakówuncertain
    • basiak36 Re: (nie)samodzielnosc 16.06.10, 14:15
      Dzieci samodzielnie ucza sie raczkowac i chodzicsmile I wszystkiego innego tezsmile
      Gorzej jesli im w tym za bardzo przeszkadzamy, np czasem widze jak znajoma nie
      pozwala dziecku wejsc na schody 'bo spadnie' czy wspinac sie po drabince na
      placu zabaw.
      Jak dla mnie, jesli dziecka sie nie hamuje, a tylko w miare obserwuje zeby sobie
      krzywdy nie zrobilo, to rozwinie sobie swoja samodzielnosc we wlasnym czasiesmile
      • iwoniaw o to to! 17.06.10, 13:55
        Cytatbasiak36 napisała:

        > Dzieci samodzielnie ucza sie raczkowac i chodzicsmile I wszystkiego
        innego tezsmile
        > Gorzej jesli im w tym za bardzo przeszkadzamy, np czasem widze jak
        znajoma nie
        > pozwala dziecku wejsc na schody 'bo spadnie' czy wspinac sie po
        drabince na
        > placu zabaw.


        Iluż ja widuję rodziców, którzy zachowują się w ten sposób, a potem
        jeszcze się dziwią, że dziecko zaczyna się bać (np. huśtania wysoko,
        wspinania, zjeżdżania ze zjeżdżalni)
        • pinkdot Re: o to to! 17.06.10, 14:27
        • asjula1 Re: o to to! 17.06.10, 16:19
          > znajoma nie
          > > pozwala dziecku wejsc na schody 'bo spadnie' czy wspinac sie po
          > drabince na
          > > placu zabaw. [/quote]
          >
          > Iluż ja widuję rodziców, którzy zachowują się w ten sposób, a potem
          > jeszcze się dziwią, że dziecko zaczyna się bać (np. huśtania wysoko,
          > wspinania, zjeżdżania ze zjeżdżalni)
          >

          Ej, no, troszke tu widze przesade jednak. "w glebi kontinuum" lansuje taki
          sposob traktowania mobilnosci niemowlaka, ze nalezy wiedziec, gdzie jest, ale
          pozwalac, by sobie lazilo. OK, tylko, ze miasto to cos zupelnie innego, niz
          zycie w naturze. Tam w najgorszym przypadku dziecko moze sie uderzyc o kamien
          wywracajac sie lub zadrapac galezia.
          Spadniecie z 20-tu stopni schodow, to zupelnie inna bajka. Moja siostrzenica
          miala pekniecie czaszki, po takim upadku, co szybko zmienilo jej mamie
          wyluzowane podejscie.
          W naturze nie ma: gniazdek elektrycznych, kuchenek z goracymi garnkami, szkła do
          stłuczenia, żrących substancji w butelkach na półkach, okien na piętrach, ze o
          samochodach nie wspomnę.
          Pewnie, ze to przegiecie, taka mama, jaka ostatnio widzialam na placu zabaw - z
          krzykiem biegla do 5-latki, wolajac, zeby mala nie wchodzila na zjezdzalnie bez
          jej asekuracji - trzymala ja za reke przy wchodzeniu na 6 stopni (piasek pod
          spodem) i podtrzymywala podczas zjezdzania.
          No, ale z drugiej strony, rodzice nie reagujacy innym razem na tym samym placu
          zabaw na ekwilibrystyczne dzialania trzylatki, ktora spacerowala po drabince -
          no takim daszku z dabinek, na wysokosci z 3 metry. Az krew cierpla.
          • basiak36 Re: o to to! 18.06.10, 12:04
            >
            > Ej, no, troszke tu widze przesade jednak. "w glebi kontinuum" lansuje taki
            > sposob traktowania mobilnosci niemowlaka, ze nalezy wiedziec, gdzie jest, ale
            > pozwalac, by sobie lazilo. OK, tylko, ze miasto to cos zupelnie innego, niz
            > zycie w naturze.

            W naturze jest o wiele wiecej niebezpieczenstw niz schodysmile Poza tym kto na
            poczatku puszcza dziecko samo po schodach? Ja na poczatku stalam kilka stopni
            nizej aby w razie czego lapac. Szybko nauczyla sie pewnie schodzic. Ze starszym
            dzieckiem dlugo byla bramka na schodach i od razu z nich spadl po zabraniu
            bramki. Mlodsze dziecko szybciej wiedzialo o co chodzi.

            Pewnie, ze to przegiecie, taka mama, jaka ostatnio widzialam na placu zabaw - z
            > krzykiem biegla do 5-latki, wolajac, zeby mala nie wchodzila na zjezdzalnie bez
            > jej asekuracji - trzymala ja za reke przy wchodzeniu na 6 stopni (piasek pod
            > spodem) i podtrzymywala podczas zjezdzania.

            No wlasnie o to mi chodzi. Albo o hasla 'uwazaj bo rozlejesz', 'spadniesz', z
            gory zakladanie ze sie nie uda, a potem sie dziwimy ze nie probuje. Wyreczamy
            dzieci w ubieraniu, sprzataniu wlasnego pokoju, itp.
            • asjula1 Re: o to to! 18.06.10, 13:43

              > W naturze jest o wiele wiecej niebezpieczenstw niz schodysmile

              Zgoda. Tylko, ze IMO cywilizacja to te zagrozenia z natury + milion nowychwink No,
              moze lwow mniej na ulicach, ale psy tez potrafia byc nieprzyjemne.
              Zycie na wsi jest chyba bardziej przyjazne dla dziecka, niz w miescie - tzn. w
              kwestii bezpieczenstwa na codzien. Mowie tu nie o jakims wysokowydajnym
              gospodarstwie rolnym, tylko chalupce posrod pol i łakwink
              Troche mam porownanie, pierwszy rok spedzilismy w Warszawie, a teraz mieszkamy
              pod. Otwieram dzwi, wypuszczam dziecie na trawke i i nie musze sie stresowac, ze
              wyrznie na krzywym chodniku, spadnie ze schodow na klatce, albo z okna z 10-go
              pietra.
              Nie musze sprawdzac, czy winda jest za drzwiami na ww pietrze, bo to w moim
              bloku nie bylo takie oczywiste.... itp. itd.
              Tez nie jest calkiem soft, wczooraj mi pobiegl prosto pod samochod (tzn. no nie
              wiem, moze by sie i zatrzymal, ale jakos nie testowalam), w sklepie tez muesze
              go pilnowac itd, ale okazji do spadniecia, rozwalenia glowy itd jest jednak
              mniej. Nno, owadow wiecejwink Ale za to nie smierdzi spalinami.
              • basiak36 Re: o to to! 18.06.10, 14:03
                asjula1 napisała:

                No
                > ,
                > moze lwow mniej na ulicach, ale psy tez potrafia byc nieprzyjemne.
                > Zycie na wsi jest chyba bardziej przyjazne dla dziecka, niz w miescie - tzn. w
                > kwestii bezpieczenstwa na codzien. Mowie tu nie o jakims wysokowydajnym
                > gospodarstwie rolnym, tylko chalupce posrod pol i łakwink

                Tez prawdasmile) ostatnio bylismy z dziecmi na farmie, biegaly samopas, jedno
                wpadlo do strumyka, i bylo mnostwo smiechu. Ja lubie takie klimatysmile A
                cywilizacja swoja droga, ale chyba ewolucyjnie sie dostosowujemy?

                > Tez nie jest calkiem soft, wczooraj mi pobiegl prosto pod samochod (tzn. no nie
                > wiem, moze by sie i zatrzymal, ale jakos nie testowalam)

                No wlasnie, bo jak testowac? Moja coreczka nasladuje starszego brata i jakos
                wiem ze nie wybiegnie... moze za bardzo jej ufam ale jakis instynkt
                samozachowawczy chyba masmile)
                • globus.histericus Re: o to to! 18.06.10, 14:15
                  ale jakis instynkt
                  > samozachowawczy chyba masmile)

                  No właśnie, też mocno wierzę w ten instynkt smile
                  • asjula1 Re: o to to! 18.06.10, 18:40
                    A ja mam taka teorie, troche w klimacie przywolywanego juz "W glebi kontinuum",
                    ze dziecko ma instynkt samozachowawczy nie dostosowany do wspolczesnej cywilizacji.
                    Tak samo, jak nie pstryk nie przytosuje sie do spania w lozeczku, czy jezdzenia
                    wozkiem, tak samo nie ma koordynacji, sil i refleksu wystarczjaco
                    "wyewoluowanego", zeby sobie radzic dobrze w srodowisku nienaturalnym.
                    Ja stosuje praktyke - ucz sie dziecko, ja Cie z boku, bez narzucania sie,
                    przypilnuje, postoje obok, pochwale, gdy Ci sie uda, pociesze, gdy spadniesz i w
                    miare, jak bedziesz sobie coraz lepiej radzic, bede odpuszczac.
                    Chyba dobra strategia, bo maly smiga po zjezdzalniach itd. Ale na twardych
                    schodach ciagle przy nim jestem. Pozwalam tak ca do jego wzrostu wedrowac, jesli
                    wyzej, jest asysta.

                    Nie wiem, moze za duzo okropnych wypadkow widzialam, dzieci z rozbitymi glowami
                    , przywiezione prosto z placow zabaw itd.
              • globus.histericus Re: o to to! 18.06.10, 14:13
                Ja generalnie jestem zwolenniczką luźnego podejścia, choć oczywiście
                wszystko w miarę zdrowego rozsądku. Nie stoję nad dzieckiem i muszę
                szczerze przyznać, że wyrżnęło kilka razy porządnie. Na szczęście
                kończy się na siniakach, małych guzach i zadrapaniach. Pewnie jakbym
                miała doświadczenie z pęknięciem czaszki zmieniłabym trochę
                podejście.
                Ja patrzę na ten problem też od drugiej strony, bo pilnując za bardzo
                dziecko, może nie stanie mu się krzywda fizyczna, ale może odnieść
                obrażenia psychiczne. Nie chciałabym bowiem żyć w świecie, w którym
                co rusz mi czegoś nie wolno, cały czas ktoś mnie ogranicza, a na
                dodatek nie wierzy, że sobie poradzę, dlatego też nie chcę, żeby w
                takim żyła moja córka. Nie chcę też, żeby moje dziecko miało obraz
                świata, w którym zza każdego rogu czyha niebezpieczeństwo. Ale jak we
                wszystkim, każdy musi znaleźć swój złoty środeksmile
                • basiak36 Re: o to to! 18.06.10, 19:28
                  globus.histericus napisała:

                  > Ja generalnie jestem zwolenniczką luźnego podejścia, choć oczywiście
                  > wszystko w miarę zdrowego rozsądku. Nie stoję nad dzieckiem i muszę
                  > szczerze przyznać, że wyrżnęło kilka razy porządnie.

                  No to tak jak ja. Nie uwazam ze guzy i upadki to problem, u malych dzieci zwykle
                  jest tak ze lepiej radza sobie np ze spadkami ze schodow niz doroslismile
                  A przez rzadkie przypadki tragicznych wypadkow nie bede zmieniac podejscia...
                  Moja 2.5 letnia corka wspina sie z moim 7.5 letnim synem na taka sciane do
                  wspinania, i radzi sobie dobrze. Jak spadnie, bedzie miekkie ladowanie, i nie
                  jest na tyle wysoko aby mogla zrobic sobie krzywde. Ani razu nie spadla. Jak
                  mialabym jej zabronicsmile)
                  No i ta sama 2.5 latka od roku smiga na hulajnodze, dosc szybko.
                  Jej kolezanka, 4 latka, zostala puszczona przez mame na hulajnoge po raz
                  pierwszy bez mamy trzymajacej za rame. Jak pojechala to wyladowala na ulicy, tak
                  szybko ze mama nie zdarzyla jej zlapac. Mama byla zla i wiecej nie pozwolila.
                  Pytanie jaka to lekcja zyciowa dla dziecka?
                  • asjula1 Re: o to to! 18.06.10, 20:11
                    Ok, no. Moze ja mam bardziej rozbudowana wyobraznie w kwestii rozbitej glwy,
                    pekniecia czaszki, krwiakow itd, tfutfuwink
                    • basiak36 Re: o to to! 18.06.10, 23:08
                      asjula1 napisała:

                      > Ok, no. Moze ja mam bardziej rozbudowana wyobraznie w kwestii rozbitej glwy,
                      > pekniecia czaszki, krwiakow itd, tfutfuwink

                      Zdziwilabys sle ale ja troche tezsmile Moj 7 latek byl juz 3 razy na pogotowiu z
                      rozbita glowa w ciagu ostatnich 2 lat. Raz bo wspial sie na jakas szope i spadl
                      na tyl glowy na beton. A raz bo biegl z kolega na tenisie, potknal sie i upadl
                      glowa na kawalek metalowej czesci siatki. Koszmar.. no ale nie powiem mu zeby
                      nie biegal i nie wspinal sie.. z takim starszym dzieckiem trudniej, nie da sie
                      az tak kontrolowacsmile
                      • globus.histericus Re: o to to! 18.06.10, 23:25
                        A czy po tych przejściach jest bardziej ostrożny i uważa w takich
                        sytuacjach, czy wręcz odwrotnie?
                        • basiak36 Re: o to to! 19.06.10, 20:28
                          globus.histericus napisała:

                          > A czy po tych przejściach jest bardziej ostrożny i uważa w takich
                          > sytuacjach, czy wręcz odwrotnie?

                          Uwaza bardziej, na szopy juz sie nie wspinasmile Ale ile z was ma 7-8 letnich,
                          ruchliwych chlopcowsmile)
                          A jak graja w tenisa to niestety czasem tak jest ze biegaja szybko i mozna sie
                          potknac.. z pilka nozna to samo, ostatnio jego kolega uderzyl glowa w slupek bramki.
                          Plus taki ze w tym wieku wszystko szybko sie goi, sprawdzili go dokladnie w
                          szpitalu.
                      • asjula1 Re: o to to! 18.06.10, 23:54
                        O matko, no to nieciekawie. To moze jednak wartaloby takiemu kamikadze jednak
                        nakreslic konsekwencje szarzowania? Moze on sie ciut na bardzo bezpieczny i
                        niezniszczalny czuje? Czyli, Twoja niechec do kontrolowania i zniechecania
                        powoduja, ze o zagrozeniu przekonuje sie post factum, czyli jak juz sobie kuku
                        zrobi?? No nie wiem, nie wiem...

                        Kilka razy nic sie nie stalo, ale wiesz.... tfu tfu, z gumy nie jest.

                        To moze ja juz wole swojemu opisac, co bedzie, gdy sie wespnie i ew. spadnie z
                        jakiejs szopy?sad Niech korzysta z mojej wiedzy teoretycznej, nie ze swojej empiriiwink
                        • asjula1 Re: o to to! 18.06.10, 23:56
                          asjula1 napisała:

                          _za_ bardzo bezpieczny of kors mialo byc
                        • basiak36 Re: o to to! 19.06.10, 20:34
                          > To moze ja juz wole swojemu opisac, co bedzie, gdy sie wespnie i ew. spadnie z
                          > jakiejs szopy?sad Niech korzysta z mojej wiedzy teoretycznej, nie ze swojej empi
                          > riiwink

                          I niestety tutaj wychodzi nasza zludna wiara ze da sie dziecko nauczyc na
                          podstawie naszych doswiadczen.. nie da sie.
                          I zaloze sie ze jak powiesz swojemu aby sie nie wspinal, to specjalnie pojdzie
                          sprobowac.
                          Tak juz dzieci majasmile Zdziwilabym sie jakby dziecko grzecznie przytakiwalo i
                          skrzetnie omijalo wszystko przeciw czemu mama ostrzega. Na drzewo sie nie
                          wspinaj, na plot tez nie, obok strumyka nie chodz, na drabinki nie wlazsmile Jejku
                          co takiemu chlopcu zostanie do robotysmile)
                          A moj chyba z gumy jest jednaksmile) Ale jak dziecko uprawia rozne sporty kilka
                          razy w tygodniu to nie da sie uniknac drobnych problemowsmile

                          Czyli, Twoja niechec do kontrolowania i zniechecania
                          > powoduja, ze o zagrozeniu przekonuje sie post factum, czyli jak juz sobie kuku
                          > zrobi?? No nie wiem, nie wiem...

                          A jak robi Twoje dzieckosmile) Jaki sport uprawia? Slucha mamy i wszedzie chodzi z
                          mama za rekesmile)? Tego bym sie obawiala, bo kiedys moze chciec sie nagle wyrwac
                          na wolnoscsmile Z dzieckiem znajomej tak bylo, mama ciagle ostrzegala, pilnowala,
                          nigdzie nie wlazil, az kiedys z kolegami gdzies udalo mu sie wyrwac i mocno
                          niekontrolowanie sie zachowywal.. Tego boje sie najbardziej, dziecka
                          wychowywanego non stop ze 'nie wolno' i 'lepiej nie'.
                          Wlasnie takie doswiadczenia jak te ktore mial moj, pokazuja mu ze trzeba uwazac
                          i robi sie ostrozniejszy...
                          • asjula1 Re: o to to! 19.06.10, 23:08
                            Od razu protusjac - nie jestem (chyba) jakas ultralękowa mama, raz dostalam
                            nawet ochrzan od starszago brata, ze za malo uwazam na dzieckowink Bardzo to bylo
                            niemile, pomyslalam ,ze jesli cos nie daj Najwyzszy Programisto, sie malemu
                            stanie, bedzie, ze bylo to do przewidzenia, bo o dziecko nie dbalamwink
                            No ale zainteresowala mnie Twoja taktyka. Czy mam rozumiec, ze dajesz dziecku
                            testowac wszelkie konsekwencje na sobie, czy, uprzedzasz/informujesz o pewnych
                            niebezpieczenstwach jednak?
                            Chyba nie czekalas az, no nie wiem.. prad go kopnie, a poinformowalas, ze jak
                            wlozy drucik do gniazdka, moze taka operacje przyplacic niemilymi konsekwencjami?

                            Nastolatka uprzedzisz o konsekwencjach uprawiania seksu bez zapezpieczenia, czy
                            spokojnie zniesiesz opcje, ze przyprowadzi trzynastoletnia ciezarna kolezanke?wink))
                            • basiak36 Re: o to to! 20.06.10, 00:08
                              > No ale zainteresowala mnie Twoja taktyka. Czy mam rozumiec, ze dajesz dziecku
                              > testowac wszelkie konsekwencje na sobie, czy, uprzedzasz/informujesz o pewnych
                              > niebezpieczenstwach jednak?

                              Ale nie rozumiem co masz na myslismile) Ze niby puszczam 7 latka w swiat zeby sie
                              uczyl?smile) Dlatego ze udalo mu sie wspiac na szope i spasc?smile A ja siedze patrze
                              i sie usmiechamsmile)
                              Wydaje mi sie ze zachowuje sie dosc przecietnie, ostrzegajac dziecko na ile sie
                              da, ale nie stoje nad nim bez przerwy na placu zabaw na przyklad. Jest wieksza
                              czesc dnia w szkole i nauczyciel na dyrzurze nie pilnuje kazdego dziecka non
                              stop. Nie wiem czy sa jacys chlopcy ktorzy wypadkow podobnych nie mielismile

                              > Chyba nie czekalas az, no nie wiem.. prad go kopnie, a poinformowalas, ze jak
                              > wlozy drucik do gniazdka, moze taka operacje przyplacic niemilymi konsekwencjam
                              > i?

                              Wiesz, przedziwne wnioski wyciagasz.. takie sobie historie dopowiadasz? W jakim
                              celu?

                              > Nastolatka uprzedzisz o konsekwencjach uprawiania seksu bez zapezpieczenia, czy
                              > spokojnie zniesiesz opcje, ze przyprowadzi trzynastoletnia ciezarna kolezanke?;
                              > )))

                              Wiesz, jesli az tak daleko posuwasz sie z interpretacja tego ze nie stoje nad
                              glowa 7 latka na placu zabaw non stop, to gratuluje wyobraznismile) Domyslam sie ze
                              musisz miec naprawde super spokojne dziecko ktore glownie siedzismile

                              Ja w takim razie rozumiem ze jako opiekuncza mama bedziesz chodzic za swoim
                              dzieckiem wszedzie, trzymac za reke, rowniez kiedy przyjdzie do spraw
                              damsko-meskich, bedziesz na miejscu aby objasnic co i jaksmile))) No ok, pewnie tak
                              tez moznasmile)
                          • asjula1 Re: o to to! 19.06.10, 23:20
                            > I zaloze sie ze jak powiesz swojemu aby sie nie wspinal, to specjalnie pojdzie
                            > sprobowac.
                            > Tak juz dzieci majasmile

                            Ty no, jednak bym polemizowala. Moje starsze dziecko jakos nie testowalo
                            odpornosci swoich powlok cielesnych, nie wiem, moze to kwestia temperamentu,
                            albo moze mial wiecej szczescia. W szpitalu bylismy przez cale jego zycie dwa
                            razy - raz z kleszczem w kaciku oka i raz na zeszycie dziasla, no ale tu
                            polecial na lawke na perzerwie , popchniety przez jakiegos biegacza.
                            Kurka, jakos mialam z nim dobry kontakt, rozmawialismy duzo, pewnie, ze nie
                            zawsze mnie sluchal, ale jak wymyslil jakis przeokropny pomysl na spedzenie
                            wakacji od ktorego zawalu prawie dostalam, poprosilam go, zeby odpuscil, bo dla
                            mnie to ciut za bardzo hardcoreowe i nawet sie laskawie zgodzilwink
                            Tfu, tfu, oby mu sie nie odnowilo, bo to taki pomysl typu sen koszmar kazdej
                            matki (no, moze Ty bys dala rade, jako mniej wystresowanawink)
                            • basiak36 Re: o to to! 20.06.10, 00:11
                              > Ty no, jednak bym polemizowala. Moje starsze dziecko jakos nie testowalo
                              > odpornosci swoich powlok cielesnych, nie wiem, moze to kwestia temperamentu,
                              > albo moze mial wiecej szczescia. W szpitalu bylismy przez cale jego zycie dwa
                              > razy - raz z kleszczem w kaciku oka i raz na zeszycie dziasla, no ale tu
                              > polecial na lawke na perzerwie , popchniety przez jakiegos biegacza.

                              No ale w jaki sposob spedza wolny czas Twoje dziecko? Bo jesli regularnie
                              uprawia sport to ciezko mi uwierzyc ze drobnych wypadkow nie ma. W rugby na
                              pewno nie gra, w football tez nie?smile Jakis lekki sport? No plywanie jest w sumie
                              najmniej grozne jesli chodzi o kontuzje...
                              Ja tez bylam z moim w szpitalu 2 razy, czyli tak jak Ty, rozumiem ze to co
                              napisalas do mnie w poprzednim poscie, moglabys tez do siebie napisac?smile)
                              • asjula1 Re: o to to! 20.06.10, 20:53
                                "Moj 7 latek byl juz 3 razy na pogotowiu z
                                rozbita glowa w ciagu ostatnich 2 lat."wink
                                Moj byl dwa w ciagu dziewietnastu, z zcego raz z kleszczemwink no i sam sobie ,
                                odpukac, nigdy krzywdy nie zrobil, no ale przeciez to nie zawodywink

                                Napisalas: "Jak dla mnie, jesli dziecka sie nie hamuje, a tylko w miare
                                obserwuje zeby sobie krzywdy nie zrobilo"
                                "I niestety tutaj wychodzi nasza zludna wiara ze da sie dziecko nauczyc na
                                podstawie naszych doswiadczen.. nie da sie. "
                                "Wlasnie takie doswiadczenia jak te ktore mial moj, pokazuja mu ze trzeba uwazac
                                i robi sie ostrozniejszy... "

                                Wywnioskowalam, ze nie rozmawiasz z nim, o bezpieczenstwie, pozwalasz mu na
                                wlasnej skorze doswiadczac konsekwencji swoich zdaialn, ze tak sie uczy.
                                Dlatego spytalam, czy w ogole probujesz czasem go jednak ostrzec, piszesz, ze
                                tak - OK, o to mi chodzilo.
                                Moje dziecko samo jezdzilo pociagiem majac z 12 lat, chodzilo na dlugie
                                wycieczki po Warszawie, samo nocowalo na dzialce pod Pruszkowem majac lat z 14
                                (to bylo okropne dla mnie, brr) - nie powiem, ze mi sie to podobalo, ale jakos
                                zaciskalam zeby, zeby wlasnie nie byc taka mama typu "uwazaj, bo sobie krzywde
                                zrobisz". Ale o wielu rzeczach z szeroko pojetego bezpieczenstwa rozmawialismy
                                i nadal rozmaiamy, bo on wlasnie jakis nadmiernie moim zdaniem wyluzwany jest,
                                echh...
                                • basiak36 Re: o to to! 20.06.10, 22:03
                                  asjula1 napisała:

                                  >
                                  > Wywnioskowalam, ze nie rozmawiasz z nim, o bezpieczenstwie, pozwalasz mu na
                                  > wlasnej skorze doswiadczac konsekwencji swoich zdaialn, ze tak sie uczy.

                                  Nadal nie rozumiem czemu tak wywnioskowalas, bo jedyne co napisalam to ze nie
                                  stoje nad dzieckiem bez przerwysmile) I ze dziecko uczy sie wedlug doswiadczen,
                                  takich normalnych i typowych. Kiwa sie na krzesle, iles razy tlumaczylam aby
                                  tego nie robil i raz spadl. Wiecej sie nie kiwa. Dzieci testuja i jest to
                                  normalne calkowicie.
                                  Nie hamuje dziecka bo nie zabraniam bawic mu sie na placu zabaw i nie biegam za
                                  nim jak gra w tenisasmile

                                  5 latek ktory biegnie i uderza sie przypadkowo glowe potykajac o wystajacy
                                  przedmiot, raczej z ostrzezeniami tutaj nic nie zyskamy. Ja nadal nie wiem jak
                                  Ty bys pilnowala ruchliwego chlopca ktory gra w pilke nozna czy rugby?

                                  > Moje dziecko samo jezdzilo pociagiem majac z 12 lat, chodzilo na > > dlugie
                                  > wycieczki po Warszawie,

                                  Zalezy jakie wyprawy, bo sa jednak sytuacje z ktorymi 12 letnie dziecko
                                  samotnie moze sobie nie poradzic. Syn kolezanki dojezdza 2 stacje pociagiem do
                                  szkoly, ma 12 lat i jest ok.

                                  Czyms zupelnie innym sa guzy i zadrapania z dziecinstwa (ja akurat z duzymi
                                  guzami na pogotowie pojechalam, bo to bylo moje pierwsze dziecko, teraz pewnie
                                  tylko bym zimny opatrunek dala) a czym innym samotne wyprawy w zaleznosci od wieku.
                                  • asjula1 Re: o to to! 20.06.10, 22:32
                                    Ale ja nie biegam za dzieckiem. Ze starszym rozmawialam o pewnych rzeczach,
                                    ktorych wolalam, zeby nie testowal na wlasnej skorze i jakos sie udawalo na
                                    rzadziej lub czesciejwink Opisalam mu np. co sie dzieje z czlowiekiem, ktory
                                    bierze narkotyki, powiedzialam, ze udusze, jezeli bedzie takim idiota, zeby dsam
                                    sprobowac i jakos, odpukac, nie probuje.

                                    Pewnym rzeczom zapobiec nie sposob, ale wierze, ze dzieci sa madre i jak sie im
                                    nakresli konsekwencje durnych zachowan, to troche do wyobrazni przemowic sie udawink

                                    Malego pilnuje, ale tak be szalenstw. Asystuje mu, gdy oceniam, ze dalsza
                                    eksploracja czegos, np. schodow grozi smiercia lub kalectwem, gdyby cos sie mu
                                    nie udalo jednak. Ja widzialam umierajacego siedmiolatka, nigdy wiecej nie chce
                                    widziec.
                                    • basiak36 Re: o to to! 20.06.10, 23:48
                                      asjula1 napisała:


                                      > Pewnym rzeczom zapobiec nie sposob, ale wierze, ze dzieci sa madre i jak sie im
                                      > nakresli konsekwencje durnych zachowan, to troche do wyobrazni przemowic sie ud
                                      > awink

                                      No wiadomo, tylko z 3 latkiem nie bardzo da sie jeszcze rozsadnie rozmawiacsmile Z
                                      moim 7 latkiem juz lepiej bo np wiem ze nie musi testowac wylazenia na ulicesmile
                                      Wie tez dlaczego lepiej nie probowac roznych dziwnych rzeczy, bo z tych naszych
                                      rozmow chyba cos zostaje. Niemniej nie mam zludzen ze czasem dziecko moze
                                      poniesc ciekawosc swiata..
                                      >
                                      > Malego pilnuje, ale tak be szalenstw. Asystuje mu, gdy oceniam, ze dalsza
                                      > eksploracja czegos, np. schodow grozi smiercia lub kalectwem, gdyby cos sie mu
                                      > nie udalo jednak.

                                      Ja asystowalam malej dopoki nie widzialam ze schodzi bardzo pewnie, a i wtedy
                                      zawsze bylam gdzies blisko na dole schodow. Jest bardzo ostrozna, schodzi powoli
                                      i jakos wiem ze jest ok.
    • iwoniaw Re: (nie)samodzielnosc 17.06.10, 13:52
      Moje dzieci były noszone w chuście dopóki masa pozwalała wink Wiele o
      nich można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są niesamodzielne.
      Wprost przeciwnie, mam wrażenie, że właśnie dlatego, że jako
      noworodki i niemowlęta były wyprzytulane "do oporu", jako
      przedszkolaki nie miały problemów z adaptacją w grupie, rozstaniami
      na kilka godzin i potrzeby trzymania się za maminą spódnicę non stop.
    • anik801 Re: (nie)samodzielnosc 17.06.10, 21:29
      Moja ma 6,5r.więc powinna już być bardziej zaradna.Ja w jej wieku to
      robiłam prawie wszystko sama-serio.Do zerówki chodziłam sama,a
      miałam kawałek i przez ulicę przechodziłam.Mama nie musiała mnie ani
      ubierać,ani sprawdzać czy lekcje odrobione.A moje dziecko tam gdzie
      się rozbiera,tam ciuchy rzuca(choć w łazience jest kosz na
      brudne),tam gdzie je cukierka rzuci papierek na dywan.Cały czas
      muszę jej zwracać uwagę i dopiero wtedy robi tak jak należy.Przy
      lekcjach ryczy-że niby za dużo-no tak w zerówce jest masa naukiwink
    • agnen Re: (nie)samodzielnosc 19.06.10, 22:02
      Przeczytałam mniej więcej cały wątek i właściwie nic nowego nie napiszę
      U nas jest tak:
      młoda (2i9m) jest raczej nieśmiała i łatwo ją przestraszyć (to opis zachowania
      nie "etykietka"). nosiliśmy ja w chuście długo (jeszcze do tej pory raz na jakiś
      czas sie zdarza), 2,5r karmiłam piersią, śpi z nami, do spraw siniaków i
      obijania podchodzę z dystansem, zwłaszcza ze młoda zawsze była dość ostrożna
      (kilka mies temu zdała sobie sprawę z realnej możliwości zrobienia sobie krzywdy
      jak sie skąś spadnie itp. więc jest jeszcze ostrożniejsza).

      nie pomagałam jej ani nie zabraniałam np. włazić na zjeżdżalnie (te wysokie),
      chodzić samemu po schodach kiedy tylko chciała, bujać sie na huśtawkach, tych
      bez oparcia też. Często miałam i miewam ciągle wrażenie że młoda gdzieś się
      trzaśnie, wywali, ale okazuje się że ma zaskakujące umiejętności hamowania 3mm
      od krawędzi drzwi np. wink.
      no i młoda jest samodzielna w kwestiach "życia codziennego": jedzenia (robi
      sobie kanapki na śniadanie jak ma przygotowany sprzęt), spania (mówi że jest
      zmęczona i chce sie położyć), sikania,mycia, ubierania (nie do końca umie sie
      sama ubrać, ale rozbiera sie bez problemów i mówi że jej za zimno/za gorąco),
      pomocy w przygotowywaniu jedzenia, mycia swojego talerzyka i sztućców, w ramach
      rozrywki robi pranie (włącza zapakowaną pralkę i wyjmuje i rozwiesza część
      prania) itp. Oczywiście nie robi tego za każdym razem i jest to dla niej zabawa
      (znaczy ona myje swój talerz tak jak mama itp), ale umie.
      Dobrze też radzi sobie z emocjami, jeśli nie jest bardzo wytrącona z równowagi
      to sama się uspokaja, jak ja coś zaboli to sama sobie "daje buzi" wink, sama się
      zbiera po przewróceniu i tylko informuje że "bam"
      natomiast jest znacznie mniej samodzielna w kontaktach z innymi ludźmi. Często
      po prostu potrzebuje tłumacza (bo mało mówi i czasem trudno ją zrozumieć), ale
      nie tylko o to chodzi.

      Co do AP to zgadzam się że ewolucja przystosowała dzieci świetnie do radzenia
      sobie z problemami lasów tropikalnych i sawanny, natomiast wcale ich nie
      przygotowała do samodzielności w centrum miasta. Co nie znaczy że trzeba od razu
      pilnować dziecka na każdym kroku, ale ważne jest dobre zabezpieczenie mieszkania
      (zwłaszcza gniazdek).
      No i wbrew pozorom podoba mi się idea szelek i smyczy (w sytuacji chodnika obok
      ruchliwej ulicy, nie w spokojnym parku), daje to dziecku całkiem duży zakres
      samodzielności i nie pozwala na wylądowanie pod samochodem w pogoni za np. gołębiem.

      Właściwie to dzieci są różne, AP nie zmieni drastycznie niczyjego charakteru,
      ale dzieci AP w miarę swoich możliwości są samodzielne przez to że mają realny
      wpływ na swoją rzeczywistość. Rodzice zostawiają dziecko "same sobie" z różnymi
      problemami a dzieć chce ich pomocy tylko wtedy kiedy stwierdzi że sam sobie nie
      poradzi.
      • asjula1 Re: (nie)samodzielnosc 20.06.10, 22:18
        OK, sluchajcie. Ja sie zgadzam, ze dziecko, ktoremu daje sie duzo okazji do
        trenowania koordynacji, wyrabiania pewnych odruchow itd. jest bardziej sprawne
        fizycznie, niz dziecko, ktore okazji takich ma mniej. Ale jednak ciagle nie jest
        to Spiderman, czy tam inny superhero polimerow, moze sie potknac, zachwiac,
        poślizgnąć - tak samo, jak dorosly czlowiek.
        Kontuzjom kurka cyrkowcy, alipnisci spadaja czasem itd. Pewien jakis wujek
        znajomego po 20 latach zawodowego jezdzenia samochodem pomylil sie i wcisnal gaz
        zamiast hamulca, rozwalajac sktecznie samochod swoj i kilka innych.

        Nasz mozg nie jest nieomylna maszyna, nasze cialo jest zawodne - chyba dotyczy
        to takze dopiero uczacych sie dzieci. Czy bierzecie pod uwage, ze dziecko,
        kiedy spadnie z wysokich schodow, moze dosznac: pekniecia czaski, urazu mozgu,
        polamania kosci, umrzec.
        Zeby bylo jasne, nie oskarzam, tylko probuje zrozumiec, jak to sie robi, zeby
        sie nie przejmowacsmile
        • asjula1 Re: (nie)samodzielnosc 20.06.10, 22:22
          > Kontuzjom _ulegaja_ kurka cyrkowcy;|) Tak to jest, jak sie probuje pisac nad
          glowa synka wiercipietywink
        • agnen Re: (nie)samodzielnosc 21.06.10, 09:50
          asjula, ale ja nigdzie nie napisałam że młoda właziła na te wysokie schody i
          drabinki właziła bez kogoś kto był na tyle blisko żeby łapać. Jak była młodsza
          po prostu właziła gdzie chciała sama a ja albo m staliśmy obok wink
    • kinga_owca Re: (nie)samodzielnosc 21.06.10, 00:21
      samodzielnego czyli jakiego? samoobsługowego, potrafiącego
      samodzielnie się bawić czy odważnego?

      bo w tym wątku mieszają się te rzeczy

      Tomek jest jak na 2 latka chyba w miarę samoobsługowy - potrafi
      sobie wybrac ubranie (wg własnego gustu rzecz jasna), potrafi zdjąc
      sobie skarpetki, spodenki i majtki, nie potrafi zdjąc nierozpinanej
      bluzki, ale taką bluzę na suwak zdejmie
      potrafi odłożyć na miejsce rzeczy (buty do swojej szafki, ciuchy z
      prania do właściwych szuflad) i przynieść na moją prośbę z komody
      np. spodenki czy bluzkę
      potrafi nakryc do stołu, posmarowac masłem chleb, nasypać mi kawy do
      ekspresu, wytrzeć na mokro podłogę czy stół, wyjąc rzeczy ze
      zmywarki (sztućce i swoje plastiki) i wsadzić je na miejsce
      no wiele takich rzeczy potrafi, ludzie są zachwyceni czasem wink

      ale on jest cykorek (sam tak mówi o sobie), mimo, że od zawsze
      zachęcany, chwalony - to ruchowo nigdy wyrywny nie był
      zaczął chodzic gdy miał 16 miesięcy, bo wcześniej bał aie puścić, a
      stawał mając 9 miesięcy
      na jeździku zaczął jeżdzic jak mial jakoś półtora roku, chyba nawet
      więcej, bo wcześniej się bał
      dopiero niedawno nauczył się wchodzić i schodzić z konika na
      biegunach!
      jak mu kupiliśmy taką malutka 3-stopniowa zjeżdzalnię do pokoju
      (miał wtedy prawie 2 latka) to wchodził tylko na te stopnie i nie
      chciał sam siadać, trzeba go było sadzać bo nas wolał
      nigdy nie wdrapywal się na krzesła, stoły, przy schodach czekał żeby
      go wziąc za rękę
      a zawsze staliśmy przy nim, dopingowaliśmy, pokazywaliśmy, że to nic
      strasznego, ale on zachowawczy jest bardzo w takich ruchowych
      rzeczach
      na 2 latka dostal laufrada, obejrzał, usiadł i zlazł z
      tekstem "Tomeczek jest za malutki" - i laufrad czeka sobie pewnie do
      3 urodzin

      za to np. potrafi sam zapisac się do fryzjerki wink poprosi panią w
      sklepie o rzodkiewki, spyta się obcej babki jak ma na imię itp.

      to chyba jednak w dużej mierze zależy od charakteru dziecka, bo on
      odważny "intelektualnie" jest ale ruchowo to cykorek wink
    • dagis.1 Re: (nie)samodzielnosc 21.06.10, 10:12
      wg mnie nie istnieje cos takiego jak profil dzieci AP
      opiekunom moze przyswiecac idea wychowania bliskosci ale kazdy z nas wychowuje
      dzieci troche inaczej, poza tym kazde dziecko jest inne. jedne do samodzielnosci
      daza z wieksza determinacja inne z mniejsza. porownywanie "dzieci AP" kontra
      "dzieci nie- AP" jak dla mnie mija sie z celem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka